Ks. Adam Boniecki: „Opowiadam się za dawaniem prezentów i to nie tylko od święta”
East News

Ks. Adam Boniecki: „Opowiadam się za dawaniem prezentów i to nie tylko od święta”

Dla wszystkich ludzi na całym świecie możliwość obdarowania drugiego człowieka jest czymś ważnym, cennym. Rozmowa z księdzem Adamem Bonieckim.
Karolina Morelowska-Siluk
27.11.2020

Mieć, czy być, a może być minimalistą, to tematy tej rozmowy. Ks. Adam Boniecki mówi, że są przedmioty, który służą nie tylko posiadaniu, temu żeby mieć. Ale też byciu, na przykład książki, albo prezenty od bliskich, wyszukane specjalnie dla nas, żeby zrobić, nam właśnie przyjemność. I sam wspomina, jak w czasach dzieciństwa prezenty były dla niego konkretyzacją miłości bliskich ludzi.

Karolina Morelowska-Siluk: Dlaczego określenie „mieć” przeciwstawiamy określeniu „być”? Czy jedno musi wykluczać drugie?

Ks. Adam Boniecki: Nie, nie musi. To jest uproszczenie. Chodzi o to, co ma w naszym życiu priorytet. Co czemu służy? Czy jemy po to, żeby żyć, czy żyjemy po to, aby jeść? Przecież są takie sfery, które ciężko przyporządkować do jednej z tych kategorii, na przykład książki. W której sferze one się mieszczą? Niby zaliczamy je do „mieć”, bo stoją w naszej bibliotece – posiadamy je, ale przecież służą temu, aby rozwijać świadomość, służą naszemu „byciu”. Analiza „być” i mieć” pochodzi od francuskiego filozofa Gabriela Marcela, z którym przed laty miałem okazję wypić kawę i porozmawiać. To rozróżnienie, nawet bez wchodzenia w subtelne analizy Gabriela Marcela, okazuje się w życiu codziennym bardzo pożyteczne.

Punktem wyjścia do bieżącego rachunku sumienia?

Są ludzie bardzo skupieni na sferze „mieć” – nie mam tu na myśli jedynie gromadzenia, posiadania dóbr, ale także coś, co w języku francuskim określa się „apparaître”, czyli „wypaść”. Spotkałem się nawet z rozszerzeniem tego podziału o trzecią kategorię, czyli: „mieć”, „być”, i właśnie „wypaść”. Bywa, że jesteśmy gotowi bronić swojego „dobrego” wizerunku za każdą cenę. Przed innymi i – tak długo, jak się da – przed samym sobą.

Więc warto czasem zadać sobie pytanie: jakie miejsce w mojej hierarchii ważności zajmuje to, kim naprawdę jestem. Co kryje się za moimi tytułami, sukcesami, ewentualnymi nagrodami, opinią ludzi na mój temat, co jest głębiej, jaka jest prawda o mnie? Bo może jest to „pełna problemów, niepokoju, z zegarkiem, wielka kupa gnoju”, jak mówił Gałczyński. Tak czasami może się okazać.

Może dlatego od takich pytań uciekamy?

Warto nie czekać z takim pytaniem do starości, bo najczęściej właśnie wtedy je sobie zadajemy. To zrozumiałe – szereg rzeczy z naszego życia w sposób naturalny odpada – wypadamy z obiegu, przestajemy pełnić prestiżowe funkcje, wykonywać swój zawód – wówczas pozbawieni tych wszystkich ozdób, tego teatru, siadamy nad kleikiem i zostajemy tylko z tą prawdą o sobie. I chodzi o to, jaka ona jest? Ile jest we mnie treści, której nikt i nic mi nie odbierze? Dobrze jest wtedy, gdy utrata tych wszystkich zewnętrznych atrybutów nie zmienia prawdy o nas, nie powoduje, że się rozsypujemy i zatapiamyw pustce. Także dlatego warto nie zatracać się w posiadaniu.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Nie ma przykazania, które brzmi: utrudniaj sobie życie.

