Bywała „frajerką”, ale nigdy ofiarą. Paulina Młynarska: „Mam taki pewien defekt, życiową dysfunkcję…”
Olga Majrowska

Bywała „frajerką”, ale nigdy ofiarą. Paulina Młynarska: „Mam taki pewien defekt, życiową dysfunkcję…”

Choć Paulina Młynarska od dwóch lat mieszka w Grecji, jest na bieżąco z tym, co dzieje się w Polsce. Wspiera Polki i zawsze zabiera głos w ważnych dla nich sprawach.
Sylwia Arlak
09.11.2020

Tuż po ogłoszeniu wyników w wyborach prezydenckich, w których na kolejną kadencję został wybrany Andrzej Duda, głos zabrała córka polityka, Kinga: „Chciałabym zaapelować o to, aby nikt w naszym kraju nie bał się wyjść z domu. […] Wszyscy jesteśmy równi i wszyscy zasługujemy na szacunek”. Jej słowa wywołały lawinę komentarzy. „Twój tato, Kingo, dla własnej politycznej korzyści zgotował tym ludziom i ich dzieciom horror” — napisała Paulina Młynarska.

Pisarka, dziennikarka, joginka i aktywistka zagrzewa Polki do walki po tym, jak Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok w sprawie zaostrzania prawa aborcyjnego. Była równie aktywna podczas Czarnych Protestów. Młynarska od lat walczy również o prawa osób LGBT. 

„Mam taki defekt, jakąś życiową dysfunkcję, która polega na tym, że nie toleruję zakłamania, udawactwa. Całe moje życie polega na przekłuwaniu tego naszego balonu hipokryzji. Na stawianiu lustra przed paniami Dulskimi, ale też na stawaniu po stronie innych kobiet i mówieniu im w kółko: »Zobaczcie, ile rzeczy mi się nie udało. Ileż razy się potknęłam, wypieprzyłam w piach, dostałam między oczy – ale żyję! I ty też żyj!«. Dużo mnie to kosztuje, ale nie umiem inaczej” – mówi w „Urodzie Życia”.

Czytaj też: Ada Fijał o Strajku Kobiet: „O tematach dotyczących kobiet z kobietami się nie rozmawia”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Paulina Młynarska: „Wszystko, co mam, zawdzięczam sobie”

Paulina Młynarska urodziła się 15 listopada 1970 roku w Warszawie. Jest córką sławnego artysty kabaretowego, poety, satyryka i kompozytora Wojciecha Młynarskiego, siostrą dziennikarki Agaty i muzyka Jana. Pierwsze kroki w show-biznesie stawiała jako aktorka. Zadebiutowała na wielkim ekranie w 1986 roku. Wcieliła się wówczas w rolę Aliny w filmie „Kronika wypadków miłosnych” w reżyserii Andrzeja Wajdy. Dopiero w ubiegłym roku wyznała, że filmowcy odurzyli ją alkoholem i środkami uspokajającymi, a Wajda kazał jej – czternastoletniej – grać odważną scenę erotyczną. „Nigdy nie usłyszałam od niego słowa »przepraszam«” — mówiła w „Vivie!”. Kiedy ośmieliła się skrytykować mistrza, spotkała się z ostracyzmem.

Występ w „Kronice…” przypłaciła depresją. Jej walka z chorobą trwała bardzo długo. Wielokrotnie podkreślała, że terapia uratowała jej życie.

W domu rodzinnym też nie było jej łatwo. Przez chorobę psychiczną jej ojca cierpieli wszyscy domownicy. Gdy miała zaledwie 16 lat, wyjechała do Francji. Tam, aby zarobić na utrzymanie, zagrała m.in. w serialu erotycznym „Różowa seria”. Jeszcze przed maturą porzuciła liceum i marzenia o studiach.

