Ministerstwo kontra młodzież. „To, co się dzieje, to powtórka z PRL-u” – mówią nauczyciele
East News

Ministerstwo kontra młodzież. „To, co się dzieje, to powtórka z PRL-u” – mówią nauczyciele

„MEN naraża się na śmieszność”, „Rządzący nie nadążają za rzeczywistością” – mówią mi nauczycielki warszawskich liceów. Dzisiejsza młodzież ma wrażliwość, ma odwagę i ma pod górkę. Bo MEN, zamiast doceniać, straszy i grozi.
Hanna Szczesiak
09.11.2020

Katarzyna to imię zmyślone – nauczycielka jednego z warszawskich liceum nie chce, bym podawała jej prawdziwe imię i dane szkoły, w której uczy. Jak tłumaczy, jest przezorna. Nie chodzi nawet o to, że się boi tego, co już jest – bo w jej szkole „jeszcze nie jest opresyjnie”. Ale może być.

– Partia rządząca funduje młodzieży coś, co wydawało się wspomnieniem PRL-u, czymś nierealnym. Kiedyś studenci byli represjonowani przez władzę. Dziś uczniowie może nie są jeszcze represjonowani, ale minister kieruje w ich stronę nieeleganckie komunikaty, często na granicy dobrego smaku. A to nie jest pedagogiczne – tłumaczy nauczycielka.

Czytaj także: Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Pokolenie, które może coś zmienić

Zdaniem Katarzyny w obecnej sytuacji kluczowe jest traktowanie uczniów jak partnerów do rozmów.

– Nauczyciel ma wręcz obowiązek przedyskutować z nimi pewne bieżące społeczne sprawy, oczywiście nie narzucając im swojego punktu widzenia. Przecież dzisiejsza młodzież to w większości świadomi obywatele umiejący zabierać głos w dyskusjach, co widać m.in. w mediach społecznościowych czy ich aktywnym udziale w strajkach klimatycznych – wyjaśnia.

Podobnego zdania jest Justyna Drath (imię i nazwisko prawdziwe), nauczycielka w liceum niepublicznym, członkini ZNP i działaczka społeczna.

– Nie spotkałam się do tej pory z pokoleniem, a uczę już w szkole kilka dobrych lat, które tak bardzo zaangażowałoby się w sprawy społeczne i polityczne, które byłoby tak bardzo świadome tego, co się wokół niego dzieje. To jest ogromna zmiana.

– To jest pokolenie, które myśli inaczej, które może coś zmienić, bo pewne rzeczy są dla niego oczywiste. Wolność wyboru jest dla nich fundamentalna, dlatego po wyroku Trybunału dotarło do nich nie tylko to, co się może zmienić, ale też uderzyło ich, jak było wcześniej – i nie chodzi wyłącznie o prawo do aborcji. Oni budzą się w tym świecie i dziwią się, jak to możliwe, że tak jest – że nikt o to wcześniej nie zadbał – mówi, gdy pytam, czy nie ma wrażenia, że młodzieży z tak donośnym głosem nie słychać było od dawna.

– Ja już przeżyłam wiele protestów, znam ich dynamikę, wiem, że najpierw jest intensywnie, a później nieco opada energia. Dla dzisiejszych nastolatków to jest pierwsza taka sytuacja, dlatego wszystko przeżywają jeszcze bardziej. Bardzo wpływa to na ich nastroje, co z jednej strony martwi – bo to jest moment, w którym są bardzo obciążeni, np. poprzez naukę zdalną czy drugie zamknięcie w domach – ale z drugiej to budujące, że są tak wrażliwi – dodaje Drath.

Ministerstwo Edukacji Narodowej straszy

MEN w aktywności nastolatków widzi zagrożenie. Wystarczy przypomnieć oświadczenie Anny Ostrowskiej, rzeczniczki prasowej resortu, które pojawiło się w ubiegłym tygodniu. Pisze w nim, że namawianie uczniów do protestu jest uwłaczające etosowi pracy pedagogów.