Choć w samym posiadaniu nie ma nic złego? Ksiądz kiedyś powiedział mi, że nie ma przykazania, które brzmi: utrudniaj sobie życie.

Oczywiście, że w samym posiadaniu nie ma nic złego. Ale myślę, że tak, jak istnieje dolna granica, kiedy braki materialne człowieka poniżają, tak samo istnieje górna granica, po której przekroczeniu także następuje w nas jakaś degradacja. Są takie miejsca, w których ludzie muszą być odpowiednio, czytaj drogo i firmowo, ubrani, bo inaczej zostaną źle ocenieni. To jest upadek. Jest taka grupa ludzi, którzy zawsze mają buty z ledwo znoszoną podeszwą, jakby kupili je przedwczoraj. Trzeba mieć wolność od takich nacisków. Czasami przegapia się ważny moment i nagle okazuje się, że sama czynność powiększania swojego stanu posiadania staje się sportem. Sportem, który pobudza adrenalinę. Uzależniamy się od tego stanu i zaczynamy wierzyć, że w ciągłym podnoszeniu standardu życia znajdziemy szczęście. Oczywiście, istotne jest także to, co z tymi pomnażanymi dobrami, z tym naszym „mieć” zrobimy.

Bo można, zatracając się w tym sporcie, „przy okazji” zupełnie stracić z oczu innych?

Tak bywa. Tymczasem nie żyjemy przecież w próżni. Z punktu widzenia człowieczeństwa, a już chrześcijaństwa na pewno, istnieje coś takiego jak „solidarność z braćmi, którzy głodują”.

To znaczy, że muszę dzielić się tym, na co być może ciężko pracowałam, z tymi, którym być może pracować się nie chciało?

Nie musisz. Ale tu czyha pułapka. W Piśmie Świętym powiedziano: „Biada bogaczom na górach Samarii, bowiem zatyło ich serce”. To znaczy, że może zdarzyć się tak, że nasze serce pokryje się tłuszczem w takim stopniu, że nie zdołamy już nikogo i niczego dostrzec. Oczywiście wszystkim nie da się pomóc, ale często pod hasłem: wszystkim nie pomogę, kryje się efekt: nie pomagam nikomu. Można, posiadając bardzo wiele, zbudować sobie pałac i nie zobaczyć, że pod jego bramą leży głodny człowiek, bo przez tę bramę przejeżdża się tylko szybkim samochodem, a z niego ciężko cokolwiek dostrzec. Wtedy spokojnie,

z czystym sumieniem, można powiedzieć: biednych nie widziałem.

Ale ci ludzie bywają roszczeniowi...

Pewnie, potrzebna jest więc w życiu odrobina szaleństwa, ale i duża roztropność. Bo jeszcze ważne jest pytanie, komu należy dać rybę, a komu wędkę. To nie chodzi o to, że powinnaś zawsze podzielić się tym, co masz. Chodzi raczej o wrażliwość i otwartość na tego, którego los akurat przed tobą postawił. Ale ratować tonącego nie oznacza topić się razem z nim. Trzeba bezpiecznie zostać na brzegu i użyć środków, które się ma, aby podać rękę.

Miłosierdzie nie wyklucza roztropności

A żeby móc umieć zrobić coś dla drugiego człowieka, trzeba zająć się najpierw sobą? Czy potrzeba nam w życiu odrobinę zdrowego egoizmu?

Propozycja chrześcijaństwa jest tu dość oczywista: dać życie, żeby inni mieli życie. Miłosierdzie nie wyklucza jednak roztropności. Czasem, myśląc tylko o innych, żyjąc wyłącznie dla innych, można znaleźć się w sytuacji zupełnie fatalnej. Można się potężnie uwikłać.

Czyli wolno nam myśleć o sobie?

Myślimy o sobie bez żadnego pozwolenia! Myślimy o sobie częściej, niż się nam zdaje. Tak jesteśmy skonstruowani, człowiek jest środkiem, jest centrum tego świata, który widzi. Po prostu. I to żaden grzech. Trzeba siebie tylko pilnować, aby egoizmu nie rozhuśtać.