„Niezależność od rodziny była dla mnie najważniejsza i tak jest do dziś, choć (o ironio!) nieustannie słyszę, że wszystko jej właśnie zawdzięczam. Wszystko zawdzięczam wyłącznie sobie. Ale nie mam wykształcenia, mam tylko doświadczenie. […] Jest mi przykro, kiedy czytam o sobie, że jestem półgłówkiem, bo nie mam papierów” — pisała na Facebooku. Grała w filmach, teatrze, rozwijała warsztat dziennikarski. Ma na koncie 11 książek oraz niezliczoną liczbę felietonów i artykułów. 

Czytaj teżPaulina Młynarska: „Już nie szukam mężczyzny za wszelką cenę”. Co się zmieniło w jej życiu?

Była czterokrotnie zamężna. „Nie jest tajemnicą, że kilkakrotnie wychodziłam za mąż i że żadne z moich małżeństw nie przetrwało próby czasu. Jednak ten, kto mnie zna osobiście, wie, że w ogólnym rozrachunku to raczej moi mężowie mieli pecha, że trafili na mnie” — możemy przeczytać w jej książce „Jeszcze czego!”. Bez żalu kończyła związki, gdy w grę zaczęły wchodzić narkotyki, alkohol, zdrady, humory, sceny zazdrości czy wymuszanie seksu.

„Bywałam frajerką, ale nie ofiarą. Jestem na to zbyt silna psychicznie. Popłaczę, pojęczę, otrzepię się i żyję dalej. [...] Mężczyźni, których sobie dobierałam, świetnie się nadawali na moich kumpli albo kochanków, ale na mężów kompletnie nie” — przyznała w tej samej książce.

Paulina Młynarska: spełniona matka i kobieta

Mieszkała m.in. w Warszawie, Paryżu i Kościelisku. Dwa lata temu spełniła swoje marzenie i zamieszkała w niewielkiej wiosce na Krecie, nieopodal miasta Chania. To tam Paulina Młynarska prowadzi własne studio jogi i pisze książki. Mieszka sama, ale nie czuje się samotna.

„To nie jest tak, że kiedy jest mi samotnie, to nie potrafię sobie czegoś zorganizować! Ale mówiąc serio, jeśli pytając o samotność, pytasz mnie o związek, to mogę powiedzieć, że nie jest moim marzeniem zakładanie żadnego stada. Oczywiście nie wiem, co będzie w przyszłości. Na razie czuję, że już wyrobiłam normę nawet za kilka innych osób. Poza tym chyba nie jestem za bardzo kobietą »na życie«. Jestem bardzo niezależna” — mówiła Sylwii Niemczyk w wywiadzie dla „Urody Życia”.

Na Krecie często gości swoją córkę z pierwszego małżeństwa Alicję i jej żonę. „Wiedziałam, że kimkolwiek będzie w przyszłości moja córka, będę ją wspierać i będę bezwarunkowo przy niej. Tak rozumiem słowo rodzina. To jest moja polityka prorodzinna i tylko to. Odkąd Ala jest z Dominiką, uważam, że mam dwie córki. Wspaniałe kobiety” — pisała na Facebooku.

Od zawsze Paulina Młynarska wierzy w kobiecą siłę. Jako prezenterka „Miasta kobiet” przeprowadziła setki rozmów z kobietami. Od pięciu lat prowadzi warsztaty #miejscemocy, w których do tej pory wzięło udział ok. 400 kobiet. Nie bolą jej obraźliwe komentarze na własny temat, choć tych nie brakuje. Wykorzystuje zasięgi w mediach społecznościowych, bo jest zdania, że zabierając głos, ma szansę coś zmienić. „Mam w tej chwili ponad 300 tys. obserwujących na Facebooku i Instagramie. To więcej niż nakład niejednej gazety w Polsce. Kiedy pewne rzeczy się powtarza, nazywa po imieniu, gdy się motywuje ludzi do działania i sprzeciwu, to realnie coś się zmienia. Dożyję upadku patriarchatu. Tak myślę” — podkreślała w rozmowie z nami.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
USA wybory

Trumpie, niestety, obaliły cię kobiety!

