Kobiety nie chcą mieć dzieci ze względu na zmieniający się klimat. Boimy się katastrofy?
Pexels

Kobiety nie chcą mieć dzieci ze względu na zmieniający się klimat. Boimy się katastrofy?

Klimat zmienia się na naszych oczach. Jak daleko byłabyś wstanie się posunąć, aby pomóc ocalić planetę?
Sylwia Arlak
22.09.2020

Wchodzimy do Internetu i czytamy o pożarach w Australii i Kalifornii, otwieramy gazetę i widzimy doniesienia o powodziach w Indonezji. W telewizji bombardują nas informacjami o rekordowo wysokich temperaturach na całym świecie i wymieraniu kolejnych gatunków zwierząt. Naukowcy biją na alarm i przewidują jeszcze więcej pożarów, więcej susz i niedoborów żywności dla milionów ludzi. Wszyscy się boimy, ale niektórzy z nas są tak przerażeni, że wolą się poświęcić, niż nie robić nic. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Najpierw planeta, potem ja

Wiele par z całego świata porzuca marzenia o zostaniu rodzicami. „Naprawdę chciałabym mieć dziecko. Kocham mojego partnera i chcę z nim założyć rodzinę, ale czuję, że to nie jest odpowiedni czas na takie decyzje” — mówi 33-letnia Blythe Pepino, cytowana przez CNN. Wierząc, że już wkrótce nastąpi „ekologiczny Armageddon”, pod koniec 2018 roku założyła grupę Birth Strike. Jej członkowie (ponad 330 osób, z czego 80 % stanowią kobiety) deklarują, że nie sprowadzą dzieci na świat, który stoi nad przepaścią katastrofy klimatycznej.

„Ryzykujemy życiem innej istoty. Jeśli coś pójdzie nie tak, ten mały człowiek poniesie tego konsekwencje” — podkreśla członkini grupy 29-letnia Cody Harrison.  W podobnym tonie wypowiadała się w 2019 roku członkini Kongresu Alexandria Ocasio-Cortez: „Istnieje naukowy konsensus, że życie naszych dzieci będzie mocno utrudnione. Czy wciąż uważacie, że porządku jest wydawać je na świat?”

Czytaj też: Chcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni

ONZ szacuje, że do 2030 roku na planecie będzie około 8,5 miliarda ludzi, a do 2100 roku — nawet 11 miliardów. Brytyjska organizacja Population Matters (której patronuje słynny narrator i biolog David Attenborough) zajmująca się zagadnieniami zaludnienia i przeludnienia podkreśla, że więcej ludzi to większa emisja dwutlenku węgla. Więcej ścinanych lasów i większy wpływ na środowisko naturalne. Według Banku Światowego jedna osoba wytwarza emisje roczne 5 ton sześciennych dwutlenku węgla. W 2018 roku Międzynarodowy Panel ONZ ds. zmian Klimatu (IPCC) orzekł, że nie radzimy sobie z zagrożeniem. Ostrzegł, że planecie zostało tylko 11 lat do katastrofy. 

„Gdyby wszyscy konsumowali tak jak USA, potrzebowalibyśmy jeszcze dodatkowych czterech, do ośmiu Ziemi” — mówi Meghan Kallman z Conceivable Future, kolejnej grupy, która bierze udział w dyskusji nad sensem posiadania dzieci w tych czasach. 

Nic dziwnego, że próbujemy łapać się każdego rozwiązania. Wiele par przytacza badania naukowe, które sugerują, że mniejsza ilość dzieci wiążę się z ograniczaniem emisji dwutlenku węgla do atmosfery.

„Wiele mówi się o przeludnionych miastach, ale głównie pod względem ekonomicznym, a nie klimatycznym. To jest naprawdę prosta sprawa. Więcej ludzi to większe zapotrzebowanie przemysłowe m.in. na produkcję żywności. To z kolei ma bezpośredni związek ze wzrostem emisji dwutlenku węgla, jaki dostaje się do atmosfery” — tłumaczy autor raportu David Rosnick.  Zdaniem eksperta, dodatkowy 1 procent populacji podwyższy temperaturę o 2 stopnie Fahrenheita.