Przez lata żyliśmy w szarej rzeczywistości, w której nie było niczego. Potem nastał czas, gdy zachodni, kolorowy świat stał się na wyciągnięcie ręki. Gromadziliśmy wszystko, co się dało. Teraz znowu z Zachodu przyszła moda na minimalizm – nieobrastanie w dobra. Czy to nie jest kolejna pułapka?

Zależy, jak to określenie minimalizm rozumieć. Myślę, że on ma różne oblicza. Jest na przykład taki wielkopański minimalizm – brudnej koszuli nie oddaję do pralni, tylko wyrzucam albo przekazuję tym gorzej sytuowanym. Tak robił podobno Osama bin Laden. Wkładał raz koszulę (oczywiście bardzo drogą), a potem dostawała ją służba. Był minimalistą – nie gromadził! Taki minimalizm jest moralnie dość ryzykowny.

Minimaliści mówią: pozbądź się stresu związanego z nadmiarem, mniej znaczy lepiej. I żyją na przykład w pustych, ascetycznych wnętrzach.

Byłbym z tym ostrożny, bo są przedmioty, rzeczy służące właśnie temu, aby „być”. Na przykład te, które dostało się od przyjaciół, jakiś obraz, obrazek, zdjęcie w ramce, cokolwiek. To nie są rzeczy potrzebne, ale one są znakiem czegoś ważnego. Więc z obszaru minimalizmu polecałbym raczej gotowość rozstania się z tym, co się ma. Tę gotowość trzeba raz na jakiś czas sprawdzać.

W jaki sposób?

Oddając to, co się lubi. Raz na jakiś czas oddaj komuś coś, co ma dla ciebie emocjonalną wartość. Doskonałe ćwiczenie. To jest dla mnie minimalizm.

Skoro jesteśmy przy dawaniu prezentów, zbliżają się właśnie święta Bożego Narodzenia i znowu słyszę wypowiedzi niektórych psychologów, że zamiast kupować dziecku prezenty, mam spędzić z nim czas. I znów „mieć” przeciwstawia się „byciu”. A ja chcę kupować moim bliskim prezenty. Robię coś złego?

Bzdura! Jak sięgam pamięcią do czasów dzieciństwa, to dla mnie te prezenty były konkretyzacją tego, że są ludzie, którzy mnie kochają, którzy się głowili, co sprawi mi przyjemność. Moja radość była ich radością. Jesteśmy ludźmi, a nie czystymi duchami, prezenty są konkretyzacją naszych uczuć. Pamiętam swoją radość z wiecznego pióra, które dostałem pod choinkę w 1944 roku. Ciekło jak cholera, byłem cały umazany atramentem, ale to szczęście, że potraktowano mnie jak dorosłego człowieka, któremu przysługuje wieczne pióro, było nie do opisania.

Dawanie prezentów zalicza ksiądz do kategorii „być”?

Zdecydowanie tak. Szczególnie te wymyślone z myślą o kimś, pamięta się całe życie. Oczywiście w przypadku dorosłych ludzi ten język symboliki jest o wiele prostszy niż w przypadku dzieci, ale na całym świecie gest dawania jest dla ludzi czymś bardzo ważnym, cennym. Przekonałem się o tym wielokrotnie, podróżując. Byłem kiedyś z papieżem w Zairze. Papież gościł u prezydenta, a ja miałem chwilę czasu. Zobaczyłem, że koło dziennikarzy kręci się grupa młodych ludzi. Zapytałem ich, czy nie pokazaliby mi miasta, byli zachwyceni. Okazało się, że to oprowadzenie polega na tym, że zapraszają mnie kolejno do domu każdego z nich. Te domy były bardzo różne – bogate i biedniejsze. W każdym dostałem jakiś upominek od gospodarzy.

