Psycholog Joanna Żółkiewska o toksycznych Świętach z rodziną: „Jeśli trzeba, odetnij się. Czasem to pomaga”
Pexels.com

Psycholog Joanna Żółkiewska o toksycznych Świętach z rodziną: „Jeśli trzeba, odetnij się. Czasem to pomaga”

„Jedziemy na Święta, bo chcemy usłyszeć coś, na co od dawna czekamy. Albo mamy nadzieję na jakiś gest. A potem, jeśli nic nie idzie po naszej myśli, jesteśmy rozczarowani i zaczyna się awantura” — mówi nam psycholog Joanna Żołkiewska.
Sylwia Arlak
18.12.2020

Pytania, które uwierają jak za ciasne buty: „Czy ty w końcu wyjdziesz za mąż?” albo „Kiedy dzieci”? Te – i dużo podobnych wiele z nas co roku słyszy przy wigilijnym stole. Tak samo jak słyszymy niechciane opinie na temat Strajku Kobiet, rządu, pandemii, szczepionek zmieniajacych DNA i spisku Billa Gatesa. Czy można się jakoś na nie przygotować? Albo uodpornić na niechciane rady, opinie i pytania? Porozmawiałyśmy o tym z psycholożką Joanną Żółkiewską.

Sylwia Arlak: Znowu usiądziemy przy wigilijnym stole i znowu padną te same niewygodne pytania: o ślub, dzieci, zarobki, dodatkowe kilogramy. Można nauczyć się tym nie przejmować?

Joanna Żółkiewska: To wszystko zależy od tego, jak mocno zależy nam na osobach, z którymi siadamy do wigilijnego stołu, na ich opinii. Jak to wyglądało do tej pory, jak dalece nas wspierały, a w jakim stopniu raniły. Ważne jest też jak bardzo temat, który poruszają, jest dla nas istotny. Czy można nauczyć się sobie z tym radzić? Pewnie tak, ale niestety nie jest to proste. Przede wszystkim musimy się zastanowić, czy ktoś ma w ogóle prawo pytać o pewne rzeczy. W jakim stopniu jest to moja osobista sprawa, a w jakim stopniu pozwalam komuś wkraczać w moje życie prywatne.

Często mamy poczucie, że pewne pytania wynikają z troski o nas. Nie zakładamy, że są złośliwe, że ktoś chce nam zrobić krzywdę. Wydaje nam się, że to normalne, bo jesteśmy do tego przyzwyczajone. A przecież nikomu na ulicy nie pozwoliłybyśmy zapytać nas o zarobki, czy o to, kiedy zajdziemy w ciąże. A nasi bliscy sobie na to pozwalają. To, na co komu pozwalamy i gdzie stawiamy granice, jest indywidualną sprawą każdego z nas. To kwestia asertywności.

A jak sobie radzić z takimi pytaniami? Udawać, że nie słyszymy, zmienić temat, a może… w ogóle zrezygnować ze Świąt z osobami, które nie wiedzą, jak się zachować?

Mówimy o relacjach rodzinnych. Jak odetniemy się od najbliższych, poniesiemy tego konsekwencje. Już to, że się nad tym zastanawiam, oznacza, że zależy mi na tych osobach. Być może wiążą mnie z nimi jedynie więzi lojalnościowe, nie emocjonalne, ale te też mogą być bardzo silne. Odetnijmy się w momencie, gdy nie możemy zrobić już nic innego. Kiedy relacja jest niesamowicie raniąca albo ma intencję ranienia. Tak to wygląda np. w przypadku rodziców narcystycznych. Być może pomoże odcięcie się tylko na jakiś czas. Tak, żeby samemu sobie poradzić z trudnymi emocjami, okrzepnąć i zbudować narzędzia do stawiania granic.