„Nie ma także naszej zgody na zachęcanie dzieci oraz młodzieży do chuligańskich i wulgarnych zachowań. Nie ma zgody na to, aby uczniowie zachowywali się w taki sposób” – pisała Ostrowska.

Sam minister edukacji Przemysław Czarnek nazywa zachowanie protestujących „skandalicznym”. Wzywa do dyscyplinowania uczniów, a nauczycieli straszy.

– Rządzący nie nadążają za rzeczywistością. Młodzi ludzie są teraz zagadką dla MEN-u. To potworna sytuacja, w której człowiek stojący na czele tego resortu, zamiast wspierać nauczycieli i uczniów, straszy i jednych, i drugich. To zaprzeczenie tego, co powinien robić. Wiara w to, że kary i groźby to dobra metoda wychowawcza, jest kompletnie wbrew współczesnej edukacji. To jest absolutnie groteskowe, a młodym ludziom trudno jest te próby zastraszania i dyscyplinowania traktować na serio – mówi mi Justyna Drath.

Katarzyna jest przekonana, że ministerstwo swoimi komentarzami naraża się na śmieszność:

– Nauczycieli nie jest łatwo zastraszyć, a jednak wywołuje się na nich presję. Dlatego ich postawa jest tutaj kluczowa. Prawo do protestu jest integralną częścią życia obywatelskiego, żyjemy jeszcze  w kraju demokratycznym, więc takie straszenie uczniów i nauczycieli ze strony ministerstwa wydaje mi się niestosowne. Na szczęście większość nauczycieli jest świadoma swoich praw. Są też tacy nauczyciele, którzy nie popierają protestów i mają pełne prawo do swoich poglądów. Nie mogą jednak zabraniać protestów. Bo tak naprawdę to, co się dzieje, może być dla uczniów, ale również nauczycieli, doskonałą lekcją świadomości obywatelskiej.

Zobacz także: Dyrektor murem za uczennicami i uczniami. Odważnie odpowiedział kuratorium

Złotousty minister edukacji

Przemysław Czarnek, choć stanowisko szefa MEN-u piastuje od kilku tygodni, kilkukrotnie podpadł pedagogom nie tylko straszeniem, że wobec tych nauczycieli, którzy popierają Strajk Kobiet, będą wyciągane konsekwencje.

Po raz pierwszy, gdy zapowiedział zmiany w podstawie programowej. Zdaniem ministra w obecnej sytuacji najbardziej poszkodowanymi grupami są ósmoklasiści i maturzyści, którzy m.in. przez chaos wynikający z nauki zdalnej tracą sporą część materiału. W związku z tym mogą oni nie być w stanie w pełni przygotować się do egzaminów. Prace nad „odchudzeniem” podstawy już trwają, a pierwsze efekty mają być widoczne w grudniu. Przy okazji tej deklaracji oberwało się też nauczycielom. Minister wypomniał im strajk z kwietnia 2019, który jego zdaniem przyczynił się do braków w wiedzy uczniów.

Nie można również zapominać o wcześniejszych wypowiedziach Czarnka.

„Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy wreszcie z tą dyskusją” – mówił na antenie TVP Info.

„Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko. Prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić? To są konsekwencje tłumaczenia kobiecie, że nie musi robić tego, do czego została przez pana Boga powołana” – z kolei te słowa padły z ust Czarnka podczas konferencji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Nic dziwnego, że wśród nauczycieli, zwłaszcza tych popierających Strajk Kobiet, dominują dwie emocje: strach i gniew.

– Jestem bardzo zaniepokojona. Dostaję sygnały ze strony rodziców, że oni sami nie wierzą, że osoba, która wypowiada się w taki sposób, została ministrem edukacji. To dla nich jak koszmarny sen, przeraża ich ta sytuacja. To jest przecież niszczenie dorobku, na który pracowano latami. Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział mi, że będę odbywać taką rozmowę o ministrze edukacji, to bym nie uwierzyła. Już po jego pierwszej wypowiedzi możemy zauważyć wyraźny kierunek zmian. Ja jestem jednak pesymistką, myślę, że jest on co najmniej niepokojący. I nie jestem jedynym nauczycielem, który to zauważa, na szczęście nie żyjemy w monarchii absolutnej – mówi mi Katarzyna.