Aż w końcu trafiłem do ostatniego mieszkania, najbiedniejszego chłopaka. Siedzieliśmy tam przez chwilę, a ja spostrzegłem, że pan domu gorączkowo szuka czegoś wzrokiem po całym wnętrzu. Wiedziałem już, o co chodzi – koniecznie chciał mnie czymś obdarować. I nagle na jego twarzy wyraz ulgi: spostrzegł, że na regale stoi kielich zrobiony z bambusa. Poderwał się, złapał go, zawinął w gazetę i dał mi. W jego oczach zobaczyłem szczęście, że mógł mi coś podarować. Zrozumiałem, jak było to dla niego ważne.

Innym razem, także podczas pielgrzymki, ponownie dostałem niezwykły prezent. To było w Wagadugu, stolicy wówczas Górnej Wolty, dziś Burkina Faso. Było potwornie gorąco, myślałem, że pęknie mi z upału głowa. Zobaczyłem, że obok mnie stoi potężny mężczyzna, który ma na głowie ogromny jak parasol kapelusz. Z nadzieją zapytałem go, czy mógłby mi go sprzedać. Odpowiedział, że nie ma mowy, bo on nie sprzedaje kapeluszy. Poradził mi, żebym poszedł do sklepu, a wszystkie były zamknięte. Pomyślałem: trudno. Po chwili odwrócił się do mnie, uśmiechnął szeroko i powiedział: „Nie mogę ci sprzedać tego kapelusza, ale mogę ci go podarować”. Cudowny gest. Mógł przecież zarobić – to był bardzo biedny kraj. Dla wszystkich ludzi na całym świecie możliwość obdarowania drugiego człowieka jest czymś ważnym. Opowiadam się za dawaniem prezentów – i to nie tylko od święta.

***

Rozmowa z księdzem Bonieckim ukazała się w „Urodzie Życia" 12/2017

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Grażyna Biskupska
@CBS Reality

Inspektor Grażyna Biskupska: „Latami pracowaliśmy na to, by ludzie nie bali się policji”

Inspektor Biskupska to najsłynniejsza kobieta oficer polskiej służby mundurowej i bohaterka serialu dokumentalnego na CBS Reality „Kryminalne akta inspektor Biskupskiej”. W rozmowie z nami wspomina najlepsze lata polskiej policji.
Sylwia Niemczyk
27.11.2020

Pracowała nad najgłośniejszymi sprawami kryminalnymi w Polsce, m.in. „wampira z Ochoty” czy zabójstwa Tomka Jaworskiego. „Lata 90. to było w Polsce eldorado dla przestępców”, mówi młodsza inspektor Grażyna Biskupska była naczelnik Wydziału do Zwalczania Aktów Terroru Kryminalnego. Sylwia Niemczyk: Kiedy na początku lat 90. zaczęła pani pracę, dużo było kobiet w policji? Grażyna Biskupska: Bardzo dużo. To był czas transformacji, ze starej kadry milicyjnej odchodziło sporo ludzi i trzeba było tę dziurę, która po nich została, kimś zapełnić. Wtedy zatrudniono mnóstwo kobiet. I słusznie! Pion dochodzeniowo-śledczy to specyficzne miejsce, przy każdej okazji powtarzam, że to praca wprost stworzona dla kobiet. Oczywiście miałam też fajnych panów dochodzeniowców, ale zdecydowanie kobiety są w dochodzeniówce lepsze – mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa za te słowa. Panowie są fantastyczni w szybkim działaniu: jechać, zatrzymać, doprowadzić. Ale cała reszta, czyli dociekanie, analizowanie – to już my. A przede wszystkim: słuchanie, słuchanie i słuchanie. Przecież to kobieca domena.  Policja to miejsce dla kobiet – mówi insp. Biskupska Idąc na spotkanie z panią, myślałam, że będziemy rozmawiać o tym, jak drobna blondynka odnalazła się w męskim świecie. A tu się okazuje, że muszę szybko wymyślić inny zestaw pytań! W komendzie na warszawskim Żoliborzu, w której spędziłam pierwsze dziewięć lat, na pewno nie było żadnego męskiego świata. Trochę mniej kobiet było w Wydziale ds. Aktów Terroru Kryminalnego, który współtworzyłam od 1999 roku, a potem prowadziłam jako naczelnik. Ale też były. Poza tym nigdy nie doświadczyłam niczego, co się dziś nazywa mobbingiem i dyskryminacją, ani nie słyszałam o takich...

