Paulina Młynarska broni Marceliny Zawiszy: „Pomodlę się do Ateny o upadek patriarchatu i rozum dla kobiet”
PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Paulina Młynarska broni Marceliny Zawiszy: „Pomodlę się do Ateny o upadek patriarchatu i rozum dla kobiet”

„Żeby zaczęły siebie lubić, wspierać, rozumieć, szanować, mieć zaufanie i podziwiać. Zamiast oceniać, pouczać, wykluczać, pogardzać, podejrzewać i zawiścić”, pisze Paulina Młynarska. Jej wpis to pokłosie kontrowersji, jakie wywołała Marcelina Zawisza po tym, jak w Sejmie nakarmiła dziecko piersią. Kontrowersji, które nie powinny w ogóle mieć miejsca.
Hanna Szczesiak
07.01.2021

Ogarnia mnie smutek na myśl, że w 2021 roku wciąż musimy toczyć tę samą dyskusję: o matkach karmiących swoje dzieci piersią w miejscach publicznych. I nie ma znaczenia, że tym razem owym miejscem publicznym jest Sejm.

Joanna Luberadzka-Gruca: Najważniejsza dla dziecka jest więź z drugim człowiekiem [ŻYCIOWE ROZMOWY]

Marcelina Zawisza karmiła piersią w Sejmie

Posłanka Lewicy Marcelina Zawisza podczas posiedzenia Komisji Zdrowia karmiła swojego 4-miesięcznego syna piersią. Nie był to żaden manifest, akt odwagi, żadna brawura czy próba zwrócenia na siebie uwagi: niemowlę było głodne, więc jego mama je nakarmiła. Tak jak robiły to posłanka z Islandii Unnur Brá Konráðsdóttir czy australijska senatorka Larissa Waters. Podczas obrad ONZ Jacinda Ardern, premierka Nowej Zelandii, pojawiła się z 3-miesięczną córką na rękach. W polskim Sejmie widzieliśmy już karmiącą piersią Kornelię Wróblewską, eksposłankę Nowoczesnej czy Darię Gosek-Popiołek, posłankę Lewicy.

Mimo to po wystąpieniu Zawiszy zawrzało. Choć koledzy i koleżanki z partii z uśmiechem komentowali zdolność posłanki do łączenia obowiązków zawodowych z rolą mamy (ten słynny multitasking), nie zabrakło absurdalnych komentarzy jak ten, że widok Zawiszy karmiącej dziecko piersią w Sejmie to… „upadek macierzyństwa”.

Czytaj także: Tatiana Mindewicz-Puacz: „My, kobiety, jesteśmy mistrzyniami w podcinaniu sobie skrzydeł”

Paulina Młynarska broni Marceliny Zawiszy

Głos w sprawie zabrała dziennikarka i pisarka Paulina Młynarska, która od lat staje w obronie kobiet i społeczności LGBT+. Na jej profilu w mediach społecznościowych pojawiło się kilka wymownych wpisów, jak ten, w którym napisała:

„Tak sobie myślę, że nic chyba lepiej nie ilustruje paskudnej, patriarchalnej hipokryzji społeczeństwa (płci obojga) niż awantury o karmienie piersią. Mamy rodzić, ale kiedy już urodzimy, mamy ukrywać się, najlepiej w kiblu, kiedy karmimy piersią nasze narodzone dzieci. Afery o karmienie butelką pewnie by nie było. Tzn. też by była, ale nie taka. Butla nie jest w kraju państwa Dulskich nieprzyzwoita. Za to wkroczyłyby szwadrony ciotek Gileadu oraz instamatek z linczem na matce butlą karmiącej, że jak ona może nie karmić piersią”.

Młynarska słusznie zauważyła (o czym mówiła zresztą sama Zawisza), jak przerażające jest oburzanie się na widok karmiącej matki, gdy piersi kobiet w reklamach, na okładkach czy na billboardach nikogo nie obruszają. Ba, podobno nawet zachęcają (zdaniem ich twórców) do kupna produktu – i nieważne, czy reklamowanym produktem są perfumy, materiały budowlane lub też nowy numer brukowca.