Gdy pytam Justynę Drath, czy się boi tego, co może się wydarzyć w najbliższych miesiącach, mówi, że wielu nauczycieli już dawno przestało się bać.

 – To, co się dzieje, nie napawa mnie niepokojem, bardziej zdegustowaniem.  Bo to nie jest czas strachu. My, nauczyciele, raczej nie mamy w sobie strachu i lęku, ale gniew. Nauczyciele już się nie boją wygłaszać swojego zdania, wystarczy spojrzeć na protesty. Ich udział w strajku jest o wiele bardziej widoczny niż kiedyś, być może właśnie dzięki oświadczeniu ministra Czarnka proszącego o donosy – tłumaczy.

Czytaj też: Magda Umer: „Gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie umiałabym odpowiedzieć”

Odwaga jest zaraźliwa

Dziś, ponad dwa tygodnie od wygłoszenia wyroku Trybunału Konstytucyjnego, kobiety nie składają parasolek, a uczniowie i uczennice nie chowają transparentów. Katarzynie utkwiło w pamięci jedno hasło przeczytane na plakacie, który niosła podczas protestu młoda dziewczyna.

– Brzmiało ono: „Odwaga jest zaraźliwa”. To oni, młodzi ludzie, pokazują nam, że nie powinniśmy wpadać w schematy PRL-u, siedzieć cicho i się nie odzywać. Jeśli nie zgadzamy się z tym, co proponuje rząd, wybrany demokratycznie, ale jednak nie przez wszystkich obywateli, musimy wyrazić sprzeciw, negocjować.

I dodaje: – Młodzież może wiele nauczyć starsze pokolenia. To młode pokolenie jest tym, które potrafi powiedzieć „nie”, które potrafi inteligentnie protestować. Byłam na dwóch marszach i wbrew temu, co można zobaczyć w mediach państwowych – nazywanych przez niektórych uczniów „TVP Korea” – oni protestują z klasą, mają swój głos i mają odwagę.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Strajk kobiet. Protest przed MEN
East News

Dyrektor murem za uczennicami i uczniami. Odważnie odpowiedział kuratorium

„Czy można sobie wyobrazić piękniejszy przykład edukacji obywatelskiej w praktyce?” – pisze w swoim liście do warszawskiej kurator oświaty dyrektor jednego z liceów. To odpowiedź na strajki uczniów, które miały miejsce w minioną środę.
Kamila Geodecka
04.11.2020

Strajki w Polsce wciąż trwają, na ulicach miast nieprzerwanie zbierają się ludzie, którzy chcą protestować w związku z kontrowersyjnym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Przypomnijmy, że orzeczono wtedy, że aborcja wykonywana w przypadku, gdy płód ma wady letalne, jest niezgodna z konstytucją. Protestujących są tysiące. Do strajku przyłączyli się także rolnicy, taksówkarze, wielu lekarzy, prawników, nauczycieli, a nawet kibiców. O swoje prawa chcieli zawalczyć też uczniowie. Szkoła to dziewczyna – młodzi też mają głos Od ponad tygodnia wszystkie media informują nas o protestach na ulicy. Ale swoich praw można się domagać także z domu. Taką strategię przyjęli uczniowie warszawskich liceów, którzy postanowili stworzyć inicjatywę o nazwie „Szkoła to dziewczyna”. W ramach protestu w ubiegłą środę w wielu szkołach młodzież nie wzięła czynnego udziału w lekcjach prowadzonych zdalnie. Zaraz po sprawdzeniu listy obecności przewodniczący klasy miał poinformować nauczyciela o tym, że dziś jest dzień uczniowskiego strajku. Za każdym razem padały również słowa: „Bardzo prosimy o zrozumienie naszej postawy i przyłączenie się do niej. Przyszłość uczennic jest dla nas niezmiernie istotną wartością”. Następnie zapadała cisza i żaden z uczniów nie brał czynnego udziału w lekcji. Przeprowadzenie takiej akcji wymagało od organizatorów dużego wysiłku i zaangażowania. W szkołach przeprowadzane były m.in. referenda. Przyjęto założenie, że protest może się odbyć w tych placówkach, w których minimum połowa uczniów się na to zgodziła. Na Facebooku mogliśmy odnaleźć informacje dotyczące akcji, a każda szkoła mogła dołączyć do inicjatywy. Na reakcję władzy nie trzeba było czekać długo. Warszawska kurator oświaty wysłała...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jest decyzja! Wiemy, kiedy uczniowie wrócą do szkół i co z maturami i egzaminami ósmoklasistów

