„Misiura Design to słowa zapisane w glinie”, mówi Agnieszka Prucia
fot. Agnieszka Kolon

„Misiura Design to słowa zapisane w glinie”, mówi Agnieszka Prucia

Dla niej ceramika to coś więcej niż tylko piękne przedmioty. To rodzaj czułego spotkania z drugim człowiekiem. I okazja do refleksji.
Wika Kwiatkowska
14.05.2020

Mam poczucie, że po moją ceramikę sięgają wyjątkowi, niezwykle wrażliwi ludzie – mówi Agnieszka, od kilku lat bardziej znana jako Misiura, a dla przyjaciół Misia. – Czasem ktoś pyta: „Po co są te przesłania? O co w nich chodzi?”. Uważam, że nie ma sensu tłumaczyć. Jeśli ktoś tego nie czyta, nasze drogi się po prostu nie przecinają. 

Bo znakiem rozpoznawczym ceramiki Misiura są sentencje. Agnieszka nie korzysta z cytatów, zapisuje na talerzach własne myśli. Uważa, że samo piękno to za mało. Dlatego zapisuje w glinie rodzaj osobistej opowieści, przesłania, wiadomości. Na jej talerzach znajdujemy takie sentencje jak: „Gdy jesteś dzielna, upewnij się, że także łagodna dla siebie”. „Wystarczy, że jesteś. Jesteś cudem”. To jej dialog z innymi i z sobą samą. Wokół tych „najważniejszości”. 

misiura design
fot. Agnieszka Kolon

Misiura to dla Agnieszki synonim osobistej wrażliwości, ale też odwagi, by opowiadać o rzeczach ważnych dla kobiet. To ceramika czułości.

Nie nazywa siebie artystką, tylko człowiekiem z gliną i marzeniami. Podąża za pięknymi zbiegami okoliczności. Bo jej zdaniem życie wcześniej niż my wie, czego potrzebujemy – grunt, by nie stawiać mu oporu. Agnieszka, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, magister filozofii, po studiach przez kilka lat pracowała w dużej firmie i szybko pięła się po szczeblach korporacyjnej kariery. Ale w pewnym momencie te sztywne ramy zaczęły ją przytłaczać. Po pobycie na antypodach, w Nowej Zelandii, jej życie faktycznie przewróciło się do góry nogami. Zmieniła pracę na kameralne wydawnictwo. Okazało się, że był to zaledwie kolejny etap: zrozumiała, że potrzebuje jeszcze więcej wolności. Zupełnie przypadkiem, w drodze do kina, zapisała się na zimowy kurs ceramiki. Nie przypuszczała, że Misiura jest tuż za rogiem. Śmieje się, że była jedną z najmniej utalentowanych uczestniczek warsztatów – na początku nic jej nie wychodziło. Ale bardzo szybko nawiązała relację z gliną. To było osiem lat temu. 

misiura design
fot. Agnieszka Kolon

Pod czujnym okiem pani Sylwii w Pałacu Kultury w Dąbrowie Górniczej Agnieszka pilnie zgłębiała tajemnice ceramiki. Stopniowo poświęcała jej coraz więcej czasu. – To było wyzwalające – wspomina. Pojawili się też pierwsi amatorzy jej prac. Wiedziała, że jej podróż się rozpoczęła i do czegoś zmierza. Ale dopiero gdy straciła pracę w wydawnictwie, zaczęła o ceramice myśleć poważnie. Wygrała konkurs „Pomysł na firmę” i otrzymała pieniądze na start. Kupiła piec, wyposażyła pracownię: – Z perspektywy czasu myślę, że dostałam ogromny kredyt zaufania. Ludzie z jury zobaczyli we mnie dziewczynę, która przywożąc w starej torbie kilka glinianych domków, miała pewność tego, co chce robić. 

misiura design
fot. Agnieszka Kolon

Sentencje są na większości prac. Ale wtedy, gdy wykorzystuje dary matki ziemi i na talerzach odciska liście paproci, łopianu, pieńki drewna czy ogórek, woli nie przeszkadzać słowami przyrodzie. Ona mówi często sama za siebie.

I od pięciu lat konsekwentnie to realizuje. Kluczowa okazała się dla niej książka „Droga artysty. Jak wyzwolić w sobie twórcę”. To dzięki niej Agnieszka odkryła, że może zaproponować coś innego. Musiała tylko sięgnąć w głąb siebie i znaleźć swoją prawdę. Pierwsze napisy pojawiły się najpierw nieśmiało na ceramicznych domkach, od których zaczynała, a potem przeniosły się na talerze. W tych osobistych przesłaniach ludzie znajdują pocieszenie, wsparcie, wyraz miłości: – Lubię myśleć, że to małe słowa o wielkiej mocy – mówi z uśmiechem. – To też moja osobista droga samorozwoju: jak myśleć o życiu, by się częściej do nas uśmiechało. Jeśli przestanę pisać w glinie, będę pisać na papierze. Bo dla mnie moja ceramika to okazja do rozmowy, do opowieści, do zapisków. Czuję się cała zbudowana ze słów.

