Co by było, gdybyśmy przestali szczepić dzieci? Argumenty przeciw STOP NOP
iStock

Co by było, gdybyśmy przestali szczepić dzieci? Argumenty przeciw STOP NOP

To mit, że na szczepionkach koncerny zarabiają duże pieniądze.
Helena Kalinowska
14.12.2018

Nie lubimy szczepić ani siebie, ani dzieci, boimy się skutków ubocznych i reakcji alergicznych. Trudno jednak nie doceniać oczywistych korzyści: ochrony przed chorobami zakaźnymi. W Polsce ponad 30 szczepień znajduje się na liście obowiązkowych i zalecanych do trzeciego roku życia. Wydaje się, że to sporo. Tymczasem jeśli porównamy nasz kalendarz szczepień z proponowanymi w krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, to w wielu przypadkach jest węższy – mówi prof. Andrzej Zieliński z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, krajowy konsultant w dziedzinie epidemiologii:

– Od wielu lat my, epidemiolodzy, postulujemy, by wprowadzać nowe szczepienia refundowane. Niestety, są to ogromne wydatki dla budżetu, więc rzadko udaje się je zatwierdzić. W tym roku minister zdrowia zdecydował o wprowadzeniu dla wszystkich dzieci szczepień przeciwko pneumokokom. Od lat staraliśmy się o ich refundację. Na początku udało się wprowadzić je jedynie dla dzieci z grup ryzyka, to znaczy o obniżonej odporności lub chorych przewlekle. Ale teraz będzie dostępne dla wszystkich i według mnie to bardzo doniosła decyzja; uchroni wiele dzieci przed ciężką chorobą, zapaleniem płuc, które coraz ciężej zwalczać z powodu narastającej antybiotykooporności.

Co nam dają szczepienia?

Ruch antyszczepionkowy Stop NOP zwraca uwagę na działania niepożądane szczepień, trzeba jednak pamiętać, że dzięki powszechnym szczepieniom rocznie umiera o 12 milionów ludzi mniej! Zniszczyliśmy ospę, radzimy sobie z takimi chorobami jak: krztusiec, polio, błonica, odra, tężec i różyczka. Jednak to nie koniec walki, bo wciąż jesteśmy narażeni na inne wirusy i bakterie.

– W tej chwili priorytetem Komitetu Epidemiologicznego Rady Sanitarno-Epidemiologicznej jest szczepienie przeciw HPV. Chodzi o wirus papilloma, który wywołuje raka szyjki macicy – mówi prof. Andrzej Zieliński.

W Polsce każdego dnia aż pięć kobiet umiera z powodu tej choroby. Jesteśmy tu, niestety, na pierwszym miejscu w Europie. Jednak wprowadzenie refundacji (szczepienie kosztuje ok. 1200 zł) zależy od Ministerstwa Zdrowia i dostępnych funduszy.

szczepienia obowiązkowe
iStock

Zdjęcie: wirus odry, choroby, która kiedyś wśród dzieci zbierała śmiertelne żniwo.

Kto za tym stoi?

Zajrzyjmy za kulisy i sprawdźmy, od czego zależy wprowadzanie nowych szczepień do obowiązującego kalendarza. Wszystko zależy od epidemiologa. To on przekazuje Ministerstwu Zdrowia propozycję wprowadzenia szczepień. Kieruje się rozpowszechnieniem choroby i tym, jak jest poważna. Czyli sprawdza, jaki odsetek ludzi trafia do szpitala i ile jest zgonów w stosunku do zachorowań. Na tej podstawie stwierdza, czy jest to choroba, przed którą należy się chronić.

– Dawniej w Polsce, kiedy było zapotrzebowanie, próbowaną szczepionkę można było po prostu zrobić. Dziś wymagania bezpieczeństwa są tak wysokie, że na badania nad szczepionkami, ich produkcję i wprowadzanie na rynek mogą sobie pozwolić wyłącznie największe koncerny farmaceutyczne. Tylko one mają wystarczające zaplecze naukowe i techniczne. I wbrew powszechnemu przekonaniu na szczepionkach koncerny nie zarabiają tak dużych pieniędzy jak na lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych – komentuje prof. Zieliński.

Co ciekawe, kiedy szczepionka jest dopuszczona do sprzedaży, to wcale nie oznacza, że prace nad nią zostały zakończone. Stale monitorowane są niepożądane odczyny poszczepienne, skuteczność i bezpieczeństwo stosowania, więc w każdej chwili szczepionka może zostać wycofana.

