Strajk kobiet? Jaki strajk kobiet? Halo! Tu jest Polska, tu się milczy o ważnych sprawach
Dominik Przerwa, Kreska, Joanna Musiał, Krystyna Engelmayer - Urbańska, Anna Brzostek, Patrycja Podkościelny. www./pogotowie.tumblr.com

Strajk kobiet? Jaki strajk kobiet? Halo! Tu jest Polska, tu się milczy o ważnych sprawach

To nie będzie kolejny tekst o tym, co może zgotować nam nasz rząd. To tekst o tym, co robimy same sobie.
Sylwia Arlak
03.11.2020

Burza na ulicach, burza w Internecie. Odpalam media społecznościowe i jestem przerażona. Instagramerka X prowadząca własną firmę wzięła udział w proteście. „Jak możesz promować to wydarzenie swoim nazwiskiem? Już nic u ciebie nie kupię” — czytam pod jej zdjęciem. Youtuber Y, który na co dzień zajmuje się ocenianiem knajp, nie wziął udziału w początkowych protestach. Na początku podawał jedynie informacje, które inni wrzucali do sieci. „W ten sposób niczego nie zdziałasz. Tak nie można. Dlaczego nie ma cię wśród tłumu?” — dopytywali jego obserwatorzy. Instagramerka Z, fotografka, przez dłuższy czas w ogóle nie komentowała sprawy. Potrzebowała czasu, żeby „wszystko przetrawić, przemyśleć”. Ośmieliła się za to wstawić swoje zdjęcie z porannego joggingu w lesie. A potem jeszcze jedno, z parku, z kawą w ręku. „Jak możesz teraz zajmować się tak prozaicznymi tematami? To nie wypada. Trwają strajki” — pisano. Nie przekonała ich odpowiedź fotografki, że owszem, w Polsce wiele się teraz dzieje, ale ona musi promować swój kontent. W końcu na tym polega jej praca. Nie pisałabym o tym, gdyby chodziło o pojedyncze komentarze. Ale były ich setki.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Strajk kobiet — albo z nami, albo przeciwko nam

Anna Lewandowska stała się obiektem hejtu, bo długi czas nie zajmowała zdecydowanego stanowiska w sprawie. Część internautów odetchnęła z ulgą, gdy trenerka wstawiła zdjęcie z protestu w Monachium. Hejtowane są osoby, które zmieniły zdjęcie profilowe na Facebooku (dodając piorun — symbol protestów) i te, które tego nie zrobiły. I nieważne, czy dlatego, że nie wspierają wydarzenia, czy dlatego, że nie wierzą w tego typu internetowe inicjatywy i wolą działać „w realu”.

Czytaj też: Dramatyczne opowieści kobiet po opinii TK: „Bycie matką niepełnosprawnych dzieci to wojna”

Pod postami na grupach sąsiedzkich na Facebooku widzę dziesiątki komentarzy niezadowolonych osób. Wśród nich m.in. takie: „szkoda, że was nie wyskrobano”, „Gdybym wyglądał tak jak ty, w ogóle nie wychodziłbym z domu”. Z drugiej strony oglądam na Instagramie relacje osób, które zajmują się promowaniem kultury. Chodzą na wszystkie protesty i nie wyobrażają sobie, że ktoś może być innego zdania. Kiedy ktoś taki się znajduje, każą mu „wyp***”. Więcej, inna osoba podziela ich poglądy, wspiera kobiety w walce o legalną aborcję, ale nie zgadza się z pewnymi kwestiami. Jej zdaniem wszystko to, co się teraz dzieje, to dobrze opracowana strategia polityczna. „Wyp***” — słyszy w odpowiedzi.

Najbardziej dostało się oczywiście Kindze Dudzie. Wszyscy czekali na wypowiedź córki prezydenta, twierdząc, że już dawno powinna była się wypowiedzieć. A kiedy to zrobiła, dziwiono się, że zadziałała asekuracyjnie. Zgodziła się z protestami, ale zakwestionowała ich formę. „To już lepiej, żeby nic nie mówiła” — komentowano. A mnie trudno nie odnieść wrażenia, że nawet gdyby poparła protesty całym sercem, część uczestniczek wydarzenia i tak byłaby niezadowolona. Zarzucano by jej manipulację. Naprawdę nie zazdroszczę.

