Raport WWF: „Populacja dzikich zwierząt zmniejszyła się o dwie trzecie”
Pexels

Raport WWF: „Populacja dzikich zwierząt zmniejszyła się o dwie trzecie”

Od lat 70. ubiegłego wieku średnia liczebność ssaków, ptaków, ryb, gadów i płazów, spadła o 68 procent. Wszystkiemu winny jest człowiek.
Sylwia Arlak
21.09.2020

Tylko w ciągu ostatnich 50 lat zniszczyliśmy ponad dwie trzecie świata zwierząt. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego przez pozarządową organizację ekologiczną WWF (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody) i Londyńskie Towarzystwo Zoologiczne.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Tak źle jeszcze nie było

Z raportu WWF, „Living Planet Report” wynika, że liczebność ssaków, ptaków, ryb, płazów i gadów na świecie spadła o 68 procent. Do najbardziej zagrożonych zwierząt zaliczany jest wschodni gatunek goryla nizinnego w Kongo, żółw skórzasty w Kostaryce, a także jesiotr w rzece Jangcy. Spadek populacji tych ostatnich od 1970 roku wyniósł aż 97 procent.

„Niszczymy naszą planetę, a tym samym narażamy nasze własne zdrowie i środowisko na niebezpieczeństwo. Wykorzystujemy zasoby naszej planety szybciej, niż może ona je odzyskać” — podkreśla Tanya Steele, szefowa brytyjskiego oddziału WWF.

Autorzy raportu podkreślają, że winny jest temu gwałtowny wzrost konsumpcji (i to, w jaki sposób ludzkość produkuje żywność), populacji, globalnego handlu i urbanizacji oraz niszczenie lasów. Bioróżnorodność osiągnęła „nowy poziom krytyczny”, a powrót do normalności w najlepszym wypadku zajmie kilkadziesiąt lat.

„A i tak najprawdopodobniej będziemy świadkami kolejnych nieodwracalnych zmian stanowiących zagrożenie dla wielu usług ekosystemowych, na których polega ludzkość — dodaje David Leclère, główny autor artykułu i badacz z Międzynarodowego Instytutu Stosowanej Analizy Systemowej IIASA.

Eksperci apelują do światowych przywódców, aby dokonali zmian w systemie produkcji żywności. Zalecają każdemu z nas dietę składającą się głównie z produktów pełnoziarnistych, owoców, orzechów, warzyw, fasoli i roślin strączkowych. Produkty pochodzenia zwierzęcego (ryby, jajka, nabiał i mięso) powinniśmy spożywać sporadycznie. Konieczne jest też ograniczenie ilości odpadów.

„Chociaż trendy są niepokojące, mamy też powody do optymizmu. Młode pokolenia stają się coraz bardziej świadome związku pomiędzy zdrowiem planety a ich własną przyszłością i żądają działań od naszych liderów” — mówi Rebecca Shaw z WWF.

Czytaj też: Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni

Autorzy raportu podkreślają, że niszczenie przyrody przez człowieka ma tragiczny wpływ nie tylko na populacje dzikich zwierząt, ale także na nasze zdrowie i wszystkie inne aspekty naszego życia. „Sposób produkcji i konsumpcji żywności oraz energii, a także lekceważenie środowiska leżące u podstaw naszego obecnego modelu gospodarczego doprowadziły środowisko naturalne do granic wytrzymałości. COVID-19 jest wyraźną oznaką naszych zaburzonych relacji z przyrodą i dowodem na głębokie powiązania pomiędzy zdrowiem człowieka i planety. Już czas, abyśmy odpowiedzieli na sygnał SOS wysyłany przez przyrodę […] Jeśli go zignorujemy, narazimy przyszłość blisko ośmiu  miliardów ludzi na niebezpieczeństwo” — ostrzega Shaw.

Nie tylko zaostrzamy zmiany klimatyczne, ale zwiększamy też ryzyko chorób odzwierzęcych, takich jak COVID-19. Z badania cytowanego w raporcie wynika, że choroby odzwierzęce są odpowiedzialne za 2,5 mld przypadków zachorowań i niemal 3 mln zgonów rocznie. „Czas na przywrócenie naszych zerwanych relacji z naturą z korzyścią zarówno dla dzikich gatunków, jak i dla ludzi” — dodaje Carter Robers, dyrektor generalny WWF.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pexels

Kobiety nie chcą mieć dzieci ze względu na zmieniający się klimat. Boimy się katastrofy?