Szczepienia 200 lat temu

Pierwsza szczepionka przeciw ospie zawierała wirus. Inny niż wirus ospy, ale dzięki podobieństwu w budowie chronił przed ospą prawdziwą. Po 200 latach szczepień dziś nie ma mowy o tej chorobie, bo zarazki zaginęły bez wieści. To jeden z największych sukcesów medycyny. Z kolei Ludwik Pasteur zrobił szczepionkę przeciw wściekliźnie, w której podawano wirus żywy, ale atenuowany, czyli osłabiony. Później Amerykanie zastosowali tak zwane „zabite” szczepionki przeciw salmonelli. Pacjenci dostawali bakterie zneutralizowane. Nie mogły się rozmnażać, ale za to miały właściwości uodporniające.

– Dziś mamy większe wymagania, więc w nowoczesnych preparatach są tylko fragmenty komórek bakterii lub wyekstrahowane toksyny. Najbezpieczniejsze i najskuteczniejsze są preparaty rekombinowane, powstałe dzięki inżynierii genetycznej. Są to szczepionki nowej generacji, których działanie opiera się na genach – mówi profesor.

Mimo ruchów antyszczepionkowych wciąż 90 proc. dzieci w Polsce dostaje szczepienia. Jednak są to szczepionki finansowane z funduszy państwowych. Inaczej ma się sprawa, kiedy dorosły ma się zaszczepić na własny rachunek.

– Niestety, przeciwko grypie wciąż szczepi się tylko ułamek populacji. Wielu dorosłych i starszych ludzi na to nie stać. Dlatego pomoc społeczna, czyli refundacje, są konieczne. Martwi mnie, że świadomość wagi szczepień przeciwko grypie jest bardzo niska. Jest jeszcze jedno szczepienie, które powinno się podawać osobom starszym: przeciw pneumokokom. Prawie połowa ludzi w wieku 70 lat, jeśli zachoruje na pneumokokowe zapalenie płuc, umiera. A można temu zapobiec. Szczepi się tylko raz, inaczej niż przy grypie – tu trzeba robić to co roku – tłumaczy prof. Zieliński.

Kontrowersje i mity na temat szczepień

Komu ufamy w sprawie szczepień i kogo o nie pytamy? Badania wskazują, że najczęściej z wątpliwościami zwracamy się do lekarza rodzinnego i pierwszego kontaktu. I dobrze, to oni mają rzetelną wiedzę i powinni odpowiedzieć na każde pytanie związane z możliwymi powikłaniami po szczepieniach. Największe wątpliwości wzbudzają powtarzane często opowieści o związku szczepień z autyzmem.

– Niczego podobnego naukowo nie udowodniono. Jest za to wiele prac naukowych, które temu zaprzeczają. Ostatnio nawet pojawiło się badanie sponsorowane przez ruch antyszczepionkowy, którego wynik również wskazuje na brak powiązań między autyzmem a szczepieniami. Niestety, najczęściej prace naukowe, na które powołują się przeciwnicy szczepień, zawierają podstawowy błąd znany epidemiologom jako błąd ekologiczny. Są to badania na populacjach. W danej populacji wzrasta liczba przypadków autyzmu i w tej samej populacji wzrasta liczba szczepień. W związku z tym szczepienia są przyczyną autyzmu. Tak nie można rozumować! Autyzm ma wiele przyczyn. Wnioski można wyciągać tylko z takich badań, w których stwierdzono go w indywidualnych przypadkach, badając konkretne dziecko. Okazuje się, że u dzieci nieszczepionych również rozwija się autyzm. Jednak nawet kiedy pokazujemy poprawnie wykonane badania, ignoruje się je – mówi profesor.

Działania niepożądane

Zapomnieliśmy o chorobach, jednak to nie znaczy, że one zapomniały o nas.

– W dawnych czasach, kiedy matka widziała dziecko chore na błonicę, które »leje się« przez ręce, natychmiast je szczepiła, bez wahań i wątpliwości. Dziś nie ma błonicy, więc po co się szczepić? W Anglii, Szwecji i Japonii z powodu ruchów antyszczepionkowych w latach 90. zaniechano szczepień przeciw krztuścowi. Wróciły zachorowania i zgony. Dlatego musimy się szczepić przeciw chorobom, których nie ma w naszej populacji – mówi profesor.

To zrozumiałe, że każdy rodzic boi się o swoje dziecko, jednak ostre reakcje alergiczne i zgony zdarzają się raz na setki tysięcy szczepień. Warto raczej pomyśleć o komplikacjach w przypadku zakażenia polio czy krztuścem, z których nie wychodzi się cało.

