„To alchemia” – o naturalnym farbowaniu tkanin roślinami mówi artystka, Ola Bystry
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry

„To alchemia” – o naturalnym farbowaniu tkanin roślinami mówi artystka, Ola Bystry

W jej życiu przyroda i sztuka przeplatają się w sposób naturalny. Prowadzi bloga „Dzikie barwy”, warsztaty i wydała książkę, bo jak sama mówi „jej celem nie jest tworzenie produktów, tylko dzielenie się wiedzą”.
Wika Kwiatkowska
03.06.2020

Ola bardzo lubi prowadzić zajęcia w plenerze, tak jak to było podczas trzydniowych warsztatów na Podkarpaciu, w dzikim ogrodzie etnobotanika Łukasza Łuczaja.

Zawsze bardziej interesował ją świat natury niż popkultury. Uwielbiała wiedzieć, co rośnie dookoła, podróżować na dziko, z plecakiem i namiotem, patrzeć na rozgwieżdżone niebo, chłonąć zapachy lasu, zbierać sok z brzozy. I komponować w domu herbatki z własnoręcznie zebranych ziół. Ale jeszcze kilka lat temu Ola Bystry nie przypuszczała, że jej prywatna, przyrodniczo-zielarska fascynacja wpłynie na to, czym zajmie się na co dzień.

naturalne farbowanie tkanin
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry
Ola Bystry w swojej pracowni w Łodzi. W dłoniach trzyma słoik z mlekiem sojowym własnego wyrobu, którego używa do bejcowania tkanin.

Studia na ASP

Ola skończyła ASP w Łodzi na Wydziale Tkaniny i Ubioru. Po studiach tworzyła tkaniny artystyczne, ale brakowało jej kontaktu z ludźmi. Dlatego postanowiła poprowadzić warsztaty, podczas których uczestnicy mogli stworzyć własne wzory i poeksperymentować z różnymi materiałami. W ramach przygotowania do kolejnych zajęć zaczęła zgłębiać dawne techniki druku na tkaninach. Wtedy odkryła rośliny barwierskie

– Kiedyś wszystkie kolory wywodziły się z przyrody, powstawały dzięki naturalnym barwnikom, roślinnym czy mineralnym – mówi. – Zrozumiałam, że pod ręką mamy mnóstwo skarbów, wystarczy po nie sięgnąć. 

Na pierwsze zbiory pojechała na rowerze w okolice Lasu Łagiewnickiego – niedaleko Łodzi, gdzie mieszka. Znalazła połacie nawłoci późnej, zbierała też liście drzew. I zaczęła z pasją eksperymentować z farbowaniem. – To jest alchemia, czułam się trochę jak odkrywca – wspomina. – Za każdym razem wychodziło coś nowego. 

naturalne farbowanie tkanin
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry
Ola wciąż eksperymentuje z farbowaniem roślinami. Niedawno napisała i wydała książkę „Dzikie barwy”. Można w niej znaleźć m.in. ponad 50 autorskich przepisów, które pozwalają nadać tkaninom z bawełny i lnu szeroką paletę naturalnych, szlachetnych kolorów.

Roślinna paleta barw

Okazało się, że z rosnących w naszym klimacie roślin można uzyskać szeroką paletę barw: ciepłe i zimne żółcienie, zielenie, głębokie brązy, słoneczne ugry, szarości, fiolety, czerwienie, ceglane i pudrowe róże, oranże. – Roślinna paleta barw jest bardzo bogata, ale delikatna, pełna subtelnych i szlachetnych odcieni. Wszystkie kolory do siebie pasują, więc można budować dowolne zestawienia. Ktoś mi powiedział, że mają działanie terapeutyczne, wyciszają, przyjemnie jest się nimi otaczać. Mamy je zapisane w genach. Naprawdę chwytają za serce.

naturalne farbowanie tkanin
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry
Krwawnik, nawłoć, wrotycz, dąb, świerk, orzech czy sumak to surowce do naturalnego farbowania, łatwo u nas dostępne w sezonie letnim i jesiennym.

