„Samo kochanie psów nie wystarczy, jeszcze trzeba coś wiedzieć” – mówi zoopsycholog Dagmara Brągiel
archiwum prywatne

„Samo kochanie psów nie wystarczy, jeszcze trzeba coś wiedzieć” – mówi zoopsycholog Dagmara Brągiel

Nie ma złych psów, są tylko źli właściciele – można czasem usłyszeć. O swojej pracy ze zwierzętami – i ludźmi – opowiada Dagmara Brągiel, która jako zoopsycholog zajmuje się głównie psami po adopcji.
Kamila Geodecka
04.01.2021

Adoptujmy, nie kupujmy! – mówimy, ale gdy przyjdzie moment na wybór psa, zaczynamy myśleć o tym, z jakimi problemami wiąże sie adopcja zwierzęcia ze schroniska. Niektórzy będą nas ostrzegać, mówiąc, że adoptowany pies może być agresywny i będzie miał liczne problemy z zachowaniem w domu. I faktycznie może tak być. Wszystko jednak zależy od tego, w jaki sposób właściciel będzie opiekował się czworonogiem. O pracy z psami i ich właścicielami opowiada Dagmara Brągiel, zoopsycholog,  na co dzień współpracująca ze Stowarzyszeniem Dog Rescue.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Zoopsycholog – praca z psami i ludźmi 

Kamila Geodecka: Jesteś zoopsychologiem, zajmujesz się psami, ale domyślam się, że czasami to rozmowa z opiekunami zwierząt może być najtrudniejsza.

Dagmara Brągiel: Każda konsultacja, każda terapia to tak naprawdę praca głównie z opiekunem. Jeśli nie dotrzesz do opiekuna – nie pomożesz psu. Jeśli nie dostosujesz planu terapii i zaleceń do możliwości czasowych czy finansowych opiekuna – nie pomożesz psu. Ale czasami są inne problemy.

Na przykład?

Pamiętam konsultację, podczas której od początku coś mi nie grało. Przed pierwszym spotkaniem wysyłam formularz do wypełnienia – robię to po to, by podczas wizyty nie marnować czasu na zadawanie podstawowych pytań. Na pierwszej wizycie już po chwili wiedziałam, że jestem okłamywana. Wystarczyło popatrzeć na relację psa z jednym z domowników, a raczej jej brak.  Kolejne pytania potwierdziły, że adopcja nie była wspólnym wyborem całej rodziny, tylko jednego jej członka, który nie był w stanie sam opiekować się psem. To spowodowało przerzucenie części obowiązków na osobę, która wcale nie miała na to ochoty – mało tego, nie przepadała za psami. I w ten sposób zwierzę stało się przyczyną konfliktów w związku. Psy są papierkami lakmusowymi na nasze emocje, a te negatywne mogą prowadzić do destrukcji relacji i zaburzeń zachowania.

Udało im się porozumieć?

Niestety, także na wizycie kontrolnej gołym okiem było widać, że opiekunowie nie zastosowali się do zaleceń. To powoduje frustrację, bo wiesz, że nawet jeśli chcesz pomóc, to nie pomożesz. Moim zdaniem to była już rodzina nastawiona na zwrot psa. I ten pies faktycznie wrócił potem do schroniska ze względu na problemy z separacją –  zaburzeniem zachowania objawiającym się, u tego konkretnie psa, załatwianiem potrzeb fizjologicznych w domu podczas nieobecności opiekuna. Na szczęście pies od ponad roku jest w nowym domu i wspomniane problemy nie pojawiły się ani razu. Przypadek ten jest potwierdzeniem, że adopcja zwierzęcia powinna być decyzją wszystkich domowników.

Czytaj także: Dorota Sumińska: hrabianka, która uczy nas szacunku do zwierząt

Czasem opiekun bardzo chce psa, ale jeszcze nie wie, jak sobie z nim radzić... Masz jakiegoś psiaka, którego szczególnie zapamiętałaś?

Tak, to był pies przygarnięty przez młodego chłopaka. Został adoptowany z Wojtyszek – schroniska owianego złą sławą, niejednokrotnie nazywanego „umieralnią”. Nie znaliśmy przeszłości psa, ale wiadomo było, że boi się wszystkiego, nawet własnego cienia. Najchętniej nie wychodziłby spod łózka, a zdarzyło się nawet, że na widok obcej osoby wchodzącej do mieszkania załatwił się ze strachu. Początkowo podchodziłam do tego przypadku bardzo sceptycznie: młody opiekun plus pies panicznie bojący się ludzi. Przyznaję, nie do końca wierzyłam w sukces. Teraz, gdy na nich patrzę, stwierdzam, że uwielbiam tak się mylić.

