Jak zrobić mydło? Dziewczyny z Ministerstwa Dobrego Mydła wiedzą to najlepiej!
mat. prasowe

Jak zrobić mydło? Dziewczyny z Ministerstwa Dobrego Mydła wiedzą to najlepiej!

„Tworzenie mydła jest jak wypiekanie chleba. Kiedy włoży się w nie serce i najlepsze składniki, staje się wyjątkowe”, mówią założycielki Ministerstwa Anna i Urszula Bieluń.
Wika Kwiatkowska
13.05.2020

Śliwka, cynamon i rozmaryn. Albo ananas, czekolada, nagietek. A do tego oleje: orzechowy, kokosowy, malinowy, z opuncji… Składniki ciastek? Niekoniecznie. W rękach Ani i Uli Bieluń zamieniają się w obłędnie pachnące mydełka, kule do kąpieli, musy do ciała, olejki i pilingi. Wszystkie na bazie warzyw, owoców i innych naturalnych składników. Kiedy pochodzące z Kamienia Pomorskiego siostry wystartowały ze swoją marką, były jedną z pierwszych rzemieślniczych manufaktur mydlarskich w Polsce. Osiągnęły sukces, o jakim nie marzyły. I przy okazji stały się pionierkami trendu. 

Ministerstwo Dobrego Mydła
mat. prasowe

Mydlana historia starszej z sióstr, Ani, zaczęła się w liceum. Ekomoda właśnie dotarła do Polski i 15-latka zaczęła szukać w Szczecinie ekologicznych kosmetyków. Były dostępne w jednej drogerii, sprowadzane z Niemiec i horrendalnie drogie. Ania ciułała pieniądze i czasem pozwalała sobie na odrobinę ekoszaleństwa. Na studiach odkryła mydełka krojone z bloku. Ale ponieważ uważnie czytała skład na etykietach, zorientowała się, że to tylko ładnie ubrane zwyczajne kostki myjące z prefabrykatu. Postanowiła działać – wpisała w internetowej wyszukiwarce frazę: jak zrobić mydło. Wyskoczyła raptem jedna strona. Powtórzyła frazę po angielsku – pojawiły się setki zdjęć, blogów, tutoriali.

Świetnie pamięta pierwsze własnoręcznie zrobione mydło: zainwestowała w kuchenną wagę i składniki, przygotowała blender, garnek i okulary do pływania. Zmiksowaną masę wylała do kartonu po mleku i odstawiła na noc. – To było superuczucie – wspomina Ania. – Jakbym upiekła swój pierwszy chleb. 

 

Ministerstwo Dobrego Mydła
mat. prasowe

Oczywiście zdarzały się spektakularne porażki, np. kiedy postanowiła zrobić mydło z dodatkiem mleka, którego wcześniej nie zamroziła. W połączeniu z ługiem spaliło się i tak strasznie śmierdziało, że Ania bała się, że zostanie wyeksmitowana przez współlokatorów. Albo kilka lat później, w pierwszej własnej kawalerce, gdy dodała do wody wodorotlenek, a szklana bańka pękła. Skutek: poparzenia, spalony nowy drewniany blat i zniszczone panele. Ale dla Ani tworzenie oryginalnych, rzemieślniczych mydeł o coraz bardziej skomplikowanej recepturze stało się prawdziwą pasją. Śmieje się, że w lodówce tylko jedna półka przeznaczona była na jedzenie, resztę wypełniały składniki. A 25-litrowe beczki oleju kokosowego służyły za stołki. 

Ministerstwo Dobrego Mydła
mat. prasowe

Ania robiła mydła dla siebie, rodziny i przyjaciół. Coraz częściej słyszała: „Tak dobrze ci idzie, nie chcesz tego zamienić w biznes?”. Ale koszty i obwarowania prawne ją przerażały. Aż we wrześniu 2013 roku zadzwonił kolega z informacją, że Szczeciński Urząd Marszałkowski organizuje konkurs z dotacją na start-up.

Wtedy wpadłam na szalony pomysł: zadzwoniłam do mojej młodszej siostry, wówczas 19-latki, i zapytałam, czy nie chciałaby rzucić studiów i robić ze mną mydło – śmieje się Ania. Sama mieszkała już wówczas w Warszawie, zawodowo zajmowała się fotografią, miała dwuletnie dziecko i wiedziała, że wszystkiego nie udźwignie. Ku jej zaskoczeniu Ula nie odmówiła: „Spoko, ale ze studiów nie zrezygnuję” – stwierdziła i wzięła dziekankę.

Dziewczyny zaczęły prężnie działać, konkurs wygrały i przez kolejny rok przygotowywały markę do startu – opracowywały receptury, kompletowały narzędzia, szukały opakowań, remontowały pracownię. Pomimo tysięcy niewiadomych wizja sióstr była jasna: ich marka miała oferować produkty, które same chciałyby mieć. Dające przyjemność, tworzone w niewielkich partiach, na podstawie własnych receptur.