Ważne informacje dla uczniów i ich rodziców. Podczas konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki oraz minister edukacji Dariusz Piontkowski ogłosili terminy powrotu uczniów do szkół, matur i egzaminów na koniec szkoły podstawowej.
Sylwia Arlak
24.04.2020

Na tę decyzję dotyczącą otwarcia szkół i uczelni czekali wszyscy! W związku z pandemią koronawirusa, placówki te były oficjalnie zamknięte w Polsce do 26 kwietnia, czyli do najbliższej niedzieli. Kolejna konferencja prasowa z udziałem premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministra edukacji Dariusza Piontkowskiego przyniosła nowe odpowiedzi. Jest decyzja: matury i egzaminy jednak w czerwcu Rząd informował wcześniej, że tegoroczne egzaminy ósmoklasistów oraz matury zostaną przełożone. Zgodnie z pierwotnym planem odbyłyby się one kolejno 21 kwietnia i 4 maja. Wiadomo było jedynie, że odbędą się najwcześniej w czerwcu, a o terminie uczniowie zostaną poinformowani najpóźniej trzy tygodnie przed egzaminami. Dzisiaj znamy już konkretne terminy egzaminów. Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski poinformował na konferencji, że: szkoły, przedszkola i żłobki będą zamknięte co najmniej do 24 maja.  matury – w tym roku odbędą się tylko pisemne, bez ustnych – rozpoczną się 8 czerwca i potrwają do 29 czerwca . Wyniki matur poznamy do 11 sierpnia.  egzaminy ósmoklasisty odbędą się w dniach 16-18 czerwca. Już wcześniej premier zapowiadał, że uczniowie wrócą do szkół w drugim bądź trzecim etapie uwalniania gospodarki. Mówił też, że rząd pracuje nad sposobem wsparcia dla tych rodziców, którzy nie mogą zostawić sami dzieci w domu. Podkreślał, że powstanie specjalny mechanizm, który pozwoli pozostawić dzieci małe oraz te do 10-12 roku życia pod opieką w placówkach edukacyjnych. Cztery etapy znoszenia ograniczeń związanych z #koronawirus ⤵️⤵️⤵️ ❗️ Decyzja o przejściu do kolejnego etapu zostanie podjęta po spełnieniu niezbędnych warunków: ➡️ analiza przyrostu...

Czytaj dalej
powrót do szkół
Unsplack Stock

Dzień przed początkiem roku szkolnego wiemy, że nic nie wiemy! Szkoła w epoce koronawirusa

Co ze świetlicami? Kiedy możliwe jest przejście na naukę zdalną? Jak teraz będą wyglądać lekcje i przerwy? Sprawdzamy wytyczne ministerstwa i wyliczamy obawy rodziców.
Sylwia Arlak
31.08.2020