Blog i książka „Dzikie barwy”

Celem Oli nie jest tworzenie kolekcji i produktów, tylko dzielenie się wiedzą. Stąd nie tylko warsztaty, ale też blog i książka „Dzikie barwy”, którą ostatnio wydała. Z jednej strony chce pokazać, jakie bogactwo przyrody nas otacza, jak trzeba to docenić i uszanować. Z drugiej – ma ogromną satysfakcję, kiedy widzi, jak otwiera się w ludziach kreatywna, twórcza strona. – Każdy ma ukryty talent i przy odrobinie skupienia i chęci może stworzyć coś wyjątkowego. Czasem ktoś przychodzi i mówi: „Ja to jestem taka poukładana, zrobię coś geometrycznego”. A potem robi coś odwrotnego – jakieś organiczne, abstrakcyjne, ekspresyjne kształty. Bo to, co o sobie wiemy, to jedno. A co w nas drzemie, to zupełnie co innego. 

Najbardziej lubi kilkudniowe warsztaty, które zaczynają się od wyjścia w plener. Ola uczy rozpoznawania na łące kilku prostych roślin barwierskich, takich jak: nawłoć późna, wrotycz pospolity, krwawnik czy przypominająca rumianek maruna bezwonna. Opowiada o drzewach liściastych, które świetnie nadają się do farbowania: począwszy od brzozy, przez topolę, różne gatunki wierzby, orzechy – nie tylko włoski, ale też czarny i szary. Nie zapomina o ziołach z ogrodu, chociażby o lawendzie czy rozmarynie, z których też można korzystać. 

naturalne farbowanie tkanin
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry

Ola bardzo lubi prowadzić zajęcia w plenerze, tak jak to było podczas trzydniowych warsztatów na Podkarpaciu, w dzikim ogrodzie etnobotanika Łukasza Łuczaja.

Tworzenie wzorów na tkaninie

Z zebranych roślin w dużych garnkach kilka godzin gotuje się wielokolorowa „zupa”. Odcienie tych kąpieli barwierskich mogą się zmienić po dodaniu zapraw i bejc nadających trwałość kolorom. Następuje czas tworzenia wzorów, często japońską metodą shibori polegającą na wiązaniu, składaniu, zszywaniu i ściskaniu tkaniny, przygotowywanej tak do barwienia. Po odcedzeniu do kąpieli dodaje się odpowiednie specyfiki, obserwuje zmianę kolorów i wrzuca tkaninę. Te nietoksyczne farby łączą się tylko z naturalnymi włóknami – Ola najczęściej korzysta z lnu i bawełny. Najlepiej zostawić tkaninę w garnku na całą noc. Unikatowy efekt gwarantowany.

Filozofia zero waste

Oli bliska jest filozofia zero waste, dlatego zachęca, aby przynieść na warsztaty sprany T-shirt albo poplamioną bluzkę i dać im nowe życie. Sama jest fanką lnu, więc ma w domu kilka ufarbowanych przez siebie lnianych bluzek. A jej trzymiesięczna córeczka Gaja śpi w uplecionym z trawy koszyku mojżeszowym wyściełanym tkaniną farbowaną w szyszkach świerku. – Chciałam, żeby była leśnym człowieczkiem – śmieje się Ola. 

