Ratujmy konie przeznaczone na rzeź – aż 9 na 10 koni w naszym kraju umiera w rzeźni
Mat.prasowe

Ratujmy konie przeznaczone na rzeź – aż 9 na 10 koni w naszym kraju umiera w rzeźni

Ruszyła akcja, dzięki której może powstać Azyl dla koni. Nowe miejsce pozwoli ratować zwierzęta przed okrutną i przedwczesną śmiercią.
Sylwia Arlak
15.09.2020

Konie są z nami od ponad pięciu tysięcy lat, ale współcześnie większość z nich w Polsce kończy swój żywot przedwcześnie. Według danych zebranych przez rzesze organizacji,  aż 9 na 10 koni w naszym kraju umiera w rzeźni. Na szczęście w naszym kraju nie brakuje fundacji, które zajmują się ratowaniem zwierząt.

Założona w 2012 roku Zwierzęca Polana ma obecnie pod opieką m.in. blisko setkę koni. Zwierzęta, które trafiły do fundacji, pochodzą zazwyczaj z wykupu targów rzeźnych lub z interwencji. 

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Los koni nie może być nam obojętny

„Naszą misją jest poprawa losu zwierząt. Podopiecznym fundacji stwarzamy warunki, w których mogą otrząsnąć się po krzywdach wyrządzonych im przez człowieka i zrozumieć, że ludzka ręka może nie tylko sprawiać ból, ale i go koić. Od lat ratujemy konie przeznaczone na rzeź. Konie, które nierozerwalnie na przestrzeni dziejów towarzyszyły nam, ludziom, które są częścią naszej tożsamości. Ich przerażający los nie może być nam obojętny” — mówi Aleksandra Grynczewska, fundator i prezes zarządu Fundacji Zwierzęca Polana.

Pod opieką fundacji znajduje się m.in. 3-letni Bombel, którego na jednym z targów śmierci okrzyknięto „gównianym źrebakiem”. „Tak został nazwany przez handlarzy, kiedy zobaczyliśmy go po raz pierwszy na targu w Skaryszewie w 2017 roku. Przyjechał cały upaćkany odchodami, od kopyt po czubek głowy. Na samym targu nie udało się go kupić, znaleźliśmy go kilka dni później w punkcie skupu koni. Był jeszcze małym końskim dzieckiem. Teraz to piękny, prawie 3-letni koń. Jest bardzo miły dla ludzi, kocha dzieci, mógłby dawać się głaskać godzinami” — dodaje Aleksandra Grynczewska. Niestety — ze względów finansowych — fundacja nie jest w stanie pomóc wszystkim potrzebującym zwierzętom. Wykup koni przeznaczonych na rzeź generuje ogromne koszty.

Czytaj też: Dyrektor warszawskiego Zoo: „Wszyscy możemy uczyć się od zwierząt szczerości i radości”

„W obecnych czasach źrebina jest droga. Jak można sprawdzić, jej kilogram kosztuje 18 zł, a znaczna część koni jest specjalnie tuczona, by ważyć tuż przed sprzedażą do rzeźni grubo ponad 400 kilogramów. Nasze kłopoty finansowe traktujemy jako nieodłączny element niesienia pomocy. Dzieje się tak dlatego, że od zawsze ratujemy zwierzęta za wszelką cenę i są one dla nas najważniejsze. Trudno budżetować zwierzęta, wiedząc, że w 90 proc. przypadków oznacza to ich śmierć” — podkreśla Konrad Woźniak, wiceprezes zarządu Fundacji Zwierzęca Polana.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dorociński
Szymon Szcześniak/laf

Marcin Dorociński: „Największym drapieżnikiem na świecie jest człowiek”

Dla Marcina Dorocińskiego pomoc zwierzakom to niemal codzienność. Angażuje się w nią bezinteresownie i z przekonaniem. Wspaniale, że są ludzie, którzy dają taki przykład!
Anna Bimer
21.05.2020

Znanemu aktorowi Marcinowi Dorocińskiemu prawa zwierząt są bliskie od lat. Angażuje się w wiele akcji, m.in. w ubiegłoroczną, głośną sprawę protestu przeciw podwyżce VAT-u na leki weterynaryjne dla zwierząt. Anna Bimer: Zbigniew Boniek napisał w internecie: „Jest Pan wielki. To wielki wyczyn bezinteresownie walczyć o prawa zwierząt”. Wyrasta pan na Owsiaka od braci mniejszych. Marcin Dorociński: Nie, nie. Jurek jest tylko jeden. Nawet nie śmiem się równać, nie spędzam życia w fundacji, pozostaję czynnym aktorem. Ale robię, co mogę. Staram się mieć oczy i uszy otwarte na krzywdę i reagować. Używam swoich mediów społecznościowych do edukacji ludzi w zakresie ochrony przyrody i praw zwierząt. Ale to nie ja wykonuję największą, najbardziej mozolną pracę. Biorą ją na siebie moi idole, czyli wolontariusze w schroniskach. Nie jestem też ani weterynarzem, ani leśniczym czy klimatologiem. Czerpię wiedzę od mądrzejszych ode mnie, od specjalistów. Potem ją tylko przekazuję dalej – czy to na Instagramie, czy na Facebooku – w takiej formie, żeby inni się zreflektowali. Zreflektowało się bardzo wielu, jeśli chodzi o obronę zwierząt. Przykładem był np. wielki społeczny gniew na oprawcę psa Fijo. To przełom, nie wiem tylko, czy dotyczy również mniejszych ośrodków i wsi. Tam też zmienia się grunt, poza tym unikałbym generalizowania. Wszędzie są ludzie i dobrzy, i źli, bez względu na to, skąd pochodzą. Przekonaliśmy się o tym ostatnio, kiedy moja żona zainterweniowała w sprawie miejscowego psa u przyjaciół na wsi, gdzie często bywamy. Pies był uwiązany przy budzie na łańcuchu. Monika podjęła temat spokojnie, bez pretensji i napiętnowania. Padły jedynie rzeczowe argumenty. A kiedy przyjechaliśmy następnym razem, pies już biegał całkiem wolno. Widzę, że coraz częściej gospodarze i właściciele...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka

