Coach zdrowia, Marta Pawłowska prześwietla sklepowe triki, które nami manipulują
getty images
#lepszeżycie

Coach zdrowia, Marta Pawłowska prześwietla sklepowe triki, które nami manipulują

Muzyka, światło, zapach, emocje…
Sylwia Niemczyk
04.09.2019

Każdego dnia podejmujemy około 250 decyzji dotyczących jedzenia. Z czego 60 procent nawykowo, bezrefleksyjnie. Na tym też opiera się agresywny marketing. Jak się przed nim bronić? Mówi w „Urodzie Życia” Marta Pawłowska, coach zdrowia rodziny i specjalistka w dziedzinie psychofizycznych zaburzeniach odżywiania. 

Wika Kwiatkowska, „Uroda Życia”: Jakie bodźce najbardziej działają na nas w sklepach?

Marta Pawłowska: Człowiek generalnie pragnie tego, co zobaczy. Ale jesteśmy też bardzo czuli na zapachy. W psychologii jedzenia jest takie pojęcie jak smakowitość – to smak plus aromat, plus rytuał związany z jedzeniem. Dlatego zapach pieczywa w supermarketach często jest ważniejszy niż sam jego widok. Bo kojarzy się z domem, pyszną pajdą chleba z masłem. Wystarczy, że w części marketów stanowiska z pieczywem znajdują się blisko wejścia, a już zaczynają nam pracować ślinianki, mamy większy apetyt, smak na całe zakupy.

Co jeszcze na nas działa?

Muzyka ma nam dawać poczucie komfortu zakupów. Światło – właściwie oświetlać to, co mamy kupić. Zwróćmy uwagę na to, że w sklepach nigdzie nie widać zegarów. Zegar to wróg sklepów. „Take your time… Relax…” I komponuj swój obfity wózek. Z założenia tak jest. Ale też sposobem na nas, klientów sklepów, jest komunikowanie presji czasu: „O rany, w niedzielę sklep zamknięty, kupujmy jak najwięcej, bo pomrzemy z głodu!”.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Kupujemy zmysłami i… emocjami

Nasze pokolenie zdążyło się uodpornić na reklamę. Chyba zachowujemy ostrożność wobec tego, co nam podsuwają producenci?

Jesteśmy bardziej świadomi i,  teoretycznie, bardziej selektywni. Wymusiliśmy bardziej wysublimowane działania marketingowe. Pytanie, czy one podążają za nami, czy też jednak my za nimi? Główne przekazy, które na nas działają, są stale takie same: wszyscy chcemy być mądrymi matkami i  ojcami, pięknymi i szczupłymi kobietami lub pociągającymi, odważnymi mężczyznami. Więc jeżeli dostajemy przekaz, że posiadanie jakiegoś produktu sprawi, że tacy będziemy – kupujemy. Nie działa na nas przekaz: „Kup ten krem, będziesz miała bardziej świetlistą cerę”, ale „60 procent badanych kobiet potwierdza skuteczność tego preparatu” już tak. Chcemy dowodów naukowych i je dostajemy, choć ich nie weryfikujemy. Jesteśmy też wyczuleni na emocje: „Merci, tak podziękuję ci…”. I już nie ma podziękowania bez czekoladek. No i oczywiście przekaz oszczędnościowy: „Bądź mądry, kupuj taniej”.

To przemawia do naszej praktycznej strony.

Bo Polak mądry to taki, który kupuje ekonomicznie: „Duże opakowanie bardziej się opłaca”. I idziemy za tym, pomijając choćby kwestię zdrowia. Bierzemy opakowania większe, tak zwane rodzinne. Genialny marketingowy chwyt! Jak nie kupić czegoś, co jest dobre dla budżetu mojej rodziny? 

Nie jest?

Opakowanie rodzinne to złudna oszczędność i w moim przekonaniu niezwykła manipulacja. Ubranie w  rozmiarze XXL kojarzy nam się z otyłością, za to opakowanie rodzinne – już pozytywnie. Ale jeśli uświadomimy sobie, że kupując rzeczy w wersji mega, zwykle jemy więcej, tyjemy i po prostu dajemy się oszukiwać – to ta świadomość rodzi w nas bunt. 

