Polinezja Francuska –  boskie miejsce na środku Pacyfiku
Getty Images

Polinezja Francuska – boskie miejsce na środku Pacyfiku

Błękit jest tutaj tak intensywny, że aż nierzeczywisty. Biel piasku – olśniewająca. Do tego rafy koralowe. Za te cuda natury trzeba słono zapłacić, ale Mooreę czy wyspę Bora-Bora warto chociaż raz odwiedzić.
Małgorzata Sobońska-Szylińska
01.06.2020

W połowie lat 80. wyczynem było prawie wszystko, co dziś wydaje się normą. Okazją do świętowania było nawet zdobycie paru bananów w sklepie. Pamiętam z dzieciństwa taki dzień, gdy właśnie jadłam tego drogocennego banana i przeglądałam przy tym miesięcznik „Poznaj Świat”. W środku była fotografia bajkowo błękitnego morza z wyłaniającymi się z niego górami, pokrytymi zielonym aksamitem, i domkami na palach. Raj na końcu świata. Od tamtej pory zaczęłam o nim marzyć. Niedługo potem obejrzałam film „Bunt na Bounty”, który nie tylko utrwalił te dziecięce marzenia, ale też prawdopodobnie sprawił, że w dorosłym życiu podróżowanie stało się moją drugą naturą. Kiedy wreszcie wybrałam się w podróż na Polinezję Francuską, przekonałam się, że to rzeczywiście jest najbardziej zachwycające miejsce na świecie. Do dziś jestem pod wrażeniem tej wyprawy i gdy ktoś mnie pyta: „Gdzie jest najpiękniej?”, odpowiadam bez namysłu, że właśnie tam. 

Na Polinezję zaprowadziła mnie pasja nurkowa. Słyszałam legendy o ławicach rekinów, majestatycznych mantach i ogromnych rybach napoleonach mieszkających w tamtejszych głębinach – musiałam zobaczyć to wszystko na własne oczy. Odległość od Polski sprawiła, że sama wyprawa na wyspy zabrała nam kilka dni. Ale nawet, gdyby miała trwać dwa tygodnie, warto przynajmniej raz w życiu tam dotrzeć. 

Tahiti Paula Gauguina i Moorea

Lądowanie na lotnisku w Papeete na wyspie Tahiti nie było jednak obiecujące. Pamiętaliśmy wprawdzie, że uroki Tahiti docenił słynny francuski malarz Paul Gauguin (to tutaj powstał m.in. jego obraz „Kiedy mnie poślubisz?”, który kilka lat temu został sprzedany za astronomiczną cenę 300 mln dolarów, stając się tym samym drugim najdroższym obrazem świata), ale było to w drugiej połowie XIX wieku, kiedy wyspa nie była jeszcze tak bardzo skażona cywilizacją. Stolica zamorskiej Wspólnoty Francuskiej okazała się typową kolonialną metropolią, z której natychmiast chcieliśmy się ewakuować. 

Popłynęliśmy na sąsiednią Mooreę. Liczyliśmy na spotkanie z wielorybem, ale zamiast tego naszą uwagę zajmowały stada delfinów, które wyskakiwały z wody, robiąc w powietrzu niewiarygodne akrobacje. Mooreę otacza niemal idealnie równy pas rafy koralowej. 

Plaże z białym piaskiem oraz górujące nad wyspą wielkie, romantyczne skały sprawiają, że wyspa ta jest reklamowana jako idealne miejsce na spędzenie miesiąca miodowego. Z całym jednak dla niej szacunkiem – już następnego dnia naszej podróży okazało się, że w tej kategorii palma pierwszeństwa należy do Bora-Bora

Bermudy na 5 sposobów!

Bora-Bora

Polecieliśmy tam rejsowym samolotem. Za radą miejscowego przewodnika zajęliśmy miejsca po lewej stronie przy oknie, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć ją z góry w pełnej okazałości. Ponieważ wyspa jest atolem okalającym stożek powulkaniczny, z lotu ptaka wygląda jak zamek otoczony fosą i murem obronnym. Kolor wody „w fosie” jest tak intensywnie błękitny, że aż świeci! Wielu podróżników, którzy dotarli na Bora-Bora, w tym sławny kapitan James Cook, okrzyknęli ją „perłą Pacyfiku”. Pozostaje mi przyłączyć się do peanów. Nigdzie indziej nie widziałam tak fosforyzującego błękitu morza i monumentalnych skał, wypiętrzających się jak gotycka katedra z malutkiego skrawka lądu ku niebu. 

