Oswoić zmianę. Jak pokonać lęk i wyjść poza utarte schematy?
Pexels.com

Oswoić zmianę. Jak pokonać lęk i wyjść poza utarte schematy?

Jesteśmy bardzo przywiązani. Do siebie. Do posiadania. Do posiadania jedynego prawdziwego i w pełni autorskiego sposobu postrzegania naszego świata. Do jedynego słusznego, bo naszego punktu widzenia. Niezależnie od tego, czy jest to dla nas dobre, czy nie. Ale nie musimy tak żyć. Nie musimy czekać, aż będzie za późno. Zmianę można oswoić.
Izabela Raczkowska
19.01.2021

Przez lata budujemy swoją rzeczywistość, tożsamość, relacje i swoje scenariusze. Przez lata ugruntowujemy się w swoich własnych i jedynych słusznych poglądach. Przez lata cichutko i wytrwale, rok po roku, przywiązujemy się do posiadania myślowych schematów. Do mentalnych ściśle określonych koncepcji siebie. Do mniej lub bardziej wspaniałych ról, które zwykliśmy odgrywać. Do wiecznej autoprezentacji. 

Niezależnie, czy przyzwyczajenia te pielęgnują pozytywne, czy negatywne postawy,  utożsamiamy się z nimi bez reszty. Nie rezygnujemy z nich nawet wtedy, kiedy kreują ogromne cierpienie. Gorzej! Karzemy się i piętnujemy za odstępstwa od nich. W przeważającej większości całkowicie świadomie.

Często tkwimy w związkach, które się wypaliły lub – co gorsza – w takich, w których nie jesteśmy szczęśliwi, bo wydaje nam się, że tak trzeba. Mieszkamy w miejscach, których nie znosimy, bo nie widzimy innego wyjścia. Wchodzimy w relacje z ludźmi, których nie cierpimy i tkwimy w nich latami. Pracujemy w przypadkowych i niechcianych zawodach, które nie dostarczają nam satysfakcji, a jedynie stres. Bierzemy dodatkowe nadgodziny, mimo że zarobione pieniądze już dawno przestały nasz cieszyć. Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, bo pasują nam idealnie do ciężko wypracowanego wizerunku.

Otaczamy się pięknem, bo trudno jest nam odnaleźć je w sobie. Realizujemy marzenia, choć już sami nie jesteśmy pewni, czy są one do końca nasze…

Czytaj też: Jak rozpoznać toksycznych ludzi? 3 typy, przed którymi trzeba umieć się bronić

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Życiowe gry

Prezentujemy światu, jacy jesteśmy przebojowi, drżąc ze strachu. Pokazujemy, jacy jesteśmy oczytani, wykształceni i wyedukowani, by osłonić naszą niepewność. Jacy jesteśmy odważni, mądrzy, świadomi, uczciwi, wyjątkowi, życzliwi i spolegliwi. Troskliwie pielęgnujemy też wychuchane idee własnego ciała, nawet jeśli są źródłem naszego nieszczęścia. Zawsze jesteśmy bowiem dla siebie zbyt grubi, zbyt niscy, zbyt przeciętni, zbyt zwykli, zbyt mało urodziwi, nijacy i nie tacy. W naszym mniemaniu zawsze jesteśmy za mało czarujący i zawsze za szybko się starzejemy. Prezentujemy rolę idealnych matek, ojców, żon, pracowników, partnerek lub szefów, koleżanek i synów, w oczekiwaniu na wszelką akceptację, często cichutko łkając w środku. Jakbyśmy nie mogli się ruszyć…

Jesteśmy bardzo przywiązani do wizerunku siebie – niezależnie od tego, jaki on jest. Często zupełnie się w nim zatracamy, już sami nie wiedząc, co jest prawdą, a co jedynie grą, „ściemą” na potrzeby oczekiwań innych. Okłamujemy sami siebie, że jest dobrze. Że przecież inni mają gorzej. Że nic strasznego się nie dzieje. Że jest ok. Że wytrzymamy. No właśnie. Wytrzymamy. Ale po co? Nie musimy tak żyć. Nie musi tak być. Nie musimy czekać, aż obudzi nas jakaś życiowa trauma. Nie musimy czekać, aż będzie za późno.

Czytaj też: Pewność siebie – 6 nawyków, które mogą ją niszczyć

Co więc zrobić?

