Algarve – odkryj portugalskie wybrzeże Oceanu Atlantyckiego i daj się uwieść!
Adobe Stock

Algarve – odkryj portugalskie wybrzeże Oceanu Atlantyckiego i daj się uwieść!

Portugalia to nie tylko melancholia fado i słodycz porto. A Algarve to nie tylko raj dla surferów i wielbicieli golfa. Zachwyci cię jego południowy luz i zapach eukaliptusa.
Wika Kwiatkowska
18.05.2020

Najbardziej relaksujący zapach? Do niedawna bez wahania powiedziałabym: lawenda. Ale już pierwszego dnia pobytu w portugalskim Algarve zmieniłam zdanie. Po wyjściu z busa w górach Serra de Monchique zaskoczył mnie unoszący się wokół aromat. Świeży, intensywny, nieoczywisty. – To eukaliptus! Nie rozpylamy sztucznego zapachu – zaśmiała się Magda, menedżerka pięciogwiazdkowego hotelu, Polka, która jakiś czas temu zamieniła Londyn na portugalską prowincję. Opuściła rozpędzoną metropolię i postawiła na tutejszy slow life. Zobaczymy, czy w ciągu kilku dni każdy może złapać tu trochę luzu i dystansu. 

Algarve szczyci się niemal dwustu kilometrami pięknego wybrzeża nad Atlantykiem i ma opinię najbardziej turystycznego regionu Portugalii. Latem ściągają tutaj masowo nie tylko zagraniczni turyści, ale zjeżdża, jak twierdzą miejscowi, cała Lizbona. Jednak nie dajmy się zwieść – „najbardziej turystyczny region” w wydaniu portugalskim ma się nijak do wizji, która staje nam przed oczami: wybrzeża obsianego hotelami molochami i dudniących muzyką plaż z tysiącami barów. 

Cordoama Beach

Niektórym tego komercyjnego klimatu brakuje, jak parze Polaków, spotkanych na jednej z najpiękniejszych plaż Algarve, Cordoama Beach. – Potencjał jest, ale zupełnie niewykorzystany – stwierdził rezolutnie nasz rodak, patrząc na ciągnącą się kilometrami malowniczą piaszczystą plażę, z której wyrastają potężne, stumetrowe klify. Żadnej muzyki, straganów z pamiątkami made in China ani zasieków z parawanów. Tylko kojący szum i bezkres oceanu. Jedyna ingerencja w naturalny krajobraz to drewniana budka szkoły surferskiej, w której schną pianki i deski. Cordoama to jedno z ulubionych miejsc surferów z całej Europy. Ich mekką jest wieś Sagres, oddalona zaledwie o sześć kilometrów od Przylądka Świętego Wincentego. Ta najbardziej na południowy zachód wysunięta część Europy w starożytności i średniowieczu uznawana była za koniec świata.  

Saudade – melancholia po portugalsku

„Dlaczego my, Portugalczycy, wiecznie za czymś musimy tęsknić? Za światem innym niż Portugalia. Bo kimże my jesteśmy – wejściem do Europy czy jej ujściem? Czy stoimy plecami do Europy, a twarzą do reszty świata, czy odwrotnie? (…) Co mam robić, by tęsknota nie okazała się próżna? Saudade, ach, saudade” –  zastanawiał się niejaki Fernando w liście wysłanym z Angoli do przyjaciela w Lizbonie. Co się stało z Fernandem, nie wiadomo. Ale jego słowom dała drugie życie Iza Klementowska, w znakomitym zbiorze reportaży „Samotność Portugalczyka”. 

Owa tajemnicza, nieprzetłumaczalna tęsknota, melancholia, saudade właśnie, przez wieki popychała Portugalczyków w nieznane. Kraj, położony na skrzyżowaniu szlaków wiodących do Afryki i Ameryki, na kilka stuleci stał się światową potęgą. Począwszy od XV wieku, portugalscy żeglarze zaczęli docierać do zachodnich wybrzeży Afryki, Indii, Indonezji i Chin. Przepłynęli Atlantyk i dotarli do Ameryki Południowej. Portugalia stała się krajem odkrywców i kolonizatorów, a także centrum światowego handlu. Rola Algarve, najbardziej wysuniętej na południe części Portugalii, była wówczas szczególna. To właśnie w Sagres książę Henryk Żeglarz założył pierwszą na świecie akademię morską, uczącą kartografii i astronawigacji. W pobliskim Lagos powstała stocznia i to stąd wypływały pierwsze karawele na zamorskie wyprawy. A wśród wychowanków Szkoły Morskiej byli Ferdynand Magellan, Vasco da Gama i Pedro Álvares Cabral. Była też ciemniejsza karta imperialnej świetności – w Lagos powstał pierwszy w Europie targ niewolników z Afryki. 