– Zdarzają się działania niepożądane, ale mówimy o milionach ludzi szczepionych na całym świecie i promilu działań niepożądanych. Co najważniejsze, często wynikają one z tego, że ludzie poddawani szczepieniom chorują. Nawet o tym nie wiedzą, a lekarzowi trudno zbadać każdego poddawanego szczepieniom na wszystkie choroby. Więc jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, bo sami jesteśmy chorzy albo dziecko ma niepokojące objawy, warto porozmawiać z lekarzem. Lepiej odroczyć wtedy szczepienie o tydzień lub dwa. Namawiam do rozsądku tym bardziej, że szczepienie służy nie tylko poprawie odporności indywidualnej, ale także tej grupowej. Często słyszę od rodziców: nasze dziecko nie było szczepione, żyje i nie choruje. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: bo zmniejszamy ryzyko rozprzestrzeniania się chorób poprzez to, że większość społeczeństwa jest zaszczepiona. Jeśli w rodzinie mamy chorego na niedobór odporności, wtedy namawiamy wszystkich znajomych, rodzinę i bliskich: »Zaszczepcie się!«. To jest tak zwana teoria kokonowa. Otaczanie kokonem chorego tak, by ludzie, z którymi się spotyka, byli zdrowi. Przez to zmniejszymy ryzyko choroby – mówi dr Paweł Różanowski, specjalista onkologii i immunologii klinicznej ze szpitala MSWiA w Olsztynie.

Czarny scenariusz: co by było, gdyby…

Co by się wydarzyło, gdybyśmy przestali się szczepić?

– Jest taka teoria, którą stworzyli wakcynolodzy. Naukowcy i specjaliści chorób zakaźnych twierdzą, że ludzkości nie zabiją nowotwory, tylko choroby zakaźne. Jedni twierdzą, że będą to grzyby, bo są toksyczne i trudno wytworzyć przeciw nim leki. Inni twierdzą, że będą to bakterie, a inni, że wirusy. Nie znamy odpowiedzi. Ale gdyby nie było szczepień, czekałby nas prawdziwy armagedon. Przecież regularnie jesteśmy atakowani, a to wirusem świńskiej grypy, a to ebolą. Żyjemy w strachu, że to do nas dotrze. Kiedy udaje się wyprodukować szczepionkę, oddychamy z ulgą. Ostateczny rachunek wynikający z istnienia szczepień na świecie jest dodatni – na korzyść szczepień. Jestem za – mówi dr Paweł Różanowski.

***

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2017

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dieta nowotworowa
Unsplash

„Nie odżywiaj raka” Onkolog o diecie po diagnozie nowotworowej

Głodówki, dieta wegańska albo popularne teraz wśród chorych na raka przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie nowotworowej, a nawet mogą zaszkodzić.
Katarzyna Pinkosz
04.01.2019

Odpowiednie żywienie jest ważną częścią leczenia i profilaktyki choroby nowotworowej –  mówi prof. Stanisław Kłęk, chirurg onkolog. Kłopot w tym, że popularne opinie dotyczące diety antyrakowej nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Głodówki, dieta wegańska albo przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie, a nawet mogą zaszkodzić. Pytamy specjalistę, co jeść by nie zachorować, a także jak układać dietę w terapii nowotworowej, aby zwiększyć szansę jej powodzenia. Katarzyna Pinkosz: Coraz bardziej jesteśmy pewni, że dieta może w dużym stopniu zapobiegać nowotworom. Jak ją układać, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania? Prof. Stanisław Kłęk: Rzeczywiście, wiemy już, że za około 70  proc. nowotworów odpowiada nasz styl życia. Ważne jest niepalenie papierosów, aktywność fizyczna oraz właściwa dieta. Nie musimy jej jednak specjalnie układać, powinna być po prostu zgodna z piramidą zdrowego żywienia. U jej podstawy są warzywa, których powinniśmy jeść jak najwięcej. Następnie: owoce, produkty zbożowe, mleko i  jego przetwory, mięso, ryby, jajka. Warto zwrócić uwagę na to, czy jemy produkty bogate w błonnik, bo ten składnik zapobiega np. rakowi jelita grubego. Poza tym pamiętajmy, że czynnikiem ryzyka np. raka piersi, trzustki, wątroby jest otyłość.  Często dopiero gdy pojawi się choroba, zaczynamy myśleć o zdrowym żywieniu i zmieniamy dietę. Na co wtedy powinnyśmy zwrócić uwagę? Chory potrzebuje diety właściwie zbilansowanej, jeśli chodzi o ilość oraz jakość kalorii. Nie ma jednak jednej uniwersalnej diety dla każdego chorego. Jadłospis zależy od zaawansowania choroby oraz etapu leczenia: czy chory jest przed operacją, w trakcie chemioterapii, czy może już skończył leczenie. Zależy też od  płci, wieku, chorób...

