Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne
Adobe Stock

Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne

Nawet dziesięć na sto dolegliwości, z którymi zgłaszamy się do lekarzy, ma podłoże psychosomatyczne. Nie łagodzą ich farmaceutyki, ale otwarta rozmowa z lekarzem i umiejętne radzenie sobie ze stresem.
Katarzyna Podhorecka
12.06.2020

Lekarze zazwyczaj bardzo nie lubią pacjentów z objawami psychosomatycznymi. Z prostej przyczyny – że zwykle nie wiedzą, jak im pomóc. Dlatego bywa, że chorzy z dolegliwościami psychosomatycznymi są traktowani w gabinetach lekarskich jak hipochondrycy, którzy próbują skupić na sobie uwagę, opowiadając o swoich wyimaginowanych dolegliwościach. Albo jeszcze gorzej: jak zwykli naciągacze, którzy próbują wyłudzić zwolnienia lekarskie. Lekarze w takiej sytuacji na odczepnego przepisują suplementy diety w nadziei, że pacjentowi „przejdzie samo”, albo że zmienią lekarza – problem w tym, że ludzie, którzy zmagają się z objawami psychosomatycznymi, nie symulują! Oni naprawdę odczuwają fizyczny ból i potrzebują pomocy. 

– Najczęściej to ból głowy, brzucha, stawów, częste są także bóle w klatce piersiowej, duszności albo uporczywy kaszel, omdlenia, uczucie kołatania serca, zawroty głowy – wymienia dr Anna Plucik-Mrożek, specjalistka chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Medicover w Warszawie i dyrektor Fundacji Exercise is Medicine Polska.

Rzadziej, ale zdarzają się też szumy uszne czy pogorszenie widzenia. Osobom, które pracują głosem, z powodu nadmiernego napięcia zdarza się go stracić. Muzykom z niewyjaśnionych przyczyn sztywnieją nadgarstki. 

Jeszcze inni pacjenci nie mają konkretnych dolegliwości, ale tracą apetyt, od rana czują się wyczerpani, a wieczorem nie mogą zasnąć. Tym, co łączy ich wszystkich, jest źródło dolegliwości – czyli emocje, najczęściej przewlekły stres, którego doświadczają w związku z pracą czy sytuacją rodzinną. 

– To wcale nie musi być traumatyczne przeżycie, np. nieuleczalna choroba kogoś bliskiego czy utrata pracy – mówi dr Izabela Pawłowska, psycholog zdrowia, psychoterapeuta z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Szkodzi nam nawet stres o niewielkim natężeniu, jeśli tylko sączy się stale. Może powodować obniżenie odporności, które skutkuje podatnością na infekcje, atakami opryszczki, czy zaostrzeniem choroby przewlekłej. U chorych na astmę, łuszczycę, atopowe zapalenie skóry pod wpływem stresu zaostrzenia choroby są zdecydowanie częstsze, trudniej też utrzymać im poprawę. 

Choroby psychosomatyczne to m.in. choroba Hashimoto

Z przewlekłym stresem mają związek także inne choroby przewlekłe, takie jak np. choroba Hashimoto: kiedy układ endokrynny, ciągle stawiany na baczność przez podwyższony poziom hormonów stresu, zaczyna produkować przeciwciała, które niszczą tkanki tarczycy. Udowodniony jest też związek stresu z ryzykiem cukrzycy typu 2. Nadmiar kortyzolu (hormonu stresu) sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej. To z kolei może prowadzić do insulinooporności, czyli utraty wrażliwości tkanek na działanie insuliny. Stąd już prosta droga do cukrzycy typu 2. 

Objawy psychosomatyczne nie są rzadkością. Miewamy je wszyscy. Pamiętasz, jak przed maturą albo rozmową kwalifikacyjną do pracy cały ranek spędziłaś w toalecie? Albo przed ślubem, kiedy zależało ci na tym, żeby ładnie wyglądać, akurat wyskoczył ci paskudny pryszcz na nosie? Takie objawy to efekt działania hormonów stresu, które pojawiają się we krwi pod wpływem napięcia. Większość z nas już nieraz słyszała, że stres może powodować dolegliwości somatyczne. Nie traktujemy jednak tej informacji zbyt poważnie. Może u innych tak, ale nie u mnie! – myślimy. 

