Odkryj nieznane oblicze portugalskiej Madery
Małgorzata Sobońska-Szylińska
STYL ŻYCIA

Odkryj nieznane oblicze portugalskiej Madery

Co można robić na wyspie poza relaksowaniem się przy hotelowym basenie? Sprawdziliśmy: czekają nas górskie widoki, przygody i adrenalina!
Małgorzata Sobońska-Szylińska
08.05.2020

Tygodniowy pobyt na Maderze dostarczył nam tylu przeżyć, że mieliśmy wrażenie, jakby trwał znacznie dłużej. Emocje zaczęły się już w powietrzu. Na krótko przed zejściem do lądowania nasz samolot dosłownie w miejscu zawrócił w powietrzu, próbując wpasować się w krótki pas startowy na lotnisku im. Cristiano Ronaldo w Funchal. Trząsł się i co chwila opadał kilka metrów. Przypominało to jazdę kolejką górską. Pomruk przerażenia przerodził się w westchnienie ulgi, gdy ostatecznie siedliśmy na ziemi. Ale... każde lądowanie wygląda tam podobnie. Lotnisko ma bowiem bardzo krótki pas, a przez to zaliczane jest do najbardziej niebezpiecznych na świecie. Dodatkową „atrakcją” są silne boczne wiatry, które i nas nie oszczędziły. Na Maderę latają bardzo doświadczeni piloci, od lat nie wydarzył się tam żaden wypadek, więc tak naprawdę nie ma powodów do obaw.

Wulkaniczna wyspa na Atlantyku

Madera powstała w wyniku erupcji wulkanu, cała wyspa pokryta jest górami. Na lotnisko pozyskano jedyny płaski skrawek lądu, jednak żeby pas startowy miał bezpieczną długość, konieczne było zawieszenie jego części na 180 ogromnych betonowych filarach, z których część wyrasta wprost z morza. Wszechobecne góry określają charakter wyspy niemal w każdym obszarze. Od sieci dróg, przez komunikację, architekturę, a nawet proponowane turystom wycieczki i rozrywki. My podróżowaliśmy po wyspie wynajętym samochodem, co jest najwygodniejszym, ale i bardzo emocjonującym sposobem przemieszczania się. Drogi wijące się po stromych zboczach bywają bowiem nachylone pod absurdalnym kątem. Auta o słabszych silnikach muszą czasami się poddać, gdy podjazd okazuje się zbyt stromy. Każdy turysta, który miał okazję podróżować samochodem po drogach Madery, zgadza się z opinią, że jeśli dał sobie radę w tych warunkach, żadna droga na świecie nie będzie dla niego problemem.

Wyspę dosłownie przeorano labiryntem tuneli. Ich liczba przypadająca na kilometr kwadratowy jest tu prawdopodobnie jedną z największych na świecie. Infrastruktura drogowa, połączona z gęstą zabudową na każdym nadającym się do tego skrawku lądu, pokazuje skalę ingerencji człowieka w przyrodę. Na spadzistych stokach widać malownicze domki z pionowymi ogrodami tonącymi w kwiatach. W południowo-zachodniej części wyspy tarasy obrośnięte bananowcami czy winoroślą bywają połączone pionowymi drabinami umożliwiającymi gospodarzom doglądanie upraw. Wszystko to sprawia wrażenie ogromnego, ale utrzymanego w swoistej harmonii zagęszczenia, w które nie da się już wetknąć szpilki. 

Zjazd na wiklinowych saniach po Monte Palace Tropical Garden

Madera słynie z kwiatów i bogatej roślinności. W samym Funchal odwiedziliśmy dwa ogromne ogrody botaniczne. Wytyczone pomiędzy roślinami ścieżki w obu miejscach zaliczane są do szlaków trekkingowych o umiarkowanej trudności. Do ogrodów można się dostać jedną z kolejek linowych, które kursują pomiędzy centrum Funchal a Monte – najwyżej położoną dzielnicą miasta. Kolejki mają do pokonania 1600 metrów przewyższenia! Z dwóch kompleksów botanicznych, które zwiedziliśmy w Funchal, zdecydowanie bardziej podobał nam się Monte Palace Tropical Garden, w którym można spędzić dobre pół dnia, czując się jak w japońskiej baśni. Spacerując, trzeba jedynie od czasu do czasu spoglądać pod nogi, by nie nadepnąć na jedną z wielu małych jaszczurek, które wzięły wyspę w posiadanie. Tuż przy górnym wejściu do ogrodu zaczyna się trasa zjazdu na słynnych toboganach – saniach wyplatanych z wikliny. Kontrolowane przez ubranych na biało mężczyzn w słomkowych kapeluszach nietypowe pojazdy pędzą w dół z zawrotną prędkością 48 kilometrów na godzinę. W dodatku muszą mijać jeżdżące po tej samej trasie samochody. Niejedno serce zaczyna szybciej bić!