Poszłam niedawno ze znajomym dzieckiem na film. Poprosiło mnie: „Ciociu, kup mi popcorn”. Zamówiłam mały, na co usłyszałam: „Ale jeżeli zapłaci pani złotówkę więcej, to dostanie pani zestaw XL”. Ja nadal naiwnie: „Ale my potrzebujemy tylko małego”. „To jedynie złotówka więcej, a porcja jest trzy razy większa!”. Kobieta nie dawała za wygraną, nie mogła zrozumieć, że nie chcę trzy razy więcej popcornu. Nauczyliśmy się, że jak nam dają więcej za mniej, to trzeba brać. A to pułapka. Bo to też trzeba zjeść, bo dane. I tyjemy…

Dlaczego nie brać, jeśli się opłaca?

W jakim celu mam jeść w takiej dużej ilości wysokoprzetworzoną żywność nasączoną tłuszczem i solą? Kiedy fast food pojawił się w latach 20. XX wieku w Stanach Zjednoczonych, miał być jedynie przekąską, czymś małym między posiłkami. Jednak zafunkcjonował w  rozpędzonym świecie tak mocno, że proporcje się odwróciły – to, co miało być tylko przekąską, stało się treścią posiłków, zaczęliśmy jeść gorzej i więcej. I tak człowiek zaczął puchnąć. Zawsze mnie irytuje, gdy słyszę, jak firmy produkujące bardzo słodką, wysokoprzetworzoną żywność głoszą, że nie można ingerować w zakupy konsumentów, bo przecież nie jesteśmy głupi i wiemy, co wkładamy do koszyków.

A nie wiemy? 

Wyłączamy rozum. Działamy nawykowo – kupujemy to, co jest kolorowe i  smacznie pachnie. Ponadto, ponieważ jest dopuszczone do sprzedaży, powinno być zdrowe. A jeśli do tego na opakowaniu jest dużo bieli – wierzymy, że jest to „prawie” dietetyczne. 

Na przykład batoniki fitness?

Nie zdziwię się, kiedy się pojawią pączki fitness! Na pewno będą miały zieloną posypkę. Zielony kolor sugeruje przecież, że dany produkt jest eko, bio lub fit. Producenci doskonale wiedzą, jakie mamy oczekiwania i co nam zaproponować. Za to my możemy czytać etykiety. Trzeba wreszcie odrobić tę lekcję. Podobnie jak kiedyś musieliśmy się nauczyć myć zęby, ścielić łóżko czy pracować na komputerze. Nie ma usprawiedliwienia dla niewiedzy. Musimy otworzyć oczy, by kupować i jeść świadomie. Uwielbiam ten moment, kiedy idę z moimi podopiecznymi na sesję do sklepu, w  którym na co dzień robią zakupy. Czytają wtedy etykiety i zderzają się z prawdą o tym, co wrzucają do koszyka. Do dzisiaj pamiętam jednego z nich, menedżera wysokiego szczebla, który po raz pierwszy przeczytał skład na tak zwanych nektarach. Powiedział, że to zwykłe oszustwo. Bo na opakowaniu widzimy piękną pomarańczę, a w składzie pomarańcza jest na trzecim albo czwartym miejscu. 

To jak nie dać się zmanipulować?

Zachowując zdrowy rozsądek. Porównując nasze oczekiwania z tym, po co faktycznie sięgamy. I pamiętając, że kupujemy oczami. Jestem przeciwko teoriom spiskowym – nie posądzajmy wszystkich producentów, że czyhają na nasze portfele, zdrowie i życie. Jednak patrzmy i bierzmy odpowiedzialność za to, co wybieramy, co wkładamy do koszyka, czym karmimy nasze dzieci. Nie dajmy się zwariować.


Rozmowa z Martą Pawłowską ukazała się w „Urodzie Życia” 11/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Ekologiczne święta
iStock

Po pierwsze: nie wyrzucaj, nie marnuj – mówi Sylwia Majcher, promotorka zero waste

Co szósty Polak i co szósta Polka nie robi listy zakupów. I kupuje masę niepotrzebnych rzeczy – to jeden z trzech powodów marnowania jedzenia.
Magdalena Felis Igor Nazaruk
09.12.2020