– Gros moich pacjentów to młodzi ludzie, pracownicy korporacji. Wydaje im się, że świetnie radzą sobie ze stresem i że zawsze tak będzie. Przychodzą zaniepokojeni, gdy któregoś dnia odkrywają, że nie są w stanie pracować na pełnych obrotach, bo siada im koncentracja, zapominają o ważnych sprawach, spotkaniach. Kiedy pytam, jak radzą sobie ze stresem, odpowiadają, że świetnie. A ja swoim lekarskim okiem widzę co innego – mówi dr Plucik-Mrożek. – Tempo, w jakim pacjent wchodzi do gabinetu, postawa ciała, sposób, w jaki odwzajemnia uścisk dłoni, dostarczają mnóstwa informacji. 

Stres jest potrzebny, ale tylko na krótką metę

Stresu doświadcza każdy z nas i całe szczęście, bo bywa, że mobilizuje nas do działania, niejednokrotnie ratując nam życie. Poziom hormonów stresu podnosi się w trudnych dla nas sytuacjach – by po pewnym czasie opaść. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś doświadcza salw kortyzolu i adrenaliny, czyli hormonów stresu prawie cały czas. To kwestia nadmiernej aktywności wegetatywnego układu nerwowego, który interpretuje każdą zmianę czynników środowiskowych jako sygnał o zagrożeniu i staje na baczność. Są wśród nas osoby tak wysoko wrażliwe, że reagują wzrostem poziomu hormonów stresu nawet na słowa krytyki ze strony innych. 

– Czujesz tak, jak myślisz! – tłumaczy dr Izabela Pawłowska. Wyjaśnia, że myśli, emocje, uczucia to elementy funkcjonowania układu nerwowego, który przecież jest integralną częścią organizmu, tak samo jak układ pokarmowy czy oddechowy. Jego funkcjonowanie wpływa na funkcjonowanie reszty organizmu – i odwrotnie. Tak jak możemy świadomie wpływać na nasze uczucia, tak uczucia mogą wpływać na stan organizmu. Układ nerwowy nie działa w izolacji od innych układów, jest ściśle związany z układem immunologicznym, endokrynnym czy pokarmowym. Jeśli z czymś sobie w życiu nie radzimy i jest to dla nas źródłem długotrwałego napięcia, to można się spodziewać, że pojawią się dolegliwości fizyczne. 

– Czasem pacjenci pytają mnie, dlaczego w stresie cierpią na bóle karku, a inni mają biegunki. Nauka nie potrafi tego jednak wyjaśnić – mówi psycholog zdrowia. Wydaje się, że każdy z nas ma własny wzór reagowania somatycznego na odczucia psychiczne. Istnieją jednak pewne prawidłowości: 

– Choroby sercowo-naczyniowe czy choroba wrzodowa żołądka częściej występują u mężczyzn, z kolei migrena i choroby tarczycy u kobiet – tłumaczy dr Pawłowska. – Ponadto zauważono, że do występowania migreny, chorób sercowo-naczyniowych na tle miażdżycowym, u których podłoża leży psychosomatyka, predysponuje typ osobowości A. To osoby nastawione na rywalizację, maksymalną efektywność w pracy. Natomiast osoby z osobowością typu D, które mają dużą skłonność do depresji i niskie poczucie własnej wartości, częściej chorują na chorobę wrzodową oraz przewlekłe choroby skóry, takie jak np. łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry. Osobowość typu C, która charakteryzuje się kontrolowaniem i tłumieniem emocji, duszeniem w sobie stresu, predysponuje do chorób nowotworowych oraz sercowo-naczyniowych. 

