Pamiętajmy o pszczołach – bo bez nich wyginiemy też my sami! 
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Pamiętajmy o pszczołach – bo bez nich wyginiemy też my sami! 

W Polsce żyje prawie pół tysiąca gatunków pszczół, ale prawie połowa z nich jest zagrożona wyginięciem. A to źle – nie tylko dla nich, ale i dla nas. Bez nich długo nie przetrwamy.
Sylwia Arlak
20.05.2020

Jeśli wyginą pszczoły, to zaraz po nich wyginą ludzie – tak powiedział Albert Einstein i miał rację. Nie chodzi tutaj o miód i pierzgę (czyli superzdrowy pyłek kwiatowy) – pszczołom zawdzięczamy dużo więcej! Właściwie prawie cała produkcja żywności na świecie zależy od tych pracowitych owadów, więc jeśli zabraknie pszczół, to czeka nas głód, jakiego nie jesteśmy sobie dziś w stanie wyobrazić.

20 maja obchodzimy Światowy Dzień Pszczół ustanowiony przez ONZ na wniosek pszczelarzy słoweńskich. Wybór tego dnia jest nieprzypadkowy (to data urodzin Antona Janšy'ego, XVIII-wieczny słoweńskiego pioniera nowoczesnego pszczelarstwa). Światowy Dzień Pszczół  to wspaniała inicjatywa, ale ważne jest, abyśmy pamiętali o pszczołach przez cały rok. Tymczasem na całym świecie – w tym także w Polsce –dochodzi do masowego wymierania pszczół, szacuje się, że w naszym kraju co sekundę ginie ponad 100 tych pożytecznych owadów. Do tego aż 222 z około 470 gatunków pszczół żyjących w Polsce jest zagrożonych wyginięciem.

Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Co możemy dla nich zrobić? Np. nie spalać w ogródkach suchych łodyg ani zeszłorocznych kwiatów. Możemy sadzić rośliny, które zawierają odpowiednio dużo nektaru i pyłku, np. lawendę czy macierzankę, a na działce nie stosować sztucznych nawozów oraz środków ochrony.  I nawet jeśli nie czujemy się na siłach, żeby własnoręcznie zbudować domek dla dzikich pszczół, to przynajmniej możemy nie kosić trawnika albo – jeśli jednak marzymy o zielonym dywanie – to chociaż zostawić kawałek ogrodu na tzw. kwietną łąkę. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Na ratunek pszczołom

Na świetny pomysł wpadli sadownicy z powiatu Hanyuan w chińskim Syczuanie. Co roku na wiosnę zastępy robotników przystępują do ręcznego zapylania upraw gruszy. Powstała tam nawet specjalna profesja „ręcznych zapylaczy”. Oczywiście wyręczanie pszczół na masową skalę nie jest możliwe. Nie tylko ze względu na ogromne koszta pracy, ale również przez trudność w pozyskaniu pyłku. Pszczoły są więc niezastąpione.

Inna dobra wiadomość? Polska, wzorem krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, przejęła modę na ule na dachach. To dzisiaj powszechna praktyka w każdym większym mieście. W samej tylko Warszawie (m.in. na Pałacu Kultury i Nauki, dachach galerii handlowych, biurowcach i kamienicach) działa już ponad 1000 takich uli. Eksperci nie mają wątpliwości, że pszczoły w miastach są… zdrowsze, a do tego produkują więcej miodu i ten jest znacznie mniej zanieczyszczony niż na terenach rolniczych. Plusów jest jeszcze więcej. Okazało się, że lokowanie ulu na budynkach zwiększa jego prestiż, a także polepsza samopoczucie jego pracowników. Kontakt z przyrodą wpływa na nich kojąco, ale też zwiększa ich efektywność i przywiązuje do miejsca pracy.

Pod Rzeszowem powstaje z kolei pierwszy w Polsce (i prawdopodobnie na świecie) Bank Pszczeli. To inicjatywa Rafała Szeli, pszczelarza, którego pszczoły zostały otrute przez nieznanych sprawców. Dzięki zbiórce pieniędzy, zdołał odbudowywać swoją pasiekę, a część zebranej kwoty przeznaczył na budowę nowej inwestycji. Już w przyszłym roku bank zacznie wspierać finansowo tych pszczelarzy, którzy doświadczyli podobnych tragedii, jak Szela.

Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Głośno jest także o akcji polskich projektantów „Zróbmy to razem”, której inicjatorką jest Diana Dyba, autorka bloga Zróbtoposwojemu.pl. W ramach akcji artyści i designerzy tworzą przedmioty codziennego użytku, które estetyką nawiązują do pszczół, miodu, uli, kwiatów i przyrody. Wkrótce odbędzie się aukcja internetowa, z której dochód pozwoli zwiększyć populację pszczół.

Każdy z nas może też wciąż udział w akcji społecznej Greenpeace „Adoptuj pszczołę”.

 „Tylko działając razem, możemy zrobić coś wspaniałego dla pszczół!  Twórz z nami kraj wolny od toksycznych pestycydów, pełen rozbrzęczanych sadów i łąk kwietnych, w którym na bieżąco prowadzony jest monitoring pszczół, prawo zapewnia im skuteczną ochronę, a skutki negatywnych dla przyrody i ludzi zmian klimatycznych są okiełznane” – zachęcają organizatorzy.

Jak to wygląda w praktyce?„Adoptujemy” pszczołę wirtualnie, przekazując Greenpeace określoną kwotę. Może to być jednorazowa wpłata (adopcja jednej pszczoły to tylko 2 zł), ale możemy też dokonywać jej regularnie. Pieniądze zostaną przekazane na rzecz ochrony zapylaczy w całej Polsce.  Organizacji udało się do tej pory m.in. posadzić u nas kilkaset krzewów i drzew miododajnych, stworzyć łąkę kwietną i zorganizować szkolenia dla rolników. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Anna Jagodzińska Bynamesakke Zrób to dla pszczół lato 2020
Instagram @annajofficial

Polskie modelki i aktorki walczą o lepszą przyszłość dla pszczół. Ty też możesz!

Między innymi Anna Jagodzińska, Julia Bijoch i Monika Mrozowska w koszulkach marki Bynamesakke wspierają akcję „Zróbmy to razem dla pszczół”.
Zuzanna Szustakiewicz
16.06.2020

Gdy czytałam „Farmagedon” poruszył mnie fragment poświęcony pszczołom na plantacjach migdałowców w Kalifornii. W wyniku gospodarki monokulturowej oraz całego wachlarza środków chemicznych stosowanych na tych terenach, naturalnie nie występuje tam już ani jedna pszczoła. Dlatego owady, potrzebne do zapylenia migdałowców (bez czego nie byłoby ani jednego owocu) przywożone są w swoich ulach tirami, w określonych z góry terminach. Takie obwoźne pasieki są rozwiązaniem stosowanym na terenie całego USA, a pszczelarze w sezonie mają zapełniony swój kalendarz co do godziny i wysoko cenią swoje usługi. Oczywiście także dlatego, że ani oni, ani ich pszczoły nie mają łatwego życia, a wiele owadów podczas pracy oraz transportu umiera. Wymieranie pszczół to problem całego świata – jeden ze skutków kryzysu klimatycznego. Bez pszczół zginiemy i my. Potrzebne są rozwiązania w skali globalnej, ale warto też działać lokalnie. Zrób to po swojemu dla pszczół! Niedawno Diana Dyba (@jestem_w_lesie) autorka bloga „Zrób to po swojemu” zainicjowała akcję #zrobmytorazemdlapszczol. Poprosiła bohaterów swoich tekstów, twórców polskich niezależnych marek i manufaktur by stworzyli przedmioty specjalnie na licytację dla pszczół.         View this post on Instagram                   Jedz miód będziesz...no właśnie jacy będziemy? ? Pomożecie mi dokończyć to zdanie? Spośród wszystkich komentarzy wybiorę jeden, do kogo wyślę mały miodzik od @roisie.pl ? W poniższych # znajdziecie trochę podpowiedzi, ale liczę, iż już to wiecie ?￰゚ミン?...