Czytaj dalej
Jak dbać o odporność psychiczną?
Artem Kovalev/Unsplash.com

Odporność psychiczna. Jak ją wzmocnić, by stać się silnym człowiekiem?

Wiesz, że o odporność organizmu trzeba dbać. To pozwoli ci uniknąć chorób, nie będziesz się tak często przeziębiać, łapać infekcji. Pamiętasz więc, by łykać witaminy, suplementy diety, słuchasz rad swojego lekarza. A czy z równym zaangażowaniem dbasz o swoją odporność psychiczną?
Karolina Morelowska-Siluk
26.11.2020

Czy wiesz, że odporność psychiczną należy wspomagać, by nie dawać się codziennym problemom, by kłopoty nie rozłożyły nas tak, jak wirus rozkłada kogoś, kto ma niską odporność organizmu? Owszem, natura wyposażyła nas w rozmaite narzędzia, by radzić sobie w życiu, ale po pierwsze – nie każdy z nas dostał w pakiecie startowym tyle samo mocy, po drugie – jesteśmy „zobowiązani” do tego, by naturze w tej kwestii pomóc. Czym jest odporność psychiczna? „Chociaż są dowody na to, że odporność psychiczna jest przekazywana genetycznie, nie ma gwarancji, że silni rodzice będą mieli silne psychicznie dzieci. Dobra wiadomość za to jest taka, że odporność psychiczną można w sobie wyćwiczyć”, przekonuje Doug Strycharczyk, dyrektor organizacji opracowującej innowacyjne narzędzia badawcze i testy psychometryczne. Czytaj też: Stres wpływa na odporność. Oto jak możesz z nim walczyć Według Douga Strycharczyka oraz prof. Petera Clougha z Manchester Metropolitan University, autorów książki „Odporność psychiczna. Strategie i narzędzia rozwoju”, wspomniana odporność psychiczna to jedna z cech osobowości, która w znaczącym stopniu odpowiada za to, w jaki sposób człowiek radzi sobie z wyzwaniami, stresem i presją, niezależnie od aktualnych okoliczności, w jakich te wyzwania, stres i presja go dopadły. Zatem niezależnie od tego czy jest akurat mocny fizycznie, otoczony przyjaciółmi, bogaty czy przeciwnie – schorowany, samotny, bez grosza. Cztery filary odporności psychicznej Autorzy w swojej książce wspominają o tzw. modelu 4C, czyli o czterech filarach odporności psychicznej. Są nimi: wyzwanie, czyli postrzeganie życiowych wyzwań jako szansy; pewność siebie, czyli wysoki poziom wiary w swoje możliwości; zaangażowanie, czyli wytrwałość w realizowaniu zadań; poczucie kontroli, czyli...

Czytaj dalej
Mat.prasowe kolaż

Najlepsze książki na zimę. Sprawdzą się jako prezenty pod choinkę

Sezon czytelniczy w pełni. Sprawdzamy, co warto przeczytać w najbliższych tygodniach albo zostawić bliskim pod choinką.
Sylwia Arlak
26.11.2020

