Polska jest piękna od gór do morza! Te miejsca w Polsce docenił Google
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Polska jest piękna od gór do morza! Te miejsca w Polsce docenił Google

Google wyróżnił 16 największych atrakcji turystycznych w całej Polsce, przyznając im Złote Pinezki. Brane pod uwagę były wszystkie województwa, a na liście znalazły się przede wszystkim zabytki, muzea i parki.
Sylwia Arlak
13.08.2020

Google zaprezentował listę 16 największych atrakcji turystycznych w Polsce. Zwycięzców wybrali użytkownicy aplikacji Google Maps. W każdym z województw wskazali jeden najciekawszy obiekt wyróżniony Złotą Pinezką.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Śladem zabytków w Polsce

„To szczególne wyróżnienie, bo chociaż przyznane przez nas, to tak naprawdę nagroda w imieniu samych podróżników i użytkowników Map. To właśnie dzięki ich ocenie i zaangażowaniu mogliśmy wyłonić najlepiej oceniane atrakcje turystyczne w każdym z województw – miejsca szczególne i warte odwiedzenia” – powiedziała Elżbieta Różalska z Google Polska.

Na liście znalazł się m.in. zamek w Malborku, mosty w Stańczykach, wrocławskie Afrykarium, zamek na Wawelu w Krakowie, Filharmonia Opolska i warszawskie Łazienki Królewskie.

Zamek w Malborku to słynny zamek krzyżacki z XIII wieku. Największy na świecie pod względem powierzchni znajduje się na liście zabytków UNESCO. 

Zamek na Wawelu to największa atrakcja Krakowa. Rezydencja królewska ma  7040 m² powierzchni i 71 sal wystawowych. Wraz ze Starym Miastem, Kazimierzem i Stradomiem został wpisany w 1978 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Warszawskie Łazienki Królewskie zachwycają turystów o każdej porze roku. Letnią rezydencję króla Stanisława Augusta tworzą klasycystyczne zabytki i historyczne ogrody.

Mosty w Stańczykach wyglądają jak wyjęte z przygodowego filmu. Należą do najwyższych w Polsce i przypominają rzymskie akwedukty.

Filharmonia Opolska mieści się  w samym centrum miasta, przy Kanale Młynówka. Rozbudowa nowego gmachu kosztowała miliony, ale było warto. Nowoczesny budynek przyciąga miłośników muzyki symfonicznej, operowej, kameralnej, musicalu, jazzu czy poezji śpiewanej.

Z kolei wrocławskie Afrykarium to największa atrakcja wrocławskiego ZOO. W pierwszym oceanarium w Polsce zobaczymy m.in.  rafę koralową i około 50 gatunków różnych ryb.

Mapy Google działają od 2005 roku, a z usługi korzysta już ponad miliard użytkowników na całym świecie. Do map dodano ponad 200 milionów miejsc, a użytkownicy każdego dnia publikują ponad 20 milionów wpisów (opinii, informacji i zdjęć).

Złote Pinezki — cała lista wyróżnionych:

  •    Wały Chrobrego (województwo zachodniopomorskie)
  •     Zamek w Malborku (województwo pomorskie)
  •     Żywe Muzeum Piernika (województwo kujawsko-pomorskie)
  •     Mosty w Stańczykach (województwo warmińsko-mazurskie)
  •     Pałac Branickich w Białymstoku (województwo podlaskie)
  •     Łazienki Królewskie (woj. mazowieckie)
  •     Pasaż Róży (województwo łódzkie)
  •     Park Cytadela (województwo wielkopolskie)
  •     Międzyrzecki Rejon Umocniony – Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie (województwo lubuskie)
  •     ZOO Wrocław Afrykarium (województwo dolnośląskie)
  •     Filharmonia Opolska im. Józefa Elsnera (województwo opolskie)
  •     Kopalnia Guido (województwo śląskie)
  •     Zamek Krzyżtopór w Ujeździe (województwo świętokrzyskie)
  •     Muzeum Zamoyskich w Kozłówce (województwo lubelskie)
  •     Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku (województwo podkarpackie)
  •     Zamek Królewski na Wawelu (województwo małopolskie)
     
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kenia
East News

Safari w języku suahili znaczy podróż – jedziemy do Kenii!