– To jednak nie znaczy, że określony typ osobowości przesądza o tym, w jaki sposób będą manifestowały się objawy psychosomatyczne i czy w ogóle do tego dojdzie – zaznacza dr Pawłowska. Co ciekawe, ważne są także czynniki środowiskowe, czyli warunki, w jakich żyjemy, oraz otoczenie, które może promować lub wygaszać pewne wzorce zachowań. Zauważono na przykład, że u osób wychowujących się w środowisku, w którym ktoś choruje na migrenę, występuje większe ryzyko tej choroby. 

Jak rozpoznać, czy źródłęm choroby jest stres?

– Nie sposób gołym okiem odróżnić objawów psychosomatycznych, czyli tych pochodzących z głowy, od somatycznych, czyli pochodzących z ciała – mówi dr Plucik-Mrożek. – Zwłaszcza jeśli widzi się pacjenta po raz pierwszy w życiu. Lekarz, który twierdzi, że nigdy nie wzywał karetki do pacjenta z podejrzeniem zawału i u którego okazywało się potem, że dolegliwości miały tło psychosomatyczne, kłamie. 

Zdarza się także, że np. chory trafia na stół operacyjny z objawami ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego, jednak po otwarciu jamy brzusznej okazuje się, że z wyrostkiem wszystko jest OK. 

– Każdy z objawów psychosomatycznych może świadczyć o poważnej chorobie, która zagraża życiu – mówi dr Plucik-Mrożek. Dlatego nie wolno ich bagatelizować, nawet jeśli mamy podejrzenia, że nie chodzi o chorobę ciała. Konieczne są badania diagnostyczne. Niestety zwykle ich wyniki nie wskazują na przyczynę dolegliwości. 

– Dość często, kiedy informuję pacjenta, że w jego brzuchu nie znajduję nic niepokojącego, brzuch przestaje boleć, ale za kilka dni lub tygodni ten sam pacjent wraca do mnie z bólem karku lub stawów. Więc znowu robimy badania i znowu są prawidłowe – mówi dr Plucik-Mrożek. – Można tak działać w nieskończoność, ale to nie ma sensu. Uważam, że lepiej otwarcie porozmawiać, powiedzieć, że podejrzewam, iż tło dolegliwości ma związek z psychiką, że pacjent powinien odpocząć, skonsultować się z psychologiem lub zapisać na trening radzenia sobie ze stresem. 

Jednak nie wszyscy lekarze mają odwagę powiedzieć pacjentowi, że źródłem dolegliwości jest prawdopodobnie psychika i że powinien udać się po pomoc do psychologa lub psychiatry. Bo nie wszyscy pacjenci są gotowi na taki komunikat. Większość zaprzecza, twierdząc, że nie doświadczają istotnych stresów, a w ich życiu osobistym i zawodowym wszystko układa się pomyślnie. Niektórzy obrażają się i natychmiast zmieniają lekarza, a wtedy machina diagnostyczna rusza od nowa. 

– Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy pacjent i lekarz odbierają na całkowicie różnych falach i nie są w stanie się dogadać. Wówczas rzeczywiście powinniśmy poszukać kogoś bardziej empatycznego. Ale w pozostałych przypadkach warto zainwestować w relację – mówi dr Plucik-Mrożek. – Brytyjskie badania mówią, że pacjenci, którzy pozostają przez dłuższy czas pod opieką jednego lekarza, żyją dłużej. To dlatego, że na każdej kolejnej wizycie specjalista ma szansę dowiedzieć się czegoś więcej o swoim pacjencie i jego otoczeniu. Zbudować relację, zaufanie, autorytet. Ponadto kiedy znam człowieka, z jego zachowania mogę wywnioskować, że nie jest w najlepszej kondycji psychicznej, i większą śmiałość, by mu o tym powiedzieć.

Jak sobie radzić ze stresem?