CR7 for ever czyli Muzeum Cristiana Ronaldo

Będąc w Funchal, nie mogliśmy nie odwiedzić muzeum Cristiana Ronaldo. Przekraczaliśmy próg przybytku z pewną rezerwą, ale szybko zrozumieliśmy, że istnienie tej instytucji jest całkowicie uzasadnione. CR7, wielokrotnie okrzyknięty najlepszym piłkarzem świata, zgromadził tak niewiarygodnie dużą liczbę trofeów, że ukrycie ich przed oczami fanów byłoby zbrodnią. Muzeum usytuowane jest na nabrzeżu portowym, przy szerokiej promenadzie prowadzącej do centrum miasta. To idealna trasa na spacer do najstarszej ulicy na Maderze – Rua de Santa Maria. Pełno tu urokliwych knajpek – z lokalnym winem i pysznymi potrawami przyrządzanymi głównie z owoców morza – a także… artystycznie pomalowanych drzwi.

Trekking w Funchal i ukryte wodospady

Na zwiedzanie Funchal wystarczy poświęcić niecały dzień. A to dlatego, by mieć jeszcze wystarczająco dużo czasu na to, co na Maderze najpiękniejsze – wysokogórskie niezwykłe szlaki trekkingowe i wymagające wędrówki wzdłuż niezliczonych kanałów wodnych. Ich sieć została zbudowana na wyspie już w XVI wieku, by transportować wodę deszczową z piętrzących się na północy gór na południe. Wzdłuż kanałów ciągną się górskie ścieżki biegnące w cieniu drzew wawrzynowych. Wiele z tych ścieżek jest jednocześnie szlakami turystycznymi. Najsłynniejszy z nich – Levada das 25 fontes („fonte” znaczy: źródło) – prowadzi do ukrytego w skałach wodospadu wpadającego do niewielkiego jeziora, w   którym można się wykąpać. Oczywiście, jeśli komuś niestraszna zimna woda.

Liczba wyznaczonych dla turystów szlaków górskich sprawia, że nawet w trakcie dwutygodniowego pobytu można zaplanować sobie na każdy dzień zupełnie nową marszrutę. Niektóre z tras trekkingowych zajmują czas od rana do wieczora, wymagają nie lada kondycji i oswojenia się z warunkami, jak na szlaku Orlej Perci w Tatrach. Jednak widoki, które towarzyszą wędrówce, wynagradzają trud i zagłuszają wszelkie lęki. Najbardziej spektakularny szlak poprowadzony jest ponad chmurami pomiędzy dwoma szczytami – Pico do Arieiro (1818 m n.p.m.) i najwyższym na wyspie Pico Ruivo (1862 m n.p.m.).

Odległości na Maderze są niewielkie. Wystarczy powiedzieć, że powierzchnia wyspy jest zaledwie o 40 procent większa od Warszawy. Dlatego po wyczerpującej górskiej wędrówce można podjechać na południowe wybrzeże do Porto Moniz, by zażyć oczyszczającej kąpieli w jednym z naturalnych basenów wkomponowanych w morze. Jeśli po całodziennych szaleństwach słońce jest jeszcze nad horyzontem, obowiązkowo należy odwiedzić jeden z dwóch najlepszych na wyspie punktów do obserwacji zachodu. Do wyboru mamy: szklany taras widokowy na klifie Cabo Girão – należącym do najwyższych w Europie (580 metrów wysokości) – i Półwysep Świętego Wawrzyńca, gdzie obserwacja zachodzącego słońca może być idealnym uwieńczeniem kilkugodzinnego spaceru pośród monumentalnych skał. Madera jest miejscem zaskakującym. Warto tam polecieć chociaż raz w życiu, by tych zaskoczeń doświadczać każdego dnia pobytu na tej niezwykłej wyspie.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 10/2019

1\6
Górskie serpentyny
Górskie serpentyny
Sime/Free

Strome zbocza wyspy pokrywa pierzyna z domków. Żeby do nich dojechać, trzeba być mistrzem kierownicy.