Ale zamiast do słynnego rezerwatu Masai Mara wyruszamy na północ. Tam, gdzie akacje rzucają ażurowy cień, stada słoni ciągną ku rzece, a wszystko to oglądamy, leżąc w hamaku.
Beata Lewandowska-Kaftan
28.05.2020

Najpierw sądziłam, że to mi się śni: potężny ryk tuż za ścianą naszego namiotu. Rankiem rangersi – uzbrojeni strażnicy rezerwatu – pokazali nam na piasku wielkie odciski łap. Duży samiec nawoływał lwicę. Gdy odpowiedziała, pobiegł w jej kierunku. Poszliśmy jego tropem przez busz wprost nad rzekę. Lwów nie zobaczyliśmy, ale ślady miłosnej schadzki były wyraźne. Samca i jego partnerkę spotkaliśmy jeszcze tego samego dnia. Podczas popołudniowego safari ujrzeliśmy, jak pochrapują pod akacją. Obok nas zatrzymał się samochód z grupką młodych Angielek. Podekscytowane trzaskały zdjęcia. Dwie z nich mimo protestów przewodnika wyszły na dach auta. W ułamku sekundy lwica znalazła się tuż za ich samochodem gotowa do skoku, a obie dziewczyny równie szybko umknęły do środka. Zastygliśmy z przerażenia. Nasz przewodnik, by rozładować napięcie, rzucił: „Pokazała, kto tu rządzi!”. Zasady obowiązujące w rezerwatach są jasne: na safari, gdzie żyją drapieżniki, nie wolno wychodzić z auta.  Parady słoni Samburu National Reserve to niewielki rezerwat w porównaniu z kenijskimi olbrzymami: Tsavo czy Masai Mara, liczy zaledwie 165 kilometrów kwadratowych. Leży w Wielkim Rowie Afrykańskim, pokrywają go sawanny i busz, z których gdzieniegdzie wystają wielkie skalne czopy, a na horyzoncie majaczą błękitne zarysy gór Karisia i Matthews Range. Na południowym skraju rezerwatu płynie duża, nigdy niewysychająca rzeka Ewaso Ng’iro, której dolinę znaczą smukłe palmy dum. To dzięki rzece tyle tu zwierząt. Stada słoni z niezwykłą regularnością pojawiają się nad wodą tuż przed zachodem słońca. Ciągną przez busz, z trzaskiem łamiąc gałęzie. W dolinie piją, polewają się wodą, polegują w rzecznym mule.  Te parady słoni mogę oglądać, nie ruszając się z lodge –...

Czytaj dalej
Sen Henri Rousseau
The Museum of Modern Art, New York. Gift of Nelson A. Rockefeller/Google Arts & Culture

Światowa kultura nigdy nie była tak dostępna, jak teraz

Opery, spektakle i galerie, które dzięki pandemii możesz obejrzeć wirtualnie, zapierają dech w piersiach. Za darmo! 
Magdalena Żakowska
29.04.2020

Kiedy w wyniku pandemii zamknięto kina, jasne było, że wiele filmowych premier przeniesie się na platformy streamingowe. Aktorzy, którzy z dnia na dzień stracili możliwość występowania w teatrze, udostępniają z pomocą social mediów swoje słuchowiska. Podobnie muzycy, którzy grają na żywo w naszych domach za pośrednictwem Facebooka, Instagrama, czy YouTube'a. Koncerty Johna Legenda, Chrisa Martina, Neila Younga, czy Orkiestry Symfonicznej z Melbourne dostępne są na wyciągnięcie ręki. Organizatorzy Festiwalu Jazzowego w Montrealu otworzyli dla fanów darmowy dostęp do archiwalnych koncertów, w tym Raya Charlesa, Marvina Gaye'a czy Niny Simone. Światowa kultura nigdy nie była jeszcze dostępna tak łatwo. Korzystajmy, póki można! Każdy centymetr „Gwiaździstej nocy” Dzięki platformie Google Arts & Culture mamy dziś niepowtarzalną okazję, żeby zwiedzić kompletnie za darmo najważniejsze instytucje kultury i sztuki na świecie – od Muzeum Van Gogha w Amsterdamie, przez Galerię Uffizi we Florencji, Galerię Sztuki w Johannesburgu po Tate Modern w Londynie. Nie dość, że bez kolejki i tłumu turystów, to jeszcze bliżej niż w rzeczywistości. Wystarczy kliknąć na wybrane dzieło, żeby obejrzeć je kawałek po kawałku, niemal pod lupą – tak blisko, żeby prześledzić każdy ruch pędzla. W nowojorskiej MoMA można w ten sposób przestudiować między innymi „Sen” Henri Rousseau i „Gwiaździstą noc” Van Gogha, a w paryskim Musee d'Orsay „Lekcję baletu” Edgara Degas, czy „Kobiety zbierające kłosy” Jean-Francois Milleta. Platforma Google Arts & Culture umożliwia zwiedzanie konkretnych muzeów, ale też wyszukiwanie obrazów konkretnych malarzy spośród kilkudziesięciu muzeów i galerii na świecie. Proponuje kulturalne wycieczki po...