Czytaj także: Paulina Młynarska: „Całe moje życie polega na przekłuwaniu balonów hipokryzji”

Młynarska: jesteście ciotkami Gileadu

W kolejnym wpisie Młynarska przyznaje wprost: na widok komentarzy kierowanych w stronę Zawiszy jest jej zwyczajnie niedobrze. Tym bardziej przykre jest, że autorkami wielu z tych słów są kobiety. „Jawi się obraz kobiet wrednych, nieżyczliwych, złośliwych, nienawidzących kobiecości, macierzyństwa, wyboru, wolności, a już zwłaszcza widoku innych kobiet u władzy. Wielu z was karmienie dzidziusia piersią przez pracującą mamę kojarzy się z defekacją. Jak trzeba mieć zrytą banię, żeby coś takiego wymyślić! Jesteście ciotkami Gileadu”, pisze pełna emocji Młynarska, kolejny raz nawiązując do „Opowieści podręcznej”.

Młynarska zakończyła serię postów wyznaniem, że zamierza modlić się do Ateny o „upadek patriarchatu i rozum dla kobiet”. Tych kobiet, które zamiast podchodzić do innych z życzliwością, ludzką wrażliwością i zrozumieniem, plują jadem. I ja do tej modlitwy dołączam.

Czytaj także: Maja Ostaszewska: „Wierzę w solidarność kobiet, bo sama jej doświadczyłam”

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Olga Majrowska

Paulina Młynarska: „Nieważna, jaka jesteś. Jesteś wystarczająca”

„Twoje seksualne wybory i preferencje nie są niczyją sprawą” – pisze znana ze swoich szczerych wypowiedzi Paulina Młynarska.
Sylwia Arlak
18.11.2020

Pisarka i aktywistka Paulina Młynarska staje murem za kobietami, co pokazuje m.in. przy pomocy mediów społecznościowych. I choć sama dostaje wiele wsparcia, każdego dnia mierzy się z krytyką. „Jedna Pani Trollinda z mojego Facebooka mnie dziś zainspirowała. Wrzuciłam zdjęcie moich kotów o poranku i przeczytałam pod nim: »Stara panna z kotami«” — pisze Młynarska na swoim profilu i dodaje: „Jako czterokrotnie rozwiedziona matka dorosłej córki nie potraktowałam tego osobiście i mam serdecznie gdzieś uwagi tej Trollindy. Numer jednak polega na tym, że nawet bardzo fajne i wspierające osoby, feministki, mocne baby, od czasu do czasu odruchowo wartościują i rozliczają inne kobiety. Robią to według obrzydliwego patriarchalnego klucza, zgodnie z którym to stan cywilny »zamężna« i bycie w seksualnym użyciu, a także posiadanie dzieci mają świadczyć o ich wartości. Słyszę to wszędzie, czasem nie wierzę, że od takich osób”. Każda z nas ma prawo do własnego wyboru  Młynarska ma dla wszystkich kobiet jedną radę: „W tym pięknym, jesiennym dniu chcę Ci powiedzieć moja siostro: jesteś zamężna, solo czy masz tabun kochanków, hetero, homo, trans, bi, niebinarna, aseksualna, matka czy nie, rozwiedziona raz czy pięć razy, poliamoryczna, oddająca się ascezie, przed okresem, po, w trakcie, w ciąży, po menopauzie lub w trakcie klimy (jak ja), marząca, by mieć więcej seksu, chcąca go mniej lub wcale, pracująca seksualnie, pruderyjna, rozwiązła, każda! Pier*l to! Jesteś wystarczająca i świetna, a Twoje seksualne wybory i preferencje nie są niczyją sprawą”. Czytaj więcej:   Bywała „frajerką”, ale nigdy ofiarą. Paulina Młynarska: „Mam taki pewien defekt, życiową dysfunkcję…” Obserwatorki aktywistki w odpowiedzi na wpis podzieliły się...