Grudzień to czas prezentów. Przyjaciółkę może ucieszyć książka o rozwoju osobistym, a mamę — pozycja, która pozwoli jej się oderwać od otaczającego świata. Obdarowując bliskich, nie zapominajmy także o sobie samych. Sprawdźcie, jakie książki warto przeczytać w najbliższych tygodniach. „Nic się nie dzieje”, Kathryn Nicolai, Wydawnictwo Insignis Pandemia, niepewność jutra, a do tego strajki na ulicach polskich miast. 2020 rok nie był dla nas łaskawy. Nic dziwnego, że tak często cierpimy na zaburzenia snu. Przy zarwanych nocach nie ma mowy o dobrym samopoczuciu. Warto więc poznać nawyki wspomagające zdrowy i spokojny sen. Na pomoc przychodzi książka „Nic się nie dzieje” autorki Kathryn Nicolai. Znajdziemy w niej pokrzepiające opowiadania z pięknymi ilustracjami Léi Le Pivert, pomysły na relaksujące rytuały i medytacje, a także przepyszne przepisy. „Odrobina czarów”, Michelle Harrison, Wydawnictwo Literackie Grudzień to czas magii. Książka „Odrobina czarów” Michelle Harrison, kolejna część opowieści o rodzinie z wyspy Wronoskał, idealnie wpasuje się w ten świąteczny, wyjątkowy klimat. Charlie przez pomyłkę zostaje porwana. Jej siostry wyruszają na poszukiwania pełne przygód i niebezpieczeństw. Wbrew pozorom — opowieść wciąga nie tylko nastolatki. „Twoja wewnętrzna moc”, Agnieszka Maciąg, Wydawnictwo Otwarte Agnieszka Maciąg od lat uczy nas, jak żyć pełniej, głębiej, bardziej świadomie. W swojej najnowszej książce „Twoja wewnętrzna moc” pokazuje, jak radzić sobie w czasach kryzysu. Uświadamia nam, że największe ograniczenia tkwią w naszej głowie i że przy odrobinie wysiłku każda z nas może wieść takie życie, na jakie zasługuje. Jak przekonuje autorka, słowo wyzwanie zamieńmy na wezwanie do...

Czytaj dalej
boniecki 2
Fot. Grażyna Makara

Ks. Adam Boniecki swoim życiem pokazuje, w jakiego Boga nie wierzy

Wymyślano o nim niestworzone rzeczy. Że jest agentem CIA, szpiegiem papieża, że wdał się w romans. Teraz ks. Adam Boniecki – wielki polski duchowny, doczekał się o sobie filmu.
Agnieszka Dajbor
26.06.2020

Dokument o księdzu Adamie Bonieckim „xABo: Ksiądz Boniecki” wejdzie do kin w pełnię lata, 24 lipca. Podobno ks. Boniecki, który nie lubi zamętu wokół siebie, modlił się, by reżyserka Aleksandra Potoczek odstąpiła od realizacji. Na szczęście Pan Bóg miał inne plany, bo powstał dokument piękny i chwytający za serce. Kamera towarzyszy księdzu w trakcie jego podróży, w chwilach skupienia, modlitwy. Podczas rozmów w redakcji „Tygodnika Powszechnego”, do którego przyszedł w 1964 roku z polecenia wtedy jeszcze biskupa Karola Wojtyły. Ksiądz Boniecki mówi w tym filmie wiele rzeczy ważnych. O wierze wbrew zwątpieniu. O bagażu życiowych dramatów, niespełnień, żalów, który niesiemy ze sobą, jak ciężką walizkę. O przemijaniu. Opowiada o tym prosto, w bardzo ludzki sposób, jak wtedy, kiedy rzuca uwagę: „Kiedyś dawałem śluby dzieciom, które chrzciłem. Teraz po latach już tych ochrzczonych nie zobaczę”. Tłumaczy, w jakiego Boga nie wierzy , układając tę wypowiedź w osobistą litanię: „Nie wierzę w Boga, który zapala czerwone światło, gdy człowiek się cieszy. Nie wierzę w Boga, który mówi: „zapłacisz mi za to”. Nie wierzę w Boga, który wymaga, aby człowiek wierzący przestał być ludzki”… Najbardziej poruszają spotkania księdza z ludźmi. A jest ich mnóstwo. Często zupełnie przypadkowe, jak z mężczyzną na dworcu kolejowym, który zagaduje „A ksiądz do Krakowa?”. I po chwili już opowiada o śmierci matki: że nie może sobie z tym poradzić. Albo dziewczyna z galerii handlowej, która zwraca się do księdza Bonieckiego per pan, ale biegnie za nim, by spytać, dlaczego nie zawsze jest tak dobra, jakby chciała. Są też dziesiątki spotkań autorskich, na które...

Czytaj dalej