Karawaną przez Maroko
Sime/Free

Karawaną przez Maroko

Ten kraj mieni się jak misternie ułożona mozaika. Wybierz się w podróż szlakiem przez góry, doliny, oazy i pustynię który od wieków przemierzają objuczone wielbłądy.
Beata Lewandowska-Kaftan
11.05.2020

Moje podróże do Maroka zaczynają się zwykle w Marrakeszu, zwanym Czerwonym Miastem od koloru murów obronnych. Miasto, choć zgiełkliwe i coraz liczniej zadeptywane przez jednodniowych turystów, zachowało swój czar. Trzeba tylko szybko uciec od tłumów, od straganów z chińszczyzną i marnym jedzeniem i zagubić się w labiryncie uliczek medyny, w zaułkach suków, w mellah, czyli dzielnicy żydowskiej. Tam, na dziedzińcach dawnych kupieckich zajazdów i składów, rzemieślnicy wciąż mozolnie kują ażurowe lampy, a szewcy szyją żółte babusze i pantofle z jedwabiu dla panny młodej. Objuczone świeżo wyprawioną skórą osiołki cierpliwie drepczą wąskimi uliczkami, a popędliwi tragarze rozganiają przechodniów donośnym „Balak!”.

Marrakesz z jednej strony otoczony palmowymi i oliwnymi gajami, a z drugiej strzeżony przez ośnieżone góry Atlas to wrota do krainy pustynnych oaz i dolin, którymi karawany ciągnęły aż z Timbuktu. To brama Wielkiego Południa. 

Północ kraju i Góry Atlas

Droga wiedzie przez coraz suchsze tereny, czerwona ziemia kontrastuje z bielą szczytów potężniejących przed nami z każdą chwilą. Zaczynamy wspinać się najpierw wśród wzgórz, a potem serpentynami ku przełęczy Tizi n’Tichka, pokonując po drodze ponad 800 ostrych zakrętów. Późną jesienią i zimą drogę często zasypuje śnieg, więc warto przed podróżą sprawdzić, czy jest czynna. Mijamy małe wioski z przydrożnymi zajazdami, które kuszą zapachem baranich szaszłyków i smakowitych tadżinów – słynnych marokańskich dań jednogarnkowych w glinianych naczyniach o spiczastych pokrywach. Jeszcze przed przełęczą zatrzymujemy się w górskim miasteczku Taddert, słynącym z biżuterii ozdabianej ametystami, lapis-lazuli, agatami. Surowe etniczne wzory, wyraziste barwy – nie sposób się oprzeć.

Za przełęczą, po paru kilometrach karkołomnych zjazdów, zatrzymujemy się w Telouet. Cicha wioska położona w kotlinie wśród pól była dawniej najważniejszym miejscem na trasie karawan ciągnących z Sahary do morskich portów. A także siedzibą berberyjskiego rodu Glaouich. 

Lord Atlasu

Pasza Marrakeszu, Tihami al-Glaoui, zwany lordem Atlasu, sprawował władzę nad Południem. Jego dawna rezydencja, stojąca na wzgórzu, sprawia wrażenie surowej warowni. Jej wnętrza kryją jednak misterne mozaiki, sztukaterie, malowidła, rzeźbienia w alabastrze, marmurze i cedrowym drewnie. Ponoć aż 300 artystów z Maroka, Andaluzji i Bliskiego Wschodu pracowało nad wystrojem tej rezydencji przez trzy lata. Pasza miał cztery żony: dwie były Berberyjkami, jedna Arabką, a jedna Francuzką oraz – jak głosi legenda – harem z 75 nałożnicami. Na rzecz pałacu pracowało blisko 1000 osób, a gośćmi lorda Atlasu bywali Charlie Chaplin i generał de Gaulle. Gospodarz miał wielką słabość do rasowych koni i markowych samochodów. Szczególnie upodobał sobie bentleye, zgromadził ich aż pięć. W 1914 roku Francuzi, po przejęciu władzy nad Marokiem, odebrali rodzinie prawo do pobierania opłat od karawan. Władca porzucił pałac i przeniósł się do Marrakeszu, gdzie zmarł w 1956 roku. Ród jednak nadal należy do najzamożniejszych w kraju, prowadzi interesy i ma liczne posiadłości. 