Czytaj dalej
Fot. Marta Surovy

Paulina Przybysz i jej ulubione filmy i seriale o kobietach niepokornych

„Tinę” po raz pierwszy obejrzałam, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać – mówi Paulina Przybysz. Jakie jeszcze filmy i seriale o kobietach niepokornych zostały w niej na całe życie?
Anna Zaleska
20.10.2020

Koncert Pauliny Przybysz „Music. The Superpower” 24 października uświetni galę zamknięcia tegorocznej edycji festiwalu Tofifest. Kujawy i Pomorze. Autorski koncert artystki zainspirowało kino i twórczość jej ulubionych artystów. Ze sceny na toruńskich Jordankach będzie można  usłyszeć utwory między innymi Etty James, Johna Lennona i Joy Division. Gościnnie wystąpi Stanisław Sojka. A że motywem przewodnim 18. MFF Tofifest jest kino niepokorne, pytamy Paulinę Przybysz o jej ulubione filmy i ulubione niepokorne bohaterki. „Tina” reż. Brian Gibson (1993 r.) Przygotowując koncert na finał Tofifest, oglądałam wiele filmów biograficznych i po raz kolejny zobaczyłam „Tinę”. To wstrząsająca, bardzo gorzka historia o życiu genialnej artystki, jej drodze na szczyt, a zarazem o pełnym przemocy związku. Jej pierwszy mąż Ike był mężczyzną niestabilnym emocjonalnie, przemocowym, o wielkim ego. Zazdrosnym o jej talent i sukcesy. Im bardziej Tina Turner szła do przodu, tym gorzej on sam się czuł i tym bardziej się nad nią znęcał. Nadchodzi jednak moment, w którym Tina wychodzi z pozycji ofiary, zupełnie dosłownie oddaje Ikowi i zaczyna brać los w swoje ręce. Wygląda to tak, jakby przez cały czas trwania tego związku zbierała w sobie siłę, zrozumienie i empatyczność dla samej siebie. Po raz pierwszy obejrzałam ten film, gdy byłam dziewczynką. Mam wrażenie, że za wcześnie. Ale z drugiej strony zostało we mnie wyczulenie na temat przemocy i nierówności, które zdaje się chronić i ostrzegać” .   „Matylda”, reż. Danny DeVito (1996 r.) Z tym filmem łączy się piękne wspomnienie. Z rodzicami i siostrą wszystkie wakacje spędzaliśmy pływając żaglówką po Mazurach. Kiedyś w Rynie postanowiliśmy pójść do kina. To było kino stare, studyjne. Jego właściciel, gdy sam...

Czytaj dalej
Anna Fryczkowska
East News/mat. prasowe

„Na lekcjach historii za mało nas uczyli o kobietach” – mówi Anna Fryczkowska, pisarka, autorka „Cyrkówki Marianny”

Nowa powieść Anny Fryczkowskiej „Cyrkówka Marianna” to fabularyzowana biografia o artystce cyrkowej i ludowej malarce, Mariannie Razik. To także opowieść o powojennej Polsce, fantazji i radości życia – której nie zmogła ani wojna, ani głód i bieda.
Materiał partnera
10.11.2020