Z drugiej strony większość z nas nie wyobraża sobie Świąt bez najbliższych. Moim zdaniem bardzo często pomaga wyznaczenie granic, powiedzenie wprost: „nie chcę”, „nie życzę sobie”, „nie będę poruszać tego tematu”. I na pewno spotkamy się na początku z jakimś oporem, sprzeciwem rodziny: „ale co ty na żartach się nie znasz?”, ale to nie znaczy, że mamy nie próbować.

A jeżeli przy każdych kolejnych Świętach rodzina przekracza te same granice? Chyba nie ma innego wyjścia, jak spędzić Boże Narodzenie oddzielnie…

Pod jednym warunkiem — że nie karzemy same siebie. Jeśli sprawa dotyczy najbliższych, czyli rodziców i rodzeństwa to mówimy o bardzo silnych więziach. Jeśli się odetniemy, a potem długo nie widzimy, a naszych bliskich spotka coś złego, możemy wpaść w ogromne poczucie winy. W ten sposób możemy zrobić sobie większą krzywdę niż tej drugiej osobie. Chodzi mi o to, żebyśmy umiały zadbać o siebie, a nie dodawały sobie kolejnych cierpień.

Jestem za dialogiem. Jeśli ktoś nas rani, dajmy tej osobie szansę na to, żeby zweryfikowała swoje zachowanie. Dopiero jeśli nie przestanie nas ranić — zaprzestańmy kontaktu. Pamiętajmy, że to nie jest rodzaj groźby, a informacja: „muszę zadbać o siebie, nie będę pozwalała się ranić i na jakiś czas będę musiała się zdystansować”.

Warto się tłumaczyć ze swoich wyborów?

Tylko jeśli dotyczą innych, godzą w drugą osobę. Jeśli chodzi o nasze życie, jesteśmy dorosłe i nie mamy obowiązku tłumaczyć się z naszych wyborów. Opowiadamy o czymś tylko wówczas, jeśli mamy taką potrzebę, albo uważamy, że nam to pomoże. Bardzo często, kiedy mamy jakieś dylematy, pomaga powiedzenie o tym komuś na głos.

Chyba warto też zastanowić się, dlaczego akurat to pytanie tak bardzo nas zdenerwowało, prawda?

Zazwyczaj wiemy, dlaczego coś nas zdenerwowało. Np. jeśli nie chcemy mieć dzieci, a ktoś z rodziny wciąż nas o nie pyta, mamy poczucie, że jesteśmy do czegoś zmuszane. Albo, że ktoś chce nam coś udowodnić. Mówi nam, że „bez dzieci związek jest mniej wart” czy „życie bez dzieci to egoizm”, co oczywiście nie jest prawdą. Pozwólmy ludziom żyć, tak jak chcą. Przecież może być też tak, że ktoś nie może mieć dzieci i takim pytaniem dokładamy mu jeszcze więcej cierpienia. Nawet w rodzinie trzeba się zastanowić, czy mamy kompetencję, żeby pytać o takie rzeczy.

Czytaj też: Jak przetrwać święta bez kłótni i stresu? Pamiętaj o tych trzech zasadach

Dlaczego tak bardzo interesujemy się życiem innych? To wynik troski czy może jednak wolimy skupić się na innych, żeby nie myśleć o sobie?

Różnie, ale to też sprawa społeczna i pokoleniowa. Większość z nas ma wydrukowany tradycyjny schemat — najpierw mamy dzieci, potem czekamy, aż się pobiorą i mamy wnuki, którymi możemy się cieszyć. Nie ma w tym nic złego, dopóki nie przedkładamy naszej potrzeby bycia dziadkiem nad potrzeby naszego dziecka. A to niestety często się zdarza. Nie mam prawo oczekiwać wnuków tylko dlaczego, że jestem rodzicem. Potem na świat przychodzą dzieci z obowiązku, nie z autentycznej chęci i miłości swoich rodziców.

Wielu z nas nie zastanawia się, jak chce żyć i czego chce dla siebie. Co chce zobaczyć, zdobyć, poznać. Żyjemy więc schematem zewnętrznym: dom, dzieci, praca. I te wigilijne pytania też o tym świadczą. „A bo sąsiadka ma już trójkę, to ty też byś już mogła mieć” — słyszymy. Najważniejsze pytanie brzmi — czy kieruje nami troska o nasze dzieci, czy potrzeba, żeby mieć się czym pochwalić znajomym.

