Dzień Matki 2020: Czy Polska naprawdę lubi młode matki? 
iStock

Dzień Matki 2020: Czy Polska naprawdę lubi młode matki? 

„Macierzyństwo to dla kobiety coś wyjątkowego. Ale dla społeczeństwa młoda mama nie jest czymś wyjątkowym, więc nie zamierza traktować jej na lepszych prawach. Rodzi się konflikt” – mówi Dorota Peretiatkowicz, psycholożka, współautorka badań Family Power.
Sylwia Niemczyk
20.05.2020

Wyliczamy: roczny urlop macierzyński, 500+ na każde dziecko, zasiłki opiekuńcze i gwarantowane miejsce w przedszkolu. Rodzice nie mają w Polsce źle – wynika z takiego wyliczenia. Tymczasem młode matki (rzadziej młodzi ojcowie) wcale nie czują, że są wspierane przez społeczeństwo – zamiast wsparcia czują raczej presję i niechęć. Czy Polska – kraj, w którym uroczyście obchodzi się Dzień Matki – naprawdę lubi młode mamy? Pytamy badaczkę opinii społecznej i psycholożkę, Dorotę Peretiatkowicz.

Sylwia Niemczyk: Spojrzałaś w 2019 roku na polską rodzinę – i co zobaczyłaś?

Dorota Peretiatkowicz: Zobaczyłyśmy bardzo dużo – w naszym badaniu wzięło udział 800 kobiet i 800 mężczyzn. Rodzina to zawsze ciekawy temat dla badaczy, ale teraz wyjątkowo dużo się w niej i wokół niej dzieje: weszło 500+, wracają tradycyjne wartości, zmniejsza się udział kobiet na rynku pracy: już 45 procent matek nie pracuje. A przy tym rodzi się bardzo mało dzieci. 

Jest coś, co cię szczególnie zdziwiło?

Choćby to, że widać dużo większą niż jeszcze kilka lat temu akceptację rodzin patchworkowych, czyli rodzin, w których dzisiaj nie są jeszcze do końca opisane role. Podobne badanie polskich rodzin przeprowadzałyśmy pięć lat temu – już wtedy było widać, że ludzie dostosowują się do tego nowego zjawiska, ale teraz okazuje się, że liczba patchworkowych rodzin i kombinacji jest bardzo duża.

Patchwork spowszechniał nie tylko w dużych miastach, ale też poza nimi. Okazało się, że możemy z tym żyć i że ważniejsze, żeby rodzina w ogóle powstała, niż żeby była tradycyjna. 

Jak to się ma w stosunku do tego powrotu tradycyjnych wartości, o którym mówisz?

Młodzi ludzie, zresztą nie tylko młodzi, nie do końca mają w naszych czasach ochotę zakładać rodziny i mieć dzieci, wobec czego stawianie im jakichś twardych warunków, nakazywanie, by sztywno trzymali się jednego wzorca, może sprawić, że w ogóle zrezygnują z tego pomysłu. Dlatego w społeczeństwie wzrasta tolerancja na nowe typy rodziny. Oczywiście wciąż najlepiej jest wziąć ślub i żyć razem do grobowej deski, ale jeśli to nie wyjdzie, to już nie spada na nas krytyka i społeczne piętno.

Test wiedzy na Dzień Matki! Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Polska rodzina 2020

Istnieje jeszcze coś takiego, jak typowa polska rodzina? 

Wyodrębniliśmy sobie pięć głównych typów rodziców. Pierwszy to oczywiście rodzice tradycyjni: jeśli ojciec, to głowa rodziny, matka – strażniczka ogniska. Im więcej dzieci, tym lepiej. Drugim typem będą rodzice wspierający, którzy uwielbiają swoje dzieci, wspierają swojego partnera, cieszą się rodziną, którą udało im się stworzyć. I tu zauważyłyśmy bardzo ciekawą prawidłowość, że wielu rodziców wspierających miało ciężkie dzieciństwo, z różnych powodów.

