Koniec pandemii koronawirusa ma być blisko. Wirusolodzy nie są tak optymistyczni
iStock

Koniec pandemii koronawirusa ma być blisko. Wirusolodzy nie są tak optymistyczni

W poniedziałek 9 listopada Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego opublikowało nową prognozę, z której możemy dowiedzieć się m.in. na kiedy przewidywany jest koniec pandemii. Wirusolodzy prof. Włodzimierz Gut i prof. dr hab. Krzysztof Pyrć zalecają jednak ostrożność.
Kamila Geodecka
10.11.2020

Według wyliczeń naukowców z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW w najbliższych dniach będziemy odnotowywać 25-26 tys. przypadków zakażeń koronawirusem na dobę. 15 lub 16 listopada liczba dziennych zakażeń ponownie przekroczy 27 tys., a pod koniec listopada będziemy mogli zauważyć tendencję spadkową – dziennie ma przybywać mniej niż 20 tys. nowych przypadków zakażenia wirusem.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Koniec pandemii koronawirusa prognozy

Opracowany przez naukowców model przewiduje także, że już na początku grudnia cała Polska będzie mogła nieco zluzować obostrzenia i powrócić do zasad, które obowiązują w strefie czerwonej. W pierwszych dniach stycznia będziemy mogli ponownie wprowadzić zróżnicowania na strefy czerwone, żółte i zielone. W ostatnim dniu stycznia dzienna liczba zakażeń ma być mniejsza niż 1000.

Opublikowany model matematyczno-komputerowy ma być pierwszą tak dokładną prognozą epidemii na  najbliższe miesiące. Może być on bardzo ważny również dlatego, że zespół ICM dostarcza analiz dla rządu i również na podstawie takich wyliczeń politycy podejmują kolejne działania związane z pandemią.

Czytaj też:  To decydujący tydzień! Jak uniknąć katastrofy? Wirusolog prof. Włodzimierz Gut wymienia 4 najważniejsze zasady

Wirusolodzy studzą emocje

Wyliczenia naukowców z ICM są bardzo optymistyczne, ale wirusolodzy zachęcają jednak do tego, by mimo wszystko zachowywać ostrożność i nie podchodzić z hurraoptymizmem do takich wyliczeń.

– Tego typu modele są bardzo wartościowe, ponieważ pozwalają nam np. analizować, jak różne restrykcje i działania wpływają na przebieg zakażeń, ale nie opierałbym jedynie na tym polityki państwa czy polityki społecznej. Zachowajmy pewien dystans do wyników, ponieważ według modeli to wszystko miało się w ogóle nie wydarzyć – mówi w rozmowie z naszą redakcją prof. dr hab. Krzysztof Pyrć.

Zachęca również do tego, by trzeźwo patrzeć na rzeczywistości zawsze starać się patrzeć nieco szerzej na otaczający nas świat i sytuację, w której się znajdujemy. – To tak nie działa, rzeczywistość lubi zaskakiwać. Jeżeli wprowadzimy obostrzenia, to transmisja wirusa przyhamuje, jeżeli je zdejmiemy, to wszystko znowu ruszy. Dopiero wchodzimy w zimę, więc może się okazać, że i transmisja wirusa, i odsetek ciężkich przypadków wzrośnie dramatycznie – tłumaczy.

Prognozy mogą być niebezpieczne

Podobne zdanie ma także prof. Włodzimierz Gut. Tłumaczy mi, że  wszystkie modele matematyczne będą miały pewne wady –  m.in. nie zakładają one zniechęcenia społecznego czy działań polityków. Ekspert zauważył także, że takie prognozy, chociaż napawają nas optymizmem,  mogą nieść ze sobą pewne niebezpieczeństwo. – Podawanie takich rozwiązań powoduje, że gdy przychodzi określony moment, w którym ktoś powiedział, że liczba zakażeń ma spadać, wszyscy zaczynają się rozluźniać. I zamiast spadku odnotowujemy wzrost – przestrzega.