Ale domyślam się też, że czasami wart przejrzeć się w oczach innych. Same niektórych rzeczy nie dostrzeżemy.

Ważna jest intencja. Jeśli pytanie zadaje wujek, którego widzimy tylko na weselach, chrzcinach i tego typu imprezach, nie ma prawa wchodzić w nasze życie. Nic o nas nie wie. A jeśli jest to mama czy tata, z którymi jesteśmy silnie związani, też oczywiście mierzą nas swoją miarką, ale życzliwie. Może sami są szczęśliwymi rodzicami i chcą tego samego dla nas. W takiej relacji wystarczy dać znać, że nie chcemy o czymś rozmawiać, a oni powinni to zrozumieć.

Poza typowymi niechcianymi pytaniami, czas Świąt to także czas wzajemnych pretensji. Rozumiem, że jeśli przez cały rok się ze sobą nie dogadujemy, nie możemy oczekiwać, że w Boże Narodzenie będzie lepiej.

Będzie gorzej. Bo są emocje, nadzieje i oczekiwania. Jedziemy na Święta, bo chcemy usłyszeć coś, na co dawno czekamy. Albo mamy nadzieję na jakiś gest. A potem, jeśli nic nie idzie po naszej myśli, jesteśmy rozczarowani i zaczyna się awantura. Ktoś o czymś nie pomyślał, ktoś czegoś nie zrobił, nie powiedział. Myślimy też o magii Świąt. Zewsząd dostajemy przekaz — że Boże Narodzenie jest rodzinne, że wszyscy się kochają, godzą, ale za jaką cenę?

Domyślałam się, że za taką, że nie mówimy tego, co naprawdę myślimy…

Na przykład. Zaciskamy zęby. Albo jedziemy do krewnych, bo tak wypada. Cały rok nie rozmawiamy z tatą czy bratem, ale jak możemy nie zobaczyć się w Święta? Co ludzie powiedzą?

Mówmy, co nam leży na sercu, ale też słuchajmy, żeby to działało w dwie strony. Ostatnio wiele mówi się o mindfulness, czyli o treningu uważności.

Możemy się z tego śmiać, ale myślę, że wielu z nas brakuje wglądu samego siebie. Zastanówmy się, co tak naprawdę czujemy, czego naprawdę chcemy i jak wyobrażamy sobie swoje życie. I praktykujmy wdzięczność. Nie widzimy tych wszystkich drobnych, ale wspaniałych rzeczy w naszym życiu. Cały czas jesteśmy w pędzie, sfrustrowane, niezadowolone. Święta mogą być czasem refleksji i odpoczynku emocjonalnego.

Nie kombinujmy za dużo. Jeśli mamy potrzebę zobaczenia się z rodzicami, z którymi jesteśmy w konflikcie, zróbmy to, bo ich kochamy. Skupmy się na tym uczuciu. Nie oczekujemy, że otrzymamy coś w zamian. Pomyślmy o tym, co jest ważne i dobre, nie dokładając do tego kolejnego zadania do spełnienia.

Czytaj też: Mindfulness w święta. Nie bądź pośpiechem, bądź uważnością, radością, ciszą… 

A jak słyszymy takie hasła, jak „morderczyni dzieci”, albo „homoseksualiści są chorzy”, jak się zachować? Jak być stanowczą, ale jednocześnie nie zepsuć całkowicie Świąt?