Nic dziwnego, że Bora-Bora to ulubione miejsce gwiazd światowego kina. W miejscowym barze Bloody Mary’s byli chyba wszyscy odtwórcy głównych ról w najbardziej dochodowych hollywoodzkich produkcjach. Oczywiście my też odwiedziliśmy to miejsce skuszeni wykwintną kuchnią i dobrym winem, ale zanim weszliśmy, staliśmy przez pół godziny przy wielkich drewnianych tablicach, gdzie spisane były wszystkie nazwiska gwiazd, które kiedykolwiek odwiedziły ten przybytek. Stołować się w miejscu, w którym jedli m.in.: Marlon Brando, Harrison Ford, Johnny Depp czy Jane Fonda – to naprawdę coś! 

Atole Rangiroa i Fakarava

Po kilku dniach na Bora-Bora zaczęliśmy jednak odczuwać, że jej popularność i związany z nią zgiełk zaczynają nas męczyć. Nadszedł wtedy czas na spotkanie z dwoma niewielkimi, lecz wyjątkowo urokliwymi atolami Rangiroa i Fakarava. Każdy z nich zamieszkuje nie więcej niż tysiąc mieszkańców. Obeszliśmy je w ciągu dwóch, trzech godzin. Podczas spacerów brzegiem morza można zobaczyć oswojone rekiny wąsate. Niegroźne dla plażowiczów żarłacze osiedliły się przy resortach turystycznych zwabione resztkami wyrzucanymi z kuchni do morza. 

Obie wyspy przodują, jeśli chodzi o produkcję pereł, a popularną atrakcją dla turystów jest udział w „perłowej loterii”. Za 10 euro można kupić ostrygę i poprosić opiekuna perłowej farmy o jej otwarcie. Niemal w każdej ukryta jest perła. Szczęściarze trafiają na białe, czarne zdarzają się częściej. 

Wyspy Polinezji Francuskiej są jednym z najdroższych miejsc na świecie. Nie dotyczy to tylko połączeń telefonicznych (obowiązuje taryfa unijna). Wszystko inne, jak to w raju, jest po prostu warte swojej ceny.

Tekst ukazał się  w „Urodzie Życia” 8/2019

1\5
Perła Pacyfiku
Perła Pacyfiku
Getty Images

Archipelagi Polinezji Francuskiej są popularnym kierunkiem podróży poślubnych. Nigdzie indziej nie jest tak romantycznie – i luksusowo.

2\5
Podwodny świat
Podwodny świat
fot. Małgorzata Sobońska-Szylińska

Nurkowanie na atolach Rangiroa i Fakarava to wyjątkowe przeżycie. Krystaliczne morze, ławice nad głową i kolorowa rafa.

3\5
Loteria perłowa
Loteria perłowa
fot. Małgorzata Sobońska-Szylińska

To jedna z najpopularniejszych atrakcji turystycznych. Zasady są proste: kup ostrygę, otwórz – i wygrałaś perłę.

4\5
Zamiast hotelu
Zamiast hotelu
Getty Images

Polinezyjskie domki na palach wyglądają skromnie, ale w rzeczywistości to luksusowe bungalowy dla turystów.

5\5
Wodospady
Wodospady
Sime/Free

Będąc na Tahiti, warto wybrać się na wycieczkę w głąb wyspy, aby powspinać się po skałach i zobaczyć słynne wodospady.

 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Karaiby, podróże
Małgorzata Sobońska-Szylińska

Marzysz o wakacjach w raju? Wybierz się z nami w rejs po Karaibach!

Podobno uczucie błogości to tutaj podstawowy stan ducha. Kto raz dopłynie do Wysp Szczęśliwych, nie chce stąd wracać...
Małgorzata Sobońska-Szylińska
12.05.2020