Ale ten nieduży kraj stopniowo zaczął tracić pozycję mocarstwa, a wiek XIX przyniósł mu same klęski – inwazję wojsk napoleońskich i wojnę domową. W XX stulecie Portugalia weszła jako jedno z najbardziej zacofanych państw Europy. 

W tym czasie Algarve znalazło się całkiem na uboczu, stało się prowincją prowincji i żyło głównie z rybołówstwa. Ale dzięki temu, że przez lata zapomniane, teraz nie uwiera widokiem dymiących kominów fabryk czy rafinerii. Ciężki przemysł tu nie dotarł, a turystyka zaczęła się rozwijać dopiero w latach 70. 

Kiedyś przyjeżdżali tu tylko wytrawni poszukiwacze przygód. My jesteśmy w sytuacji komfortowej: z Polski mamy nawet bezpośrednie połączenia do Faro, stolicy Algarve. Od marca do końca października latają tu regularnie samoloty linii Ryanair z  Modlina (dwa razy w tygodniu), a od czerwca tego roku również z Wrocławia (raz w tygodniu). 

Ale Algarve przyciąga nie tylko fanów dziewiczej przyrody i  surfingu. To również raj dla miłośników golfa, którzy mogą wybierać spośród niemal 40 perfekcyjnie utrzymanych pól, i wielbicieli luksusowych spa. A także wszystkich, którzy chcą po prostu odpocząć. Poleżeć na plaży. Wypłynąć na motorówce daleko od brzegu, aby zobaczyć skaczące delfiny. Podziwiać mariny i zacumowane w nich jachty. Wsiąść na rower i zwiedzić wiejski interior, z gajami pomarańczowymi i migdałowcami na poboczu dróg. Obserwować ptaki na rozlewiskach Ria Formosa. Poczuć leniwy klimat miasteczek i miast, w których czas wydaje się płynąć wolniej. Posiedzieć w kawiarni i poobserwować ludzi. Tak, jak to robią sami Portugalczycy: „Jesteśmy uważni w stosunku do bliźniego. Obserwujemy się. Dlatego tak często się przepraszamy (com licença) i dziękujemy nawet za drobny gest skierowany w naszą stronę (obrigado, obrigada) – tłumaczył pisarz Gonçalo M. Tavares Izie Klementowskiej. – Dlatego wszędzie tak dużo rozmawiamy. Jesteśmy ciekawi człowieka, który znalazł się w tym samym czasie i miejscu, co my”. Widać to chociażby na plaży, gdzie grupki Portugalczyków potrafią godzinami rozmawiać, stojąc po kostki w oceanie. Tej ciekawości drugiego człowieka możemy im pozazdrościć. 

Kuchnia z morza

Od Portugalczyków moglibyśmy uczyć się też celebrowania posiłków. Mieszkańcy tego kraju są niezwykle przywiązani do swojej kuchni. Nie tylko lubią się chwalić najbardziej charakterystycznym daniem, czyli bacalhau – suszonym i solonym dorszem, który przyrządzają podobno aż na 365 sposobów, ale też tym, że mają najlepszą na świecie oliwę, wyjątkowe słodycze czy wyśmienite wino wytwarzane z miejscowych szczepów. Co do bacalhau, to spróbować wypada, ale włóknista struktura nie każdemu przypadnie do gustu. Natomiast świeżo wyłowione grillowane sardynki, dorodne tuńczyki i dorady, serwowane w nadmorskich restauracjach, smakują obłędnie. Bardziej odważni mogą skusić się na nieco ekstrawagancki tutejszy przysmak – percebes, po polsku znane jako kaczenice. Ich połów jest bardzo trudny, a cena imponująca – około 60 euro za kilogram. Ale wystarczy kilka sztuk, aby mieć swoje zdanie na temat tych „trufli” z morza. Miejscowi twierdzą, że mają smak oceanu. Trudno się z tym nie zgodzić. 