Czytaj dalej
powrót do natury
sime/free

Kwietna łąka to miododajny mikrokosmos – mówi Dave Goulson, biolog i pisarz

Mały żuk może być kluczowy dla wielkiego ekosystemu. Pamiętajmy o tym. O ludziach, największych szkodnikach na Ziemi, i owadach, które zbawiają świat, mówi Dave Goulson, brytyjski biolog i szczęśliwy właściciel trzynastu hektarów łąki.
Wika Kwiatkowska
07.06.2020

Zadbane, zielone trawniki są ładne, schludne, ale nudne. Na dodatek bezużyteczne dla pszczół, trzmieli czy motyli. Dlatego zamiast sadzić kolejny rząd tuj, zróbmy w naszych ogródkach (albo na trawniku przed domem) miejsce dla miododajnej, kwietnej łąki. Gdy położymy się już na łące w jakiś czerwcowy, ciepły dzień, odwdzięczy się nie tylko symfonią barw – chabrów, maków, rumianków czy łubinów – ale i dźwięków. Trzeba tylko nastroić ucho na delikatne bzyczenia, brzęczenia i trzepotania skrzydełek. A nuż uda nam się zrozumieć, o czym śpiewają owady? O fascynującym łąkowym świecie opowiada Dave Goulson,  brytyjski biolog specjalizujący się w ochronie trzmieli autor m.in. książki „Łąka” (wyd. Marginesy) Wika Kwiatkowska: Jak jest pan w stanie zapamiętać nazwy setek stworzeń, o których pan pisze? Dla mnie wyzwaniem jest już wbicie sobie do głowy nazw kilku motyli, takich jak: przestrojnik jurtina, przeplatka cinsia czy wielena plamowstęg.  Dave Goulson: Nie pamiętam imion ludzi, ale jakimś cudem nazwy owadów zapamiętuję. Nie potrafię tego wyjaśnić! Bliżsi są panu ludzie czy owady?  Muszę przyznać, że swoją rodzinę kocham bardziej niż owady. Ale wstydzę się tego, że należę do ludzkości jako takiej, bo jesteśmy spektakularnymi szkodnikami, skrajnie nieodpowiedzialnymi wobec naszej planety. Oczywiście, że kocham owady. Zawsze uważałem je za fascynujące i piękne. 15 lat temu kupił pan zaniedbane 13-hektarowe gospodarstwo na francuskiej wsi i postanowił zamienić je w swoisty rezerwat dla motyli, traszek i trzmieli. To pański prywatny raj? Przesiadywanie na mojej łące jest dla mnie bardzo ważne. Bzyczące, terkoczące i ćwierkające owady, różnorodne gatunki kwiatów i motyli, odgłosy skowronków i kukułek, zapach...

Czytaj dalej
Nasza Planeta
Mat.prasowe

Najpiękniejsze filmy i seriale przyrodnicze, które zmienią wasz sposób patrzenia na świat

„Nasza planeta”, „Kraina miodu”, „Planeta Ziemia” – filmy i seriale przyrodnicze cieszą się wielką popularnością. I słusznie, bo są nie tylko piękne, ale dodatkowo zmieniają nasze myślenie na lepsze.
Sylwia Arlak
15.06.2020