„Jest moda na psy. Ale nie patrzymy na ich prawdziwe potrzeby tylko na to, co ktoś pisze na Facebooku, jakie ktoś wstawia zdjęcia, co mówią ludzie na spacerach i to, co ktoś napisze w pierwszej lepszej gazecie” – mówi behawiorystka Sylwia Najsztub, założycielka Fundacji „Duch Leona”.
Sylwia Arlak
27.08.2020

Nie każdy musi mieć psa i nie każdy powinien go mieć — przestrzega w rozmowie z nami Sylwia Najsztub, trenerka, behawiorystka i prezeska Fundacji „Duch Leona”. Wie, co mówi. Od 20 lat zajmuje się pracą z psami, często agresywnymi. Pod opieką ma w tej chwili 40 psów. Sylwia Arlak: Panuje moda na psy? Sylwia Najsztub: Zdecydowanie. Kiedyś ludzie mieli psy, bo je lubili, albo chcieli, żeby odstraszały złodziei. W dzisiejszych czasach żaden pies nie ma szans z wytrawnymi złodziejami. Co najwyżej z pijaczkami. Psów jest dzisiaj o wiele za dużo. Są wszędzie. Właściwie otwierasz lodówkę, a tam pies. I przez to ich życie często jest piekłem. Jest moda, ale i tak nie zawsze wiemy, jak się z nimi obchodzić… Właśnie dlatego, że jest moda. Wszyscy chcemy robić tak jak inni. Nie myślimy samodzielnie, tylko zaczynamy robić to, co mówią inni – znawcy, którzy mieli w życiu jednego albo dwa psy. Niestety jest również problem ze szkoleniowcami, którzy często nie mają żadnej praktyki, ale skończą kurs, pojadą na seminarium i wydaje im się, że już wszystko wiedzą. Nie patrzymy na prawdziwe potrzeby psa, tylko na to, co ktoś pisze na Facebooku, jakie ktoś wstawia zdjęcia, co mówią ludzie na spacerach i to, co ktoś napisze w pierwszej lepszej gazecie. Czytaj też :  Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni Brakuje nam wiedzy? Przede wszystkim musimy włączyć myślenie. Oczywiście wiedza też jest ważna, ale zdrowy rozsądek jest podstawą. Niestety moda nie wiąże się z tym, że lubimy psa i chcemy z nim być, tylko chcemy go mieć. Chcemy go mieć, bo sąsiad ma, kolega z pracy, rodzina, itd. Ogólnie pasuje do naszego anturażu. A tak naprawdę nie lubimy z nim spędzać czasu, nie chce nam się nim zajmować, wychodzić na...

Czytaj dalej
Fot.Weronika Nowokuńska

Zaproś na randkę na Tinderze… bezdomnego psa! Masz szansę na miłość na całe życie

Szukasz wiernego kompana? Kogoś, kto nigdy cię nie zdradzi i zawsze będzie przy tobie? Kogoś, dla kogo będziesz najważniejsza? Wejdź na Tinder i zacznij randki z… bezdomnymi psami.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Mamy środek wakacji, ale nie dla wszystkich to czas beztroski, odpoczynku i radości dzielonej z najbliższymi. Bezdomne psy i koty cierpią teraz bardziej niż kiedykolwiek. Pandemia pokrzyżowała plany wielu schroniskom. Wciąż brakuje rąk do pracy. Przystopowały adopcje, kończą się na środki na utrzymanie czworonogów.  Zwierzęta nas potrzebują – Nie wszystkie schroniska zniosły obostrzenia. Nie wszystkie wpuszczają już na swój teren wolontariuszy i innych ludzi. Sytuacja zwierząt wciąż jest więc bardzo trudna – mówi nam pomysłodawczyni ogólnopolskiej akcji „Biegamy z psiakami ze schroniska”, miłośniczka zwierząt, Monika Dąbrowska i dodaje: – Ludzie nie adoptują tak chętnie, jak wcześniej. Wielu ludzi w dalszym ciągu boi się, czy będzie miało pracę, a tym samym pieniądze na utrzymanie zwierzaka. Wielu wciąż boi się koronawirusa i woli siedzieć w domu. Zdają sobie sprawę, że pies potrzebuje się wybiegać, a oni nie mogą im teraz tego zapewnić.    Co w takiej sytuacji możemy zrobić dla cierpiących zwierząt? – Ja w pierwszej kolejności sprawdziłabym, gdzie jest najbliższa placówka, która pomaga czworonogom. Sprawdziłabym, czego im na ten moment najbardziej potrzeba. Mogą to być pieniądze na rehabilitacje, ale też koce i inne rzeczy, które często zalegają w naszych domach. Mogą też prosić o pomoc w wyprowadzaniu psa, bo mają ich coraz więcej, a nie chcą, żeby odzwyczaiły się od kontaktu z ludźmi. Te bezbronne stworzenia nas potrzebują – podkreśla nasza rozmówczyni. Aplikacja, która gwarantuje miłość Monika Dąbrowska od lat wspiera adopciaków na różne sposoby. Ostatnio wpadła na pomysł, żeby szukać domów dla bezdomnych psów za pomocą popularnej aplikacji dla poszukujących miłości, czyli oczywiście...

Czytaj dalej