Jedz, pij i korzystaj z dodatkowego chromosomu X!

Jedz, pij i korzystaj z dodatkowego chromosomu X!

Jakie wyjdziemy z tej kwarantanny? Spokojniejsze, mądrzejsze, a może tylko szersze?
Magdalena Żakowska
24.04.2020

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu obcięłam sobie sama włosy. Minęły dwa miesiące odkąd ostatni raz miałam na sobie jeansy. Nie tęsknię, tym bardziej, że zmienił mi się rozmiar. Normalnie nie noszę butów na obcasie, ale nigdy nie zdarzyło mi się jeszcze przez osiem tygodni z rzędu chodzić w tych samych Birkenstockach i ciepłych skarpetach (te piorę!). Tusz do rzęs? Nieee. Nawet stanik okazał się podczas kwarantanny zbędnym narzędziem. Słucham podcastu Kasi Bem o 10 sposobach na minimalizm i z satysfakcją rejestruję, że co najmniej połowę tych wysiłków mam już za sobą dzięki epidemii. Dom wysprzątałam na wszystkie strony, z nudów odchudziłam szafki, wyrzuciłam stare gazety, nie kupuję ciuchów, bo dresy już mam. A kto wie, jaki rozmiar osiągnę, kiedy to odosobnienie się wreszcie skończy?! 

Kwarantanna zmieniła nasze podejście do życia. W skrócie: z dnia na dzień nasze oczekiwania względem siebie i świata maleją. W zasadzie co takiego strasznego się stanie, jeśli zjem dodatkową kolację do serialu po północy, skoro wstanę jutro po południu i ominę śniadanie? I co z tego, że nie pojadę w tym roku na zagraniczne wakacje, skoro nikt nie pojedzie?! Śmierć FOMO [Fear of Missing Out] jest jednym ze skutków ubocznych epidemii. Bo niby gdzie miałybyśmy teraz być?! Z Instagrama zniknęły zdjęcia egzotycznych wakacji, fantastycznych imprez, na których wszyscy bawili się taaak dobrze, że zajęli się robieniem zdjęć, koncertów, premier, czy modnych ostatnio zdjęć z manifestacji. Teraz możemy wszyscy pogrążyć się w JOLGO [Joy of Letting Go], w połączeniu z radosną świadomością JOLO [You Only Live Once]. To dobrze, czy źle? Ciągle zadaję sobie to pytanie, a odpowiedź za każdym razem mam inną.

Odpowiedź nr 1: To świetnie! FOMO to przecież nic innego, jak absurdalny żal za imprezami, w których się nie uczestniczyło, które tylko dlatego wydają nam się takie istotne, że na nich nie byliśmy. Teraz, kiedy ich po prostu nie ma, okazuje się, że nic nie traciliśmy, wciąż jesteśmy naszym przyjaciołom tak samo, jeśli nie bardziej potrzebni. Wraz z kwarantanną pojawiło się wiele opcji odbywania imprez w necie, można korzystać z opcji Houseparty stworzonej przez Google, a nawet oglądać całą bandą seriale za pomocą aplikacji Netflix Party. Ale co z tego, skoro po dwóch miesiącach izolacji niewiele mamy sobie na tych wirtualnych imprezach do powiedzenia. W naszych życiach nie wydarzyło się nic spektakularnego, a ile można gadać o polityce? Dzięki izolacji wracają naprawdę bliskie, głębokie, przyjacielskie relacje. Każdy, kto już to przećwiczył wie, że zamiast gadać na zoomie z dziesiątką znajomych, lepiej usiąść przed komputerem z butelką wina i jedną przyjaciółką po drugiej stronie ekranu. Wtedy tematów jakoś nie brakuje. 

A do tego dochodzą jeszcze wszystkie bonusy związane z JOLGO. Skoro nareszcie nie czujemy presji związanej z nadmiernym dbaniem o siebie, skoro nie mamy powodu, żeby zarywać noce (śmierć FOMO), mamy nareszcie przestrzeń i czas, żeby nawiązać głębszy kontakt ze sobą.  A może ta kwarantanna uwolni nas od tego, co w naszym życiu zbędne i przekieruje naszą energię w innym, lepszym kierunku?