Przede wszystkim należy uświadomić sobie, że mamy tylko jedno życie. Że to nie jest wstęp, że to nie jest przygotowanie. Że nie będzie drugiej szansy. Że czas, który z takim pietyzmem marnujemy, starając się uwierzyć we własne „ściemy”, już nie wróci. Wnioski wyciągnięte z dotychczasowych doświadczeń mogą się stać dla nas ogromem wiedzy o sobie. Prawdziwej praktycznej wiedzy.

W filozofii sankhji tworzącej podstawy teoretyczne jogi mówi się, że świadomość jest początkiem zmian. Dokładnie. Zmian.

Nie lubimy ich. Zmiany rodzą w nas bowiem głęboko zakorzeniony lęk przed nieznanym. Zmiany wytrącają nas z utartych, niechcianych, ale jakże bezpiecznych schematów. Wyrywają z ciepełka. Z prywatnej, choćby minimalnej strefy komfortu.

Są jednak konieczne na drodze do bardziej świadomego i prawdziwszego życia. Życia w  zgodzie z sobą. Jeśli wiemy już dość dokładnie, czego nie chcemy, należałoby zastanowić się, czego chcemy. Nasz system wartości gdzieś tam wciąż jest. Lekko przykryty wszelkimi odcieniami naszego zużytego moralnego relatywizmu. Przykryty warstwami szarości konformizmu i wszelkiej ułudy. Skryty w gąszczu schematów. Trzeba pogrzebać. Dokopać się do własnych potrzeb i chceń. Do ważnych dla nas wartości i do priorytetów. Do prawdziwego obrazu siebie niezależnego od audytorium…

To trudne, bo trzeba wsłuchać się w siebie. Tak naprawdę głęboko w sobie często czujemy, co jest dla nas dobre. Trzeba zadawać sobie pytania. Po co? Czy warto? I trzeba słuchać odpowiedzi.

Czytaj też: Jak pozbyć się złych nawyków i zamienić je na dobre? Zacznij od zrobienia listy

Moje metody

Ja rozpoznaję moje własne prawdziwe pragnienia i wartości dość intuicyjnie. Jeżeli robię lub mówię coś, co jest w zgodzie ze mną samą, czuję w konsekwencji spokój.

Nie trzeba zaczynać od wielkich zmian, od radykalnych rewolucji – to zniechęca i przeraża. To jest trudne. Można zacząć od małych kroczków. Małych zmianek. Od grzecznego odmówienia spotkania z natrętną koleżanką. Od rezygnacji z dodatkowego niechcianego i niefajnego zlecenia. Od poświęcenia czasu wreszcie tylko sobie. Od wolniutkiego wychodzenia z ról matki-Polki czy niezniszczalnego macho. Od wychodzenia z roli wszechmocnego.

Nie trzeba robić tego wszystkiego, czego oczekują od nas inni. Nie trzeba też nikogo niepotrzebnie ranić, czy negować. Nawet specjalnie wyjaśniać, czy tłumaczyć. Po prostu grzecznie robić swoje. Wyjście z naszych mentalnych schematów wymaga czasu i systematyczności. Bywa też trudne, ponieważ musimy zdobyć się na odwagę lub asertywność, a potem, co gorsza, skonfrontować ją z innymi.

Jednak metoda małych kroczków się sprawdza i działa. Oczywiście często konieczne są też większe zmiany. Czasem rewolucje. Nie zawsze da się załatać rzeczywistość… Czasem więc trzeba pójść na całość. Całkowicie zrezygnować z dotychczasowych scenariuszy i relacji, ciężko wypracowanych punktów widzenia i bezpiecznych schematów. Jeśli tylko jesteśmy pewni, że stan istniejący jest nieakceptowalny, a wszelkie próby lub możliwości przystosowania zawiodły.

Zmiana pracy. Zmiana zawodu. Nowe szkoły. Sprzedaż domu. Przeprowadzka. Rozwód. Wszystko to możemy zrobić. Wszystko to jest możliwe i osiągalne. Często czasochłonne i wymagające dużego nakładu pracy, ale wciąż osiągalne.