– Dążenie do życia całkowicie wolnego od stresów i napięć to utopia – mówi psycholog zdrowia. – Chodzi raczej o to, by nauczyć się lepiej sobie z nim radzić. Pomóc może psychoterapia, podczas której staramy się zidentyfikować czynniki podtrzymujące niezdrowe przekonania i zachowania oraz staramy się je zmodyfikować. Jeśli mam przed sobą perfekcjonistę, to próbuję zaszczepić w nim przekonanie, że jednak nie musi być najlepszy absolutnie we wszystkim. Wystarczy, żeby ograniczył się do sfer dla niego najważniejszych. Niech będzie perfekcyjnym szefem, ale nie musi biegać jak zawodowiec czy gotować jak mistrzowie kuchni. Osobom, które nie radzą sobie z codziennym stresem, polecam wszelkie formy relaksacji od jogi, przez tai-chi, medytację czy trening oddechowy. Wszystkie te techniki pozwalają choć na chwilę uwolnić się od obsesyjnych myśli o tym, co nas stresuje. Udowodnione naukowo działanie w redukcji stresu ma także mindfulness, czyli trening uważności. Polega na nauce skupiania uwagi na tym, co tu i teraz. Chodzi o to, by zostawić za sobą przeszłość i nie wybiegać myślami w przód. Umiejętność skupienia na tym, co aktualnie przeżywamy i jakie towarzyszą temu emocje, pomaga zachować spokój i nie wpadać w błędne koło stresu. 

Niestety, nie wszyscy pacjenci dają się namówić na wizytę u psychologa. Jak można im wtedy pomóc? 

– Proponuję sama, by pacjent spróbował zmienić coś w swoim życiu albo znalazł hobby. Najlepiej, aby było to coś, co wykracza poza obszar dotychczasowych doświadczeń zawodowych i osobistych – mówi dr Plucik-Mrożek. – Jedną ze skutecznych form samopomocy w takiej sytuacji jest także odpowiednia dawka snu i zwiększenie aktywności fizycznej. Wystarczy godzina średnio intensywnego ruchu, by uruchomić w organizmie kaskadę reakcji biologicznych, które skutkują m.in. wydzieleniem endorfin. Badania naukowe potwierdzają, że aktywność fizyczna ma podobne działanie terapeutyczne, jak leki przeciwdepresyjne.

Kojąco na naszą psychikę działa także kontakt z naturą, który zyskał nawet swoją nazwę: ekoterapia. Energiczny spacer po lesie nie tylko zatem nas dotlenia, ale też w pewnej mierze może zapobiegać chorobom psychosomatycznym – i to fakt potwierdzony badaniami. Chorzy, którzy na co dzień obcują z naturą, szybciej wracają do zdrowia, mają niższe ciśnienie krwi i tętno, a także rzadziej sięgają po leki przeciwbólowe. Naukowcy przekonują, że kiedy patrzymy na zieleń, w naszej krwi pojawiają się endorfiny, czyli hormony odpowiadające za odczuwanie przyjemności i szczęścia, a nasze fale mózgowe przechodzą w stan alfa, który wiąże się z głębokim relaksem, koncentracją i zdolnością do przyswajania wiedzy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Stres, ataki paniki, wypalenie zawodowe? Pomoże ci „leśna kąpiel”

Jeśli wiecznie się czymś zamartwiasz, weź przykład z Japończyków – i idź do lasu. Już w latach 80. XX wieku, mieszkańcy Dalekiego Wschodu wiedzieli, że nic nie działa na nas lepiej niż „leśna kąpiel”.
Sylwia Arlak
29.05.2020