Wyprawę zorganizowała nam koleżanka – prawniczka z Waszyngtonu. Tylko ona zna nas wszystkie. Postanowiła zebrać nas w jednym miejscu, mając pewność, że się polubimy, a ona przy okazji nadrobi zaległości towarzyskie. Same silne osobowości. Kobiety, które zawsze mają coś do powiedzenia, więc nudy nie będzie. Spędzimy ze sobą siedem kolejnych dni i nocy. 24 godziny na dobę na niewielkiej przestrzeni. Zapowiada się niezłe wyzwanie w pięknych okolicznościach przyrody. Wiatr prowadzi nas w stronę małej wysepki Saint Lucia, będącej samodzielnym państwem zrzeszonym w brytyjskiej Wspólnocie Narodów. Pogoda jest wymarzona. Żagle co i raz napinają energiczne podmuchy. Podwójny dziób naszej łodzi to wznosi się, to opada. Mimo to próbujemy działać w kambuzie, obejmując ramionami naczynia, które przesuwają się rytmicznie we wszystkie strony. Gotowanie przy przechyłach tak nam się podoba, że każdego dnia robimy z niego rytuał. Nasze salwy śmiechu udzielają się kapitanowi, który specjalnie wywija kołem sterowym, żebyśmy nie miały za łatwo. W końcu docieramy do Saint Lucia. Witają nas charakterystyczne dla wyspy zielone spiczaste stożki gór, z których najwyższa sięga aż 950 metrów. Wpływamy do kameralnej zatoczki Marigot Bay oddzielonej od morza wąskim półwyspem porośniętym szpalerem palm kokosowych. Rzucamy kotwicę i zażywamy pierwszej morskiej kąpieli o zachodzie słońca. Woda jest cieplejsza od powietrza. Nocą ciężkie od gwiazd niebo nie daje oderwać od siebie wzroku. Gorące źródła Następnego ranka ruszamy na podbój lądu. Krajobraz jest nadzwyczajnie pofałdowany. Jedziemy niewielkim busem. Co chwilę zatrzymujemy się przy punktach widokowych. Z góry możemy obserwować bujny tropikalny las i poszarpaną linię brzegową. W pewnym momencie kierowca informuje nas, że...

Czytaj dalej
Madera, podróże, baseny, Porto Monz
Małgorzata Sobońska-Szylińska

Odkryj nieznane oblicze portugalskiej Madery

Co można robić na wyspie poza relaksowaniem się przy hotelowym basenie? Sprawdziliśmy: czekają nas górskie widoki, przygody i adrenalina!
Małgorzata Sobońska-Szylińska
08.05.2020

Tygodniowy pobyt na Maderze dostarczył nam tylu przeżyć, że mieliśmy wrażenie, jakby trwał znacznie dłużej. Emocje zaczęły się już w powietrzu. Na krótko przed zejściem do lądowania nasz samolot dosłownie w miejscu zawrócił w powietrzu, próbując wpasować się w krótki pas startowy na lotnisku im. Cristiano Ronaldo w Funchal. Trząsł się i co chwila opadał kilka metrów. Przypominało to jazdę kolejką górską. Pomruk przerażenia przerodził się w westchnienie ulgi, gdy ostatecznie siedliśmy na ziemi. Ale... każde lądowanie wygląda tam podobnie. Lotnisko ma bowiem bardzo krótki pas, a przez to zaliczane jest do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Dodatkową „atrakcją” są silne boczne wiatry, które i nas nie oszczędziły. Na Maderę latają bardzo doświadczeni piloci, od lat nie wydarzył się tam żaden wypadek, więc tak naprawdę nie ma powodów do obaw. Wulkaniczna wyspa na Atlantyku Madera powstała w wyniku erupcji wulkanu, cała wyspa pokryta jest górami. Na lotnisko pozyskano jedyny płaski skrawek lądu, jednak żeby pas startowy miał bezpieczną długość, konieczne było zawieszenie jego części na 180 ogromnych betonowych filarach, z których część wyrasta wprost z morza. Wszechobecne góry określają charakter wyspy niemal w każdym obszarze. Od sieci dróg, przez komunikację, architekturę, a nawet proponowane turystom wycieczki i rozrywki. My podróżowaliśmy po wyspie wynajętym samochodem, co jest najwygodniejszym, ale i bardzo emocjonującym sposobem przemieszczania się. Drogi wijące się po stromych zboczach bywają bowiem nachylone pod absurdalnym kątem. Auta o słabszych silnikach muszą czasami się poddać, gdy podjazd okazuje się zbyt stromy. Każdy turysta, który miał okazję podróżować samochodem po drogach Madery, zgadza się z opinią, że jeśli dał...