Odpowiedź nr 2: Szczerze wątpię. Minęły dwa miesiące i co? Wszyscy czujemy się, jak w „Czekając na Godota” Becketta, gdzie egzystencja bohaterów sprowadza się do trwania i czekania. Poczucie absurdu, stagnacja, kompletne zatracenie w cyklicznie powtarzalnych czynnościach. Czy dziś jest środa, czy czwartek? I w zasadzie jakie to ma znaczenie? Tym bardziej, że to, na co wszyscy czekamy może okazać się jeszcze straszniejsze niż nasze bierne trwanie w oczekiwaniu. Nikt nie wie, jak wyglądać będzie świat po epidemii. Nikt nie wie, jak głęboki będzie kryzys, na który wszyscy (nie)czekamy. Czy takie bierne trwanie w oczekiwaniu może nas jakoś wzbogacić? Bohaterów Becketta jakoś specjalnie nie wzbogaciło… Czy to dobrze, że sami z siebie wyrzekamy się tego, co wcześniej dawało nam energię do działania?

Kobiecość to performance. Przebieranie się, strojenie, malowanie, nakładanie zapachów – to element przedstawienia, które w normalnych okolicznościach urządzamy dla siebie na wzajem i naszych samców codziennie. Wystarczyły dwa miesiące bez szerokiej publiczności, a nasz wizerunek obrasta tłuszczem i niewydepilowanymi włosami. Małgorzata Rozenek ogłosiła, że „rezygnuje z rzęs [sztucznych – przyp.]”, Lara Gessler z hybrydowego manicure, a ja wstydzę się nawet pisać co jeszcze odpuściłam. Czy będziemy szczęśliwsze bez naszych atrybutów kobiecości? A skoro wyrzekamy się naszego codziennego przedstawienia, co może go zastąpić? Tu na pomoc przypędził Sharon Moalem, amerykański naukowiec i lekarz, autor bestsellerowych książek popularnonaukowych z pogranicza genetyki i teorii ewolucji, który dowodzi ostatnio w „The New York Times”, że kobiety radzą sobie w obecnej sytuacji lepiej niż mężczyźnie dzięki temu, że mają zdolność przekierowania swojej energii na „działanie w kryzysie”. To dlatego właśnie sprzątnęłyśmy dom zamiast dołować się faktem, że mamy siwe odrosty. To dlatego zajmujemy się gotowaniem wszystkiego z niczego, zamiast narzekać na dodatkowe kilogramy. Wszystko dzięki dodatkowemu chromosomowi X, który w trudnych sytuacjach pomaga nam utrzymywać nam na wyższym poziomie funkcje życiowe mózgu i dopowiada za stymulację naszego układu odpornościowego. W skrócie: może nie wyjdziemy z tej kwarantanny lepsze i ładniejsze, ale przynajmniej nie zwariujemy!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pademia koronawirusa
Adobe Stock

Akcja #zostanwdomu chroni przed koronawirusem, ale kwarantanna może prowadzić do depresji

Przymusowa izolacja ma wpływ na naszą psychikę.
Aleksandra Nowakowska
13.03.2020

Nie ma wątpliwości: jeśli możesz w najbliższych dniach zostać w domu, to zrób to. A jeśli nie możesz – to zrób wszystko, żeby móc: nie tylko ze względu na swoje bezpieczeństwo, ale też na zdrowie innych. W tej chwili na kwarantannie przebywają np. premier Kanady Justin Truedeau, którego żona jest zakażona koronawirusem, czy Tom Hanks z żoną, którzy zarazili się koronawirusem prawdopodobnie na planie nowego filmu. – Kwarantanna to nie jest czas wolny – podkreśla jednak minister zdrowia, Łukasz Szumowski i jego słowa mają głębsze znaczenie, niż myślimy. W przeciwieństwie do zaplanowanego urlopu, kwarantanna wcale nie jest dla nas korzystna. Przymusowa izolacja, bezczynność, nawet jeśli jest dobra dla naszego zdrowia fizycznego, to jednocześnie nie jest dla nas naturalna i nie sprzyja naszej psychice. Badania wskazują, że osoby, które na skutek choroby zmuszone są na dłuższy czas być oddzielone od bliskich, czują tego negatywne skutki nawet – uwaga! – trzy lata później.  Kwarantanna chroni przed koronawirusem, ale… Celem izolacji jest ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa. I to jest wielki plus: dzięki kwarantannie możemy spowolnić przebieg pandemii i zwiększyć szansę na jej opanowanie. Ale sama kwarantanna też nie jest dla nas obojętna.  Artykuł opublikowany w  „The Lancet” podsumowuje szereg raportów badawczych, przeprowadzonych na grupach ludzi poddanych kwarantannie. Dla większości z nich przyniosła ona negatywne skutki dla zdrowia psychicznego, które trwały długo po jej zakończeniu. Nawet po trzech latach od zakończenia kwarantanny zespół stresu pourazowego występował u tych osób cztery razy częściej niż w grupie, która nie doświadczyła izolacji. Aż 60 proc. osób poddanych kwarantannie zgłosiło objawy...