Doza zdrowego egoizmu jest nam wszystkim potrzebna. Oczywiście, że można udawać, że czegoś nie słyszymy. Ale wtedy zdradzamy siebie i to, w co wierzymy. Poza tym będziemy tak spięte, że i tak prędzej czy później dojdzie do konfliktu. Pokłócimy się np. o liczbę łyżeczek cukru do herbaty, a nie powiemy tego, o co nam tak naprawdę chodzi. Najważniejsza jest szczerość i autentyczność. Powiedzmy: „Szanuję twoje zdanie, ale ja mam zupełnie inne i chciałabym, żebyś ty też je uszanował”, albo „może lepiej zmieńmy temat, bo się pokłócimy, a po co nam to teraz? Nikt z nas nie zmieni zdania, wiemy o tym”.

To jakich tematów unikać przy świątecznym stole? Polityka i co jeszcze?

Polityka zawsze (śmiech). Choć z drugiej strony z kim dyskutować o polityce, jak nie z najbliższymi? Polityka, sprawy wyznaniowe, światopoglądowe, jeśli wiemy, że się różnimy, zawsze są niebezpieczne. Warto zastanowić się, na czym nam bardziej zależy. Na tym, żeby doprowadzić do konfrontacji czy jednak na tym, żeby miło i przyjemnie spędzić czas. To nasza odpowiedzialność.

A jak grzecznie odmówić babci, gdy wciąż powtarza „może dołożyć ci jeszcze jednej porcji sernika?”

Babci się nie odmawia! (śmiech) Jeśli nie mamy problemów zdrowotnych, przez cały rok uważamy na to, co jemy, to folgując sobie przez Święta, nic się nie stanie. Chyba że rzeczywiście nie jesteśmy w stanie już nic zmieścić, ale wiemy, że babcie nie przyjmują tego argumentu. Kierujmy się zdrowym rozsądkiem. Zanim uprzemy się na coś, bo trzymamy linię, zastanówmy się, czy gra jest warta świeczki. Widzimy się z babcią bardzo rzadko, szczególnie teraz w czasie pandemii. Może ten kawałek sernika i walka o niego nie jest tyle warta, co uśmiech bliskiej osoby?

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
kłótnie o polityce
Getty Images

Jak się nie kłócić o wybory i religię? Mówi Jacek Wasilewski, ekspert od dobrej komunikacji

Rozmawiać – tak. Kłócić się – po co?
Sylwia Niemczyk
14.10.2019

Warto toczyć dyskusje, bo dzięki temu poznajemy różne stanowiska. Ale dyskusja nie musi być przecież walką na śmierć i życie” – przypomina w „Urodzie Życia” dr Jacek Wasilewski, kulturoznawca i specjalista komunikacji społecznej i dodaje: „Pilnujmy jednak, żeby nasza dyskusja nie zmieniła się w bitwę na epitety. Zamiast okopywać się na swoich pozycjach, szukajmy kompromisu”. Rozmawia Sylwia Niemczyk. Sztuka dyskusji Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czego najbardziej brakuje naszym dyskusjom? Jacek Wasilewski: Czasem przydałby się pewnie ciekawszy temat, ale mówiąc serio, przede wszystkim musimy mieć świadomość, czego od dyskusji oczekujemy. Czy zależy nam, żeby koniecznie kogoś przekonać do swoich racji, czy może wystarczy nam, że zrozumiemy, czemu druga strona ma taką, a nie inną opinię? Dyskusja nie musi być przecież walką na śmierć i życie. Często warto po prostu wypowiedzieć własne zdanie i pozwolić, żeby nasz rozmówca pozostał przy swoim. To nie zawsze jest łatwe, ale z drugiej strony zastanówmy się, czemu odmienne opinie innych ludzi aż tak nas frustrują, a deszcz bębniący o parapet już nie?  Może dlatego, że bębnienie o parapet nie wpływa na moje życie, a ludzie, z którymi się spieram, mogą wpływać, i to bardzo.  I właśnie dlatego z deszczem nie rozmawiamy, a z tym naszym wujkiem czy stryjkiem czasem rzeczywiście możemy spróbować się dogadać. Choć od razu uprzedzam, że szansa na porozumienie w dyskusji w dużej mierze zależy od tego, jakiego rodzaju argumenty stosuje nasz rozmówca.  Możemy wymienić kilka rodzajów? Do najbardziej popularnych argumentów należą te w stylu: „To oczywiste, że…” albo „Wszyscy wiedzą, że…”. Są dosyć łatwe do obalenia w dyskusji, bo zawsze...