Brawo. Gratulacje. Politycy (i to nie tylko ci miłościwie rządzący) dopięli swego. Podzielili nas. Oni będą spierać się przed kamerami, a potem podawać sobie ręce, a my przestaniemy ze sobą rozmawiać. Narzekamy na polskie piekiełko, a same je sobie fundujemy. Jesteśmy głuche na argumenty innych. Wiemy lepiej. I przegrywamy.

Albo nazwą cię „lewaczką”, albo „prawaczką”. Albo „jesteś z nami”, albo „przeciwko nam”. Nie odzywasz się? Źle. Powiesz coś? Jeszcze gorzej. Uczymy swoje dzieci, że zawsze warto mieć swoje zdanie. Tymczasem dajemy przykład, że „własne zdanie” jest ok, ale tylko jeśli pasuje do naszego.

Niezależnie od poglądów, w pewnym sensie każda z nas ma do nich prawo. Nie oburzajmy się odmiennymi stanowiskami. Bądźmy otwarte na dyskusję, o ile rozmówca jest otwarty na nas. Ale wiedzmy też, kiedy przestać. Jeśli (oczywiście przy odrobinie szczęścia, trudno teraz cokolwiek planować z wyprzedzeniem) spotkamy się w tym roku przy wigilijnym stole, nie indoktrynujmy, nie pouczajmy. Pobądźmy ze sobą. Nigdy nie potrzebowaliśmy siebie bardziej niż teraz. Tego życzę i sobie, i wam.  

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Vedrana Rudan
Vedrana Rudan. Fot. Kamil Szkopik

Vedrana Rudan: Podziwiam Polki, jestem z wami, wspieram Strajk Kobiet!

Nikt nie pisze o piekle kobiet tak bezkompromisowo i sugestywnie, jak ona. Zna je na wylot, bo sama przez nie przeszła. „Podziwiam Polki. Kiedy mężczyźni was wkurzą, wychodzicie na ulice” – mówi pisarka Vedrana Rudan.
Magdalena Żakowska
27.10.2020

Chorwacka pisarka Vedrana Rudan mówi o sobie, że wychowała się w typowej chorwackiej rodzinie.  Pierwszy raz pobiła mężczyznę, kiedy miała 12 lat. Chciał ją zgwałcić i chociaż był od niej wyższy o głowę, to i tak dosyć długo leżał później w szpitalu. 10 lat później próbowała zabić ojca , a później przez lata żyła w przemoc owym związku ze swoim pierwszym mężem. Na szczycie listy jej wrogów znajdują się mężczyźni, a zaraz za nimi politycy i kler. Nie oszczędza nikogo, ale najbardziej okrutna jest wobec samej siebie. Vedrana Rudan tnie językiem jak brzytwą.   Magdalena Żakowska: Pani kolejne książki to różne rozdziały pani życia. Zaczęło się od „Ucho, gardło, nóż”, gdzie opisała pani okropieństwa wojny na Bałkanach i dramatyczną sytuację kobiet w powojennej rzeczywistości. Vedrana Rudan: Ta wojna zmieniła wszystko. Także dla mnie. Zanim wybuchła byłam dziennikarką radiową. Z dnia na dzień straciłam pracę, bo mój drugi mąż jest Serbem. Potem większość oszczędności straciłam na to, aby uchronić syna przed poborem do armii. Z dnia na dzień zostaliśmy bez środków do życia. Po wojnie długo ciągnęła się za mną ta „zła Chorwatka”, która wyszła za Serba. Nie mogłam znaleźć pracy, nie mogłam pisać w gazetach, a bez pisania nie potrafiłam żyć. Napisałam więc książkę pełną gniewu na świat. Bicie kobiet to nasz sport narodowy Narratorką „Ucha…” jest 50-letnia kobieta, która w radykalnym, nabitym wulgaryzmami monologu rysuje gorzki obraz otaczającego ją świata. W Polsce pani powieść wystawiła w Teatrze Polonia Krystyna Janda. Jej monodram nie schodził z afisza przez dwa sezony.  W Chorwacji publikacja tej książki wywołała skandal. Wojna to u nas nadal...