Przerażające zmiany

Wiem. Zmiany – szczególnie te duże – przerażają. Im więcej o nich myślimy, tym bardziej nierealne się jawią. Wiem jednak z doświadczenia, że nie taki wilk straszny... Wiem też, że osiągnięcie celu poprzedzonego sporą życiową rewolucją daje ostatecznie niesamowite poczucie sensu. Daje poczucie rozluźnienia i spokoju.

Nagle przestajemy zdawać się na to, co los przyniesie, i bierzemy wszystko w swoje ręce. Wreszcie robimy to, co najprostsze – to, co chcemy. Zmiany są twórcze. Zawsze. Nawet jeśli wydaje nam się, że pozostawiają po sobie ruiny… Jeśli są przemyślane i jeśli naprawdę ich chcemy, stają się naszą drogą rozwoju.  

Paradoksalnie też zmiany rozbijające nasze dotychczasowe wizerunki, schematy i relacje wpływają na nasze poczucie mocy i wiarę w siebie. Mimo że u podłoża każdej zmiany jesteśmy zmuszeni się przyznać do błędu, powiedzieć, że mamy już dość, że nasze dotychczasowe działania czy relacje nie przyniosły nam nic dobrego – nie stają się one naszą słabością, a jedynie siłą. Rodzą wnikliwsze zrozumienie problemu oraz konfrontację z nim. Rodzą świadomość. Pokazują, że umiejętność rezygnacji czy ustąpienie z naszych okopanych wcześniej pozycji tylko pozornie jest naszą przegraną. Naprawdę zaś świadczy o tym, że jesteśmy w pełni świadomymi i rozumiejącymi ludźmi. Świadczy o tym, że umiemy wyciągać wnioski. Świadczy o tym, że się rozwijamy. Że żyjemy.

Wiem na pewno, że na moją obecną postawę miały wpływ jogowe jamy i nijamy – moralne drogowskazy. Znałam je od początku mojej podróży z jogą, ale były dla mnie tylko pewną dawką barwnego folkloru stanowiącego tło do asan. U mnie ich przyswojenie następuje wtórnie i jakby bez mojego udziału. Powoli, powolutku i stopniowo zaczęły się pojawiać w moim życiu samoistnie. Wypływały w różnych aspektach i momentach mojego życia. Tłukły się po głowie, uwidaczniając to, co ukryte, zmuszając do refleksji, wymuszając ich praktykę. Jedną z nich jest satya – prawda. Niech ona będzie drogowskazem i waszych zmian.

Czytaj też: Santosa, czyli droga ku radości. Jak odnaleźć szczęście w życiu?

***

Tekst ukazał się w archiwalnym numerze magazynu „Joga”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Rozwój osobisty: samoakceptacja
Rodney Smith

Psycholożka radzi każdej z nas: „Nie zmieniaj się na siłę”

Rozwój osobisty wcale nie na tym polega, mówi dr Heidtman
Aleksandra Więcka
04.01.2019

Wystarczy otworzyć dowolną gazetę, żeby zrozumieć, że żyjemy w kulturze zmiany. Mamy się zmienić na Nowy Rok, na wiosnę, schudnąć, zwolnić i zostać boginiami seksu. Dlaczego zmiana stała się naszym fetyszem? Czemu nasz rozwój osobisty zrównujemy z ciągłymi zmianami? I w końcu najważniejsze pytanie: jak zatrzymać się w pędzie i docenić to, co już mamy? Przeczytaj wywiad z psycholożką i coachem, Joanną Heidtman.   Dlaczego stale mamy coś zmieniać? Bo żyjemy w kulturze, w której zmiana stała się fetyszem. Medialne zachęty do „ulepszenia” swojego życia pojawiają się cyklicznie i sezonowo. Na Nowy Rok obiecujemy sobie, że zerwiemy ze złymi nawykami. Na wiosnę mamy obowiązkowo schudnąć, przed świętami znaleźć czas dla rodziny, w lecie wyglądać seksownie, a jesienią awansować. I to wszyscy razem, jak na komendę. Czy rzeczywiście zachęca się nas do istotnych zmian wewnętrznych, czy tylko do bardzo powierzchownych korekt zachowania, które służą właśnie temu, żeby od głębokiej zmiany uciec? Kiedyś pracowałam w Stanach Zjednoczonych i ludzie zajmujący się marketingiem wytłumaczyli mi, co kryje się pod hasłem „new and improved”, które co jakiś czas pojawiało się w reklamach kolejnych produktów.   No i co się pod nim kryje? Właśnie nic. Chrupki, które w zeszłym sezonie były okrągłe, teraz są kwadratowe. Nie zmienia się ich smak, skład, nic istotnego. Chodzi wyłącznie o wywołanie wrażenia, że coś się zmieniło, bo to zwiększa szanse na to, że klient kupi produkt. Czy nie taką samą pozorną zmianę oferują nam różnego rodzaju poradniki, warsztaty samorozwoju czy kursy internetowe?   Po których mamy wyjść „nowe, lepsze, inne”? Oceniamy jakąkolwiek zmianę jako coś lepszego niż utrzymywanie status quo. Ta fascynacja...