Ajt Bin Haddu – tu kręcono „Gladiatora” i „Grę o tron”

Jedziemy na południe przez suche, górzyste tereny między rzekami Dades i Draa, starym szlakiem karawan. To kraina jak z bajki, gdzie pióropusze palm znaczą oazy, a do stoków wzgórz przyklejone są zbudowane z czerwonej gliny ksary – ufortyfikowane wsie – i kasby – warownie na szczycie wzgórza, w których mieszkańcy gromadzili zapasy i chronili się na wypadek ataku. Jedną z najsłynniejszych jest Ajt Bin Haddu, wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Osada jest stara, istnieje co najmniej od XVI wieku, ma zachowany układ ulic, domy i warownię na szczycie. Leży na wzgórzu, z którego roztacza się wspaniały widok na rozległą dolinę rzeki Warzazat i gaje palmowe. Znamy go doskonale z filmu „Gladiator”, który właśnie tu był kręcony, podobnie jak wiele innych: m.in. „Pod osłoną nieba”, a ostatnio „Gra o tron”. 30 kilometrów stąd leży Warzazat, filmowa stolica Maroka wyposażona w nowoczesne studia, plany filmowe (można je zwiedzać) i lotnisko. 

Dolina Róż i uprawy daktyli

Kto znajdzie się na Szlaku Kasb w kwietniu lub pierwszej połowie maja, powinien pojechać do El-Kelaa M’Gouna, wokół którego rozpościerają się obłędnie pachnące pola róży damasceńskiej zwane Doliną Róż. To specjalny gatunek: z płatków wytwarza się wodę różaną i bardzo cenny olejek dla perfumiarzy. Berberowie wierzą, że jego zapach chroni przed złymi duchami. Co roku na początku maja odbywa się trzydniowe święto połączone z jarmarkami, festynami, koncertami i wyborami Królowej Róż.

Z kolei w październiku warto odwiedzić Tafilalt, starożytną oazę, z której wywodzą się Alawici – jedna z największych królewskich dynastii Maroka. Oaza słynie z uprawy daktyli, których jesienne zbiory wieńczy wielkie święto. Na uroczystość co roku przybywa król Muhammad VI pobłogosławić zbiory i świętujących, a na straganach jest ponad sto odmian daktyli.

Sahara

Juki naszej karawany już pełne, więc czas ruszyć w głąb pustyni. Jedziemy wprost na południe ku granicy z Algierią, do M’hamid. Krajobraz z każdą chwilą pustynnieje, droga pełna dziur, bo mało kto tędy jeździ. Wjeżdżamy na ostatnie pasmo Jebel Jahoudi, skąd roztacza się obłędny widok na niekończące się morze piasku. Sfalowane wydmy czerwienieją w zachodzącym słońcu i rzucają fantastyczne, długie cienie. Stoimy w ciszy, wokół pusto, tylko wiatr uparcie przewiewa drobinki piasku. Noc jest bezchmurna, więc momentalnie robi się zimno. Nasi kierowcy rozpalają ognisko i siadają w kręgu. Są szczęśliwi, bo właśnie wrócili do swoich domów w M’hamid. To muzycy, więc w ruch idą table i djembe (bębny), ud, banjo i metalowe kastaniety. Melancholijne, transowe pieśni płyną jedna za drugą, wszystkie opowiadają o pustyni i o miłości. Śpiewamy z nimi i klaszczemy w dłonie, a potem zawinięci w koce słuchamy, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. Wydaje się tuż na wyciągnięcie ręki, wygląda niczym bezdenne czarne szkło. Pochyla się nad nami nisko, coraz niżej… 

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 4/2019

1\6
Medresa w Marrakeszu
Medresa w Marrakeszu
Sime/Free

Misternie rzeźbiona brama słynnej szkoły koranicznej Ibn Jusufa.

2\6
Szkoła koraniczna Ibn Jusufa w Marrakeszu
Szkoła koraniczna Ibn Jusufa w Marrakeszu
Sime/Free

Szkoła mieści się bezpośrednio przy meczecie, który jest zamknięty dla niemuzułmanów.