Czytaj dalej
kłótnie o polityce
Getty Images

Jak się nie kłócić o wybory i religię? Mówi Jacek Wasilewski, ekspert od dobrej komunikacji

Rozmawiać – tak. Kłócić się – po co?
Sylwia Niemczyk
14.10.2019

Warto toczyć dyskusje, bo dzięki temu poznajemy różne stanowiska. Ale dyskusja nie musi być przecież walką na śmierć i życie” – przypomina w „Urodzie Życia” dr Jacek Wasilewski, kulturoznawca i specjalista komunikacji społecznej i dodaje: „Pilnujmy jednak, żeby nasza dyskusja nie zmieniła się w bitwę na epitety. Zamiast okopywać się na swoich pozycjach, szukajmy kompromisu”. Rozmawia Sylwia Niemczyk. Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czego najbardziej brakuje naszym dyskusjom? Jacek Wasilewski: Czasem przydałby się pewnie ciekawszy temat, ale mówiąc serio, przede wszystkim musimy mieć świadomość, czego od dyskusji oczekujemy. Czy zależy nam, żeby koniecznie kogoś przekonać do swoich racji, czy może wystarczy nam, że zrozumiemy, czemu druga strona ma taką, a nie inną opinię? Dyskusja nie musi być przecież walką na śmierć i życie. Często warto po prostu wypowiedzieć własne zdanie i pozwolić, żeby nasz rozmówca pozostał przy swoim. To nie zawsze jest łatwe, ale z drugiej strony zastanówmy się, czemu odmienne opinie innych ludzi aż tak nas frustrują, a deszcz bębniący o parapet już nie?  Może dlatego, że bębnienie o parapet nie wpływa na moje życie, a ludzie, z którymi się spieram, mogą wpływać, i to bardzo.  I właśnie dlatego z deszczem nie rozmawiamy, a z tym naszym wujkiem czy stryjkiem czasem rzeczywiście możemy spróbować się dogadać. Choć od razu uprzedzam, że szansa na porozumienie w dyskusji w dużej mierze zależy od tego, jakiego rodzaju argumenty stosuje nasz rozmówca.  Możemy wymienić kilka rodzajów? Do najbardziej popularnych argumentów należą te w stylu: „To oczywiste, że…” albo „Wszyscy wiedzą, że…”. Są dosyć łatwe do obalenia w dyskusji, bo zawsze możemy na nie...

Czytaj dalej
zdrowe odżywiania, dr Pollmer
Adobe Stock

„Diety odchudzające to kłamstwo! Jedzcie, co chcecie” – mówi dr Udo Pollmer, dyrektor Europejskiego Instytutu Żywienia.

„Tak zwane zdrowe żywienie to współczesna religia, człowiek nie grzeszy dziś w sypialni, tylko stojąc przed lodówką. Diety to kłamstwo!” – przekonuje od lat dr Udo Pollmer, jeden z najsłynniejszych specjalistów od żywienia.
Bartosz Janiszewski
31.07.2020

Kolejne diety to dla organizmu klęski głodu . Ciało robi zapasy tłuszczu, więcej magazynuje, a potem z nawiązką odbudowuje zapasy – mówi dr Udo Pollmer. Kim jest jeden z najsłynniejszych specjalistów od technologii żywienia w Europie? Wykładał m.in. na uniwersytetach w Fuldzie, Oldenburgu i Monachium. Od 1994 roku jest dyrektorem Europejskiego Instytutu Żywności w Monachium, zajmuje się m.in. badaniem większości nowych produktów spożywczych i diet trafiających na rynek. W Niemczech od lat wzbudza kontrowersje, nazywany jest enfant terrible dietetyki. W swoich badaniach i komentarzach często atakuje dietetyków, producentów żywności (m.in. za produkty light , które jego zdaniem są ordynarnym oszustwem ), a nawet rząd federalny za programy odchudzania, które wprowadza do szkół. Wraz ze swoimi pracownikami napisał kilka książek, m.in. „Kto nam podkłada świnię? Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o jedzeniu z supermarketów i ekożywności, ale nikt wam tego nie powie”, która ukazała się także w Polsce. Dr Pollmer uważa, że rady dietetyków dawane są na wyrost, bo w gruncie rzeczy nie ma nic takiego, jak zdrowe żywienie . Każdy człowiek ma inny metabolizm, inny „mózg jelitowy”, i do własnych potrzeb powinien dostosować odżywianie. Bartosz Janiszewski: Będzie zamawiał pan coś do jedzenia? Udo Pollmer: Tylko kawę, dziękuję. Już jadłem. Jest pan wybitnym specjalistą do spraw żywienia, więc to pewnie było coś zdrowego. Sałatka? Nie, gulasz. Nie mam nic przeciwko sałatkom, ale tylko jeśli podawane są razem z mięsem albo chociaż kartoflami. Sama sałata nie jest zbyt pożywna. A eksperci przekonują nas, że jest. Jeśli ktoś jest królikiem, to pewnie tak. Dla ludzi niekoniecznie. Chociaż wiele osób bardzo lubi sałatę. Być...

Czytaj dalej