2\6
Mercado Dos Lavradores w Funchal
Mercado Dos Lavradores w Funchal
Adobe Stock

Wizyta w Funchal nie może się odbyć bez zakupów na targu rolnym, który kusi rajskimi kolorami, zapachami i fantastyczną atmosferą.

3\6
Pejzaż Madery
Pejzaż Madery
Getty Images

Każda wyprawa samochodem wokół wyspy podzielona jest na odcinki wyznaczane przez punkty widokowe. Żadnego nie wolno przegapić – widoki zapierają dech w piersiach!

4\6
Dla miłośników adrenaliny
Dla miłośników adrenaliny
Adobe Stock

Słynne na cały świat tobogany ruszają z najwyższego punktu dzielnicy Funchal – Monte – i mkną w dół z prędkością niemal 50 km/h.

5\6
Górskie wędrówki
Górskie wędrówki
Getty Images

Madera jest rajem dla miłośników górskich wycieczek, szlaki turystyczne są świetnie przygotowane.

6\6
Rua de Santa Maria w Funchal
Rua de Santa Maria w Funchal
Adobe Stock

Na najstarszej ulicy Funchal, nie można oderwać oczu od drzwi. Prawie wszystkie są artystycznie pomalowane.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Lizbona, podróże, Pomnik Odkrywców
Adobe Stock

Dlaczego tak łatwo zakochać się w Lizbonie?

Stolica Portugalii rozdaje nagrody za uważność, wystarczy zwolnić i smakować życie. Cudowna architektura, przejażdżki starymi tramwajami i niesamowite światło czynią to miasto magicznym.
Kamila Morgisz 
27.04.2020

Radość w sercu pojawia się już w samolocie podchodzącym do lądowania. Pomarańczowe dachy domów są jak starzy znajomi – ich ciepły ceglany kolor grzeje nawet przez szybę. Obserwowanie miasta z wysokości to także jedna z wielu przyjemności dostępnych już po wylądowaniu. W stolicy Portugalii znajdziecie wiele tarasów widokowych, na przykład ten, który znajduje się na łuku triumfalnym Arco da Rua Augusta przy placu Handlowym (Praça do Comércio). Widać z niego m.in. wspaniałą katedrę Sé i zamek Świętego Jerzego. W tym miejscu można zrozumieć, co miał na myśli Fernando Pessoa, portugalski pisarz i poeta, który w „Księdze niepokoju” pisał o krążących po mieście tramwajach jak o wielkich, żółtych pudełkach zapałek. Dokładnie tak wyglądają oglądane z góry. Miejsce kotów i duchów Mogłabym tu zamieszkać – ta myśl zaskoczyła mnie na Cemitério dos Prazeres, czyli lizbońskim Cmentarzu Przyjemności. Trafiłam tam, idąc śladami książki „Requiem” autorstwa zakochanego w Portugalii Włocha Antonia Tabucchiego. Nietypowa nazwa tego miejsca pochodzi od znajdującej się kiedyś na tym terenie posiadłości. Cmentarz Przyjemności wygląda jak opuszczone miasteczko. Za bramą zobaczycie setki jazigos – różnej wielkości groby przypominające małe domy z oknami, w których nierzadko widać firanki. W środku można zobaczyć portretowe zdjęcia zmarłych. Najbardziej przejmujące są rodzinne grobowce, w których na niewielkiej przestrzeni mieści się kilka trumien. Leżą na specjalnych półkach, trzy po lewej, trzy po prawej stronie. Przychodzi mi do głowy skojarzenie z wagonem sypialnym i wieczną podróżą. Próżno szukać tu zniczy, można zauważyć jedynie małe wiązanki na grobach, ewentualnie pojedyncze kwiaty zatknięte za ozdobne bramy. W...

Czytaj dalej
Bułgaria, podróże, róże damasceńskie
FORUM

Wakacje w rytmie slow? Bułgaria to kierunek dla ciebie!