Czytaj dalej
Małgorzata Nocuń „Wczesne życie”
Jakub Włodek

„Mój synek był dzielniejszy ode mnie”. Co czuje matka, gdy urodzi za wcześnie?

W Polsce co roku przychodzi na świat 25 tysięcy wcześniaków. Często patrzymy na nie ze wzruszeniem: w inkubatorze leży wzruszające maleństwo, okruszek, Calineczka. Waży pół kilograma, ale cóż, przecież niedługo urośnie…
Anna Zaleska
17.11.2020

Opisując swoją osobistą historię i narodziny synka, dziennikarka i pisarka Małgorzata Nocuń w książce „Wczesne życie” opowiada o wielkim dramacie i heroizmie matek wcześniaków. Dla wielu z nas niewidocznym, choć dzieje się tuż obok. Anna Zaleska: Julek w tym roku poszedł do przedszkola. Jak było? Małgorzata Nocuń: Nie było łatwo. Pierwszego dnia wręczono mi go z sześcioma parami zasikanych spodni. Nic nie chciał jeść i cały dzień płakał. No ale trudno, musi przez to przejść i my z mężem też musimy, nie ma wyjścia. Wiem, że kontakt z rówieśnikami jest dla dziecka najlepszy.  U pani wrażliwość i lęk o dziecko po tej drodze, jaką z Julkiem przeszliście, mogą być wyjątkowe. Jestem zapewne bardziej wrażliwa, mam wyrzuty sumienia, że znów muszę zamknąć jakieś drzwi i zostawić dziecko z obcymi ludźmi. Ale Julek tyle w życiu przeszedł, że pozostanie z rówieśnikami w przedszkolu jest tylko naturalnym krokiem do życia w większej dojrzałości. W sierpniu świętowali państwo trzecie urodziny synka. Jakim jest chłopcem? Gadatliwym, energicznym, wesołym. Chyba przez to, że poświęcaliśmy mu z mężem bardzo dużo uwagi, nie umie się zajmować sam sobą, lubi być cały czas w interakcji. To, że przyszedł na świat jako wcześniak, widać tylko po jego drobnej sylwetce. Ma też słabą odporność i poważną postać dysplazji oskrzelowo-płucnej. Początek życia Julka był dramatyczny: urodził się w 29. tygodniu ciąży, ważył 1080 gramów, trafił na Oddział Intensywnej Terapii Noworodka.  Pewnie nigdy tego nie zapomnę. Często wspominam ten moment, gdy lekarz wyciąga go z mojego brzucha i nastaje taka straszna, najgorsza w życiu cisza. Nic nie słychać, dziecko jest nieme… Tygodnie, które potem nastały, opisuje pani jako piekło. Pierwsza rzecz, z której często...

Czytaj dalej
Magdalena Umer
Jacek Poremba

Magda Umer o Zuzannie Łapickiej: „Od lat choruję na depresję. Zuzia pomagała mi żyć”

Magda Umer opowiada o swoich najważniejszych związkach w życiu: przyjaźni z Zuzią Łapicką i Agnieszką Osiecką, a także miłości do męża.
Magdalena Żakowska
01.11.2020