Po wyborach w USA hasło, które widujemy na transparentach uczestników Strajku Kobiet, można łatwo sparafrazować. Kamala Harris została pierwszą wiceprezydentką w historii Stanów Zjednoczonych. Gdyby w wyborach głosowały tylko kobiety, Joe Biden wygrałby w większości stanów. Teraz kolej na Polki?
Kamila Geodecka
09.11.2020

Na naszych oczach tworzy się historia, a raczej – herstoria. W Stanach Zjednoczonych został wybrany nowy prezydent – Joe Biden. Wygrał, bo głosowały na niego kobiety. Wygrał, bo kobiety miały dość Donalda Trumpa, który niejednokrotnie traktował je przedmiotowo, wypowiadał się o nich w sposób rasistowski i seksistowski, molestował je i nierzadko pokazywał swoją wyższość nad nimi. Dzisiaj odchodzi, chociaż wciąż wydaje się, że nie pogodził się z tą decyzją. Jeszcze jest rozzłoszczony, jeszcze chce dopiąć swego, jeszcze chce pokazać, że wygrał. Jednak świat przestaje się nim interesować. Oczy wszystkich skierowane są teraz w innym kierunku. Czytaj też:   Jill i Joe Biden, rozwódka i wdowiec. Oświadczał się pięć razy, w końcu powiedziała „tak” Kamala Harris nową wiceprezydentką Chociaż wybory odbywały się w USA, są przedmiotem żywej dyskusji również w Polsce, jak i wielu innych krajach na świecie. Wszystko za sprawą pierwszej w historii Stanów Zjednoczonych wiceprezydentki – czarnoskórej Kamali Harris. Sceptycy powinni zacząć przyzwyczajać się do żeńskich końcówek, które niektórym sprawiają tyle problemów. Word już na szczęście „wiceprezydentkę” zaakceptował, nie podkreśla błędu. „Mogę być pierwszą kobietą na tym stanowisku, ale na pewno nie ostatnią. Ponieważ każda mała dziewczynka oglądająca nas widzi, że jest to kraj możliwości” – mówiła w swoim przemówieniu Kamala Harris. Tak tworzy historię. Ubrana w biały garnitur nawiązujący do symbolu amerykańskich sufrażystek, które w 1913 roku założyły Kongresowy Związek na rzecz Praw Kobiet (następnie przekształcony w Narodową Partię Kobiet). Harris o nich nie zapomina. W swojej przemowie przypomniała walkę Amerykanek o jedno z...

Czytaj dalej
East News

Jill i Joe Biden, rozwódka i wdowiec. Oświadczał się pięć razy, w końcu powiedziała „tak”

Ich historia miłosna nie przypomina romansu jak z bajki. Joe był wdowcem, Jill po rozwodzie. A jednak mało która para może pochwalić się takim stażem.
Sylwia Arlak
09.11.2020