Marzy jej się własny ogródek barwierski na wsi. A obok piękna pracownia, gdzie mogłaby prowadzić działalność artystyczno-edukacyjną. – Bardzo przyjemne jest to, że praca jest też moim życiem, pasją, że to się przeplata w naturalny sposób. A w barwieniu roślinami można znaleźć wszystko: szlachetne kolory, ziołowe zapachy, bogactwo inspiracji i magię bliskiego obcowania z przyrodą.

naturalne farbowanie tkanin
fot. Ola Bystry, Dawid Bystry
Imponujących rozmiarów różowa tkanina zawdzięcza kolor marzannie barwierskiej. Powstała na zlecenie projektantki Ani Kuczyńskiej, która zainspirowana kolorami z bloga Oli stworzyła kolekcję sukienek z jej tkanin.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życie” 4/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Chi Chi Ude
Honorata Karapuda

Chi-Chi Ude chce nas ubrać w mocny kolor i odważny wzór

W kontrze do mody na minimalizm deklaruje, że jest maksymalistką. Wnosi do naszej rzeczywistości blask afrykańskiego słońca.
Wika Kwiatkowska
16.05.2020

Nie oddziela prywatności od pracy. Dlatego jej mieszkanie w centrum Warszawy to jednocześnie showroom i pracownia krawiecka. Bajecznie kolorowe żakardowe płaszcze z ostatniej kolekcji witają nas przy wejściu do salonu. Na stole piętrzą się próbki wzorzystych tkanin, a na podłodze – ścinki materiałów we wszystkich kolorach świata.  W tle, zamiast zgiełku miasta, słychać kojącą barokową muzykę i anielski głos Jakuba Józefa Orlińskiego, młodego rozchwytywanego kontratenora i fana wielobarwnych, odważnych garniturów Chi-Chi Ude.  Muzykę i sztukę Chi-Chi kocha od dziecka. Ukończyła szkołę muzyczną w klasie fortepianu, a jej ulubioną książką w podstawówce był album o historii ubiorów. Wycinała z tektury lalki i ubierała je w stroje z różnych epok. Jednocześnie córka lekarzy, Polki i Nigeryjczyka, nosiła w sobie pamięć o soczystych kolorach i afrykańskim słońcu.  W mieście Enugu we wschodniej Nigerii spędziła sześć lat dzieciństwa. Chi-Chi to zdrobnienie od Chinyere, czyli „Dar od boga” w języku ibo.  – To tam wykształciła się moja wrażliwość – mówi. – Pamiętam kolorowe stroje mojej niani, która nosiła mnie na plecach. I przepięknie udrapowane wielobarwne spódnice mojej babci, do której przyjeżdżaliśmy na wieś na święta. Z mamą i młodszą siostrą wróciły do Polski, kiedy Chi-Chi miała osiem lat. – W tym czasie w Opolu, gdzie zamieszkałyśmy, były tylko trzy mulatki. Lekko nie było – wspomina. Odetchnęła dopiero po kilkunastu latach w Paryżu, gdzie dostała stypendium w szkole biznesu. – Przeżyłam tam szok, bo zobaczyłam wokół tysiące takich jak ja. I zrozumiałam, że inność może być atutem. Paryż uwiódł ją też jako stolica mody. Codziennie w drodze do pracy...

Czytaj dalej
Risk For Love, LGBTQ, Duma, Pride, wiosna 2020, parada równości
Daniel Sunderland i Piotr Sunderland, fot. Antoni Mroziński

Risk For Love – tęczowa kolekcja marki Risk stworzona z okazji Pride Month

Są tacy, którzy zaryzykują wiele dla miłości... Polska marka pokazuje ich w najnowszej kampanii i prezentuje kolekcję, której partnerem jest Kampania Przeciw Homofobii.
Zuzanna Szustakiewicz
01.06.2020