Pewnie nie było łatwo.

Pracowaliśmy długo, właściwie ten proces trwa do teraz, ale widzę efekty. Przez swój upór, cierpliwość i wrażliwość, stosowanie się do zaleceń, opiekun uratował tego psa. Życzę sobie więcej takich młodych ludzi w tym kraju. Wyłącznie dzięki niemu pies teraz zupełnie inaczej funkcjonuje. Wychodzi swobodnie na spacery, mija obcych ludzi, a tych znajomych nawet prowokuje do zabawy. Jest nadal sporo rzeczy, które go przerażają, ale już zdecydowanie szybciej wraca do równowagi. Jeszcze raz to podkreślę: to zasługa opiekuna, jego świadomości czasu trwania terapii, stosowania  się do zaleceń, radości z pojedynczych sukcesów. Efekty są wspaniałe i naprawdę fajnie patrzy się na ten duet.

Właśnie dla takich efektów i dla takich widoków wybrałaś ten zawód?

Tak. Chociaż ja akurat właściwie nie planowałam tego, że zostanę zoopsychologiem. Od zawsze kochałam psy, one zawsze były w moim domu rodzinnym, a potem zamieszkałam sama i przygarnęłam psa, który miał sporo zaburzeń behawioralnych. Od rodziny i przyjaciół cały czas słyszałam: „Po co ci to, nie poradzisz sobie”. Była frustracja, były łzy, bo przecież kochasz tego psa, chcesz mu uchylić nieba, a tu same problemy. Akurat byłam na etapie czytania „Małego Księcia” i chyba nigdy żaden cytat nie wszedł mi tak w głowę, jak ten: „Na zawsze pozostajesz odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. 

Wtedy uświadomiłam sobie, że samo kochanie psów nie wystarczy, trzeba coś wiedzieć o potrzebach gatunku i przyczynach tych konkretnie zachowań. I tak się zaczęła moja przygoda – poszłam na studia na SGGW w Warszawie, gdzie mogłam czerpać wiedzę od najlepszych specjalistów w tym kraju. To okazało się moją pasją. Zaczęły się warsztaty, seminaria, współpraca z fundacjami, w których mogłam do woli przebywać z moimi najlepszymi nauczycielami – psami. Nie ukrywam, że do dzisiaj najbardziej lubię współpracę z psami po adopcji, z ich opiekunami, którym mogę przekazać kilka potrzebnych informacji i wskazówek, by nie popełniali moich błędów. To dla mnie ogromna satysfakcja.

Czytaj także: Nie wiesz jak się zmotywować do działania? Musisz spełnić kilka warunków

Czasami ludzie boją się psów adopcyjnych. Niektórzy uważają, że takie psy będą nieposłuszne, być może agresywne. Faktycznie tak jest?

Na zdjęciu, które ci wysłałam (zdjęcie na górze tekstu – przyp. red.), jest pies, który trafił do nowego domu i był tam ponad pół roku. Nagle fundacja otrzymała telefon: „Proszę wziąć psa, bo jest agresywny”. Oczywiście dziewczyny pojechały do tego domu i zobaczyły, że pies jest cały zarobaczony – to efekt karmienia najtańszą karmą, odpadami mięsnymi, kośćmi. Pies od razu trafił do weterynarza. Właściciel, zaraz po tym, jak usłyszał cenę za leczenie, zrzekł się psa. Powód zachowań agresywnych był oczywisty, nie trzeba być behawiorystą czy zoopsychologiem, żeby to stwierdzić. Pies nie dał się dotknąć, bo odczuwał ból. Ja też za siebie nie ręczę, gdy ktoś mnie będzie męczył, dotykał, zrzucał z łóżka w momencie, kiedy boli mnie ząb lub ucho. Ale pies nie może, pies nie ma prawa, bo to tylko zwierzę, które bez względu na wszystko ma być posłuszne opiekunowi... Klasyczny przykład przedmiotowego traktowania zwierzęcia. I w ten sposób pies wraca do kojca z metką „agresywny”.

Co się z nim stało?

