„Ustawa izolacyjna może dodać ofiarom trochę siły”, mówi psycholożka
iStock

„Ustawa izolacyjna może dodać ofiarom trochę siły”, mówi psycholożka

30 listopada weszła w życie tzw. ustawa izolacyjna, która może być ratunkiem dla wielu ofiar przemocy domowej. – To jest bardzo dobry pomysł, bo zrzuca odpowiedzialność na sprawcę – mówi psycholożka Katarzyna Kucewicz.
Kamila Geodecka
02.12.2020

Ustawa izolacyjna w praktyce polega na tym, że funkcjonariusze policji, którzy zostali wezwani przez ofiarę przemocy domowej, będą mogli nakazać oprawcy opuścić mieszkanie w trybie natychmiastowym na okres 14 dni. Wcześniej takie prawo miał jedynie sędzia lub prokurator, a jak wiemy, przejście przez wszystkie procedury sądowe jest bardzo czasochłonne. Ofiary przemocy w strachu musiały więc same opuszczać miejsce zamieszkania i szukać schronienia dla siebie, a często także i dla dzieci. Zdarzało się, że nie miały dokąd uciec, więc zostawały w piekle.

Skala problemu jest ogromna. Szacuje się, że w Polsce przemocy domowej doświadcza nawet 90 tys. osób, a 70 tys. z nich to kobiety. Trudno jednak wierzyć w to, że ofiar jest tylko tyle. Kobiety często nie zgłaszają sprawy na policję w obawie, że nikt im nie uwierzy lub ze strachu przed konsekwencjami ze strony oprawcy.

Czytaj także: Reklama, która wywołuje ciarki. IKEA pokazuje, że nie każdy dom jest bezpiecznym miejscem

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ustawa izolacyjna – kara dla oprawcy, nie ofiary

– To jest bardzo dobry pomysł, bo przenosi odpowiedzialność za zdarzenie i konsekwencje na sprawcę, a nie na ofiarę. Z mojej perspektywy to jest zapewnienie ofierze przemocy pewnego poczucia bezpieczeństwa. Dla sprawcy to będzie jasny sygnał, że już nie tak łatwo uniknie konsekwencji swojego brutalnego zachowania. Bo jednak przymus opuszczenia domu będzie dla wielu katów domowych czymś dotkliwym i problematycznym – mówi Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka. Przestrzega jednak, że wprowadzona ustawa nie jest globalnym rozwiązaniem problemu przemocy domowej. Ofiarom może jednak bardzo pomóc.

– Myślę, że ta ustawa może też dodać ofiarom siły. Dzięki tym 14 dniom odizolowania ofiara stanie na  nogi, będzie mogła przyjrzeć się dokładniej swojej sytuacji, zasięgnąć porady, zgłosić się do odpowiedniej instytucji wsparciowej. Będzie to moment na nabranie sił i, mam nadzieję, w wielu przypadkach rozpoczęcia procesu odseparowywania się  od oprawcy lub zamykania relacji, w której pojawia się przemoc – tłumaczy.

Do tej pory kobiety, które zostały dotknięte przemocą domową, nawet po zgłoszeniu problemu na policję musiały żyć pod jednym dachem z oprawcą, a to prowadziło do wyparcia problemu. – Czasami jest tak, że ofiara przemocy, będąc cały czas z oprawcą w mieszkaniu, zaczyna wypierać to, co się dzieje. Po akcie przemocy stara się zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Takie 14 dni izolacji może spowodować, że będzie mogła wziąć się w ryzy i zapanować nad swoim życiem – mówi Katarzyna Kucewicz.

Czytaj także: Czemu nie odchodzimy z przemocowych związków?

Ustawa izolacyjna – kobiety zastraszone

Wprowadzenie w życie ustawy izolacyjnej to bezsprzecznie przełomowy moment. Dzięki nowemu prawu ofiary przemocy domowej poczują się pewniej, w końcu będą miały także poczucie większego bezpieczeństwa. Warto jednak pamiętać o tym, że relacja oprawcy i ofiary jest często bardziej skomplikowana, niż może nam się wydawać.

– Podejrzewam, że będą się zdarzały też  i takie sytuacje, w których kobiety nie będą chciały, by ich oprawca się wyprowadził.  Przemoc jest bardzo trudnym, złożonym konstruktem. Czasami jest tak, że ofiara czuje się tak bezradna w swoim życiu i jest już do tego stopnia zniszczona psychicznie, że paradoksalnie nie chce się odsuwać od kata, bo ma poczucie, że sobie bez niego nie poradzi, że nie będzie w stanie przerwać koła przemocy – mówi na koniec  Katarzyna Kucewicz.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Reklama IKEA przeciw przemocy domowej
materiały prasowe IKEA/YouTube

Reklama, która wywołuje ciarki. IKEA pokazuje, że nie każdy dom jest bezpiecznym miejscem