Czerwiec to wyjątkowy miesiąc dla społeczności LGBTQ na całym świecie. W świętowanie Pride Month włącza się polska marka Risk Made in Warsaw, która właśnie wypuściła swoją kolekcję Risk For Love i pokazała kampanię, w której triumfuje miłość – prawdziwa, równa, wolna.   Pod tęczową flagą   „Gdybym miała narysować flagę dla planety Ziemia , to byłaby to właśnie tęcza” - mówi Klara Kowtun – współzałożycielka Riska. Tęczowa flaga to symbol środowisk LGBTQ, a jak powstała? Jej twórcą był amerykański artysta i aktywista na rzecz środowisk gejowskich Gilbert Baker. Pofarbował on pasy materiału na 8 kolorów, zszył je razem i zaprezentował podczas Parady Równości w San Francisco 25 czerwca 1978 roku. Każda barwa oznacza co innego: różowa — seksualność, czerwona — życie, pomarańczowa — ukojenie, żółta — słońce, zielona — naturę, turkusowa — sztukę i magię, indygo — pokój i harmonię, fioletowa — duchowość. Baker celowo nie opatentował swojego projektu, by każdy na całym świecie mógł go odtworzyć po swojemu.   Risk For Love   Tęczową flagę zinterpretowały także po swojemu założycielki Risk Made in Warsaw – Antonina Samecka i Klara Kowtun.  Wszystkie kolory tęczy  pojawiają się zarówno na rozkloszowanych bananówach, spódnicach inspirowanych latami 70. spódnicach, jak i letnich sukienkach na ramiączkach. Zaprojektowane przez Pawła Palikota łagodnie zaokrąglone litery tworzące słowo RISK, odtwarzają łuk naturalnej tęczy i pojawiają się w postaci haftu na plecach wygodnej, szarej bluzy. „Projektując ubrania w tęczę, miałyśmy prosty cel — by każdy mógł na ulicy, w biurze,...

Czytaj dalej
Marheri Crafts, makramy
fot. Barbara Bogacka Fotografia

Makrama, czyli sztuka wiązania sznurków może być sposobem na życie

Makramy – piękne dekoracje ze sznurka – Marta Zakrzewska odkryła na urlopie macierzyńskim. Potem wszystko poszło jak po sznurku. Dziś prowadzi warsztaty makramy, a także blog: Marheri Crafts i sklep Fabryka Sznurka.
Aleksandra Szajewska
25.05.2020

Makrama to technika plecenia sznurków bez użycia narzędzi. – Wystarczy znać kilka węzłów, aby wyczarować trwały i mocny wzór – mówi Marta Zakrzewska, która w makramie zakochała się już kilka lat temu. Technika makramy jest prawie tak stara, jak nasza cywilizacja. Inkowie korzystali z pisma węzełkowego. Pierwsi żeglarze pletli łańcuszki – talizmany, które wieszali na czubku masztu. W Europie bogaci mieszczanie ozdabiali makramami wnętrza – wyplatali serwety, narzuty na łoża i fotele.  Teraz kiedy wszystkie dekoracje możemy kupić, a większość przedmiotów w domu została wyprodukowana w Chinach, jeszcze większą radość daje zrobienie czegoś własnymi rękami. Zdaniem Marty to prostota techniki sprawia, że jest tak popularna. Wystarczy znać na początek dwa węzły! Chociaż jak sama przyznaje,  jej pierwsza makrama powstawała w mękach, przez trzy tygodnie, była krzywa i dziwaczna, to jednak jej tworzenie sprawiło Marcie ogromną radość.  Aby zacząć przygodę z wyplataniem, trzeba naprawdę niewiele. – Oczywiście najważniejszy jest sznurek, poza tym ostre nożyczki i miarka. Przyda się też odpowiedni stelaż, na którym będziemy tworzyć naszą pracę. W przypadku makramowych dekoracji wystarczy drewniany patyk z lasu lub profil z marketu budowlanego – tłumaczy blogerka. Na pewno warto mieć też sporo cierpliwości, bo efekty wyplatania widać dopiero po kilku godzinach, a nawet dniach pracy.  – Staram się pokazywać w mediach społecznościowych i na blogu, że samodzielne tworzenie dekoracji ze sznurka do sypialni czy lampy do salonu to nic trudnego. Wystarczy ciekawość i trochę cierpliwości – zachęca autorka Marheri Crafts. Marta prowadzi warsztaty wyplatania makram. Podczas spotkania, które trwa zazwyczaj około trzech godzin, jest w stanie przekazać...

Czytaj dalej