Na szczęście znalazł się w fundacji pełnej świadomych i wyedukowanych wolontariuszy, który nie pozwolili go skreślić. Dzięki nim trafił na akcję adopcyjną, na której poznał swoją obecną rodzinę. Do dziś dostajemy zdjęcia Burgunda ze wspólnego biegania, miziania, wizyt u psiego fryzjera. Nie ugryzł ani razu, a jest już z nimi ponad rok. Ma wyrozumiałych opiekunów, którzy respektują potrzeby psa i dbają o jego dobrostan. Ta historia pokazuje, jak niedoświadczony i nieodpowiedzialny opiekun może skrzywdzić nie tylko psa, ale także ludzi, którzy biorą udział w procesie adopcyjnym, bo podczas gdy ekswłaściciel śpi spokojnie, tej samej nocy wolontariusz nie może zmrużyć oka, ponieważ myśli, że dał się oszukać i przez to skrzywdził psa. Co oczywiście nie jest prawdą. Sama byłam kiedyś wolontariuszem, dalej staram się nim być, i wiem, jak ważna i szlachetna to rola...

Pracy wolontariuszy często się nie docenia.

Niestety. Nie zauważamy lub nie chcemy zauważać, że ci ludzie poświęcają swój czas i swoje pieniądze, choćby na paliwo, żeby bezinteresownie pomóc naszym mniejszym braciom. A najczęściej to oni dostają po piętach. Dlatego uważam, że każda fundacja, każde stowarzyszenie, każda organizacja powinny dbać o swoich wolontariuszy, bo bez nich nie będą w stanie funkcjonować. Edukacja, wsparcie psychologiczne, przynależność do „wspólnoty” to podstawa wsparcia dla wolontariuszy. Zresztą według mnie, jeśli organizacja nie dba o wolontariuszy, nie dba o zwierzęta, które ma pod swoją opieką. Świadomy, wyedukowany i przygotowany wolontariusz to gwarant udanej adopcji.

To ważne, bo czasami opiekunowie chcą oddawać psa na przykład ze względu na to, że pojawiło się dziecko.

Wydaje mi się, że pomału wychodzimy z tej jaskini i coraz więcej osób stawia na edukacje. Ale wciąż są osoby, które myślą o tym, co jest tu i teraz. Czasem dla młodych par pies jest zamiennikiem dziecka. Potem pojawia się ciąża i niemowlak, a pies, który wcześniej był najważniejszy, schodzi na drugi plan i to powoduje dużo problemów behawioralnych. To nie tylko niszczy relację opiekuna z psem, ale także od początku skreśla dobrą relację psa i dziecka. Przez naszą nieodpowiedzialność skazujemy ten związek na katastrofę, niejednokrotnie zakończoną skaleczeniem fizycznym i psychicznym zarówno dziecka, jak i psa. Kto jest wtedy winny? Rodzic, czyli opiekun! Nie dopilnował, nie skontrolował, nie uszanował strefy komfortu.

Rodzice traktują psy jak zabawki dla swoich dzieci?

Wystarczy wpisać w wyszukiwarce YouTube hasło „pies i dziecko”. W kategorii „śmieszne” pojawia nam się niezliczona ilość filmików pokazująca dramat psa w starciu z małym dzieckiem. W tle słyszymy śmiech dorosłych, bo wydaje im się to takie słodkie, gdy dziecko ciągnie psa za ogon, przeszkadza mu w jedzeniu lub spaniu. Oglądając to, sama mam ochotę skarcić takiego rodzica. Statystki zresztą wyraźnie wskazują, że do pogryzień dzieci dochodzi najczęściej w kontakcie z psem rodziców, nie obcych osób. Kto na tym cierpi najbardziej? Dziecko, które może mieć dożywotnią traumę, i pies, który zostaje uśpiony lub oddany do schroniska. Rodzic – opiekun pozostaje uniewinniony. Śmieszne jest to, jak łatwo jest dostać mandat za złe parkowanie, a zostajemy bezkarni za niszczenie równowagi emocjonalnej dzieci i zwierząt.

Czytaj także: „To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
psi behawiorysta
Unsplash

Pies na kozetce u psychologa: w czym może mu (i nam!) pomóc psi behawiorysta?

„Przychodzą pacjenci i chcą, żeby zwierzak przestał gryźć lub szczekać. Dlaczego nie pytają, co on czuje? Jak funkcjonuje?” – mówi Aneta Awtoniuk, zoopsycholożka.
Paweł Sulik
04.08.2020