Łasuchy nie wyjadą z Algarve zawiedzione. Do espresso warto zamówić nie tylko importowany z Lizbony hit, czyli babeczki pasteis de nata. Tutejszą słodką spuścizną po Maurach są desery na bazie miodu, fig i migdałów. Takie jak zawijane w pozłotka ciastka-nitki Dom Rodrigos i queijo de figo, czyli ciastka z fig, migdałów i czekolady. Te pyszności to prawdziwe bomby kaloryczne, z indeksem glikemicznym nie mieszczącym się chyba w żadnej skali. Można oczywiście odmawiać sobie takich grzeszków. Tylko po co? Lepiej zawczasu umówić się na lekcje surfingu, wypożyczyć rowery albo kilometrami wędrować po plaży. Spalić kalorie, ale też przewietrzyć umysł, poczuć prawdziwą więź z naturą i wrzucić na luz. Bo to chyba najtrudniejsze. Choć nad brzegiem oceanu – możliwe.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 9/2018

1\7
Wybrzeże Algarve
Wybrzeże Algarve
Eastnews

Szczyci się niemal dwustu kilometrami pięknego wybrzeża nad Atlantykiem i ma opinię najbardziej turystycznego regionu Portugalii.

2\7
Ponta da piedade, czyli przylądek miłosierdzia
Ponta da piedade, czyli przylądek miłosierdzia
Getty Images

Jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Algarve, w pobliżu Lagos. Rzeczywiście, widok na imponujące klify, malownicze groty, ukryte pomiędzy skałami plaże i bezkres oceanu – bezcenny.

3\7
Flamingi na Ria Farmosa
Flamingi na Ria Farmosa
Getty Images

Ten rezerwat przyrody ze słonowodnymi lagunami jest ptasim rajem.

 

4\7
Lagos, dawna stolica Algarve.
Lagos, dawna stolica Algarve.
FCR

Poza urokliwymi uliczkami z licznymi kawiarniami i sklepami z pamiątkami, miasto szczyci się historią, sięgającą czasu dominacji Kartaginy, i portem, z którego wypływały na podbój świata XV-wieczne karawele. Tutaj działał też pierwszy w Europie (i jedyny w Portugalii) targ niewolników z Afryki.

 

5\7
Bocianie gniazda w Faro
Bocianie gniazda w Faro
FCR

Bociany można zobaczyć w Algarve tak samo często, jak na Mazurach czy Podlasiu. Tyle że tutaj ptaki nie muszą odlatywać na zimę do Afryki i nie stronią od miast. Na przykład dzwonnicę wieńczącą Arco da Vila, czyli bramę do Starego Miasta w Faro, upodobało sobie od lat kilka bocianich rodzin.

 

6\7
Targ rybny w Lagos
Targ rybny w Lagos
BEW

Każdego ranka trafiają tu ryby i owoce morza świeżo wyłowione z oceanu. Targ równie chętnie odwiedzają miejscowi, jak i turyści.

 

7\7
Główna ulica handlowa w Albufeirze
Główna ulica handlowa w Albufeirze
FCR

Albufeira jest, obok Lagos i Portimão, najbardziej obleganym ośrodkiem turystycznym Algarve. Nieopodal znajduje się słynna Praia da Rocha, jedna z najpiękniejszych plaż w Europie.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Madera, podróże, baseny, Porto Monz
Małgorzata Sobońska-Szylińska

Odkryj nieznane oblicze portugalskiej Madery

Co można robić na wyspie poza relaksowaniem się przy hotelowym basenie? Sprawdziliśmy: czekają nas górskie widoki, przygody i adrenalina!
Małgorzata Sobońska - Szylińska
08.05.2020