Czytaj dalej
usmiechnięta kobieta
Adobe Stock

Od strachu do odwagi. Metoda dwuetapowego radzenia sobie z lękiem

Czasem strach ma racjonalne podstawy, a czasem boimy się niepotrzebnie. Dobra wiadomość jest taka, że możemy nad nim zapanować!
Aleksandra Nowakowska
28.04.2020

Czego ludzie boją się najczęściej? Listę strachów otwierają wystąpienia publiczne.  Okazuje się, że dla wielu konieczność przemawiania jest bardziej przerażająca niż śmierć, chociaż ta plasuje się zaraz na drugim miejscu. Dość powszechny jest strach przed chorobą, tyciem i niestabilną sytuacją finansową. Z psychologicznego punktu widzenia strach przed koronawirusem jest skutkiem odczuwania najwyższego zagrożenia – naszego zdrowia i życia. Profesor psychiatrii Judith Orloff w książce „Wolność emocjonalna” radzi do kwestii strachu podchodzić dwuetapowo. Na pierwszym etapie należy zweryfikować źródła obaw, oddzielając strach irracjonalny od uzasadnionych intuicyjnych przeczuć, którym warto wierzyć. Czasami jesteśmy w stanie przewidzieć rzeczywiste niebezpieczeństwo, ale na ogół ulegamy bezproduktywnym obawom, które odbierają nam siłę do życia. Dlatego dobrze jest doskonalić w sobie umiejętność weryfikacji obaw, które negatywnie na nas wpływają. Słusznym działaniem jest podważanie zasadności strachu, który podpowiada nam, że jesteśmy bezsilni. Natomiast prawdziwe intuicyjne przeczucia nigdy nie wzmacniają destruktywnych postaw i zachowań, a zachęcają nas do działania. Jak w takim razie odróżnić obawy uzasadnione od irracjonalnych? Jeśli mamy wiarygodne przeczucie, nasze myśli są neutralne a emocje spokojne. Intuicyjnie wydaje nam się to słuszne. W ten sposób  możemy się czuć, gdy myślimy: „Jeśli zostanę w domu, a poza nim będę przestrzegać zaleceń WHO, nie zachoruję”. Przeczucie takie utrzymane jest w krzepiącym, współczującym tonie. Czujemy je z perspektywy widza, który ogląda w kinie film, mamy jednoznaczne wrażenie, że najpierw je dostrzegamy, a potem odczuwamy. Irracjonalny strach niesie za sobą silny ładunek emocjonalny, a myśli są...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Odpoczynek należy się każdej z nas. Dawajmy go sobie, nie tylko w wakacje

Jesteśmy nauczone, jak dbać o potrzeby innych, ale często zapominamy o sobie. Tymczasem — jak przekonuje psycholog Joanna Chmura w wywiadzie dla Tok Fm — nuda i odpoczynek są nam potrzebne, jak powietrze.
Sylwia Arlak
28.08.2020