Czytaj dalej
Andrzej Kruszewicz, Zoo
mat. prasowe

Dyrektor warszawskiego Zoo: „Wszyscy możemy uczyć się od zwierząt szczerości i radości”

Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego Zoo i Ptasiego Azylu namawia nas wszystkich, abyśmy przyglądali się zwierzętom i brali z nich przykład.
Sylwia Niemczyk
11.09.2020

W ich świecie nie ma pozerstwa, histerii, nie ma niczego na pokaz, no, chyba że w okresie tokowania. Za to są: radość, zachwyt, szczere uczucia. Obserwacja zwierząt dała mi bardzo dużo”, mówi dr Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo. Sylwia Niemczyk: Czy to prawda, że pana pierwszą miłością były wróble? Andrzej Kruszewicz: O wróblach napisałem doktorat, ale tak naprawdę moją pierwszą ptasią miłością był kanarek rodziców. Kiedy chcieli mieć mnie z głowy, to stawiali jego klatkę przed moim łóżeczkiem – podobno wlepiałem się w nią jak zahipnotyzowany. Poza kanarkiem pamiętam jeszcze z dzieciństwa makatkę nad łóżkiem: las z ptakami, też mogłem na nią patrzeć godzinami. Jak podrosłem, podglądałem wrony, szpaki, kawki, oczywiście wróble jak najbardziej też, szczególnie że one są bardzo przyjemne do obserwacji: zawsze dużo się u nich dzieje, jest mnóstwo zamieszania, trudno się nudzić. Człowiek nie rozumie, co te wróble właściwie robią, czemu np. samiczki biją samców, ale nawet jak nie rozumiemy, to i tak nie możemy od nich oderwać oczu.  Pamiętam też fascynację pszczołami, trzmielami. Albo wyprawy na obrzeża Białegostoku, gdzie mieszkałem, w poszukiwaniu glinianek z żabami. Jednak ptaki interesowały mnie zawsze najbardziej. W piątej czy szóstej klasie dostałem pierwszą lornetkę – wojskową, używaną, ale wciąż dobrą – i już wtedy wiedziałem, że obserwowanie zwierząt to jest to, co chcę robić w życiu. Poza kanarkiem były jeszcze jakieś inne zwierzaki w domu? Pies, kot? Rybki. Psa i kota nie było, mieszkaliśmy w bardzo małym mieszkanku, rodzice i trójka dzieci. Za to rybki były aż w dwóch akwariach, bo już w drugiej klasie podstawówki wywalczyłem u ojca, że będę miał swoje własne....

Czytaj dalej

Katarzyna Kobro  i Władysław Strzemiński: kochali i nienawidzili się do szaleństwa

Katarzyna Kobro i Władysław Strzemiński – byli wielkimi artystami, którzy poświęcili tak wiele sztuce, że dla siebie nawzajem nie starczyło im serca.
Magdalena Żakowska
17.10.2020

Kiedy w 2016 roku Andrzej Wajda zrealizował swój słynny ostatni film „Powidoki”, poświęcił go właśnie Władysławowi Strzemińskiemu – jednemu z najwybitniejszych malarzy XX wieku. Nikt nie spodziewał się, że odniesie taki sukces. Film, ze wspaniałą rolą Bogusława Lindy, opowiadał mało znaną historię wielkiego, prześladowanego artysty, który w czasach stalinowskich, nie godzi się, w imię sztuki na żadne polityczne ani artystyczne kompromisy. Wajda pominął w filmie prywatną stronę biografii Strzemińskiego – jego małżeństwo z Katarzyną Kobro. Związek tych dwóch wielkich awangardowych twórców miał w sobie całą gamę uczuć – od wielkiej miłości, do wielkiej nienawiści. Mówiono o nich para gwałtowników, oboje zmarli w latach 50. w osamotnieniu, a jedynym łącznikiem między nimi była córka Nika. Jak zaczęła się ta niezwykła historia, która choć całkiem prywatna miała ogromny wpływ na polską sztukę? Moskwa 1916 Szpitalna sala, dziesiątki łóżek. Duszący zapach środków dezynfekcyjnych, jęki rannych, nieprzytomnych, operowanych. Apogeum pierwszej wojny światowej. Całkiem nieromantyczna sceneria pierwszego spotkania Kobro i Strzemińskiego. Katarzyna, panienka z dobrego domu, pół Rosjanka, pół Niemka, wraz z koleżankami dogląda pacjentów. Podaje wodę, karmi, asystuje przy zmianie opatrunków, czyta i pisze za nich listy do rodzin. Jednym z jej podopiecznych jest Władysław. Wyróżnia się spośród setek rannych, i stopniem kalectwa, i… urodą. 23-letni oficer saperów, z pochodzenia Polak, trafia do szpitala już w maju 1915. W wybuchu granatu stracił dwie trzecie prawej nogi i ponad połowę lewego przedramienia. Odłamek uszkodził mu też prawe oko, dlatego ciągle je mruży i lekko zezuje. Ma bóle fantomowe i nie...

Czytaj dalej