Tradycyjnych rodziców jest 25 procent, wspierających tyle samo. Trochę mniej jest rodziców, których nazwaliśmy niekonsekwentnymi – to są ci, którzy czują się, jakby czegoś im brakowało. Czwarty typ to rodzice delegujący, którzy bardzo dbają o swoje potrzeby. Jeśli muszą z czegoś zrezygnować, to czują wielkie poświęcenie.

A ostatni typ to zadaniowy, głównie spotykany wśród ojców. Rodzina jest dla niego zadaniem do wypełnienia. Często matki są zadaniowe tuż po porodzie. Dzielą sobie opiekę nad dzieckiem na czynności: uśpić, umyć, nakarmić, wyjść na spacer, nakremować buzię itd. A mężczyzna – zarabia na dom.

Ale tradycyjny ojciec też przecież zarabia na dom. 

Jednak dla niego niedzielny, rodzinny obiad będzie świętością. A zadaniowiec, jak ma szansę, żeby w niedzielę dorobić, to z tego obiadu bez wahania zrezygnuje. Te typy wcale nie są w kontrze wobec siebie, często na jednym etapie rodzicielstwa jesteśmy tacy, potem inni albo łączymy dwa typy. 

To typy rodziców – a rodzina? Patchwork to jedyna nowość?

Bardzo głęboko zakorzenił się u nas amerykański system „rodziny nuklearnej”: mama, tata, dzieci i nikt poza tym. Dziadkowie pracują, mieszkają daleko, więc są tylko gośćmi. Dzisiejsze rodziny są bardzo samotne, wyraźnie to widać. Nie ma wymiany doświadczeń, nie ma cioć, stryjów, naturalnej „wioski”, która kiedyś wychowywała dziecko. A ponieważ do życia potrzebujemy grupy, stada, to u młodych rodzin widać dziś czasami wręcz histeryczną potrzebę szukania ludzi podobnych do siebie.

Rodzi się dziecko i zaczynamy żyć we własnych enklawach. 

W których wszyscy myślą i zachowują się tak samo, a innych uważają za głupich. Socjolodzy znają ten mechanizm: zawsze, gdy nie jesteśmy pewni swojej postawy, to zaczynamy się radykalizować wobec tych, którzy mają inne zdanie. A dziś rodzice nie są pewni w swoich postawach rodzicielskich, więc szukają potwierdzenia, że to, co robią i myślą, jest słuszne. Konfrontacja z innymi stylami życia jest dla nich zagrożeniem, nie podchodzą do odmienności z ciekawością, otwartością. Skutek tego jest taki, że z jednej strony znajdują wielkie wsparcie u ludzi, którzy są do nich podobni, a z drugiej – krytykę i hejt od tych myślących inaczej niż oni.

Hejt to nie za duże słowo? 

Chciałabym, żeby tak było, ale niestety czasami dochodzi do sytuacji hejtowych. Dzisiejsze matki szybko potrafią wejść na poziom: „Nie zgadzamy się, więc jesteś głupia”. 

Rodzice chyba w ogóle nie są zbyt lubiani, wypomina się im program 500+, roczne urlopy, sama raz widziałam, jak matka z niemowlęciem nie została przepuszczona w kolejce. 

Żeby zrozumieć problem z 500+ i inne konflikty między społeczeństwem a rodzicami, musimy przypomnieć sobie zasadę wymiany społecznej, zgodnie z którą wszystkie grupy społeczne dają coś sobie nawzajem. Dziś tak nie jest. Jeśli wszędzie słychać, że dzisiejsze dzieci nie będą za 20 lat pracować na emerytury seniorów, to dlaczego dzisiaj ci przyszli emeryci mieliby łożyć na utrzymanie najmłodszego pokolenia? Zwłaszcza że wielu z nich sądzi, że nikt nie ma kontroli nad tym, na co te pieniądze są wydawane. Zasada wymiany społecznej została zaburzona, więc mamy konflikt. Poza tym dzisiaj zdaniem społeczeństwa młoda mama nie jest nikim wyjątkowym, dlatego nikt nie zamierza traktować jej na specjalnych prawach. To tylko ona czuje, że jest w wyjątkowej sytuacji. 