Oczywiste jest to, że dzieci potrzebują szkoły: towarzystwa rówieśników, bezpośredniego kontaktu z nauczycielami, ram, w których mogą działać. Jednak dziś rano epidemiolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prof. Jarosław Drobnik bez ogródek w radio Tok FM powiedział, że rozpoczynanie roku szkolnego w obecnej sytuacji to „jeden wielki eksperyment społeczny”. Lekarze są przekonani, że powrót do szkół spowoduje większą liczbę zarażeń koronawirusem. Choroby obawiają się nie tylko rodzice, ale też nauczyciele, którzy każdego dnia będą stykali się nie tylko z innymi nauczycielami, lecz przede wszystkim z uczniami. Jeśli założymy, że nauczyciel polskiego w liceum prowadzi 5 lekcji dziennie, to średnio styka się nawet z 150 uczniami.  Mimo że Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, rodzice, uczniowie i nauczyciele się niepokoją. Wszyscy zadają sobie pytanie – czy powrót do szkoły w momencie, gdy notujemy codziennie ponad pół tysiąca (a czasem i 700 czy 800) przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce, jest bezpieczny? Jak będzie wyglądała nauka od 1 września 2020? Oto co wiemy do tej pory: Nauka w pandemii koronawirusa Do szkoły mogą uczęszczać wyłącznie uczniowie bez objawów koronawirusa, gdy ich domownicy nie przebywają na kwarantannie lub w izolacji. Zdrowi muszą być też opiekunowie przyprowadzający i odprowadzający uczniów. Po wejściu do budynku konieczna będzie dezynfekcja rąk. Szkoła ma za zadanie zapewnić odpowiednie środki – jednak już dziś dyrektorzy alarmują, że nie mają wystarczającej ilości płynów do dezynfekcji, co nie dziwi, zważywszy na to, że przed pandemią w wielu szkołach publicznych brakowało nawet zwykłego mydła i ręczników jednorazowych.  Każda osoba z zewnątrz, która...

Czytaj dalej
Fot. Jacques Ballard

„Wrzenie” Anny Pamuły uczy empatii, wrażliwości i otwartości na innych

Na ile miejsce, w którym przychodzimy na świat nas determinuje? Kiedy bieda i wykluczenie prowadzą do radykalizacji? Czy rodzice są odpowiedzialni za zbrodnie popełniane przez dzieci? Zbiór reportaży „Wrzenie. Francja na krawędzi” stawia ważne pytania.
Anna Zaleska
23.09.2020

Ryszard Kapuściński uczulał już wiele lat temu, że przyśpieszenie i spłycenie wiadomości we współczesnych  mediach jest niebezpieczne, bo upowszechnia stereotypy. Jeśli największą wartością staje się szybkość przekazania informacji, nie ma czasu na niuanse, szczegóły, wieloznaczności, różnice i odcienie. Wszystko musi być albo białe, albo czarne. Każdy musi być albo dobry, albo zły. Dlatego tak bardzo potrzebujemy wnikliwych reportaży, które właśnie te niuanse i wieloznaczności ukazują. Z indywidualnych losów i prywatnych wizji świata tworzą obraz, który nie ma ambicji być jedynym słusznym i niepodważalnym. Ale prowokuje do myślenia, współodczuwania i stawiania pytań. Głównym bohaterem zbioru reportaży „Wrzenie. Francja na krawędzi” (wyd. Agora) Anna Pamuła uczyniła Ibrahima, Araba i muzułmanina, czyli – jak on sam mówi o sobie z ironią – „najgorszy typ Francuza”. Ale nie mniej ciekawe są w jej tekstach kobiety, które poznała podczas ośmioletniego już pobytu nad Sekwaną. W podzielonym, skonfliktowanym społeczeństwie to one szukają bardziej tego, co łączy, niż tego, co dzieli. Jak Fatiha, nauczycielka, która uczy historii i geografii w szkole-gettcie. Tego rodzaju szkół jest we Francji około stu. Szacuje się, że 95 procent ich uczniów to biedni, radykalizujący się muzułmanie. Wskutek reformy edukacji w tych tzw. ZEP-ach program nauczania jest dostosowywany do poziomu najsłabszych. W efekcie wielu absolwentów ledwie potrafi czytać i pisać, a nieliczni ambitni nawet kończąc taką szkołę z dobrymi wynikami, nie mają szans dostać się na dobre studia. Zresztą mało komu przychodzi to do głowy, bo jeśli nawet od nauczycieli słyszą jakieś zachęty, to w stylu: będzie z ciebie dobry kasjer w supermarkecie. Fatiha mówi swoim uczniom:...

Czytaj dalej