Czytaj dalej
Fot. iStock

Stresują czy uszczęśliwiają? Jak naprawdę działają na nas święta? Pięć zaskakujących odkryć naukowców

Dlaczego wspólne śpiewanie kolęd obniża poziom stresu? I co się dzieje w naszym mózgu, gdy po raz tysięczny słyszymy „All I Want for Christmas is You”?
Anna Zaleska
11.12.2020

Wiem, że nie wszyscy lubią święta. Z każdym rokiem coraz więcej widzę tekstów w rodzaju „jak przeżyć święta i nie zwariować”, doniesień o tym, jak bardzo w tym czasie wzrasta w nas poziom stresu, a nawet że świąteczna muzyka może źle wpływać na nasze zdrowie psychiczne. Czyżby Grinch brał górę nad Duchem Bożego Narodzenia? A przecież w znacznej mierze to od nas zależy, jakie te święta będą. Jeśli za bardzo skupimy się na szorowaniu listew przypodłogowych, panicznym szukaniu prezentów dla ludzi, którzy mają wszystko, a na końcu – przyrządzaniu dwunastu wigilijnych potraw, kortyzol – hormon stresu – może wznieść się na niebywałe poziomy. A my – gdy już święta nadejdą – padniemy ze zmęczenia. Zamiast tego warto się skupić na tym, co naprawdę nas w święta uszczęśliwia. Co to takiego, podpowiada intuicja, ale też wskazują badania naukowe. 1. Wspólne śpiewanie kolęd obniża poziom stresu i wzmacnia rodzinne więzi Wspólne śpiewanie kolęd jest ważnym, choć niestety zanikającym elementem bożonarodzeniowej tradycji. Zamiast tego, po kolacji wigilijnej siadamy oglądać „Kevina samego w domu”. A naprawdę warto ten zwyczaj podtrzymywać. Śpiewanie poprawia nasze samopoczucie psychiczne i fizyczne, pogłębia też więzi międzyludzkie. Kolędy są pod tym względem niezwykłe, bo jakie inne tekst znają i dziadkowie, i wnuczki? Magazyn „Psychology Today” przywołuje badania przeprowadzone w Michigan w 2015 roku. Do eksperymentu zaproszono grupę ludzi i badano, jak śpiewanie wpływa na pracę ich mózgu. Wyraźny był spadek poziomu hormonu ACTH, co wskazuje na obniżenie poziomu stresu. Jednocześnie odnotowano wzrost poziomu oksytocyny, hormonu, który jest powiązany z więziami społecznymi. 2. Wydawanie pieniędzy podnosi poziom szczęścia, ale pod jednym...

Czytaj dalej
Jagna Niedzielska
Archiwum domowe

Święta bez resztek – 5 rad Jagny Niedzielskiej

Kupujemy za dużo, gotujemy za dużo i… marnujemy. Magia Świąt, którą tak bardzo staramy się pielęgnować, trafia do kosza na śmieci razem z resztkami jedzenia. Jagna Niedzielska radzi, jak tego uniknąć.
Hanna Szczesiak
08.12.2020