Jakiś czas temu zaczęła pisać newsletter, czyli Misiuroletter i fani domagali się formy papierowej. Dlatego w ubiegłym roku powstał Misiurnik: pudełko pełne dobrych słów. Zawiera 52 koperty z inspirującymi listami na każdy tydzień roku. – Chodziło o to, by ten projekt nie miał granic: jeśli przeczytasz swój list i czujesz, że komuś innemu też będzie służył, to po prostu adresujesz kopertę i wysyłasz ją w świat. Pierwsza edycja Misiurnika, 50 egzemplarzy, sprzedała się w jeden dzień. 

misiura design
fot. Agnieszka Kolon
Misiurnik, czyli pudełko pełne dobrych słów. W 52 kopertach są listy z myślami od Misiury na każdy tydzień roku. Do refleksji i inspiracji.

Najnowszym projektem Agnieszki są Kroniki Portowe: historie opowiadane na wyrzuconych przez morze fragmentach kafli, szkieł, drewna. Ludzie je pokochali, a Misiura zaczęła prowadzić warsztaty z Kronik. Odzew był niezwykły. – Dla mnie ceramika i warsztaty z Kronik Portowych to rodzaj medytacji. Glina leczy duszę, lecz najpiękniej robi to w samotności, ciszy, spotkaniu jeden na jeden. A na warsztatach daję taką przestrzeń innym i często niewypowiedziane pytania układają się w tę unikatową kronikę. 

Ze wszystkiego, co robi, przebija jej natura: refleksyjno-filozoficzna, empatyczna, obserwująca. – Misiura to taki mały wrażliwy świat, który się rozrasta. To zaproszenie do troski o siebie, pozytywnego myślenia, radości z małych rzeczy. Dzisiaj potrafię powiedzieć: „Hej, zrobiłam to! Może nie jest to doskonałe, ale wykonane z miłością, by z tymi przedmiotami w ręku było nam miło. Abyś czuła, że zrobiłam to z myślą o tobie”.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 3/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Ministerstwo Dobrego Mydła
mat. prasowe

Jak zrobić mydło? Dziewczyny z Ministerstwa Dobrego Mydła wiedzą to najlepiej!

„Tworzenie mydła jest jak wypiekanie chleba. Kiedy włoży się w nie serce i najlepsze składniki, staje się wyjątkowe”, mówią założycielki Ministerstwa Anna i Urszula Bieluń.
Wika Kwiatkowska
13.05.2020

Śliwka, cynamon i rozmaryn. Albo ananas, czekolada, nagietek. A do tego oleje: orzechowy, kokosowy, malinowy, z opuncji… Składniki ciastek? Niekoniecznie. W rękach Ani i Uli Bieluń zamieniają się w obłędnie pachnące mydełka, kule do kąpieli, musy do ciała, olejki i pilingi. Wszystkie na bazie warzyw, owoców i innych naturalnych składników. Kiedy pochodzące z Kamienia Pomorskiego siostry wystartowały ze swoją marką, były jedną z pierwszych rzemieślniczych manufaktur mydlarskich w Polsce. Osiągnęły sukces, o jakim nie marzyły. I przy okazji stały się pionierkami trendu.  Mydlana historia starszej z sióstr, Ani, zaczęła się w liceum. Ekomoda właśnie dotarła do Polski i 15-latka zaczęła szukać w Szczecinie ekologicznych kosmetyków. Były dostępne w jednej drogerii, sprowadzane z Niemiec i horrendalnie drogie. Ania ciułała pieniądze i czasem pozwalała sobie na odrobinę ekoszaleństwa. Na studiach odkryła mydełka krojone z bloku. Ale ponieważ uważnie czytała skład na etykietach, zorientowała się, że to tylko ładnie ubrane zwyczajne kostki myjące z prefabrykatu. Postanowiła działać – wpisała w internetowej wyszukiwarce frazę: jak zrobić mydło. Wyskoczyła raptem jedna strona. Powtórzyła frazę po angielsku – pojawiły się setki zdjęć, blogów, tutoriali. Świetnie pamięta pierwsze własnoręcznie zrobione mydło: zainwestowała w kuchenną wagę i składniki, przygotowała blender, garnek i okulary do pływania. Zmiksowaną masę wylała do kartonu po mleku i odstawiła na noc. – To było superuczucie – wspomina Ania. – Jakbym upiekła swój pierwszy chleb.    Oczywiście zdarzały się spektakularne porażki, np. kiedy postanowiła zrobić mydło z dodatkiem mleka, którego wcześniej nie zamroziła. W połączeniu z ługiem spaliło się i tak...

Czytaj dalej
kampania The Odder side spring 2020
materiały prasowe, The Odder Side, Bluza Billy, 349 zł

Duet polskich projektantek The Odder Side spełnia swój american dream!