Święta to festiwal kupowania i marnowania. W przedświątecznej gorączce gromadzimy wszystkiego za dużo, dajemy nabrać się na „okazje” i „ekonomiczne” opakowania – a gdy miną świąteczne dni, wyrzucamy żywność, nietrafione prezenty, jednorazowe ozdoby, które cieszyły oko przez tydzień i będą się rozkładać latami. Coraz wyraźniej widzimy, że takie świętowanie nie ma zupełnie sensu. Jak żyć, nie marnując czasu, pieniędzy i zasobów naszej planety mówi Sylwia Majcher, promotorka ruchu zero waste w Polsce, autorka książek: „Gotuję, nie marnuję” oraz „Wykorzystuję, nie marnuję”. Magdalena Felis i Igor Nazaruk: Mamy wrażenie, że pionierkami i mistrzyniami zasady zero waste, czyli „nic się nie marnuje”, którą dopiero staramy się wdrożyć w życie, były nasze babcie i mamy – choć nieświadomie. Sylwia Majcher: Oczywiście! Moja babcia do sklepu chodziła tylko po kawę, a w jej gospodarstwie nic się nie marnowało. Była całkowicie samowystarczalna, a jak wykarmiła już całą rodzinę, to nadwyżki, np. masła czy śmietany, sprzedawała na targu. Babcia przeżyła tragedię wołyńską, zaznała głodu, więc miała wielki szacunek do jedzenia. To ją ukształtowało. Pamiętam, że nasze mamy i babcie używały wielorazowych siatek na zakupy, na zimę robiły weki, kosz na śmieci wykładały gazetą, a resztki – jeśli miały swoją ziemię – wyrzucały do kompostownika. Sto procent zero waste.            Wyświetl ten post na Instagramie.                       Post udostępniony przez Sylwia Majcher (@sw.majcher)   A ty?...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Nasi dziadkowie byli bardziej eko, niż my? Czego możemy się od nich nauczyć?

Bycie eko jest dzisiaj w modzie, ale nie każdy wie, jak się do tego zabrać. Uczmy się od mądrzejszych, weźmy przykład z naszych dziadków.
Sylwia Arlak
04.08.2020

Coraz uważniej przyglądamy się środowisku, wiedzę o zmianach klimatycznych mamy w małym palcu, pijemy kranówkę, przechodzimy na wegetarianizm a nerwica ekologiczna to jedno z naszych słów kluczy 2020 roku (wielkie dzięki za nie Stanisławowi Łubieńskiemu, autorowi „Książki o śmieciach”!). W końcu uwierzyliśmy, że stan świata zależy od każdej i każdego z nas. Segregujemy śmieci, korzystamy z toreb wielokrotnego użytku, plastikowe słomki do drinków już dawno pożegnaliśmy, a zamiast auta wybieramy komunikację miejską lub rower. Ale wciąż mamy wiele lekcji do odrobienia. Ekologii możemy uczyć się od... naszych dziadków.   Odpady/śmieci Amerykanie generują średnio 4,4 kg śmieci dziennie (!). W Polsce jest niewiele lepiej. Wielu ludzi nawet nie zastanawia się, czy rzeczywiście warto pozbyć się rzeczy, która są w idealnym stanie. Na szczęście wielu innych, przekazuje przedmioty, których nie zamierza dłużej trzymać u siebie. Kupujemy za dużo jedzenia i bez wyrzutów sumienia pozbywamy się go. Na szczęście są i tacy, którzy w porę oddają je potrzebującym. Nasi dziadkowie bardzo dbali o to, aby nie marnować jedzenie i przedmiotów. Nie mieli wielu środków do życia, więc „kupowali z głową”. Wszystkie przedmioty, które można było poddać recyklingowi, ponownie wykorzystać lub przekazać rodzinie, lub przyjaciołom, były ratowane. Dawano im nowe życie. Tamto pokolenie wiedziało, że musi dokończyć jedzenie na swoim talerzu. Wszelkie „resztki” żywności kompostowano, przechowywano lub zamrażano na później. Recykling Recykling powrócił do łask w ostatnich latach, ale wciąż nie jest tak popularny, jak mógłby – i jak powinien – być. Dlaczego jest tak wiele produktów „jednorazowego użytku”?...

Czytaj dalej
Qczaj konkurs
mat. prasowe

Konkurs: „Afirmacje na różne sytuacje Daniela Józka QCZAJ'a”

Magazyn „Uroda Życia” i QczajTeam zapraszają do udziału we wspólnym wyjątkowym konkursie!
redakcja „Uroda Życia”
09.06.2020