Potłuczone talerze i szklanki, pieniądze „znikające” z portfela, trzaskające drzwi. Do tego paraliżujący strach i wrażenie, że ktoś cały czas nas obserwuje i tylko czeka, by zrobić nam krzywdę. To wszystko to nie zwiastun horroru, a najnowsza reklama IKEA.
Hanna Szczesiak
26.11.2020

Każdy dom powinien być bezpiecznym miejscem – to hasło przyświeca najnowszej kampanii reklamowej sieci IKEA. Jej twórcy odchodzą od konwencji znanej z reklam meblowego giganta. Tym razem, zamiast jasnych kolorów, wesołej muzyki i radosnego przesłania, serwują nam spot, który ma nas uwierać, ma wywołać dyskomfort, może nawet przerażenie. Przede wszystkim ma jednak zwrócić uwagę na problem przemocy wobec kobiet, która czasem wydaje się niewidzialna. Nowa reklama IKEA przypomina horror W najnowszej reklamie – do tej pory powstało kilka wersji, m.in. czeska i węgierska – meble i dodatki IKEA schodzą na dalszy plan. Na pierwszy wysuwają się emocje bohaterki spotu: lęk, poczucie samotności, niepewność jutra. Kobieta spędza czas w domu, gdzie cały czas nawiedza ją „duch”. Znajduje rozbity flakon perfum w łazience, ktoś oblewa ją wodą ze szklanki i zrzuca ze stołu talerz, zabiera jej pieniądze z portfela, zamyka ją w pokoju. Ten niewidzialny duch w końcu przybiera realną postać: oprawcy, który znęca się nad swoją partnerką. Czytaj także: Katarzyna Tubylewicz: „Ofiary przemocy nie są słabe i bezwolne” Przemoc zmienia dom w więzienie W filmie skupiono się na kilku rodzajach przemocy: fizycznej – o której zwykle mówi się najwięcej, ale też psychicznej i ekonomicznej. Reklama IKEA ma uświadomić nam, że problem przemocy wobec kobiet jest powszechny, a często niezauważalny lub ignorowany. Dlatego tak ważna jest pomoc ofiarom: uświadomienie im, że mają w sobie siłę, która pozwoli im odejść, ale też wsparcie w znalezieniu mieszkania czy psychologa, który pomoże w walce z traumą. „Przemoc domowa jest prawdziwa, nawet jeśli nie zawsze jest widoczna” – podsumowują twórcy reklamy. W ten sposób chcą zwrócić uwagę na...

Czytaj dalej
Katarzyna Tubylewicz „Bardzo zimna wiosna”
mat. prasowe

Katarzyna Tubylewicz: „Ofiary przemocy nie są słabe i bezwolne”

Kryminał Katarzyny Tubylewicz, „Bardzo zimna wiosna” pokazuje, że ani teraz Szwecja nie jest rajem, ani nigdy nie była.
Sylwia Niemczyk
21.06.2020

Po świetnie przyjętych „Moralistach. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie” Katarzyna Tubylewicz – polska pisarka i tłumaczka, żyjąca w Szwecji – napisała pierwszy kryminał. „Bardzo zimna wiosna” to historia, w której nie zawsze wiadomo, kto tak naprawdę jest ofiarą, a kto sprawcą przemocy. Bite kobiety i  bezdomni uchodźcy nie zasługują na to, by patrzeć na nich z pobłażliwą wyższością, mówi pisarka – ich siła zasługuje raczej na podziw.  Sylwia Niemczyk: W „Bardzo zimnej wiośnie” opisuje pani mechanizm stawania się ofiarą. Katarzyna Tubylewicz: Ale także proces wychodzenia z tej roli. Chciałam pokazać, że ofiara nie musi być słaba, bezwolna, głupia. W mojej książce Ewa długo wytrzymuje rolę ofiary przemocy domowej właśnie dlatego, że jest silna i jest w stanie znieść bardzo dużo. Poza tym nawet – a może przede wszystkim – silne osoby wstydzą się bycia ofiarą, więc nieraz ukrywają to bardzo długo, nawet przed sobą. Często w naszym patrzeniu na ofiarę kryje się jakaś upokarzająca pobłażliwość wobec niej, poczucie wyższości, przekonanie, że nam nie mogłoby się coś podobnego przytrafić. To samo poczucie wyższości zawiera się w naszym stosunku do uchodźców, o tym też pani pisze. Zależało mi, żeby pokazać, że nie ma czegoś takiego jak jednorodna grupa: „ofiary przemocy” albo właśnie „uchodźcy”, czyli „ofiary historii”. Bardzo brakuje nam uważnego przyjrzenia się konkretnemu człowiekowi, zobaczenia, kim on jest poza tym, że jest uchodźcą czy bitą kobietą. Temat uchodźców znam dobrze, bo zajmowałam się nim, pisząc reportaże i poznałam bardzo różne losy i postawy życiowe uchodźców, różne charaktery. Jak to u ludzi zwykle bywa. W Szwecji tak otwartej i humanitarnej jest...