Dziś, jak myślę o tych wszystkich moich miłościach, zastanawiam się, co w tym było prawdziwym uczuciem. Leciałam za czymś na oślep, życie mi się sypało, a może to była tylko chemia?”, mówi piosenkarka Magda Umer i wspomina swoje ważne związki, nie tylko z mężczyznami. Magdalena Żakowska: Sushi? Magda Umer: Wybrałam to miejsce spotkania nieprzypadkowo. Po raz pierwszy byłam tu z Zuzią Łapicką, którą też dobrze znałaś. Zuzia niedawno umarła, a my jesteśmy na jej osiedlu, sto metrów od jej domu… Byłyście najlepszymi przyjaciółkami, możemy o tym rozmawiać? To trudne. Potrafię o nas tylko coraz ciszej milczeć. Każde słowa wydają mi się banalne i nie oddają tego, co się czuje po stracie kogoś aż tak bliskiego. Trudno nazwać to, co nas łączyło. Poznałyście się w latach 70. W 1977 roku. Oczekiwałam narodzin Mateusza, który jest jej synem chrzestnym, a dziś ma 41 lat. Ale wcześniej poznałam jej przyszłego męża Daniela. Występowałam z nim w różnych programach telewizyjnych Krysi i Michała Bogusławskich, a potem graliśmy razem w „Weselu” Hanuszkiewicza [1974 – red.]. Ale co śmieszniejsze, byłam też wcześniej koleżanką jej taty, Andrzeja Łapickiego, bo w „Weselu” grał Pana Młodego, co było dla mnie szokiem, wydawał mi się wówczas potwornie stary... a miał prawie 50 lat. A pani miała 25 lat. Nie uległa pani urokowi Łapickiego?! Chyba każda kobieta ulegała jego urokowi. Andrzej rzeczywiście był fantastycznym „menem”, potrafił zauważyć i docenić kobietę, szczególnie młodą. Typ przedwojennego, zabójczo przystojnego inteligenta. Lubiłam z nim rozmawiać, ale interesowali mnie inni mężczyźni. Olbrychski był do Łapickiego podobny? Nie. Daniel to kompletnie inny typ. Mimo że od czasu roli Kmicica...

Czytaj dalej
Adobe Stock/zdjęcie ilustracyjne

Mama Małgosi z zespołem Downa: Nie współczujmy im, nie traktujmy inaczej, bo „takie biedne”

Magdalena Skorupa-Grajner przekonuje, że dzieci z zespołem Downa nie potrzebują naszego współczucia. Wspierajmy je i dawajmy powód, by miały po co codziennie wstawać z łóżka.
Sylwia Arlak
03.11.2020

Magdalena Skorupa-Grajner, po tym jak jej córka Małgosia urodziła się z zespołem Downa, wspólnie z mężem Tymoteuszem założyła Niepubliczną Specjalną Szkołę Podstawową „Arka Noego” w Katowicach oraz fundację pod tą samą nazwą. W rozmowie z nami mówi m.in. o tym, jak należy wspierać niepełnosprawne dziecko. Sylwia Arlak: Podstawowej Szkole Specjalnej Arka Noego w Katowicach i fundacji, którą założyła Pani z mężem, przyświeca hasło: „Nie chodzi o celebrowanie niepełnosprawności, a o celebrowanie możliwości”. Jakie możliwości mają w Polsce osoby z zespołem Downa? Czy są traktowane na równi z osobami zdrowymi? Magdalena Skorupa-Grajner: Mogę mówić tylko za siebie. Moim zdaniem, osoby z zespołem Downa mają się coraz lepiej. Stajemy się coraz bardziej tolerancyjni, otwarci na to, co „inne”. Uczniowie Arki Noego wychodzą do kina, teatru, biblioteki czy filharmonii. Korzystają też ze środków komunikacji miejskiej. Wszystko to po to, by kształtować w nich umiejętności społeczne, oswajać i zachęcać do pełnego uczestniczenia także w przestrzeni kultury. Nie chcemy, by nasze dzieci wzbudzały niezdrowe zainteresowanie ze względu na to, że nie wiedzą, jak poruszać się wśród innych ludzi. Byłam wzruszona, gdy Uczniowie Arki podczas przedstawienia w teatrze zachowywali się grzeczniej od zdrowych dzieci. Staramy się uświadamiać dzieci i ich rodziców, że najważniejsze jest to, jak będą odbierane przez społeczeństwo. Jak będą sobie radziły w życiu bez rodziców. Jak istotne jest to, jak wyglądają. Czy potrafią zadbać o swoją higienę osobistą, schludnie się ubrać, samodzielnie skorzystać z toalety. Ważne jest to, by potrafiły się sprawnie komunikować, dzięki czemu będą miały większe poczucie sprawczości i własnej wartości. My zdrowi...

Czytaj dalej