Czytaj dalej
gessler
fot. Marta Wojtal

Magda Gessler: „Jeśli warto za czymś w życiu gonić, to za miłością”

„W perspektywie jednego życia, które mamy, trzeba zawsze próbować wszystkiego, aby pojednać się z ludźmi. Walczyć o miłość, troszczyć się o przyjaciół. Mieć w sobie empatię i miłość do świata” – mówi Magda Gessler.
Magdalena Żakowska
11.08.2020

Najsłynniejsza polska restauratorka ma rozmach, fantazję i cięty język. Fani programu „Kuchenne rewolucje”, który dzięki jej osobowości stał się telewizyjnym hitem, powtarzają sobie jej powiedzenia typu: „karta dań wygląda jak akt zgonu”, czy „żadne danie nie jest jadalne prócz herbaty”. Świat bez niej byłby na pewno mniej kolorowy – i ciekawy. Ale w rozmowie z nami mówi o kameralnych relacjach, bliskich uczuciach i tym, że dzisiaj, w tych dziwnych czasach lepiej gonić za miłością niż za jakimikolwiek dobrami materialnymi. Magdalena Żakowska: Gdybyś miała teraz zamknąć oczy i przenieść się w wymarzone miejsce sprzed epidemii, to gdzie by to było? Magda Gessler: Floryda lat 60. Jadę obłędnym kabrioletem, włosy schowane pod jedwabnym szalem w kolorze lodów malinowych. Morelowa sukienka na prawdziwej halce, z bawełnianej satyny, wcięta w talii, z głębokim dekoltem, bardotka. Koralowe usta. Skośne, kocie okulary dopełniają całość. Za mną unosi się woń perfum o zapachu gardenii. Niebieskie niebo, mocne słońce i orzeźwiająca bryza znad oceanu. W radiu Sinatra. Sama tak jedziesz? No co ty?! Oczywiście z mężczyzną. I wyglądam jak hollywoodzka gwiazda! Ale to wszystko dlatego, że oglądałam ostatnio film z lat 60. z Rockiem Hudsonem, którego kocham. To pierwszy aktor, który zmarł na AIDS, był homoseksualistą, ale jak wszyscy wtedy musiał to ukrywać. Żył w fikcyjnych związkach, prowadził fikcyjne życie na pokaz. Tragiczna postać. Jeśli miałabym zinterpretować to marzenie, obstawiałabym, że tęsknisz za mężczyzną. Waldek [Kozerawski, partner Magdy Gessler – red.] jest w Kanadzie, ja w Polsce. Miałam lecieć do niego w sobotę 14 marca ostatnim samolotem. Ale poczułam odpowiedzialność i ciężar tego, kim jestem i co się z tym wiąże. Poza tym paniczny strach...

Czytaj dalej
Koszmary i męczące sny
iStock

Podczas pandemii masz dziwne, intensywne sny? To bardzo dobrze!