Kończy się wojna, trzydziestoletnia Marianna Razik wraca na bosych, przemarzniętych stopach z Prus do rodzinnej wsi na Mazowszu. Głodna, bez sił, nie wie, co robić dalej w życiu. I wtedy w jej domu także po wojennej tułaczce pojawia się Franciszek. Atleta, przed wojną wędrowny cyrkowiec. Marianna zakochuje się i razem z nim zakłada dwuosobowy cyrk. Ruszają w Polskę jako siłacz Arnoldo i akrobatka Marisse Boticellisse. Przez kolejnych dwadzieścia biednych, powojennych lat będą nie dojadać i nie dosypiać, ale za to będą nieść ludziom radość i rozrywkę, odwiedzać wiejskie odpusty i występować na jarmarkach. Ta historia wydarzyła się naprawdę. O jej bohaterce, Mariannie Razik, artystce cyrkowej i ludowej malarce rozmawiamy z Anną Fryczkowską, pisarką i scenarzystką, której nowa powieść biograficzna „Cyrkówka Marianna” właśnie ukazała się w sprzedaży. Sylwia Niemczyk: Podobno zakochałaś się w Mariannie od pierwszego wejrzenia? Anna Fryczkowska: Absolutnie tak! Moje pierwsze spotkanie z nią było naprawdę magiczne. Byłam akurat tuż po napisaniu „Równonocy”, opowiadającej o serii zniknięć nastoletnich chłopców pod koniec lat 90. w Polsce. To była dla mnie strasznie trudna książka, pozbawiła mnie sił. Żeby odpocząć, pojechałam razem z córką na kilka dni do Płocka. Tamtego dnia był straszny upał, przed którym schroniłyśmy się do płockiego Muzeum Etnograficznego nad Wisłą. Weszłyśmy, pachniało słomą i drewnem. Zaszłyśmy na pierwsze piętro, a tam we wnęce – odlotowy obraz przedstawiający cyrkową scenę, a także jakieś kolorowe ciuchy i wypłowiały cyrkowy afisz. I obok opis, oni mają świetne opisy w tym Płocku. I nagle poczułam, że całe zmęczenie i to wyczerpanie emocjonalne mi odeszło! Wyjątkowa, słoneczna osobowość Marianny i jej niezwykła historia podziałała na mnie...

Czytaj dalej
Julia Roberts jako Erin Brokovich / fot. materiały prasowe

Najlepsze filmowe biografie kobiet. „Erin Brokovich”, „Frida”, „Sztuka kochania”…

Najlepsze filmowe biografie kobiet uczą, jak znaleźć w sobie pasję, siłę i determinację, by żyć w zgodzie z samą sobą. A przy tym życie innych uczynić lepszym, bogatszym, piękniejszym.
Anna Zaleska
01.11.2020

Lista kobiet, które nie tylko wpływają na życie innych kobiet, ale na zawsze zmieniają świat – jest naprawdę długa. Od Erin Brokovich po Michalinę Wisłocką. Od królowej Elżbiety I po Fridę Kahlo.  Ich historie bywają skomplikowane, często dramatyczne, ale wytrwałość, z jaką pokonują przeszkody, jest imponująca. To prawdziwie superbohaterskie kino bez superbohaterskiego sztafażu. „Erin Brokovich”, reż. Steven Soderberg (2000) Jeden z tych filmów, które pokazują, że kobieta może skutecznie przeciwstawić się złu, niesprawiedliwości i nieprzyzwoitości. Nawet samotnie, a co dopiero gdy ma wokół siebie setki tysięcy innych kobiet. Oparty na faktach film opowiada historię Erin Brockovich (genialna w tej roli Julia Roberts), dwukrotnej rozwódki samotnie wychowującej trójkę dzieci, kobiety bez pieniędzy, wykształcenia i szansy na pracę. Tylko dzięki swojej bezczelności i determinacji zostaje zatrudniona do pomocy w kancelarii wziętego adwokata. Porządkując akta, przypadkowo odkrywa, że potężny koncern, doprowadzając do zanieczyszczenia wody w małym miasteczku, może być odpowiedzialny za ciężkie choroby mieszkających tam ludzi. Z pomocą swojego szefa, przekonując do sprawy początkowo bardzo nieufne rodziny, kieruje sprawę do sądu. Odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów, które wywalczyła, do dziś pozostaje największym w historii amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. „Elizabeth”, Shakhar Kapur (1998) Anglia, połowa XVI wieku. Gdy królowa Maria I, zagorzała katoliczka, umiera bezpotomnie, na tronie zasiada Elżbieta (Cate Blanchett). W przeciwieństwie do swojej poprzedniczki, to kobieta pełna energii i radości życia. Jako protestantka od początku ma jednak wielu wrogów. Kryzys związany z podziałami religijnymi, pustoszejący skarbiec, dworskie intrygi,...

Czytaj dalej