Czytaj dalej
mat. prasowe

Ujawniła seksskandal w Komitecie Noblowskim – Matilda Voss Gustavsson o gwałtach z Noblem w tle

Sprawca przemocy seksualnej nie jest potworem. Wygląda, jak inni. Ma poczucie humoru, żonę, kocha operę, albo jest po prostu przeciętnym facetem – mówi dziennikarka Matilda Voss Gustavsson.
Magdalena Żakowska
27.08.2020

Matilda Voss Gustavsson miała 30 lat, kiedy największy szwedzki dziennik, „Dagens Nyheter”, opublikował jej reportaż na temat Jeana-Claude'a Arnaulta, 71-letniego męża wybitnej poetki Katariny Frostenson, członkini Akademii Szwedzkiej przyznającej Literacką Nagrodę Nobla. Ujawniła w nim , że Arnault przez ponad 20 lat wykorzystywał swoją pozycję w świecie kultury, by molestować i gwałcić kobiety. Udało jej się namówić kilkanaście z nich na rozmowę i publikację zeznań. Nie było to łatwe, bo Arnault latami zastraszał swoje ofiary, używał wpływów, aby zniszczyć im kariery. Ale był 2017 rok, światem wstrząsały kolejne fale ruchu #MeToo, relacje aktorek napastowanych przez Harveya Weinsteina doprowadziły do jego aresztowania, a kobiety na całym świecie coraz mniej bały się swoich oprawców.  Seksskandal z Noblem w tle Śledztwo Matildy Voss Gustavsson wykazało, że o niestosownych zachowaniach Arnaulta w stosunku do kobiet wiedziała niemal cała szwedzka elita kulturalna. W klubo-galerii Forum założonej przez Frostenson  i Arnaulta występowało dziewięciu spośród 18 członków Akademii Szwedzkiej, wielu z nich nazywało Arnaulta swoim przyjacielem. Kiedy w latach 90-tych jedna z molestowanych przez niego kobiet napisała w tej sprawie list do Akademii, została zignorowana. Reportaż Matildy Voss Gustavsson wstrząsnął nie tylko Szwecją – wywołał gigantyczny skandal w całym świecie kultury. W efekcie pogrążona w kryzysie Akademia Szwedzka, po raz pierwszy od 1949 roku, nie przyznała Literackiej Nagrody Nobla. Dopiero rok później, już w nowym, odświeżonym składzie, przyznała dwie nagrody, w tym za rok 2018 dla Olgi Tokarczuk.  W toku śledztwa, które uruchomił artykuł Matildy Voss Gustavsson okazało się, że Jean-Claude Arnault nie tylko molestował i gwałcił kobiety, ale...

Czytaj dalej
mobbing w pracy
Adobe Stock

Mobbing w pracy może cię zniszczyć psychicznie: zobacz, jak go rozpoznać

Mobbing, czyli wg definicji uporczywe nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, jak nowotwór. Często zaczyna się od pozornie życzliwych rad i troskliwych komentarzy. 
Sylwia Niemczyk
20.07.2020

Mobbingujący i mobbingowany – oboje są uwikłani w niebezpieczną grę mobbingu. „Problemy z granicami mają zwykle zarówno osoby prześladujące, jak i te, które prześladowane. Przeważnie jest tak, że ci pierwsi nie umieją poszanować cudzych granic, a ci drudzy – ustrzec własnych”, mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i psycholożka, współwłaścicielka ośrodka Inner Garden, która razem z prawniczką Moniką Wieczorek pracuje nad książką o psychologicznych aspektach mobbingu. Mobbing w pracy Sylwia Niemczyk: Jak to jest, że dorośli, samodzielni, często bardzo dobrze wykształceni ludzie godzą się na to, żeby ktoś w pracy ich prześladował albo poniżał? Dlaczego nie ucinamy mobbingu już na samym początku?  Katarzyna Kucewicz: Chciałabym, żeby to było takie proste: ktoś spotyka się z prześladowaniem i stanowczo mówi: nie. Zwykle tak się nie dzieje i to nie tylko ze względu na nieraz trudne okoliczności życiowe: kredyt do spłacenia czy podbramkową sytuację rodzinną, ale też ze względu na samą naturę mobbingu, bardzo przebiegłą. Nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, w utajony sposób, trochę jak nowotwór. Najpierw daje niespecyficzne objawy, pobolewa tylko od czasu do czasu, człowiek przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że jest w wirze przemocy psychicznej. Nie podejrzewa tego nawet przez całe tygodnie i miesiące.  Poza tym większość z nas reaguje na mobbing gwałtownym obniżeniem samooceny. A jeśli już od dziecka mamy dość niską samoocenę, to kiedy znajdziemy się w sytuacji mobbingu, łatwo uwierzymy, że nic nie znaczymy i nic nie możemy zrobić. I nawet jeśli przyjdzie nam do głowy: „To jest mobbing. Nie jestem dobrze traktowana” – to i tak raczej nic z tym nie zrobimy. Bo uznamy, że nie jesteśmy w stanie skutecznie...

Czytaj dalej