Zaraza, katastrofa, głód, spadanie, czy tonięcie. To nasze pandemiczne sny. Ale nie ma powodu do zmartwień – przekonuje psychiatra i neurofizjolog kliniczny, profesor Adam Wichniak.
Magdalena Żakowska
21.05.2020

Podczas pandemii śpimy inaczej niż zwykle. W ciągu dnia możemy nareszcie pozwolić sobie na drzemki. Potem do późnej nocy oglądamy seriale albo śledzimy w telefonie teorie spiskowe na temat koronawirusa i Billa Gatesa. Budzimy się nad ranem na skraju paniki, bo zżera nas stres związany z kryzysem. Wstajemy późno, bo nie musimy się zrywać o świcie, żeby rozwieść dzieci do szkoły. To wszystko ma swoje przełożenie na nasze sny. Ale jak to działa? Marzenia senne w pandemii Nasz sen ma kilka faz. Dwie podstawowe to NREM i REM. Pierwsza to tzw. sen wolnofalowy, który – w zależności od człowieka – trwa od kilkunastu minut do godziny. Ten typ snu występuje u większości ssaków i ptaków. U niektórych, na przykład delfinów, w odpowiedzi na czyhające zagrożenia ewolucja wytworzyła wyjątkową umiejętność zasypiania tylko jednej półkuli mózgu, podczas gdy druga w tym czasie odpowiedzialna jest za czuwanie. Dla człowieka znacznie ważniejsza jest druga faza snu, zwana REM (od ang. rapid eye movements, czyli gwałtownego poruszania gałek ocznych). To w tej fazie mamy marzenia senne – podróżujemy w czasie i przestrzeni, zakochujemy się, odbieramy Oscary i latamy w powietrzu jak ptaki. Tyle że podczas pandemii nasze sny o wiele częściej to koszmary. Lekarze śnią inaczej Nie wiem, jak u was. U mnie dziś w nocy znowu było strasznie – śniło mi się, że dostałam od koleżanki, z którą niedawno się pokłóciłam (w realu) pod opiekę trzy szczeniaki, na oko trzymiesięczne wyżły niemieckie. Miałam się nimi zająć podczas trwającej właśnie imprezy, na której było bardzo dużo dziwnych osób przypominających sopockiego „Krystka”, czarnego bohatera afery w Zatoce Sztuki. Mieszkanie, w którym odbywała się impreza, miało kilka pięter i strome kręte...

Czytaj dalej
Roman Gutek
Łukasz Gawroński

Roman Gutek o przyszłości kina: „Ludzie wrócą. Już za nimi tęsknię” 

Pierwsze kina otworzą się na widzów prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca, ale rygory sanitarne będą bardzo wysokie.
Magdalena Żakowska
06.05.2020

Roman Gutek co roku na festiwalu Nowe Horyzonty, nie tylko prezentuje najlepsze premiery filmowe, ale też pokazuje nam, co ciekawego dzieje się w kinie światowym. W tym roku, po raz pierwszy od 20 lat festiwal się nie odbędzie w lipcu, ale w listopadzie, razem z drugim festiwalem organizowanym przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty: American Film Festival. Takie są plany – bo dzisiaj niczego nie wiadomo na pewno. Wiadomo jednak, że tęsknimy za kinem i czekamy na premiery filmowe 2020. Pytamy Romana Gutka o przyszłość kina i filmy najlepsze na kwarantannę.  Magdalena Żakowska, „Uroda Życia”: Myśli pan, że ludzie wrócą do kin? Roman Gutek: Wrócą. To będzie proces. Sieć Multikino zrobiła niedawno badania wśród swoich widzów, z których wynika, że 20 procent z nich jest gotowa wrócić do kin natychmiast, 40 procent po miesiącu od ich otwarcia, a kolejne 20 procent po dwóch miesiącach. To w sumie 80 procent widzów – bardzo optymistyczne dane. W ramach komisji antykryzysowej przygotowujemy też dużą akcję „Powrót do kina”, na którą złożą się PISF, dystrybutorzy, kiniarze. Mamy nadzieję, że pomogą również media. Będziemy informować w niej widzów, jakie zasady bezpieczeństwa dla nich przygotowaliśmy, ale też, że po prostu za nimi tęsknimy. Bo tęsknimy. Kiedy kina już się dla widzów otworzą, będzie co oglądać. Wielkie wytwórnie filmowe trzymają na ten moment swoje najważniejsze produkcje.  No właśnie niekoniecznie. W pierwszym etapie po otwarciu kin, którego można spodziewać się na przełomie maja i czerwca, może być z tym problem. Rygory sanitarne wymuszą ograniczoną liczbę widzów, czyli też mniejsze przychody dla dystrybutorów. Obawiam się, że nie będą chcieli dać dużych tytułów. Błędne koło. ...

Czytaj dalej