Pojęcie „leśnej kąpieli” (Shinrin-Yoku) pojawiło się po raz pierwszy w Japonii w latach 80. Zamiast przepisywać pacjentom kolejne lekarstwa, lekarze zaczęli wysyłać ich na wyprawy do lasu. Zwyczaj ten szybko podchwyciły kolejne kraje. Można śmiało powiedzieć, że moda na „leśne kąpiele” opanowała część Ameryki i wiele krajów europejskich – i słusznie. Shinrin-Yoku, czyli powolne chodzenie przez las, pomoże nam przywrócić równowagę.  Nigdy nie byliśmy tak  oderwani od świata przyrody. Jak pisze magazyn „Time”, przewiduje się, że do 2050 roku 66 proc. światowej populacji zamieszka w miastach. Według badań sponsorowanych przez Agencję Ochrony Środowiska przeciętny Amerykanin spędza 93 proc.  swojego czasu w domu.  Chłoń las wszystkimi zmysłami Ale jest też dobra wiadomość. Badania wykazały, że nawet krótkie spacery wśród natury pomagają nam ukoić nerwy. Dzięki nim obniżymy poziom kortyzolu we krwi, odzyskamy spokój i siłę. Kontakt z naturą może nam pomóc w walce z lękiem i depresją. Spacer po lesie także rodzaj naturalnej aromaterapii. Wdychając leśne powietrze z naturalnymi olejkami sosnowymi czy świerkowymi, uodparniamy organizm na wiele chorób. Aby jednak skorzystać z dobroczynnego działania lasu, podczas spacerów schowaj telefon (albo jeszcze lepiej: zostaw go w domu) i postaraj się chłonąć las  wszystkimi zmysłami. Zamknij oczy i słuchaj kołysania się koron drzew albo śpiewu ptaków. Poczuj wiatr na skórze. Oddychaj głęboko. Wąchaj zielone rośliny, mech, glebę. Przegryź świeżą igłę sosnową (zawiera przeciwutleniacze i witaminę C). Jeśli czujesz się z tym komfortowo, zdejmij buty i poczuj pod stopami twardą ziemię. Las jest dla każdej z nas  Dr. Quing Li, ekspert w...

Czytaj dalej
Bezsenność
Adobe Stock

„Stres z powodu bezsenności jeszcze pogłębia problem”, mówi dr Adam Wichniak

Szkoda czasu na niespanie – mówi  dr Adam Wichniak, psychiatra specjalizujący się w badaniu snu. Problem w tym, że kłopoty ze snem albo bezsenność to epidemia naszych czasów. Jak z niej wyjść?
Joanna Rachoń
07.06.2020

Bezsenność jest groźna dla naszego zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego – dlatego nie można jej lekceważyć. Nie można mówić: „już tak mam” albo „takie czasy”, albo jeszcze inaczej: „szkoda czasu na spanie”, Zdrowy sen poprawia koncentrację, umożliwia regenerację organizmu, reguluje hormony. To najlepsze, ale jednocześnie coraz bardziej niedostępne lekarstwo. Czy możemy sami coś poradzić na kłopoty ze spaniem? Dr Adam Wichniak, psychiatra specjalizujący się w badaniu snu, przekonuje, że tak. Joanna Rachoń: Czy możemy mówić o tym, że w naszych czasach mamy do czynienia z epidemią bezsenności? Dr Adam Wichniak: Na bezsenność skarży się już 60 procent kobiet i ponad 40 procent mężczyzn w Polsce. Tym, co nas, lekarzy, zastanawia najbardziej, jest fakt, że w ciągu zaledwie kilku ostatnich lat liczba osób z bezsennością się podwoiła. Po raz pierwszy w historii mówimy również o bezsenności na własne życzenie: osoby dotąd zdrowe zaczynają chorować w wyniku stylu życia i lekceważenia potrzeby snu. Co zaczęliśmy robić nie tak? Jest kilka czynników ryzyka bezsenności, na które mamy wpływ. Należą do nich m.in. mała aktywność fizyczna i ekspozycja na światło. Wiele osób przesiaduje do późna przed telewizorem albo komputerem, tymczasem światło emitowane przez te urządzenia działa pobudzająco na mózg. Na bezsenność narażone są też oczywiście osoby starsze i te, u których w rodzinie występował taki problem. Czynnikami ryzyka są też – i to ciekawe – posiadanie wyższego wykształcenia i bycie kobietą. Dlaczego kobiety częściej nie mogą spać? Ponieważ wśród kobiet więcej jest osobowości perfekcjonistycznych albo lękliwych. Kobiety częściej też chorują na zaburzenia lękowe i depresję, a te...

Czytaj dalej
Sposoby na przewlekły stres
Thibault Debaene 

Psycholog, Joanna Heidtman o naszym napięciu psychicznym: „Same sobie to robimy”

„Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”? Zwolnij, bo nie dobiegniesz.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu?  Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie.  Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne.  Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu.  Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów?  Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam.  Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres? Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w stanie zebrać myśli,...

Czytaj dalej