Najnowsza kolekcja marki została sfotografowana w słonecznej Kalifornii. Jest zmysłowo, rock'n'rollowo, sentymentalnie. W roli głównej topmodelka Erin Wasson.
Zuzanna Szustakiewicz
16.03.2020

Wulkan niekończącej się energii, przepełniony ciągłym rock’n’rollem, wizjonerska dusza nie do zatrzymania”  — tak o Erin Wasson, bohaterce swojej najnowszej kampanii, mówią założycielki The Odder Side Brygida Handzelewicz Wacławek i Justyna Przygońska . By sfotografować tę amerykańską modelkę, niemieckiego pochodzenie, która od dwudziestu lat pracuje dla najlepszych marek i magazynów na świecie, dziewczyny pojechały do Los Angeles. Modelka zabrała ekipę do swoich ulubionych miejsc i poznała ze swoimi przyjaciółmi. „Otworzyła dla nas swój świat, a my  wciąż nie możemy uwierzyć, że nas to spotkało”. mówią Brygida i Justyna. Do realizacji projektu wybrały fotografa, którego zdjęcie od jakiegoś już czasu znajdują się na moodboardach The Odder Side. Jason Lee Parry sfotografował Erin m.in. na tle przerysowanej, wielkiej małży pod Chez Jay, a także w galerii sztuki Karma International. Część zdjęć powstała wewnątrz klimatycznego domu basistki zespołu Pixies w Silver Lake , w którym zresztą Paz Lenchantin przygrywała ekipie spontanicznie na skrzypcach. Erin nie tylko wystąpiła w kampanii The Odder Side, ale także ją wystylizowała, dopełniając sylwetki kowbojkami, które zaprojektowała dla kultowej amerykańskiej marki, słynącej z butów typu western, Lucchese . Jeśli chodzi o samą kolekcję, to sezon wiosna-lato 2020 u The Odder Side ma kolor szmaragdu i stoi pod znakiem haftów i faktur. Coraz bliższa marce jest troska o środowisko. Tkaniny, z których uszyte zostały ubrania, posiadają certyfikaty OEKO - TEX oraz GOTS . Wełna wykorzystana w kolekcji, pochodzi z małych farm.  Podobnie jak w poprzednich sezonach marka wykorzystuje tencel (w 100% biodegradowalny materiał produkowany z celulozy drzewnej) oraz bawełnę z recyklingu.

Czytaj dalej
Kosmetyki Yope
fot. Zuza Krajewska

#wstronęsłońca razem z kosmetykami Yope. Idziemy?

Pierwsze wiosenne słońce, świetna fotografka Zuza Krajewska i gwiazdy – obłędnie pachnące mydła, żele i balsamy!
Aleksandra Szajewska
14.05.2020

Uwielbiam polskie naturalne kosmetyki Yope. Byłam chyba jedną z pierwszych osób, która je kupowała i potem bardzo cieszyło mnie, że widzę ich mydła do rąk i żele pod prysznic w łazienkach u przyjaciół. W ogóle nasze kosmetyki wiele o nas mówią. Wybór Yope to dla mnie informacja – wspieram polskie marki, kupuję świadomie, wybieram produkty naturalne i... nie biorę wszystkiego tak bardzo na serio.    I to chyba jest nam teraz najbardziej potrzebne. „ Ta kampania powstawała w trudnym dla nas wszystkich momencie odosobnienia.  Byliśmy zamknięci i w niepewności, co nas czeka, a w wiosennym słońcu natura budziła się do życia. Chcieliśmy skierować myślenie i emocje ludzi właśnie w tę stronę – w stronę tych małych rzeczy, które cieszą. Jak to, że świeci słońce. Stąd hasło #wstronęsłońca.” – opowiada współwłaścicielka marki Yope Karolina Kuklińska-Kosowicz.  Trzy nowe linie kosmetyków Yope: Bez i wanilia, Mandarynka i malina oraz Rabarbar i róża sfotografowała Zuza Krajewska. Ale sesja nie powstała w studiu zdjęciowym, tylko zgodnie z rygorem sanitarnym i najnowszym trendem w świecie mody – w domu. Na takie kampanie zdecydowały się też takie brandy jak Zara, Jacquemus czy marka własna Jessici Mercedes Veclaim.   „To była najprzyjemniejsza sesja wiosny. Delikatna i pełna letniego, słonecznego światła. Zrobiłyśmy ją z Anią Szczęsny w warunkach domowych, popijając kawę, żartując i używając pięknie pachnących kosmetyków. Kobieca czułość w czasach izolacji. Myślę, że ta odrobina ciepła i komfortu jest nam teraz bardzo potrzebna. Pójdźmy wszyscy w stronę słońca! Oczywiście rozsądnie i uważając na siebie nawzajem.” – mówi Zuza Krajewska. Takie właśnie...

Czytaj dalej