Ale przecież jest. W wyjątkowej i mimo tych 500 złotych bardzo trudnej. 

Oczywiście, że tak. Mimo programów wsparcia rodziny, rodzice wcale nie mają poczucia, że państwo czy społeczeństwo im pomaga. Mamy niedziałającą służbę zdrowia, kulejące szkolnictwo, państwo nie jest w stanie wyegzekwować alimentów od ojców po rozwodzie, którzy nie płacą – a w Polsce zdecydowana większość nie płaci. Więc rodzice postrzegają te comiesięczne 500 złotych jako łaskę na pokaz, a nie realną pomoc. Co im z tych pieniędzy, jeśli nie mogą z chorym dzieckiem dostać się do państwowego lekarza i muszą płacić za prywatną wizytę? I za korepetycje dla dziecka, bo szkoła nie jest w stanie nauczyć tego, co powinna. I za opiekunkę dla trzylatka, bo przedszkole jest pół godziny drogi od domu.

Podczas naszych badań widziałam dużą frustrację i bezsilność u badanych rodziców. Matki słyszą od społeczeństwa: „Dostałaś już od nas dużo, więc się ciesz”. I wtedy pytają: „Tylko co ja takiego dostałam?”.

Często się mówi, że współczesne pokolenie rodziców, czyli tak zwani parenialsi, jest roszczeniowe, za dużo oczekuje. 

Parenialsi to zbitka dwóch pochodzących z angielskiego słów: parents, czyli rodzice, i millennials, czyli nazwa pokolenia urodzonego w latach 80. i 90., które rzeczywiście jest postrzegane jako niezależne i kierujące się własnymi potrzebami. Tylko że kiedy pojawia się dziecko, nagle okazuje się, że każdy może tych niezależnych millenialsów ocenić krytycznie, na co oni są kompletnie nieprzygotowani. Nagle po raz pierwszy w życiu muszą skonfrontować się z tradycją, głosem ulicy, poczuciem odpowiedzialności nie tylko za swoje dobro. Więc parenialsi zaczynają głośno mówić, że dziecko to obowiązek. Opowiadają – nikt wcześniej nie mówił tego głośno – jak brakuje im sił, jak brakuje im pieniędzy, wsparcia. I być może właśnie dlatego są postrzegani jako roszczeniowi i z pretensjami.

Ponadto w tym pokoleniu widzimy jeszcze jeden nowy problem. Dopóki nie było dziecka, to mężczyzna i kobieta byli równi. A po porodzie nagle się okazuje, że kobieta zostaje sama z rodzicielskimi problemami. Jasno to widać w naszych badaniach. Kończą się szumne hasła o wolności wyboru, o tym, że jesteśmy paniami swojego losu. Wolność zostaje zastąpiona innymi rzeczami: poczuciem kontroli i odpowiedzialnością.

Których kobiety wcale nie chcą.

W deklaracjach rzeczywiście nie, ale w praktyce kobiety wcale nie chcą tej odpowiedzialności i kontroli oddawać. A nawet jeśli niektóre próbują to zrobić, to zaczyna działać teoria kraba. Kiedy w garnku jeden z krabów próbuje wydostać się na wolność, inne ściągają go na dół. Tak samo się dzieje z matkami. Gdy jedna próbuje sobie coś ułatwić lub zmienić reguły, zbiegają się inne i pytają: „Czemu masz mieć lepiej od nas?”. Oczywiście nie dosłownie, ale mówią np.: „Jedziesz w delegację z pracy? A kto zostanie z dzieckiem?”. I zamiast wsparcia kobieta dostaje krytykę i ocenę.

I od razu czuje się złą mamą. 