3\6
Szafszawan
Szafszawan
Getty Images

Słynne niebieskie miasto mieszczące się w północnym Maroku.

4\6
Warownia Ajt Bin Haddu
Warownia Ajt Bin Haddu
Sime/Free

Budowla pochodzi z XVI wieku i leży na wzgórzu, z którego roztacza się wspaniały widok na rozległą dolinę rzeki Warzazat i gaje palmowe.

5\6
Hodowca słynnych marokańskich róż
Hodowca słynnych marokańskich róż
Sime/Free

Z płatków produkuje się wodę różaną i olejek wysoko ceniony przez perfumiarzy.

6\6
Marokańskie targi są pełne kolorów
Marokańskie targi są pełne kolorów
Getty Images

Bywają nazywane sukami i są wyłączone z ruchu samochodowego.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Bułgaria, podróże, róże damasceńskie
FORUM

Wakacje w rytmie slow? Bułgaria to kierunek dla ciebie!

Bułgaria to nie tylko kurorty nad Morzem Czarnym i wycieczki do Sofii. To również majestatyczne góry, dzika przyroda i malownicze bezdroża. Tu warto zejść z wytyczonego szlaku.
Kamila Morgisz 
29.04.2020

Niby oblegana przez turystów, a jednak Bułgaria to do dziś kraj w dużej mierze turystycznie nieodkryty. O wielu miejscach, których piękno zapiera dech, mało kto wie, bo nie znajdziemy ich w popularnych przewodnikach. I myślę, że właściwie to dobrze, bo dzięki temu Bułgaria zachowała swoją tajemnicę i piękno: momentami chropowate i nieoczywiste, innym razem olśniewające już od pierwszej sekundy. Strandża – szlak wędrownych ptaków, wino mavrud i róża Chanel Aby poznać tę mniej znaną Bułgarię, warto wybrać się poza przetarte szlaki. Na przykład na południowy wschód kraju, gdzie na styku granicy bułgarsko-grecko-tureckiej rozpościera się Strandża – chroniony obszar przyrodniczy i łańcuch górski. Miękko pofalowane, pokryte gęstymi lasami wzniesienia Strandży sięgają aż do wybrzeża, po czym miękko zstępują w morze. Drzewa w Strandży mają nawet kilkaset lat, a ich historię widać po pniach i splątanych konarach przybierających niekiedy przedziwne, fantastyczne kształty. Możemy tu zobaczyć rośliny, jakich nie ma nigdzie indziej w Europie, a także mnóstwo gatunków ptaków, m.in. pelikana kędzierzawego, wąsatkę czy czaplę białą. Właśnie nad Strandżą przebiega drugi co do wielkości w Europie szlak wędrowny ptaków – Via Pontica. Jedną z miejscowości osłoniętych przez bukowe lasy Strandży i zarazem otwartych na morski horyzont jest wioska Sinemorec z dwiema plażami. Z pobliskich wzgórz roztacza się wspaniały widok na Morze Czarne, do którego wpływają słodkie wody rzeki Weleki. To właśnie Welece, najczystszej rzece w Bułgarii, roślinność Strandży zawdzięcza swój przepych. Weleka przedostaje się do morza przez piaszczystą mierzeję, tworząc przy okazji turkusową lagunę, która jest znakiem rozpoznawczym nadmorskiej miejscowości. Sinemorec zamieszkuje...

Czytaj dalej
Madera, podróże, baseny, Porto Monz
Małgorzata Sobońska-Szylińska

Odkryj nieznane oblicze portugalskiej Madery

Co można robić na wyspie poza relaksowaniem się przy hotelowym basenie? Sprawdziliśmy: czekają nas górskie widoki, przygody i adrenalina!
Małgorzata Sobońska-Szylińska
08.05.2020