„Nie zamierzam nikogo krytykować, ale gdyby ja będę gotowa, zamierzam adoptować” — dodaje członkini grupy Birth Strike Cody Harrison.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
ile rozkłada się plastik
Getty Images

To już ostatni dzwonek na globalne otrzeźwienie! Zróbmy to, zanim będzie za późno

Dzisiaj życie etyczne znaczy: życie ekologiczne.
Magdalena Żakowska
04.06.2019

Powodzie, upały, susze, znowu powodzie – to nie przyroda oszalała, ale my, ludzie. Bez naszej pomocy Ziemia nie poradzi sobie sama z globalnym ociepleniem. I wcale to nie znaczy,  że wszyscy musimy nagle wywrócić swoje życie do góry nogami. Wystarczą minimalne, właściwie nieodczuwalne zmiany, a każdy z nas ocali takiego żółwia, jak na zdjęciu powyżej. Cały rok segregujesz śmieci, jeździsz do  pracy rowerem, a na zakupy chodzisz z płócienną torbą. Zastanawiasz się dwa razy, zanim kupisz nową sukienkę, bo wiesz, że kupowanie ubrań w sieciówkach oznacza generowanie śmieci. Ale wystarczy, że kupisz bilety lotnicze na wakacje na drugim końcu świata, żeby ktoś życzliwy skomentował to krótkim: „I po co było się tak cały rok starać?”. Bo przecież teoretycznie jedna podróż samolotem do Tajlandii to większa krzywda dla naszej planety niż codzienna jazda samochodem do pracy i te kilkadziesiąt reklamówek, które zużyjesz w ciągu roku na zakupy. Czy to znaczy, że cały twój wysiłek idzie na marne? Po co się starać, jeśli przekreśla to jedna podróż samolotem? Ale czy naprawdę przekreśla?! – Wszyscy jesteśmy hipokrytami. Każdy z nas ma coś na sumieniu – mówi filozofka, profesor UMK w Toruniu Ewa Bińczyk. – Nie jesz mięsa, ale nosisz skórzane buty. Sprzedałeś samochód i  używasz roweru, ale latasz samolotem i kupujesz ubrania w tanich sieciówkach, uszyte w łamiących prawa człowieka fabrykach w Bangladeszu. I tak dalej, i tak dalej. Często podświadomie szukamy argumentów, które nas usprawiedliwią i zwolnią z obowiązku myślenia o tym, jaki świat zostawimy naszym dzieciom. A  przecież nie wszyscy muszą się zmieniać w stu procentach. Jeżdżąc rowerem, zachęcasz do tego innych. To już dużo. Dyskomfort,...

Czytaj dalej
Alexandria Ocasio-Cortez
Fot. East News

Alexandria Ocasio-Cortez: Od kelnerki do najmłodszej kongresmenki w historii USA

Szturmem zdobyła Kongres. Nikt nie spodziewał się, że 28-letnia latynoska aktywistka pobije w wyborach jedną z najgrubszych ryb Partii Demokratycznej. A to był dopiero początek!
Magdalena Żakowska
11.07.2020

Jeszcze trzy lata temu serwowała koktajle za barem restauracji meksykańskiej na nowojorskim Manhattanie. „Kobiety, takie jak ja, nie powinny startować w wyborach” – mówiła w swoim pierwszym spocie wyborczym. Ale Alexandria Ocasio-Cortez nie tylko wystartowała, ona wygrała wybory. Jej drogę od nikomu nieznanej lewicowej aktywistki do najmłodszej kongresmenki w historii Ameryki możecie poznać w dokumencie „Podbić Kongres” na platformie Netflix. W 2018 roku rekordowa liczba kobiet wystartowała w USA w wyborach do Senatu, Izby Reprezentantów i na stanowiska gubernatorskie. Większość z nich nie miała doświadczenia w polityce, większość z nich przegrała, ale wszystkie razem pokazały, że w amerykańskiej polityce na naszych oczach dokonuje się ważna przemiana. W filmie poznajemy cztery z nich. Kobiety idą po władzę Cori Bush z Missouri jest pielęgniarką i pastorką. Mieszka nieopodal Ferguson, gdzie w 2014 roku policjant zastrzelił czarnoskórego nastolatka Michaela Browna. Wybuchły protesty, ale nie przyniosły oczekiwanych zmian. Dlatego Cori zdecydowała się startować w wyborach. Paula Jean Swearengin mieszka w Wirginii i jest córką górnika. Region, w których mieszka, został zdewastowany przez przemysł górniczy, przyroda może się tam już nigdy nie odrodzić, a jej sąsiedzi cierpią na choroby związane z degradacją środowiska, w tym nowotwory. Dlatego Paula zdecydowała się startować w wyborach.  22-letnia córka Amy Vilely z Nevady dostała zatoru płuc i zmarła, bo nie była ubezpieczona i szpital odmówił przeprowadzenia jej badań. Podobny los spotyka co roku setki młodych i starych mieszkańców Ameryki. Dlatego Amy zdecydowała się startować w wyborach.    Ale największą gwiazdą dokumentu Netfliksa jest 28-letnia kelnerka Alexandria Ocasio-Cortez z...