Czytaj dalej
agnieszka maciag
Zuza Krajewska/LAF

Agnieszka Maciąg: „Uczę się od szczęśliwych ludzi”

Niedługo ukaże się jej nowa książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości". Nam Agnieszka Maciąg opowiedziała o najważniejszej podróży w życiu – podróży do samej siebie.
Anna Maruszeczko
01.06.2020

Za kilkanaście  dni do księgarń trafi jej książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości” ( Wydawnictwo „Otwarte", Kraków, 2020). Agnieszka Maciąg pisze w niej, że menopauza jest początkiem złotego okresu w życiu kobiety i tylko od nas – naszych nawyków żywieniowych i stylu życia zależy, jak ten czas spędzimy.  Ale droga do takiej harmonii była kiedyś dla niej samej bardzo trudna. Agnieszka Maciąg - choć jako modelka pracowała dla największych projektantów m.in. Karla Lagerfelda, Laury Biagiotti, Pierra Cardine, nie czuła, że w pełni siebie realizuje, i żyje tak, jakby naprawdę chciała. „Wiedziałam, że dopóki sama ze sobą nie zrobię porządku, będę miała dzień Świstaka” – mówiła kilka lat temu w rozmowie z „Urodą życia” opowiadając nam o swojej trudnej drodze do prywatnego „oświecenia”. Od kilkunastu lat jest blogerką, pisze książki, prowadzi warsztaty, na których inspiruje kobiety, jak w codziennym życiu szukać spokoju, harmonii i szczęścia. Anna Maruszeczko: W moim sercu jest spokój. Bogu za to dziękuję!”, powiedziałaś kiedyś. Agnieszka Maciąg : Skoro od tego zaczynasz, to jest to pewnie coś, czego ty pragniesz. (śmiech) O tak! Jak wiele kobiet. Jak do tego dojść? To była długa droga, cała przeprawa. Jestem wrażliwą, wręcz nadwrażliwą osobą. Jakbym się urodziła bez skóry. Kiedyś wszystko, co działo się wokół, do żywego mnie dotykało. Czasem było mi fantastycznie, ale kiedy spotykało mnie coś przykrego, to prawie umierałam. W wieku trzydziestu paru lat przechodziłam poważny kryzys i wiedziałam, że by z tego wyjść, muszę nauczyć się panować nad emocjami, nad swoimi myślami. Czy są w twoim życiorysie jakieś zdarzenia, które wymazałabyś, gdybyś mogła? Żyłam...

Czytaj dalej
Kenia
East News

Safari w języku suahili znaczy podróż – jedziemy do Kenii!

Ale zamiast do słynnego rezerwatu Masai Mara wyruszamy na północ. Tam, gdzie akacje rzucają ażurowy cień, stada słoni ciągną ku rzece, a wszystko to oglądamy, leżąc w hamaku.
Beata Lewandowska-Kaftan
28.05.2020

Najpierw sądziłam, że to mi się śni: potężny ryk tuż za ścianą naszego namiotu. Rankiem rangersi – uzbrojeni strażnicy rezerwatu – pokazali nam na piasku wielkie odciski łap. Duży samiec nawoływał lwicę. Gdy odpowiedziała, pobiegł w jej kierunku. Poszliśmy jego tropem przez busz wprost nad rzekę. Lwów nie zobaczyliśmy, ale ślady miłosnej schadzki były wyraźne. Samca i jego partnerkę spotkaliśmy jeszcze tego samego dnia. Podczas popołudniowego safari ujrzeliśmy, jak pochrapują pod akacją. Obok nas zatrzymał się samochód z grupką młodych Angielek. Podekscytowane trzaskały zdjęcia. Dwie z nich mimo protestów przewodnika wyszły na dach auta. W ułamku sekundy lwica znalazła się tuż za ich samochodem gotowa do skoku, a obie dziewczyny równie szybko umknęły do środka. Zastygliśmy z przerażenia. Nasz przewodnik, by rozładować napięcie, rzucił: „Pokazała, kto tu rządzi!”. Zasady obowiązujące w rezerwatach są jasne: na safari, gdzie żyją drapieżniki, nie wolno wychodzić z auta.  Parady słoni Samburu National Reserve to niewielki rezerwat w porównaniu z kenijskimi olbrzymami: Tsavo czy Masai Mara, liczy zaledwie 165 kilometrów kwadratowych. Leży w Wielkim Rowie Afrykańskim, pokrywają go sawanny i busz, z których gdzieniegdzie wystają wielkie skalne czopy, a na horyzoncie majaczą błękitne zarysy gór Karisia i Matthews Range. Na południowym skraju rezerwatu płynie duża, nigdy niewysychająca rzeka Ewaso Ng’iro, której dolinę znaczą smukłe palmy dum. To dzięki rzece tyle tu zwierząt. Stada słoni z niezwykłą regularnością pojawiają się nad wodą tuż przed zachodem słońca. Ciągną przez busz, z trzaskiem łamiąc gałęzie. W dolinie piją, polewają się wodą, polegują w rzecznym mule.  Te parady słoni mogę oglądać, nie ruszając się z lodge –...

Czytaj dalej