Pies albo kot to nie zabawka, którą można włączyć, wyłączyć albo oddać komuś innemu, kiedy już sie nam znudzi. Banał? A jednak wciąż trzeba o nim przypominać. Wychowanie domowego zwierzaka nie zawsze jest łatwe: zdarza się, że kot sika, pies wyje, szczeka, jest agresywny… – w takich sytuacjach pomoże psi behawiorysta. Dużo możemy też od niego dowiedzieć się o sobie samych. Paweł Sulik: Kim jest behawiorysta? Czy to osoba zajmująca się tresurą zwierząt? Aneta Awtoniuk: Behawiorysta to specjalista od zachowań. Wie, jakie zachowania są typowe, a jakie odbiegają od normy, potrafi je zmodyfikować. Szkolenie to domena treserów. Nie znoszę jednak tego słowa – treserzy są w cyrkach, wolę nazywać siebie trenerką. Szkolę bowiem nie tylko zwierzę, ale i człowieka. Podobnie w  przypadku terapii behawioralnej moimi pacjentami są zarówno zwierzęta, jak i ich opiekunowie. W 90 procentach kłopoty, których przysparzają zwierzęta, są wynikiem tego, co niewłaściwego w  relacji z  nimi robi człowiek. Z jakimi problemami styka się pani w pracy najczęściej? Jesteśmy otoczeni zdjęciami ślicznych piesków i kotków umieszczonymi na portalach społecznościowych, ale moi pacjenci przychodzą naprawdę sfrustrowani. Najczęściej słyszę, że pies gryzie kanapę, kot sika na pościel itd. Zdarza się, że koty są agresywne wobec gości w domu, polują na stopy, kiedy tylko ktoś zdejmie buty. Właściciele wierzą, że istnieje szybka i skuteczna metoda, żeby skorygować uciążliwe zachowania zwierząt. Myślą, że wystarczy sięgnąć po odpowiednią pastylkę, którą ja, behawiorystka zwierzęca, zalecę, a zwierzę momentalnie przestanie sprawiać problemy. Nikt nigdy nie przyszedł do mnie dowiedzieć się, co czuje i jak funkcjonuje jego pies czy kot, zawsze przychodzą pacjenci, którzy...

Czytaj dalej
Na czym polega dogoterapia?
iStock

Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności

O tym, że zwierzęta mają terapeutyczną moc, wie dziś już większość z nas. Kontakt z psem czy koniem potrafi zdziałać cuda. Na czym polega dogoterapia i jakie przynosi skutki?
Karolina Morelowska-Siluk
24.11.2020

Hipoterapia (praca z koniem) czy dogoterapia (praca z psem) wykorzystywane są m.in. do leczenia porażenia mózgowego czy wspierająco w terapii dzieci z autyzmem. W Stanach Zjednoczonych terapię z udziałem zwierząt domowych (ang. pet therapy) zaczęto stosować już w latach siedemdziesiątych. Autorem samej nazwy i jednocześnie  zagorzałym propagatorem tej metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson. Zauważył on bowiem, że autystyczne dzieci, które nie potrafiły nawiązać kontaktu z dorosłymi, ożywiały się podczas kontaktu z psami. Odkrycie psychologa zapoczątkowało kolejne badania. Dość szybko okazało się, że zastosowanie dogoterapii powinno być zdecydowanie szersze. Czytaj także: „Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka Dogoterapia. Najpierw pies, potem mąż Dr Erika Friedmann obserwowała pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału lub choroby wieńcowej. Okazało się, że fakt, iż w domu czeka na chorego pies, zdecydowanie bardziej mobilizował go do walki o zdrowie niż obecność żony/męża czy wsparcie rodziny. Dlatego w amerykańskich domach opieki wolno mieszkać ze zwierzętami, można je także przyprowadzać do szpitali. Według profesora medycyny klinicznej Kennetha R. Pelletiera powinno być to możliwe we wszystkich krajach, bo po kontakcie z psem w domu opieki pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno, a po wizycie rodziny nie ma takich efektów… Dogoterapia w Polsce i na świecie Niestety w Polsce dogoterapia wciąż  traktowana jest przede wszystkim jako sposób na codzienną pomoc osobom z niepełnosprawnością. Szkolone psy znają kilkadziesiąt  komend i są w stanie wykonać ze swoim właścicielem albo wręcz za niego mnóstwo rozmaitych czynności. W wielu miejscach na świecie, w tym w Stanach...