Bułgaria to nie tylko kurorty nad Morzem Czarnym i wycieczki do Sofii. To również majestatyczne góry, dzika przyroda i malownicze bezdroża. Tu warto zejść z wytyczonego szlaku.
Kamila Morgisz 
29.04.2020

Niby oblegana przez turystów, a jednak Bułgaria to do dziś kraj w dużej mierze turystycznie nieodkryty. O wielu miejscach, których piękno zapiera dech, mało kto wie, bo nie znajdziemy ich w popularnych przewodnikach. I myślę, że właściwie to dobrze, bo dzięki temu Bułgaria zachowała swoją tajemnicę i piękno: momentami chropowate i nieoczywiste, innym razem olśniewające już od pierwszej sekundy. Strandża – szlak wędrownych ptaków, wino mavrud i róża Chanel Aby poznać tę mniej znaną Bułgarię, warto wybrać się poza przetarte szlaki. Na przykład na południowy wschód kraju, gdzie na styku granicy bułgarsko-grecko-tureckiej rozpościera się Strandża – chroniony obszar przyrodniczy i łańcuch górski. Miękko pofalowane, pokryte gęstymi lasami wzniesienia Strandży sięgają aż do wybrzeża, po czym miękko zstępują w morze. Drzewa w Strandży mają nawet kilkaset lat, a ich historię widać po pniach i splątanych konarach przybierających niekiedy przedziwne, fantastyczne kształty. Możemy tu zobaczyć rośliny, jakich nie ma nigdzie indziej w Europie, a także mnóstwo gatunków ptaków, m.in. pelikana kędzierzawego, wąsatkę czy czaplę białą. Właśnie nad Strandżą przebiega drugi co do wielkości w Europie szlak wędrowny ptaków – Via Pontica. Jedną z miejscowości osłoniętych przez bukowe lasy Strandży i zarazem otwartych na morski horyzont jest wioska Sinemorec z dwiema plażami. Z pobliskich wzgórz roztacza się wspaniały widok na Morze Czarne, do którego wpływają słodkie wody rzeki Weleki. To właśnie Welece, najczystszej rzece w Bułgarii, roślinność Strandży zawdzięcza swój przepych. Weleka przedostaje się do morza przez piaszczystą mierzeję, tworząc przy okazji turkusową lagunę, która jest znakiem rozpoznawczym nadmorskiej miejscowości. Sinemorec zamieszkuje...

Czytaj dalej
Kuba, podróże, Varadero
Sime/Free

Luksus po kubańsku

W sklepach brakuje wielu rzeczy, samochody są mocno używane, a ceny niepewne, ale każdy, kto choć raz odwiedzi Kubę przyzna, że życie smakuje tu inaczej. Pełniej.
Kamila Morgisz 
14.04.2020

Lubię wracać na Kubę. I zawsze wybieram niewielkie miasteczko Boca de Camarioca. Lubię je ze względu na ludzi. Nie wszystkie przyjazne gesty muszą tu być wymienialną walutą. Codziennie z kubańskimi znajomymi witamy się tak, jak gdybyśmy nie widzieli się rok. Przytulanie, cmokanie, żarty i okrzyki. Fascynuje mnie też różnorodność: rdzenni mieszkańcy Kuby zostali wieki temu wymordowani przez kolonizatorów, ale ci, których spotykam dziś, to niezwykła mieszanka potomków Hiszpanów, Anglików, Amerykanów, Afrykanów, a nawet Słowian. Chcę tu wracać także ze względu na przyjaźń z Anią. To więź, która narodziła się spontanicznie: po wymianie kilku maili i kilkunastogodzinnym locie spotkałam duchową siostrę. Przyjechała po mnie na lotnisko starym chevroletem, w zabójczej kreacji, na szpilkach i z czerwoną szminką na ustach. Jak przystało na Polkę, góralkę z pochodzenia, obywatelkę Kanady, sercem związaną z Kubą. Że będzie tu mieszkać, wymarzyła sobie ponad 30 lat temu. Po kilkunastu latach zaczęła budowę domu i choć takie przedsięwzięcia obwarowane są wieloma skomplikowanymi przepisami, postawiła na swoim. Villa Cubanita jest teraz jednym z najokazalszych domów w okolicy i najbardziej gościnnym. Tu jem najlepszą pod słońcem kwaśnicę i ogórkową. Chcę tu wracać ze względu na ocean. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać nad samym morzem. Kiedyś to marzenie spełniałam latem w przyczepie nad Zatoką Pucką, teraz na Karaibach. Brzmi luksusowo, ale sporo wysiłku wkładam w to, żeby zorganizować sobie taki wyjazd w cenie wakacji nad Bałtykiem. Kupuję okazyjnie bilety z przesiadkami albo wolne miejsca w czarterach, starając się, aby podróż nie zajęła mi więcej niż 24 godziny. Jadę na dłużej, co najmniej na trzy tygodnie, żeby koszt biletu się zamortyzował. Jeśli nie mieszkam u mojej Ani,...

Czytaj dalej