Pracujemy po godzinach. Wracamy do domu i szybko bierzemy się za przygotowywanie kolacji. Sprzątamy, pierzemy, prasujemy. Dbamy o potrzeby partnera, teściowej, dzieci, a w międzyczasie doradzamy przez telefon przyjaciółce. A co z nami i naszymi potrzebami? Odpoczynek na co dzień, nie od święta Psycholożka i coach Joanna Chmura podkreśla, że większość z nas nie umie dbać o siebie. „Wynosimy z domu wiele szkodliwych przekonań na temat odpoczynku. Nie byliśmy uczeni, jak dbać o siebie. Wiedzieliśmy, jak myć zęby czy pakować tornister, ale nikt nie mówił w otwarty sposób, że należy dbać o sobie potrzeby. Uczono nas dbać o innych, a teraz w dorosłym życiu wstydzimy się dbać o siebie” — mówi Chmura w rozmowie z Zuzanną Piechowicz w radio Tok FM. Czytaj też:   „Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach Warto odpoczywać i to nie tylko w wakacje. „Niektórzy ludzie mówią, że mogą spać trzy godziny i im to wystarcza. Może przez pewien czas rzeczywiście tak jest, ale w dłużej perspektywie to bardzo niebezpieczne” — podkreśla coach. Jak mówi Chmura, wiele osób przechwala się, że są na tyle pracowici, że nie potrzebują odpoczynku. Myślą, że są niezniszczalni. Dlatego wstydzimy się nałogów od używek, ale o pracoholizmie mówimy z dumą. A przecież nie jesteśmy w stanie działać i myśleć na pełnych obrotach przez osiem godzin dziennie. „To tylko zbroja. Mechanizm obronny, który ma przykryć nasze niepokoje, lęki i poczucie niskiej wartości” — dodaje. Jak już wybierzemy się na urlop, zamiast ładować baterie, sprzątamy mieszkanie, albo planujemy remont. „Często nam się wydaje, że jak nie idziemy do pracy, to musimy wypełnić czas jakąś pracą w domu. Nie...

Czytaj dalej
Adobe Stock
Adobe Stock

Dzień bez mięsa – zrób to dla siebie i dla świata! Dzienny jadłospis na wege posiłki od Kasi Bem 

Dzisiaj wybór diety to już nie tylko kwestia zdrowia czy etyki. W świecie na skraju katastrofy ekologicznej to wyraz wysokiej świadomości i dbałości o planetę. Lepszy świat zależy od naszych codziennych decyzji. Każda, najmniejsza zmiana ma znaczenie. Zacznij od wypróbowania wegetariańskiego jadłospisu przez jeden dzień.
Kasia Bem
29.07.2020

Całkowita rezygnacja z mięsa nie jest dla każdej z nas, ale gdyby tak wprowadzić do swojego życia jeden dzień w tygodniu, w którym jemy tylko wegetariańskie posiłki? Wbrew pozorom to właśnie te najdrobniejsze kroki mają największe znaczenie i wpływają pozytywnie na kondycję planety. Zainspiruj się jednodniowym jadłospisem od Kasi Bem, joginki i nauczycielki medytacji . *** Inspiracja: 
„Każda duża zmiana zaczyna się od małych pojedynczych działań” Coraz częściej myślę, że wegetarianizm to jedna z tych idei, które mogłyby ocalić świat. Sama jestem wegetarianką od wielu lat. Od wielu lat promuję ten styl odżywiana i namawiam innych do przemyślenia wyborów żywieniowych. Wegetarianizm to opcja, która wpływa nie tylko na osobisty dobrostan, ale ma również ogromny wpływ na kondycję planety. Jeśli udałoby się w samej tylko Unii Europejskiej zmniejszyć spożycie mięsa o połowę, zredukowałoby to produkcję gazów cieplarnianych o 40%! Produkcja i konsumpcja produktów pochodzenia zwierzęcego jest główną siłą napędową zmian klimatycznych. Badacze, naukowcy, ekolodzy trąbią o tym od lat. Wreszcie zaczynamy ich słuchać, bo zaczynamy się bać. Zmiany klimatu są najczęstszą przyczyną klęsk żywiołowych: susz, pożarów, powodzi, głodu i zagrożeniem dla całego ekosystemu. Dzisiaj wybór diety to już nie tylko kwestia zdrowia czy etyki. W świecie na skraju katastrofy ekologicznej to wyraz wysokiej świadomości i dbałości o planetę. Lepszy świat zależy od naszych codziennych decyzji. Każdy może ograniczyć spożycie mięsa, to żadne wyrzeczenie, a w dzisiejszych czasach konieczność. A zmiany trzeba wprowadzać błyskawicznie, bo Ziemia jest zagrożona. Grozi nam wyginięcie. To nie kasandryczne przepowiednie, tylko fakty. Jednocześnie taka świadomość może być paraliżująca....

Czytaj dalej