Czytaj dalej
Pexels.com

Rok 2021 jeszcze gorszy niż 2020? ONZ nie ma dla nas dobrych wiadomości

„Jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań, w najbliższych miesiącach może nas czekać klęska głodu o biblijnych rozmiarach” – ostrzega David Beasley, szef Światowego Programu Żywnościowego.
Sylwia Arlak
18.11.2020

2020 rok wszystkim nam dał w kość. Jak nigdy wcześniej wyglądamy końca grudnia. A co, jeśli 2021 wcale nie będzie lepszy? Przestrzega przed tym uhonorowana w tym roku Pokojową Nagrodą Nobla agencja ONZ. Jeszcze większy głód i ubóstwo „W 2020 roku świat zmagał się z pandemią koronawirusa, a równocześnie był na krawędzi pandemii głodu. Póki co udało nam się temu zapobiec, ponieważ światowi przywódcy odpowiedzieli pieniędzmi, pakietami stymulacyjnymi, odroczeniem zadłużenia” — podkreśla David Beasley, szef Światowego Programu Żywnościowego (WFP) w wywiadzie dla agencji The Associated Press, dodając: „Bez podobnego wsparcia i natychmiastowych działań w ciągu kilku miesięcy możemy mieć do czynienia z klęską głodu o biblijnych rozmiarach”. WFP potrzebuje w przyszłym roku aż 15 miliardów dolarów. 5 miliardów miałoby zostać przeznaczone na uniknięcie głodu, a 10 na realizację globalnych programów (m.in. na wsparcie dla niedożywionych dzieci). Agencja obawia się jednak, że przez pandemię COVID-19 państwa dotknięte wirusem nie będą w stanie wesprzeć funduszu tak, jak to miało miejsce w 2020 roku. „W tej chwili musimy skupić się na górach lodowych, a góry lodowe to głód. Głód, destabilizacja i migracja” — stwierdza Beasley, porównując nadchodzący kryzys do katastrofy Titanica. Z danych agencji wynika, że na całym świecie jest 135 milionów ludzi dotkniętych głodem. Nowe analizy pokazują, że przez pandemię COVID-19 do końca 2020 roku niedożywionych będzie kolejnych 130 milionów. Krytyczny poziom głodu po latach konfliktu lub innych wstrząsów osiągnęły m.in. północno-wschodnia Nigeria, Burkina Faso, Jemen i Sudan Południowy. Inne kraje, które wymagają pilnej pomocy to Afganistan, Kamerun,...

Czytaj dalej
Strajk klimatyczny
getty images

„To nie kryzys, tylko katastrofa” – mówią aktywiści Młodzieżowego Strajku Klimatycznego

Posłuchajmy młodzieży, bo to o ich przyszłość tu chodzi!
Sylwia Niemczyk
19.02.2020

Dzieci będą mówić nam jak żyć?!” – w rozmowach z nastolatkami trudno pozbyć się pewnego poczucia wyższości. Tymczasem aktywiści Młodzieżowego Strajku Klimatycznego zasługują na to, abyśmy wysłuchali ich z uwagą i zrozumieli, że tu chodzi przede wszystkim o ich przyszłość. Sylwia Niemczyk: Ile macie lat? Ania Kaczmarska: 15, chodzę do pierwszej klasy liceum.  Mara Niedźwiecka: Ja w tym roku zaczęłam studia. Mateusz Więckowski: Jestem na trzecim roku socjologii.  Często jesteście o to pytani? I traktowani z góry ze względu na wasz wiek? Mateusz: Zdążyliśmy się już na to uodpornić, zresztą kpiny czy jakieś dogryzanie nam to nie są powody, abyśmy przestali działać. Poza tym widzimy, że na strajki przychodzi coraz więcej ludzi i to w każdym wieku. Są Rodzice dla Klimatu, w Krakowie powstała grupa Babcie dla Klimatu, mamy Architektów dla Klimatu, Katolików dla Klimatu.  Ania: Mierzymy się z atakami w mediach społecznościowych, ale też raczej tam nikt nie atakuje bezpośrednio kogoś z nas – krytykowany jest cały Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. No i na pewno sporo dostaje się Grecie Thunberg. Ostatnio przeczytałam na FB, że jest sponsorowana przez firmy produkujące elektrownie wiatrowe – nie wiem nawet, skąd ktoś mógłby wziąć takie informacje.  Aniu, co byś odpowiedziała, gdyby koleżanka z klasy napisała na facebookowej grupie klasowej, że przesadzasz, histeryzujesz z tym strajkowaniem? Na waszym fanpage’u są takie komentarze. Ania: Najgorsze, co mogłabym zrobić, to się obruszyć w stylu: „Ja nie jestem głupia, ty jesteś!”. Odpowiadanie atakiem na atak doprowadziłoby tylko do kłótni, do niczego więcej. Co pożytecznego by wynikło z tego, że będziemy się nakręcać i frustrować? Jeśli ktoś nas atakuje, to pewnie dlatego, że...

Czytaj dalej