Marzysz o super wyjeździe jeszcze w czerwcu? Uwielbiasz Qczaja, jego przekaz i charyzmę? A do tego kochasz ruch? To super! Mamy wspaniały konkurs, w którym możesz wygrać gadżety od Decathlonu, dostęp do treningów Qczaja oraz… zaproszenie na camp z Qczajem, który odbędzie się 21–26 czerwca w Bukowinie. Poznaj szczegóły! Dlaczego tak trudno nam wierzyć w siebie? Czemu tak często kwestionujemy własną wartość? Jeżeli TY też uważasz, że dla innych robisz wszystko, a dla siebie nic – „AFIRMACJE NA RÓŻNE SYTUACJE DANIELA JÓZKA QCZAJ'A” są właśnie dla CIEBIE. Nie można znaleźć szczęścia, jeśli się siebie nie szanuje. QCZAJ mówi: „Tak nie może być”. I proponuje, by razem z nim powiedzieć: DOŚĆ! Charyzmatyczny trener i motywator mawia: każda zmiana zaczyna się od głowy. I od serca. Wie, co mówi. Jego życie to najlepszy przykład, jak wiele zależy od nas samych, nawet jeśli to, co nas spotyka, jest tak dramatyczne, że odbiera nadzieję na lepsze jutro. Siedem afirmacji, jeden QCZAJ, milion Polek, a wśród nich – Ty i Twój głos. Napisz, co Tobie pomaga przezwyciężać trudności. Najlepsze zgłoszenia nagrodzi jury, złożone z Daniela Józka QCZAJA, Sylwii Niemczyk, redaktor naczelnej magazynu „Uroda Życia” oraz Magdy Mazur, redaktor kreatywnej „Afirmacji na różne sytuacje Daniela Józka QCZAJ'a”. Laureaci konkursu: MIEJSCE I - MAGDALENA BIERNACKA MIEJSCE II - MARLENA HANELIK MIEJSCE III - KASIA MODRZEJEWSKA MIEJSCE IV - ANNA BOROWSKA MIEJSCE V - IZABELLA SZOPA MIEJSCE VI - MAGDALENA WOJTACHA MIEJSCE VII - MONIKA MĄDRA MIEJSCE VIII - SYLWIA JANKO MIEJSCE IX - EWA WIELOCH MIEJSCE X - KUBA ŁUCZAK Konkurs Urody Życia i QCZAJTeam – Każda zmiana zaczyna się od głowy Główną...

Czytaj dalej
Jak żyć w duchu zero waste
Adobe Stock

7 sposobów, jak żyć bardziej ekologicznie. Stań się częścią wielkiej zmiany

Ekologiczne życie to dobre życie. Jak stać się jego częścią i postępować w duchu zero waste? Na początku uświadom sobie, jak wiele zależy od twoich małych decyzji na co dzień. Eko nawyki wcale nie muszą być kosztowne i skomplikowane. Jak je wdrożyć?
Kasia Bem
15.07.2020

Ekologia przestała nam się kojarzyć wyłącznie z modą na drogie, organiczne produkty i energooszczędne rozwiązania. Zwiększa się nasza świadomość na temat wdrożenia bardziej ekologicznych nawyków, ale bardzo często nie wiemy gdzie i od czego zacząć. Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem udowadnia, że bycie eko nie wiąże się z wielkimi i kosztownymi zmianami, wręcz przeciwnie. Na koniec dnia, to te najmniejsze ekowybory zyskują największe znaczenie. *** Inspiracja: „Nigdy nie wierz, że kilka osób, którym zależy, nie może zmienić świata. To właśnie one go zmieniają” – Margaret Mead Kupiłam szczoteczkę do zębów z bambusa i zaczęłam się zastanawiać, czy w ten sposób naprawdę ratuję świat przed zalewem plastiku? Zaczęłam się zastanawiać, gdyż kiedy słyszę, że za kilkadziesiąt lat w morzach i oceanach będzie więcej plastiku niż ryb, a w oceanach dryfuje już 150 milionów ton plastikowych odpadów, czuję się ze swoją szczoteczką bezradna. Czy takie drobne działania rzeczywiście mogą coś zmienić? Czy pojedyncze eko gesty mają znaczenie? Torbę płócienną na zakupy zawsze mam w torebce, noszę ze sobą kubek do kawy, proszę kelnerów, żeby zabrali słomki z moich napojów, segreguję śmieci, używam kosmetyków bio, środków czystości bez chemii, nie ma mowy, żebym kupiła produkty zapakowane w kilka warstw tektury i plastiku. Nie robię tego, ale czasem wydaje mi się, że porywam się z motyką na słońce. Wtedy jednak zawsze przypominam sobie, że aby wytworzyła się masa krytyczna, aby mogła zajść zmiana, wystarczy, żeby w dany plan czy projekt zaangażował się zaledwie jeden procent ludzi. Zaskakująco mało, prawda? A czasem nawet wystarczy jeden człowiek, który pociągnie za sobą tysiące innych. W Bombaju...

Czytaj dalej