Jeśli uważacie, że filmy czy seriale przyrodnicze nie są dla was, to znaczy, że nie poznałyście jeszcze tego gatunku. Koniecznie nadróbcie zaległości. Będziecie zachwycać się niesamowitymi zdjęciami i przekonacie się, że w filmie przyrodniczym może być więcej akcji niż w niejednej hollywoodzkiej produkcji. To też najlepsza lekcja o otaczającym nas świecie. Oto siedem filmów przyrodniczych, które warto poznać. 1. „Nasza planeta”, Netflix Gdybyście miały obejrzeć tylko jedną produkcję przyrodniczą, włączcie  „Naszą planetę”. Ośmioodcinkowy dokument, którego narratorem jest najbardziej znany popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie — brytyjski biolog, sir David Attenborough (w polskiej wersji głosu użyczyła Krystyna Czubówna), to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat. Realizatorzy zabierają nas w podróż po wszystkich kontynentach świata. Zdjęcia kręcono przez cztery lata w 50 krajach. Dzięki najnowszej technice możemy podglądać z naprawdę bliskiej odległości życie najbardziej egzotycznych zwierząt i roślin. Niektóre z nich zobaczycie po raz pierwszy. „Nasza Planeta” to zachwycające zdjęcia, ale też ogrom refleksji. Niejeden raz – gorzkiej, bo oglądając piękne zdjęcia, jednocześnie przekonujemy się, jaką krzywdę wyrządzamy naturze. Tylu wzruszeń nie da wam żadna fabuła.   2. „Ziemia nocą”, Netflix Miłośników Krystyny Czubówny i udanych dokumentów, odsyłamy też do serialu „Ziemia nocą”. Tym razem oglądamy cuda natury po zmierzchu. Jak zachowują się słonie, kiedy nikt na nie nie patrzy? Co robią foki, kiedy wiedzą, że są same? Jak wyglądają egzotyczne rośliny na dnie oceanów? Piękne zdjęcia (wiele z nich jest robionych w podczerwieni oraz za pomocą kamery...

Czytaj dalej
Andrzej Kruszewicz
archiwum prywatne

Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo o sekretnym życiu zwierząt

Chociaż Andrzej Kruszewicz jest dyrektorem warszawskiego zoo już od ponad 10 lat, nadal nie nudzi go obserwowanie mieszkających tutaj zwierząt. Z tych obserwacji powstała książka „Sekretne życie zwierząt” – piękny przewodnik po świecie zwierzęcych uczuć i podręcznik dla tych, którzy chcą nie tylko oglądać małpy, słonie i pingwiny, ale też naprawdę je poznać.
Marta Strzelecka
07.06.2020

Miłość jest sprytniejszym sposobem działania od agresji, choćby dlatego, że nie przysparza wrogów. Proste prawda? Jesteśmy ssakami, jednak nie potrafimy przyjąć tej zasady za coś pewnego, tak jak goryle„ – mówi Andrzej G. Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo. Właśnie ukazała się jego książka „Sekretne życie zwierząt”. Marta Strzelecka: To prawda, że zwierzęta w zoo przyglądają się panu ostatnio bardzo uważnie?  Andrzej G. Kruszewicz: Kiedy nie było zwiedzających, były mną zainteresowane bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Może zobaczyły mnie zupełnie na nowo? Ja też miałem więcej czasu, żeby im się przyjrzeć. Więcej też byłó słychać, śpiew ptaków głośniej brzmi.  I co pan dostrzegł?  Małpy na przykład nudzą się bez ludzi, nie mają się z kogo śmiać. Zwykle kręcą się przy ogrodzeniu, przedrzeźniają zwiedzających. A teraz nie widują nikogo poza opiekunami, pracownikami zoo. Dlatego, żeby umilić im życie, chowamy na ich wybiegach różnego rodzaju frykasy, a one szukają. Dostają też od nas plastikowe butelki z kompotem, które zamiast wyrzucać po wypiciu napoju, przynoszą do opiekunów, żeby dostać za to daktyle. Ale wydry na przykład, które bardzo lubią publiczność, nie zmieniły się. Dla nich na pierwszym miejscu zawsze była zabawa i wciąż tak jest. Oglądamy szczęśliwe grupy bawiących się samotnych matek z małymi, bo panowie wydry raczej nie interesują się ani potomstwem, ani ukochanymi. U gibonów zawsze jest ruch, niezależnie od tego, czy ktoś je obserwuje. A ja uwielbiam na nie patrzeć, nie przestaje mnie zadziwiać, jakie są sprawne, jakie potrafią robić wygibasy. Wszystkie zwierzęta w zoo korzystają teraz ze swoich przestrzeni w większym stopniu niż kiedyś. Mieliśmy niedawno kilka porodów, gepardzica urodziła na...

Czytaj dalej