Przestrzegajmy obostrzeń

Każdy z nas chce wrócić do normalności, a modele matematyczno-komputerowe mogą nam dawać nadzieję na to, że koniec pandemii jest tuż za rogiem. Trzymajmy się jednak faktów, a nie hipotez. Interpretację długoterminowych prognoz rozwoju pandemii zostawmy specjalistom. Sami możemy jednak zrobić wiele. To od naszej odpowiedzialności społecznej będzie zależało to, jak spędzimy kolejne miesiące.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Efekt pandemii koronawirusa: połowa Polaków ma trudności z seksem

Jak wynika z najnowszych badań, ponad połowa z nas skarżyła się na problemy z seksem w czasie lockdownu. Co czwarty Polak myślał o rozwodzie.
Sylwia Arlak
04.11.2020

Od początku zastanawialiśmy się, jak pandemia koronawirusa i związany z nią lockdown, wpłynie na nasze relacje. Wiele mówiło się o tym, że przymusowe zamknięcie w czterech ścianach skończy się falą rozwodów. Albo wręcz przeciwnie — że czeka nas wielki „baby boom”. Wiele odpowiedzi przynoszą najnowsze badania prof. Zbigniewa Izdebskiego, kierownika Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii na Wydziale Pedagogicznym UW. Wynika z nich, że u 22 procent badanych w pandemii związek się wzmocnił, 8 proc. przyznało, że widzą negatywne zmiany, a 66 procent, że ich relacja pozostała bez zmian. Te same badania mówią jednak o tym, że co czwarty Polak myśli o rozwodzie. 8 procent zastanawiało się nad tym jeszcze przed wybuchem pandemii. Dodatkowo wiemy już, że „baby boom” nam nie grozi. Niepewna przyszłość sprawiła, że aż 14 proc. ankietowanych postanowiło wstrzymać się z zakładaniem  lub powiększaniem rodziny. Pandemia i lockdown groźne nie tylko dla singli  Pandemia najbardziej dotknęła młodych ludzi od 18 do 29 roku życia. To im najbardziej doskwierało uczucie samotności i braku bliskich.  Z powodu przymusowego zamknięcia, częściej niż wcześniej (poprzednie badania dotyczące zdrowia i życia seksualnego Polaków ukazały się w 2007 roku) decydowali się na randki za pośrednictwem portali internetowych. Korzystało z nich aż 40 procent wszystkich respondentów. 17 procent szukało znajomości w innych miejscach w Internecie. Seks w czasie pandemii najbardziej cieszył młodych ludzi. U osób w średnim wieku (30-49) zanotowano spadek zainteresowania tymi sprawami, a u seniorów (60 plus) — wzrost. Ale są też złe wiadomości. Okazuje się, że w ostatnich miesiącach aż połowa z nas miała problemy z seksem.  Zmęczeniem tłumaczyło się 22 procent...

Czytaj dalej
iStock

Masz już serdecznie dość wiadomości o koronawirusie i COVID-19? Zobacz, co robić!

Z jednej strony masz już naprawdę dość śledzenia kolejnych wiadomości o koronawirusie, z drugiej chcesz jak najlepiej chronić siebie i swoich bliskich. To stresujące i wyczerpujące.
Sylwia Arlak
04.09.2020