Joe dostał telefon, gdy przebywał w Waszyngtonie. Jego żona i trójka dzieci robili świąteczne zakupy, kiedy traktor z przyczepą uderzył w ich kombi. Neila Biden i roczna córeczka Naomi zginęły na miejscu. Dwaj synowie spędzili długie miesiące w szpitalu. Lekarze długo nie byli pewni, czy przeżyją. „Sześć tygodni po mojej elekcji (na senatora Delaware; Biden był piątym najmłodszym senatorem w historii Stanów Zjednoczonych oraz najdłużej urzędującym senatorem w Delaware – przyp. red.) cały mój świat runął. Niesamowita więź z moimi synami jest darem, którego mógłbym nie otrzymać, gdybym nie przeszedł przez to, co przeszedłem” — mówił Joe Biden w swoim przemówieniu inaugurującym rok akademicki w Yale. Oświadczał się pięć razy, w końcu powiedziała „tak” Trzy lata później, w 1975 roku, brat Bidena przedstawił go 24-letniej rozwódce Jill Jacobs. „Byłam na ostatnim roku studiów i spotykałam się z chłopakami w dżinsach, T-shirtach i chodakach. Kiedy podszedł do mnie Joe ubrany w sportowy płaszcz i mokasyny, pomyślałam: »Boże, to nigdy się nie uda « ” — wspominała Jill w wywiadzie dla „Vogue’a”, dodając: „Poza tym był ode mnie dziewięć lat starszy. Ale poszliśmy do kina i naprawdę dobrze się bawiłam. Kiedy wróciliśmy do domu, uścisnął mi rękę na dobranoc. Poszłam na górę, zadzwoniłam do matki o 1 w nocy i powiedziałam: »Mamo, w końcu poznałam dżentelmena « ”. Biden uważał, że w jakiś sposób połączyła ich jego była żona. Oświadczał się pięć razy, zanim Jill w końcu powiedziała „tak”. „Mówiłam mu: „Jeszcze nie. Jeszcze nie. Jeszcze nie. Zakochałam się w jego synach i czułam, że to...

Czytaj dalej
irena boy
Fot. Foka/Forum

Irena Krzywicka i Tadeusz Boy-Żeleński. Kochali się i wspólnie walczyli z piekłem kobiet 

„I oto w najmniej odpowiedniej chwili, jak na złość, dopadła mnie miłość, i to taka ostateczna, pisała Irena Krzywicka. Tadeusza Boya-Żeleńskiego poznała cztery lata po ślubie, w czwartym miesiącu ciąży.
Magdalena Żakowska
09.11.2020

Krzywicka miała męża, a Boy żonę, i choć nigdy się nie rozwiedli, nigdy też nie zrezygnowali z siebie. Oboje byli niezwykli. Ona, propagatorka świadomego macierzyństwa, antykoncepcji i legalnej aborcji, w przedwojennej Polsce uchodziła w wielu środowiskach za skandalistkę. Zresztą może dzisiaj byłoby podobnie. Jej teksty o zmierzchu męskiej cywilizacji, o tym że kobiety powinny przestać się wstydzić i wiedzieć, czego żądać, brzmią nadal aktualnie . Apelowała m.in. do posłanek, by wsparły walkę o prawa kobiet. „Zdawałoby się, że kiedy już siedzą w Sejmie, mogłyby się odezwać w tej sprawie” – pisała. On, wybitny pisarz i tłumacz, ale z zawodu lekarz – wspierał ją z pełnym przekonaniem. W głośnym zbiorze felietonów „Piekło kobiet” z 1930 roku ,  wzywał, by nie karać kobiet za aborcję, przestrzegał, że nawet najsurowsze prawo będzie obchodzone, bo „życie zawsze było silniejsze od ustaw i sankcji karnych", zwracał uwagę na nierówności społeczne, sytuację biednych kobiet, dla których aborcja była często nieosiągalna. Przede wszystkim jednak Krzywicka i Boy to była wielka para międzywojennej Polski. Związki otwarte na oścież Wiedziała, że Boy zginął, na długo przed telefonem od Słonimskiego. Moment, w którym został rozstrzelany przez hitlerowców, czuła w całym ciele. Kiedy podnosiła słuchawkę, była już spokojna, spodziewała się tej wiadomości od kilku dni. Była jesień 1941 roku. Słonimski zadzwonił do niej na prośbę Zofii Boy-Żeleńskiej, żony Tadeusza. Spotkały się tego samego dnia. Chociaż Krzywicka, Żydówka na fałszywych papierach, wychodziła już wtedy z domu bardzo rzadko, tego dnia wyszła. W tramwaju bała się podnieść wzrok, czuła, że wszyscy oceniają jej ciemną karnację, nos, rysy. Szybkim krokiem...

Czytaj dalej