Suto zastawiony stół, wręcz uginający się pod ciężarem wigilijnych potraw, to w wielu polskich domach stały element świątecznego wystroju. Wystroju, bo najczęściej na podziwianiu wypełnionych po brzegi półmisków się kończy. Nie mamy ani ochoty, ani miejsca w brzuchach, by zjeść wszystko to, co udało nam się przygotować. Jak tego uniknąć? Jagna Niedzielska, propagatorka idei zero waste w kuchni i autorka książki „Bez resztek”, podzieliła się z nami swoimi przedświątecznymi trikami. Dzięki nim uda nam się zminimalizować przedświąteczny stres związany z zakupami i jedzeniem. Z korzyścią dla planety, ale też dla naszego portfela. Czytaj także: Zero waste w kuchni: jem resztki, nie wyrzucam! Jak nie marnować jedzenia? Świąteczne rady Jagny Niedzielskiej – Porad dotyczących odpowiedzialnych Świąt jest wiele, dlatego ciężko będzie mi wskazać jedną. Z pewnością najważniejsza jest prewencja, czyli takie planowanie, które pozwoli na cieszenie się ze Świąt bez spiny – mówi Jagna Niedzielska. I wymienia: Lista potraw i zakupów powinna być przygotowana przez kilka, a nawet kilkanaście dni. Kartkę z listą zawieśmy na drzwiach lodówki i zapisujmy na niej ważne informacje za każdym razem, gdy coś nam wpadnie do głowy. Nie róbmy takich list 15 minut przed wyjściem na zakupy! Część potraw możemy przygotować znacznie wcześniej. Na przykład pierogi i bigos nawet 3 miesiące wcześniej. Tak przygotowane powinniśmy przechowywać w zamrażalniku. Kolejna porada dotyczy miejsca w lodówce i zamrażalniku. Przez cały grudzień należy przygotowywać miejsce w zamrażalniku, a tydzień przed Świętami w lodówce. To tak zwane czystki. Żeby o tym nie zapomnieć, warto zawiesić kartkę na drzwiach lodówki z przypominajką. Pamiętajmy też, że syty posiłek dla dorosłego...

Czytaj dalej
Katarzyna Kędzierska
simplicite.pl

„W Święta róbmy to, co chcemy, a nie to, co wypada!”, mówi Katarzyna Kędzierska, minimalistka

Czasem warto odpuścić, bo mniej znaczy tak naprawdę więcej – mówi o przygotowaniach do Świąt Katarzyna Kędzierska, minimalistka.
Kamila Geodecka
07.12.2020

Wpadamy w wir świątecznych przygotowań: kupujemy prezenty, sprzątamy domy, oglądamy kolorowe reklamy. W tym szale zapominamy często o tym, co tak naprawdę jest dla nas ważne. Gubimy się i wpadamy w pułapkę robienia tego, co wypada, a nie tego, co chcemy. W odzyskaniu równowagi może nam pomóc minimalizm, o którym od lat pisze Katarzyna Kędzierska. Kamila Geodecka:  Święta kojarzą się z nadmiarem jedzenia, toną prezentów. Pani pokazuje, że można inaczej. Katarzyna Kędzierska: Od lat rozmawiam na ten temat z moimi czytelnikami. Oczywiście każdy to robi po swojemu, wprowadzając te elementy, które uznaje za bardziej minimalistyczne niż te zakorzenione w tradycji. Wiele osób w bardzo fajny sposób potrafi w swoich rodzinach wyważyć elementy tradycji i minimalizmu, czyli docenić to, co faktycznie jest dla nich ważne, i uprościć całą resztę. Jak to zrobić? Pamiętam, że jedna z moich czytelniczek umówiła się z domownikami, że każdy z członków rodziny wybiera swoją ulubioną potrawę. Potem w czasie przygotowań robili tylko te wybrane dania. Mamy więc tutaj hołd dla tradycji, która dla tej rodziny jest ważna,  ale każdy wybrał sobie z niej to, co jest najbliższe jego sercu, i żołądkowi w tym przypadku. Resztę sobie odpuścili. Sporo osób upraszcza sobie też Święta poprzez rodzinne wyjazdy. Niektórzy wyłączają też z tradycji tę część materialną, czyli dawanie sobie prezentów. Wiele osób nie wyobraża sobie, żeby pod choinką nie było prezentów. U mnie ta tradycja wręczania prezentów jest bardzo żywa i pożądana, nie chcemy z niej rezygnować. Przez wiele lat próbowałam pokazać, że można do prezentów podejść inaczej i przyznam, że przez długi czas zauważałam opór. Natomiast w tym roku niesamowite było dla...

Czytaj dalej