Klimat zmienia się na naszych oczach. Jak daleko byłabyś wstanie się posunąć, aby pomóc ocalić planetę?
Sylwia Arlak
22.09.2020

Wchodzimy do Internetu i czytamy o pożarach w Australii i Kalifornii, otwieramy gazetę i widzimy doniesienia o powodziach w Indonezji. W telewizji bombardują nas informacjami o rekordowo wysokich temperaturach na całym świecie i wymieraniu kolejnych gatunków zwierząt. Naukowcy biją na alarm i przewidują jeszcze więcej pożarów, więcej susz i niedoborów żywności dla milionów ludzi. Wszyscy się boimy, ale niektórzy z nas są tak przerażeni, że wolą się poświęcić, niż nie robić nic.  Najpierw planeta, potem ja Wiele par z całego świata porzuca marzenia o zostaniu rodzicami. „Naprawdę chciałabym mieć dziecko. Kocham mojego partnera i chcę z nim założyć rodzinę, ale czuję, że to nie jest odpowiedni czas na takie decyzje” — mówi 33-letnia Blythe Pepino, cytowana przez CNN. Wierząc, że już wkrótce nastąpi „ekologiczny Armageddon”, pod koniec 2018 roku założyła grupę Birth Strike. Jej członkowie (ponad 330 osób, z czego 80 % stanowią kobiety) deklarują, że nie sprowadzą dzieci na świat, który stoi nad przepaścią katastrofy klimatycznej. „Ryzykujemy życiem innej istoty. Jeśli coś pójdzie nie tak, ten mały człowiek poniesie tego konsekwencje” — podkreśla członkini grupy 29-letnia Cody Harrison.  W podobnym tonie wypowiadała się w 2019 roku członkini Kongresu Alexandria Ocasio-Cortez: „Istnieje naukowy konsensus, że życie naszych dzieci będzie mocno utrudnione. Czy wciąż uważacie, że porządku jest wydawać je na świat?” Czytaj też:   Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni ONZ szacuje, że do 2030 roku na planecie będzie około 8,5 miliarda ludzi, a do 2100 roku — nawet 11 miliardów. Brytyjska organizacja Population Matters (której patronuje słynny narrator i biolog...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

David Attenborough przekonuje: „Wszyscy możemy zmieniać świat”. I daje jedną radę

Globalna zmiana związana z kryzysem klimatycznym i przyrodniczym, napawa lękiem nas wszystkim. Ale legendarny popularyzator wiedzy przyrodniczej David Attenborough przekonuje, że wszyscy możemy (i powinniśmy!) działać na rzecz naszej planety. I wcale nie chodzi mu o wielkie gesty.
Sylwia Arlak
08.10.2020

Z jednej strony trwająca pandemia, z drugiej kryzys klimatyczny i przyrodniczy. Dzięki takim działaczkom jak Greta Thunberg, w ciągu kilku ostatnich lat nasza świadomość wzrosła. Już wiemy, że zmiany następują znacznie szybciej, niż się spodziewano. Jak podaje Światowa Organizacja Meteorologiczna, lata 2001-2010 to najcieplejsza dekada w ponad 160-letniej historii pomiarów temperatury. Na każdym kontynencie. Według naukowców sprawa jest na tyle poważna, że już za 30 lat – jeśli nic z tym nie zrobimy – niektóre części naszej planety nie będą nadawały się do życia. Apelują, że należy m.in. powstrzymać niszczenie lasów i mocno zredukować globalne spożywanie mięsa. Każdy z nas może pomóc planecie Brytyjski popularyzator wiedzy przyrodniczej, legendarny David Attenborough przypominał nam, jak będzie wyglądać nasza planeta, jeśli nie podejmiemy żadnych działań. W swoim najnowszym filmie  „David Attenborough: Życie na naszej planecie” (do obejrzenia na Netfliksie) przenosi nas m.in. do wilgotnej dżungli i mroźnej Arktyki. Zestawiając współczesne kadry z archiwalnymi, pokazuje świat, którego już nie ma. Świat, który zniszczyliśmy i który z każdym rokiem niszczymy coraz bardziej. Czytaj też:  Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni „Chciałbym, aby młodsze pokolenie troszczyło się o świat dzikiej natury i aby z rozwagą podchodziło do kwestii pożywienia i energii elektrycznej, których nie umiemy szanować, a są one naszym najcenniejszym skarbem [...] Mam nadzieję, że mój najnowszy film otworzy oczy wielu ludziom i przekona ich o tym, że zmiany klimatyczne i alarmujące badania przyrodników i ekologów to nie jest fikcja, a coś, co dzieje się naprawdę” — odpowiadał przyrodnik w jednym...