Tygodniowy pobyt na Maderze dostarczył nam tylu przeżyć, że mieliśmy wrażenie, jakby trwał znacznie dłużej. Emocje zaczęły się już w powietrzu. Na krótko przed zejściem do lądowania nasz samolot dosłownie w miejscu zawrócił w powietrzu, próbując wpasować się w krótki pas startowy na lotnisku im. Cristiano Ronaldo w Funchal. Trząsł się i co chwila opadał kilka metrów. Przypominało to jazdę kolejką górską. Pomruk przerażenia przerodził się w westchnienie ulgi, gdy ostatecznie siedliśmy na ziemi. Ale... każde lądowanie wygląda tam podobnie. Lotnisko ma bowiem bardzo krótki pas, a przez to zaliczane jest do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Dodatkową „atrakcją” są silne boczne wiatry, które i nas nie oszczędziły. Na Maderę latają bardzo doświadczeni piloci, od lat nie wydarzył się tam żaden wypadek, więc tak naprawdę nie ma powodów do obaw. Wulkaniczna wyspa na Atlantyku Madera powstała w wyniku erupcji wulkanu, cała wyspa pokryta jest górami. Na lotnisko pozyskano jedyny płaski skrawek lądu, jednak żeby pas startowy miał bezpieczną długość, konieczne było zawieszenie jego części na 180 ogromnych betonowych filarach, z których część wyrasta wprost z morza. Wszechobecne góry określają charakter wyspy niemal w każdym obszarze. Od sieci dróg, przez komunikację, architekturę, a nawet proponowane turystom wycieczki i rozrywki. My podróżowaliśmy po wyspie wynajętym samochodem, co jest najwygodniejszym, ale i bardzo emocjonującym sposobem przemieszczania się. Drogi wijące się po stromych zboczach bywają bowiem nachylone pod absurdalnym kątem. Auta o słabszych silnikach muszą czasami się poddać, gdy podjazd okazuje się zbyt stromy. Każdy turysta, który miał okazję podróżować samochodem po drogach Madery, zgadza się z opinią, że jeśli dał...

Czytaj dalej
Islandia, podróże, Wodospad Seljalandsfossto
Sime/Free

Islandia jest kobietą!

A gdyby mogła mieć drugie imię, z pewnością nazwano by ją Naturlandią. To, co urzeka, to bezmiar przestrzeni oddany w twórcze ręce natury. Przyroda jest tu wszystkim.
Kamila Morgisz 
10.04.2020

Kobiecy wypad na Islandię planowałyśmy od ponad roku. My, trzy przyjaciółki ze szkolnej ławy, odwiedzamy tę czwartą, która najpierw na Islandię lubiła wpadać, a potem przeniosła tam całe swoje życie. Jej profil Islandia-love na Instagramie tylko podsycał naszą ciekawość. Wreszcie się udało! Islandzkie linie zabierają pasażerów z Okęcia do Keflaviku – cztery godziny lotu i widać mgły znad gorących źródeł. Panuje przekonanie, że pierwsi na Islandii byli wikingowie, jednak najwcześniej, już w VIII wieku, dotarli tam irlandzcy mnisi. Wyspa była ich samotnią i miejscem modlitwy. Refleksyjna aura pozostała do dziś. Niewielka liczba ludzi, izolacja od świata, poczucie zespolenia z naturą sprzyjają uważnej podróży. Uważność jest czymś, co dostajemy na Islandii w prezencie. To fascynująca wędrówka do wnętrza własnej duszy. Stolica Północy Islandia jest prosta i praktyczna. Gotówka jest zbędna, za wszystko (z toaletą włącznie) płaci się kartą. Lotnisko zapewnia częsty i szybki transport autokarowy do oddalonej o 50 kilometrów stolicy. Trasa wiedzie przez zasnute mgłą pola lawy, pokryte seledynowym mchem. Czasem pojawiają się björki – islandzkie brzozy, od których pochodzi imię słynnej wokalistki. Robi się z nich niezłe likiery i choć nie należą do najtańszych, są warte grzechu. Poza oceanem i wulkanami wszystko na Islandii wydaje się małe. Nawet stolica – Rejkiawik. W tym kameralnym mieście wśród łagodnych wzgórz mieszka 120 tysięcy osób. Na tutejsze warunki to metropolia: ponad jedna trzecia populacji całej wyspy, kolorowe domki i niska zabudowa, nad którą góruje odlany z betonu kościół – dobry punkt orientacyjny w zwiedzaniu tej najdalej na północ położonej stolicy świata. Na Islandii dominuje luteranizm, ale to elfy i trolle...

Czytaj dalej