To też pokazały nasze badania i bardzo mnie to martwi. Przez lata pracy nauczyłam się podchodzić do wyników badań bez emocji, z dystansem. Ale jednocześnie jestem członkiem społeczeństwa i kobietą, więc każda forma dyskryminacji kobiet dotyka mnie osobiście. Nie chcę, żeby matki bały się, że w każdej chwili ktoś może je skrytykować, zaatakować.

Dzisiaj byłam na kawie z koleżanką i jej córeczką, która w pewnej chwili niechcący zrzuciła swój serek na moją sukienkę. I przez moment widziałam na twarzy jej mamy napięcie i strach. Zareagowałam oczywiście śmiechem, ale przez te pierwsze trzy sekundy ona się mnie bała. Przestraszyła się, że znów zostanie oceniona. A ja nie chcę oceniać i nie chcę być postrzegana przez inne kobiety jako zagrożenie. To jest bardzo trudne, bo żyjemy w społeczeństwie, które bardzo lubi oceniać wszystko wokół.

Młodzi rodzice miotają się pomiędzy różnymi teoriami, tradycyjnymi i nowoczesnymi, a na koniec dnia zostają z poczuciem samotności i niezrozumienia. Macierzyństwo jest dla nich okupione strachem i wiecznym poczuciem winy.

Ojcowie go nie czują?

Od ojców wciąż jako społeczeństwo mniej wymagamy i więcej rzeczy im wybaczamy. Kiedy do autobusu wsiada mężczyzna z nieposłusznym trzylatkiem, wszyscy patrzą na niego ze współczuciem i zrozumieniem. A gdy matka sobie nie radzi z trzylatkiem, to na pewno część autobusu zacznie reagować negatywnie. Poza tym mężczyzna nie buduje poczucia wartości na tym, że jest ojcem, więc gdy poucza go pani w autobusie, to on nie ma poczucia winy i nie myśli, że jest nic niewart. A kobieta czuje, że jest niekompetentna i że inni też tak o niej myślą. Dlatego najchętniej wysiądzie na najbliższym przystanku, a powinna spokojnie jechać dalej.

Rozmowa z Dorotą Peretiatkowicz ukazała się w „Urodzie Życia” 11/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mama z dzieckiem
Adobe Stock

Im bardziej się starasz być idealną matką, tym większe ryzyko wypalenia

Nieustające poczucie przytłoczenia, wyczerpanie niezależne od tego, ile matka spała w nocy, wahania nastroju prowadzące do utraty panowania nad sobą i w konsekwencji do poczucia winy oraz nieustanny żal do dzieci i męża – tak opisuje wypalenie macierzyńskie Sheryl Ziegler.
Katarzyna Montgomery
30.01.2020

Wciąż jest nam trudno zaakceptować, że macierzyństwo to nie tylko radość, ale że wiążą się z nim też poczucie winy i w końcu zwątpienie. Wypalenie macierzyńskie zdarza się najlepszym mamom i trzeba mu po prostu mądrze stawić czoło, radzi psycholożka Sheryl Ziegler. Zaczęłam patrzeć na moją siedmioletnią córkę jak na prześladowcę. Zamykałam się w toalecie, udając, że muszę z niej skorzystać, ale ona już po chwili pukała do drzwi i o coś pytała”. „Potrzebuję chwili spokoju, chciałabym usłyszeć własne myśli, zamiast żyć ciągle w świecie bajek”. „Po cichu w telefonie oglądałam kawałek ulubionego serialu. Czułam się jak przestępca, miałam wyrzuty sumienia, jakbym komuś coś zrobiła”. O takich sytuacjach opowiadają sobie matki na zamkniętych grupach na Facebooku. I to nie tylko te, które same wychowują dzieci, bo na opiekę ich ojca nie mogą liczyć nawet w weekendy, a dziadkowie mieszkają w innych miastach.  „Ja albo jestem w pracy, albo zajmuję się dzieckiem. Nie mam czasu dla siebie. Już nie wychodzę nawet do kina, wolę poczekać, aż film będzie na DVD, bo każde wyjście to dodatkowy koszt opiekunki”, pisze jedna z kobiet. Chodzi na terapię od kilku miesięcy i przyznaje, że wciąż wymusza na sobie czas dla siebie, ale odkrywa, że dzięki temu jest mniej napięcia między nią a córką. A było już bardzo źle.  Wypalenie macierzyńskie: złość, zmęczenie, obojętność Nieustające poczucie przytłoczenia, wyczerpanie niezależne od tego, ile matka spała w nocy, wahania nastroju prowadzące do utraty panowania nad sobą i w konsekwencji do poczucia winy oraz nieustanny żal do dzieci i męża – tak opisuje wypalenie macierzyńskie Sheryl Ziegler w książce „Wypalona mama” [wyd. GWP 2019 – red.]. Autorka, psycholożka, przez lata pracy terapeutycznej zauważyła pewną...