Wszyscy jesteśmy w tym razem. Na bieżąco śledzimy informacje dotyczące koronawirusa. Najchętniej zapomnielibyśmy o pandemii, ale wciąż towarzyszy nam strach o własne zdrowie i zdrowie bliskich. Światowa ekspertka w dziedzinie zdrowia publicznego Allana Shakish w wystąpieniu TED tłumaczy, jak radzić sobie z tym nadmiarem informacji, zachowując bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek. Skup się na najważniejszych informacjach Kiedy docierają do ciebie kolejne wiadomości na temat  COVID-19, zadaj sobie pytanie: „Czy posiadanie tych informacji przyniesie korzyści mojemu życiu? Czy pozwoli mi podejmować bardziej przemyślane decyzje?”. Gromadzenie masy informacji, których nie możesz w żaden sposób wykorzystać, nic ci nie przynosi. Czy naprawdę musisz śledzić postępy poszczególnych badaczy, pracujących nad szczepionką? Chociaż sama myśl o przyszłej szczepionce, może dać ci poczucie nadziei, szczegóły mogą nie być tak ważne. Dla większości z nas najważniejszą informacją, którą należy śledzić, jest sposób przenoszenia wirusa. Tak samo wg lekarzy ważna jest nie sama liczba zarażonych – bo dziś wiemy, że większość z nich przechodzi chorobę w łagodny lub nawet bezobjawowy sposób – ale liczba osób, które z powodu COVID-19 znajdują się w szpitalach, bo dopiero te dane pokazują nam, jak poważna jest sytuacja.  Przeglądaj zaufane źródła COVID-19 jest mocno upolityczniony. Niektóre główne źródła wiadomości opierają swoje treści bardziej na opiniach niż na nauce. Ponadto organizacje medialne i publikacje (nieakademickie i akademickie) są pod ogromną presją. Nie czytaj tekstów napisanych przez samozwańczych analityków  i znawców-celebrytów.  Jeśli naprawdę chcesz pogłębić wiedzę o koronawirusie, czytaj...

Czytaj dalej
tłumy we Władysławowie
iStock

„Na plaży koronawirusa nie ma!” Dlaczego już nie boimy się pandemii – mówi psycholog, Katarzyna Kucewicz

Jeszcze niedawno wszyscy z powodu pandemii siedzieliśmy w domach, a teraz tłumnie wyszliśmy na plaże i tworzymy kilometrowe kolejki na górskich szlakach. O co chodzi? Czy nie boimy się już koronawirusa?
Sylwia Arlak
07.08.2020

Zdjęcie Kacpra Kowalskiego z tegorocznych wakacji we Władysławowie: dziki tłum, człowiek na człowieku, prawie nikt w maseczce. Nie lepiej jest w górach i na Mazurach. Każdego dnia rośnie liczba zarażonych koronawirusem, ale jakoś – przestaliśmy się go już bać. Dlaczego tak się dzieje? Psycholożka Katarzyna Kucewicz wśród przyczyn wskazuje… wakacje! Pandemiczne carpe diem!  Ludzie zachowują się na wakacjach, tak, jakby epidemii nie było. Jak to możliwe? – Na wakacjach świat wygląda inaczej, to znany mechanizm psychologiczny. Wydaje nam się, że przenosimy się w inną rzeczywistość. Żyjemy tak, jakby jutra miało nie być. Sądzimy, że skoro jesteśmy na wakacjach, nic złego nas się nie stanie, więc nie musimy się kontrolować. Wakacje kojarzą nam się z czymś, lekkim, zabawnym i przyjemnym. Myślimy, że skoro mamy słońce, plaże, czas na zabawę, alkohol, dobry humor to musi być pięknie. Często wyłącza nam się racjonale myślenie i oddajemy się typowo emocjonalnym uciechom. Stąd co roku tyle wypadków i bezmyślnych śmierci w okresie wakacyjnym — mówi nam psycholożka z  gabinetu Inner Garden, Katarzyna Kucewicz i dodaje:   – Plażowicze we Władysławowie, których widzimy na słynnym zdjęciu, również zaklinali rzeczywistość.  Wyłączyła im się ostrożność, którą mają w miejscu zamieszkania. W domach pryskamy ręce środkami antybakteryjnymi, nosimy maski. Ale wydaje nam się, że na wakacjach obowiązują nas inne zasady, bo i my się inaczej czujemy. A może jest tak, że tłumy nas demotywują? Myślimy sobie, że skoro inni nie muszą być ostrożni, to ja też nie? – To dotyczy osób, które żyją według zewnętrznych zakazów i nakazów, a nie wewnętrznych. Traktują obostrzenia, jako coś, przeciw czemu trzeba się...

Czytaj dalej