Tygodniowy pobyt na Maderze dostarczył nam tylu przeżyć, że mieliśmy wrażenie, jakby trwał znacznie dłużej. Emocje zaczęły się już w powietrzu. Na krótko przed zejściem do lądowania nasz samolot dosłownie w miejscu zawrócił w powietrzu, próbując wpasować się w krótki pas startowy na lotnisku im. Cristiano Ronaldo w Funchal. Trząsł się i co chwila opadał kilka metrów. Przypominało to jazdę kolejką górską. Pomruk przerażenia przerodził się w westchnienie ulgi, gdy ostatecznie siedliśmy na ziemi. Ale... każde lądowanie wygląda tam podobnie. Lotnisko ma bowiem bardzo krótki pas, a przez to zaliczane jest do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Dodatkową „atrakcją” są silne boczne wiatry, które i nas nie oszczędziły. Na Maderę latają bardzo doświadczeni piloci, od lat nie wydarzył się tam żaden wypadek, więc tak naprawdę nie ma powodów do obaw. Wulkaniczna wyspa na Atlantyku Madera powstała w wyniku erupcji wulkanu, cała wyspa pokryta jest górami. Na lotnisko pozyskano jedyny płaski skrawek lądu, jednak żeby pas startowy miał bezpieczną długość, konieczne było zawieszenie jego części na 180 ogromnych betonowych filarach, z których część wyrasta wprost z morza. Wszechobecne góry określają charakter wyspy niemal w każdym obszarze. Od sieci dróg, przez komunikację, architekturę, a nawet proponowane turystom wycieczki i rozrywki. My podróżowaliśmy po wyspie wynajętym samochodem, co jest najwygodniejszym, ale i bardzo emocjonującym sposobem przemieszczania się. Drogi wijące się po stromych zboczach bywają bowiem nachylone pod absurdalnym kątem. Auta o słabszych silnikach muszą czasami się poddać, gdy podjazd okazuje się zbyt stromy. Każdy turysta, który miał okazję podróżować samochodem po drogach Madery, zgadza się z opinią, że jeśli dał...

Czytaj dalej
najlepsze frytki
Unsplash

Frytki łączą nas wszystkich! Zobacz, jak je smażyć, żeby były najlepsze

Frytki to nasz ulubiony, jak to mówią Polacy, „comfort food”. Wśród wyznawców frytek są i wegetarianie, i dietetycy, i wielbiciele filozofii: „dużo i tłusto”. Łączą nas wszystkich.
Michał Poddany
26.10.2018

Mają zastępy wiernych wyznawców, wśród których nie brakuje i tych dbających o zdrową dietę. Frytki. Ktoś na wielkim głodzie, nieważne: mięsożerca czy wegetarianka, zawsze będzie miał trudność z powiedzeniem im: nie, dziękuję... To niesamowite, jak głęboko uzależniające są potrawy smażone w głębokim tłuszczu: tempura, pączki, amerykański smażony kurczak, nawet cebula do hot dogów! Niemal wszystko stanie się jadalne po kąpieli we wrzącym oleju. Wiemy, że to niezdrowe, ale nawet najgorliwsi wyznawcy diet i zdrowego stylu życia potrafią zrezygnować z mięsa, białego pieczywa, a nawet makaronu, ale na wzmiankę o frytkach zaczynają im drżeć kolana i pocą się dłonie. Frytki – ziemniaczane zastępstwo śledzi? Puryści gastronomii mogą uważać frytki za pariasów, co wcale nie przeszkadza w eskalacji konfliktu o ich pochodzenie. Belgowie uważają, że wynaleziono je u nich jako zimowe zastępstwo dla smażonych w głębokim tłuszczu śledzi. Zaprzeczają temu Francuzi, twierdząc, że wymyślił je straganiarz z Pont Neuf w  Paryżu wiele lat wcześniej. Werdykt, po czyjej stronie jest racja, pozostawiłbym do indywidualnej oceny, gdyby nie to, że w czasie, kiedy Francuzi mieli podobno wynaleźć frytki, obowiązywał wciąż królewski zakaz uprawy ziemniaków z powodu ich domniemanej szkodliwości. Trudno sobie wyobrazić, by paryski straganiarz był tak zakochany w  swym dziele, że sprowadzał ziemniaki z zagranicy i sprzedawał je kilkaset metrów od Luwru, ryzykując wtrąceniem do lochu. Chociaż frytki są jednym z najdoskonalszych wcieleń ziemniaka, to ich popularność stała się ich zmorą. Z  Białego Domu, do którego sprowadził je Jefferson, wylądowały w panteonie sław fast foodu obok burgerów i taniej pizzy. Wypchnięto je z domowych kuchni wprost w ramiona...