Czytaj dalej
kobieta w lustrze
getty images

Dzieci, mąż, praca. Czy masz w życiu miejsce na trochę zdrowego egoizmu? 

Każda z nas powinna mieć przestrzeń i czas tylko dla siebie.
Karolina Rogalska
27.01.2020

Jesteśmy najlepszymi matkami, partnerkami, pracowniczkami. Często też zajmujemy się starszymi już rodzicami. Opiekujemy się i doradzamy innym. A kim jesteśmy dla siebie? Czy zostawiamy sobie przestrzeń na bycie tu i teraz, dla siebie. O tym, że na szczęście musimy sobie pozwolić, rozmawiamy z  psycholożką Karoliną Zalewską-Łunkiewicz. Karolina Rogalska:   Virginia Woolf już 90 lat temu pisała, że każda kobieta powinna mieć własny pokój. Dlaczego kawałek autonomicznej przestrzeni jest tak ważny? Karolina Zalewska-Łunkiewicz:  Bo jest tylko nasz. I przypomina nam, kim jesteśmy. Nie musimy tego określenia „własny” pokój rozumieć w sposób dosłowny – jako odrębnego pomieszczenia w domu, bo przecież nie każdy może je mieć. Chodzi o symboliczną czasoprzestrzeń, która wyznacza naszą tożsamość. Bywa, że tracimy to swoje własne miejsce, gdy wchodzimy w dorosłe życie, małżeństwo, zaczynamy budować rodzinę. To prawda. Rozumiemy i szanujemy to, że dziecko czy nastolatek potrzebuje własnej przestrzeni, ale w dorosłości przestajemy  nią walczyć. Tymczasem ona jest ważna w każdym wieku. Myślę, że warto w niej pielęgnować to, co nagromadziliśmy przez całe życie: wspomnienia, sekrety, do których przecież wszyscy mamy prawo. Zamknięte w szufladzie osobiste pamiątki czy inne elementy materialnej rzeczywistości, które świadczą o nas, na przykład albumy ze zdjęciami z dzieciństwa, przedmioty przywiezione z podróży, książki czy pamiątki od ważnych dla nas osób. Rzeczy, które kojarzą nam się z pięknymi chwilami albo przoeciwnie: z momentami, gdy było trudno, ale nam się udało przetrwać.  Co nam dają takie rzeczy i wspomnienia? Mogą dać choć trochę pozytywnej energii i siły, pomagają iść dalej w życie z ugruntowanym i scalonym...

Czytaj dalej
dzień matki 2020 prezenty styl moda uroda
mat. prasowe

Dzień Matki 2020. Najmodniejsze prezenty dla miłośniczki klasyki.