Czytaj dalej
Olga Tokarczuk
East News

„Nie strzelajcie do nich” — apeluje noblistka Olga Tokarczuk

15 sierpnia rozpoczął się sezon polowań na ptaki. „Przestańcie to robić. To okrutne i niebezpieczne”  — mówi noblistka Olga Tokarczuk, która od lat wspiera inicjatywę ornitologów i ekologów Niech Żyją!
Sylwia Arlak
19.08.2020

Koalicja Niech Żyją! złożyła niedawno do ministra środowiska Michała Wosia wniosek o wprowadzenie moratorium. Ornitologowie i ekolodzy walczą o zawieszenie na 5 lat polowań na ptaki.  Ich działania wspiera noblistka Olga Tokarczuk. „Nazywam się Olga Tokarczuk i od lat wspieram inicjatywę Niech Żyją! I także teraz chciałabym wesprzeć moratorium na zabijanie dzikich ptaków na pięć lat. Zabijanie ptaków jest okrutne i niepotrzebne” —  mówi w opublikowanym filmie. 15 sierpnia rozpoczął się sezon polowań na ptaki. W Polsce można polować na 13 gatunków: łyski, jarząbki, bażanty, kuropatwy, gęsi gęgawe, gęsi zbożowe, gęsi białoczelne, krzyżówki, cyraneczki, głowienki, czernice, gołębie grzywacze i słonki. Jak podają członkowie Niech Żyją!, na podstawie danych z GUS i PZŁ, w sezonie 2019/2019 myśliwi odstrzelili aż 216 tys. ptaków. „Nie godzimy się na strzelanie do ptaków. To chora tradycja. Niektórzy nazywają ją nawet sportem. Jednak żaden sport nie zakłada śmierci tych, którzy biorą w nim udział” — czytamy na stronie Niech Żyją! Koalicja ostrzega, że przez polowania na ptaki do środowiska trafia trujący ołów. Powołując się na źródła naukowe, piszą, że co roku w Polsce wystrzeliwuje się od ok. 300 ton do ok. 600 ton ołowiu. To — jak podkreślają — więcej niż emituje ołów do atmosfery cały polski przemysł i transport. „Tymczasem polowania na ptaki dopuszczają metody okrutne, wiążące się z wielkim cierpieniem zwierząt, często konających przez wiele godzin, dni, a w przypadku zatrucia ołowianym śrutem nawet tygodni i miesięcy. Niektóre zachowania wobec ptaków łownych wydają się graniczyć z sadyzmem”  — apeluje koalicja. Zabijane są także gatunki chronione...

Czytaj dalej
Modna bluza marki Tommy Hilfiger bardziej eko
mat. prasowe

Modny T-shirt czy bluza bardziej eko? Tommy Hilfiger stawia na odpowiedzialną modę

Tommy Hilfiger deklaruje, że będzie robić modę, która nic nie marnuje i jest otwarta na wszystkich i ogłasza program „Make it Possible”, czyli strategię na najbliższe 10 lat.
Zuzanna Szustakiewicz
03.09.2020

Kilka lat temu rozmawiałam z pewną projektantką prowadzącą markę w duchu slow fashion. Jej historia była taka, że potrzebę robienia mody etycznej poczuła, pracując dla międzynarodowej korporacji odzieżowej, której daleko było do poszanowania środowiska naturalnego i pracowników — marka szyła część swoich kolekcji w „brudnych” fabrykach m.in. w Bangladeszu. Od słowa do słowa okazało się, że firmą tą był Tommy Hilfiger, a informacja ta wówczas była „off the record”. Od tego wywiadu minęło dobrych kilka lat, więc nie widzę powodu, by teraz tego nie napisać, zwłaszcza że amerykański kultowy brand właśnie stawia na lepszą modę. Skoro robi to modowy gigant, o rozbudowanej strukturze i skomplikowanym łańcuchu dostaw, to może to zrobić każdy, wystarczy chcieć! Tommy Hilfiger mówi „Działamy”! Make it Possible to ambitny program Tommy'ego Hilfigera, plan rozwoju zrównoważonego społecznie i ekologicznie na najbliższych 10 lat. Zawiera on  24 cele społeczne i ekologiczne, które jego marka zamierza osiągnąć przed 2030 r.  Wyzwania podzielone zostały na cztery filary: Circle Round: produkcja w pełni zamkniętym, ekologicznym modelu obiegu surowców. Made for Life: poszanowanie planety na każdym etapie działalności firmy, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów zmian klimatycznych, odpowiedzialnego wykorzystania gruntów, gospodarki wodnej oraz zanieczyszczenia chemicznego. Everyone Welcome: marka zawsze otwarta na ludzi i dostępna dla wszystkich. Opportunity for All: równe szanse w rozwoju kariery – bez barier na ścieżce do sukcesu.  „Mój pierwszy sklep – People’s Place – otworzyłem w 1969 r. w rodzinnej Elmirze, aby ludzie ze wszystkich środowisk mogli spotykać się i...

Czytaj dalej