Czytaj dalej
sessesja moda Lizbona lato biało niebieski
Zosia Promińska

Zapraszamy cię na stylowy spacer po Lizbonie

Ciepłe słońce, piękna architektura i letnie sukienki. Dzięki naszym zdjęciom poczujesz się jak na jednej z urokliwych portugalskich uliczek. Bom dia!
Zuzanna Szustakiewicz
19.04.2020

Kolory biały i niebieski idealnie korespondują zarówno ze słynnymi Azulejos – malowanymi kafelkami, które zdobią fasady domów w Lizbonie i Porto, jak i z pochodzącymi z Francji wzorami toile de Jouy, czyli sielankowymi scenkami rodzajowymi. Prześwitujące sukienki, zwiewne spódnice i odsłaniające brzuchy topy zawracają w głowie niczym słodkie portugalskie wino. Przełamane plecionkami i słomką nabierają jeszcze bardziej słonecznego klimatu. Czy ty też marzysz już o wakacjach? Zdjęcia: Zosia Promińska Stylizacja: Agnieszka Ścibior Modelka: Sylwia/D’vision Makijaż i fryzury: Kasia Biały/ArtFace Asystentka stylistki: Magdalena Kubica Produkcja: Nomad Portugal Production Sesja ukazała się w „Urodzie Życia” 07/2019.  

Czytaj dalej
Karaiby, podróże
Małgorzata Sobońska-Szylińska

Marzysz o wakacjach w raju? Wybierz się z nami w rejs po Karaibach!

Podobno uczucie błogości to tutaj podstawowy stan ducha. Kto raz dopłynie do Wysp Szczęśliwych, nie chce stąd wracać...
Małgorzata Sobońska - Szylińska
12.05.2020

Wyprawę zorganizowała nam koleżanka – prawniczka z Waszyngtonu. Tylko ona zna nas wszystkie. Postanowiła zebrać nas w jednym miejscu, mając pewność, że się polubimy, a ona przy okazji nadrobi zaległości towarzyskie. Same silne osobowości. Kobiety, które zawsze mają coś do powiedzenia, więc nudy nie będzie. Spędzimy ze sobą siedem kolejnych dni i nocy. 24 godziny na dobę na niewielkiej przestrzeni. Zapowiada się niezłe wyzwanie w pięknych okolicznościach przyrody. Wiatr prowadzi nas w stronę małej wysepki Saint Lucia, będącej samodzielnym państwem zrzeszonym w brytyjskiej Wspólnocie Narodów. Pogoda jest wymarzona. Żagle co i raz napinają energiczne podmuchy. Podwójny dziób naszej łodzi to wznosi się, to opada. Mimo to próbujemy działać w kambuzie, obejmując ramionami naczynia, które przesuwają się rytmicznie we wszystkie strony. Gotowanie przy przechyłach tak nam się podoba, że każdego dnia robimy z niego rytuał. Nasze salwy śmiechu udzielają się kapitanowi, który specjalnie wywija kołem sterowym, żebyśmy nie miały za łatwo. W końcu docieramy do Saint Lucia. Witają nas charakterystyczne dla wyspy zielone spiczaste stożki gór, z których najwyższa sięga aż 950 metrów. Wpływamy do kameralnej zatoczki Marigot Bay oddzielonej od morza wąskim półwyspem porośniętym szpalerem palm kokosowych. Rzucamy kotwicę i zażywamy pierwszej morskiej kąpieli o zachodzie słońca. Woda jest cieplejsza od powietrza. Nocą ciężkie od gwiazd niebo nie daje oderwać od siebie wzroku. Gorące źródła Następnego ranka ruszamy na podbój lądu. Krajobraz jest nadzwyczajnie pofałdowany. Jedziemy niewielkim busem. Co chwilę zatrzymujemy się przy punktach widokowych. Z góry możemy obserwować bujny tropikalny las i poszarpaną linię brzegową. W pewnym momencie kierowca informuje nas, że...

Czytaj dalej