Nie macie pomysły na prezent dla mamy? Oto pierwsza partia naszych pomysłów na stylowy podarunek. Inspirujcie się!
Zuzanna Szustakiewicz
18.05.2020

Od dzisiaj do końca tygodnia, codziennie będziemy Wam podrzucać pomysły na prezenty z okazji Dnia Matki. Każda mama jest inna, ale umownie podzieliliśmy ich grono na pięć kategorii. Mamy nadzieję, że każda z nas przynajmniej w jakiejś części znajdzie w tych pięciu typach coś dla siebie. Przez kolejne pięć dni znajdziecie u nas wybór giftów dla tych mam, które kochają klasyczną elegancję i tych, które mają słabość do romantycznych kwiatów i słodkiego różu. Podpowiemy, z czego ucieszyłaby się mama, która uwielbia nowe gadżety i elektroniczne zabawki oraz taka, która stawia na ekologię i stara się żyć w duchu zero waste. Przygotowaliśmy też listę trafionych prezentów dla tych supermam, które potrafią wstawać o 5 rano, by poćwiczyć, bo nie wyobrażają sobie życia bez sportu. Zaczynamy od miłośniczki klasyki. W wyborze podarunków dla niej znalazły się rzeczy ponadczasowe i dobrej jakości. Taka mama będzie zachwycona stylowym zegarkiem, który założy i na biznesowe spotkanie w tygodniu i na wygłupy w parku w weekend. Spodoba jej się torebka z pięknej skóry, w najmodniejszym kształcie kubełka, taka, która przetrwa próbę czasu. W naszym wyborze znalazło się sporo czerni, w minimalistycznym stylu. Cienkie, wełniane szorty, kostium kąpielowy z nutką retro, modelujący sylwetkę. Są też evergreeny — czerwona szminka oraz czółenka z czarnym noskiem à la Chanel. Oraz sporo mniejszych drobiazgów, które sprawią radość Classic mamie w dniu jej święta.

Czytaj dalej
kobieta bez dzieci
Getty Images

„Bezdzietność z wyboru to nie jest egoizm” – mówi psycholożka, Anna Mochnaczewska

Bezdzietne kobiety wciąż budzą potępienie albo współczucie – czemu?
Sylwia Niemczyk
19.08.2019

Macierzyństwo nie jest już społecznym nakazem, ale wyborem kobiety lub pary. Opowieści o jałowym życiu bez dziecka odchodzą do lamusa, ale powoli. Dlaczego jednak tak wolno? Z psychoterapeutką Anną Mochnaczewską, psycholożką i certyfikowana psychoterapeutką współzałożycielką Centrum Terapii Schematu w  Warszawie, rozmawia dla „Urody Życia” Anna Zych. Anna Zych, „URODA ŻYCIA”: Coraz więcej kobiet nie ma dzieci, bo nie chce ich mieć. Czy możemy mówić już o pewnym stylu życia?  Anna Mochnaczewska: Decyzja, by nie mieć dzieci, to raczej jedna ze składowych stylu życia, gdy chcemy korzystać z możliwości, jakie pojawiają się, kiedy dzieci nie ma. Macierzyństwo było kiedyś „efektem ubocznym” małżeństwa. Dziś wiele kobiet nie chce wychodzić za mąż. Spełniają się w pracy, poświęcają działalności artystycznej, charytatywnej. Macierzyństwo czasem kojarzy im się z ograniczeniami.  Kobiety mają dość bycia matka Polką, poświęcania się dla dobra dzieci?  Dla kobiet z pokolenia 50 plus małżeństwo często oznaczało zmęczenie, stres. Ich córki, patrząc na zmagania matek, często nie decydują się na dzieci, bo nie chcą tak żyć. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to egoistyczne, jednak lepiej być świadomym egoistą, niż za wszelką cenę spełniać normy społeczne, a później unieszczęśliwiać siebie i drugiego człowieka. Budzi się we mnie złość, gdy słyszę, że osoba, która się decyduje na bezdzietność, jest egoistką. Przecież ona nie robi nikomu krzywdy. Tego dziecka nie ma na świecie, nie cierpi przez nią, mimo to często jest społecznie piętnowana. A nikt nie ma prawa źle jej oceniać – to świadomy wybór innej drogi życiowej związanej często z samorealizacją. Część osób odczuwa lęk przed posiadaniem dzieci, bo...

Czytaj dalej