Czytaj dalej
Wilk w zoo
Unsplash

Ludzie i wilki: o naszym stosunku do dzikich zwierząt mówi Lars Berge, autor książki „Dobry wilk”

„Wilk to wilk. To nie jest nasz kumpel. On nie jest ani dobry, ani zły”, mówi Lars Berge, autor książki o wypadku w szwedzkim zoo, w którym osiem wilków zagryzło swoją opiekunkę.
Anna Maziuk
05.07.2020

Ogrody zoologiczne coraz częściej nie są już parkami rozrywki, ale ostoją dla dzikich zwierząt, które z różnych powodów nie poradziłyby sobie na wolności. Jednak to wciąż nie jest reguła. Tymczasem traktowanie zwierząt jako źródła rozrywki może skończyć się i dla nas, i dla nich tragicznie, czego przykładem jest historia, jaka zdarzyła się w szwedzkim Kolmården, największym zoo w Skandynawii, w którym nie dość, że próbowano dzikość oswajać, to jeszcze na niej dobrze zarobić. Turyści mogli wchodzić do wilczej zagrody i „bawić się” z drapieżnikami. Tak było do momentu, kiedy w 2012 roku jedna z pracownic zoo, 30-letnia Karolina, została zagryziona przez wilki, które wykarmiła od szczeniaka.  Szwedzki dziennikarz Lars Berge postanowił sprawdzić, jak w czasach, kiedy dysponujemy dużą wiedzą o zachowaniach zwierząt i niemal nieograniczonymi możliwościami technologicznymi, doszło do takiej tragedii. Polska premiera książki napisanej po jego dziennikarskim śledztwie niemalże zbiegła się w czasie z akcją ratowania tygrysów w poznańskim zoo i dyskusją o roli tego typu instytucji w Polsce. Anna Maziuk: Dlaczego zająłeś się sprawą ataku wilków z ogrodu zoologicznego na opiekunkę? Lars Berge: W dniu wypadku mówili o tym we wszystkich szwedzkich wiadomościach. Słuchałem radia i usłyszałem, jak dyrektor działu handlowego zoo wyraził smutek i szok w związku z tragedią, ale niemal natychmiast dodał zdanie o konsekwencjach tego zdarzenia dla „marki” wilka, tak jakbyśmy mieli do czynienia z produktem. Uderzyło mnie to. Produktem może być napój gazowany czy płatki śniadaniowe – ale nie zwierzę. Pomyślałem też, że skoro wilk ma swoją markę, to ma też historię założycielską, która...

Czytaj dalej
Andrzej Kruszewicz
archiwum prywatne

Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo o sekretnym życiu zwierząt

Chociaż Andrzej Kruszewicz jest dyrektorem warszawskiego zoo już od ponad 10 lat, nadal nie nudzi go obserwowanie mieszkających tutaj zwierząt. Z tych obserwacji powstała książka „Sekretne życie zwierząt” – piękny przewodnik po świecie zwierzęcych uczuć i podręcznik dla tych, którzy chcą nie tylko oglądać małpy, słonie i pingwiny, ale też naprawdę je poznać.
Marta Strzelecka
07.06.2020

Miłość jest sprytniejszym sposobem działania od agresji, choćby dlatego, że nie przysparza wrogów. Proste prawda? Jesteśmy ssakami, jednak nie potrafimy przyjąć tej zasady za coś pewnego, tak jak goryle„ – mówi Andrzej G. Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo. Właśnie ukazała się jego książka „Sekretne życie zwierząt”. Marta Strzelecka: To prawda, że zwierzęta w zoo przyglądają się panu ostatnio bardzo uważnie?  Andrzej G. Kruszewicz: Kiedy nie było zwiedzających, były mną zainteresowane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może zobaczyły mnie zupełnie na nowo? Ja też miałem więcej czasu, żeby im się przyjrzeć. Więcej też byłó słychać, śpiew ptaków głośniej brzmi.  I co pan dostrzegł?  Małpy na przykład nudzą się bez ludzi, nie mają się z kogo śmiać. Zwykle kręcą się przy ogrodzeniu, przedrzeźniają zwiedzających. A teraz nie widują nikogo poza opiekunami, pracownikami zoo. Dlatego, żeby umilić im życie, chowamy na ich wybiegach różnego rodzaju frykasy, a one szukają. Dostają też od nas plastikowe butelki z kompotem, które zamiast wyrzucać po wypiciu napoju, przynoszą do opiekunów, żeby dostać za to daktyle. Ale wydry na przykład, które bardzo lubią publiczność, nie zmieniły się. Dla nich na pierwszym miejscu zawsze była zabawa i wciąż tak jest. Oglądamy szczęśliwe grupy bawiących się samotnych matek z małymi, bo panowie wydry raczej nie interesują się ani potomstwem, ani ukochanymi. U gibonów zawsze jest ruch, niezależnie od tego, czy ktoś je obserwuje. A ja uwielbiam na nie patrzeć, nie przestaje mnie zadziwiać, jakie są sprawne, jakie potrafią robić wygibasy. Wszystkie zwierzęta w zoo korzystają teraz ze swoich przestrzeni w większym stopniu niż kiedyś. Mieliśmy niedawno kilka porodów, gepardzica urodziła na...

Czytaj dalej