 

Ministerstwo Dobrego Mydła
mat. prasowe

Sukces przyszedł niemal od razu. Klienci pokochali cudownie pachnące mydełka bez sztucznych barwników, parabenów, konserwantów. I pewnego dnia Ula podjęła decyzję: „Rzucam studia, róbmy to na całego!”. Dziś dogląda firmy w Szczecinie i zarządza zespołem. Ania wdraża nowości w Warszawie. Eksperymentuje na zapleczu sklepiku przy Dzielnej, właśnie dopracowuje skład świecy do masażu. Przed chwilą zrobiła 12. próbę balsamu do ust i nie jest zadowolona: za twarda konsystencja, klei się. Tłumaczy, że wymarzony efekt zwykle wymaga kilkudziesięciu prób. Dziewczyny każdy produkt sprawdzają najpierw na sobie, bo, jak mówią: – Na zwierzętach nie wolno testować, ale na siostrze można. I dodają: – Jesteśmy jak warzywa od rolnika – świeże i naturalne. Takie chcemy pozostać.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 5/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mydło
mat. prasowe Ministerstwo Dobrego Mydła

Ręcznie robione mydła naturalne to... czysta przyjemność

Jeżeli wyznajesz kosmetyczny minimalizm i nie jest ci obojętny los planety, koniecznie wypróbuj rzemieślnicze kostki myjące do twarzy i ciała.
Tomek Kocewiak 
05.05.2020

Mydła naturalne, to świetna alternatywa dla mocno pieniących się żeli do mycia twarzy i ciała. Niezwykle praktyczne i bardzo wydajne, mimo swojego lekko zasadowego pH wbrew pozorom nie szkodzą skórze, a dzięki zawartości naturalnych olejów i ekstraktów roślinnych dobrze ją pielęgnują. Stosowane od tysiącleci do mycia skóry, pozbawione silnych detergentów i sztucznych aromatów , oczyszczają ją w łagodny sposób, nie zaburzając jej równowagi i nie naruszając naturalnej bariery ochronnej skóry. Tradycyjne, ręcznie robione mydła na bazie oliwy z oliwek, oleju kokosowego czy masła karité są zdecydowanie bardziej miękkie niż komercyjne mydła przemysłowe, dzięki czemu, pozostałe po reakcji zmydlania, naturalne oleje intensywnie natłuszczają i nawilżają skórę. Rzemieślnicze mydła w kostce to przede wszystkim powrót do tradycji i minimalizmu w pielęgnacji skóry, bez nadmiaru plastikowych opakowań i generowania niepotrzebnych śmieci. 

Czytaj dalej
Olga Kozierowska
mat. prasowe

Olga Kozierowska: „Do zmiany nie jest potrzebna odwaga. Tylko ciekawość”

Założycielka Fundacji Sukces pisany Szminką, dziennikarka i mentorka – właśnie debiutuje w teatrze! Jej spektakl „Wysokie C” ma swoją premierę live 10 maja na Facebooku.
Magdalena Felis
09.05.2020

Olga Kozierowska założyła Fundację Sukces Pisany Szminką i od lat aktywuje kobiety zawodowo, a teraz na podstawie swoich doświadczeń napisała sztukę „Wysokie C”, w której zagra główną rolę. Wyznaje zasadę: nie rezygnujmy z wielkich rzeczy na rzecz przeciętności. Z zmianach w życiu, odwadze, i o tym „co ludzie powiedzą” rozmawia z nią Magdalena Felis. Magdalena Felis: Z czego w życiu zrezygnowałaś, bo bałaś się, co ludzie powiedzą? Ze sztuki. Chciałam śpiewać, tańczyć, zdawać na aktorstwo, ale skończyłam zarządzanie i marketing. Bo to miał być bezpieczniejszy fach.  Po drodze były jeszcze skrzypce. Tak, nawet chciałam zdawać na Akademię Muzyczną, ale okazało się, że mam zwyrodnienie ścięgien i musiałam zrezygnować. Marzyłam, żeby występować w  Gawędzie! Jednak rodzice nie chcieli o  tym słyszeć. Więc poszłam na skrzypce. Ja to nazywam realizacją marzenia pozornego. Niby muzyka, ale nie ta! Też marzyłam o Gawędzie, ale mi zabrakło wiary i odwagi.  Tobie zabrakło albo ktoś ci jej uszczknął. Jako rodzic trójki dzieci uważam, że moją rolą jest służyć dziecku tak, aby wzleciało jak najwyżej. Bo dziecko czuje, w czym mogłoby być najlepsze. Ma odwagę marzyć, że będzie prezydentem, aktorką, akrobatą, naukowcem. Idzie za tym marzeniem, staje na skraju skały, przed którą rozciąga się ocean możliwości, i wie, że ma skrzydła, wierzy, że może polecieć. Tylko się trochę boi. I  właśnie wtedy rodzic powinien dziecko z miłością i czułością „popchnąć”, a nie ściągać w dół z krzykiem: „Uważaj, bo spadniesz! Nie wiadomo, co tam jest! Podetnę ci skrzydła, wtedy będziesz bezpieczne!”.  Poprosiłam ostatnio moją 15-letnią córkę, żeby ścięła mi włosy. Choć nigdy wcześniej tego nie robiła. Powiedziała:...

Czytaj dalej
kampania The Odder side spring 2020
materiały prasowe, The Odder Side, Bluza Billy, 349 zł

Duet polskich projektantek The Odder Side spełnia swój american dream!

Najnowsza kolekcja marki została sfotografowana w słonecznej Kalifornii. Jest zmysłowo, rock'n'rollowo, sentymentalnie. W roli głównej topmodelka Erin Wasson.
Zuzanna Szustakiewicz
16.03.2020

Wulkan niekończącej się energii, przepełniony ciągłym rock’n’rollem, wizjonerska dusza nie do zatrzymania”  — tak o Erin Wasson, bohaterce swojej najnowszej kampanii, mówią założycielki The Odder Side Brygida Handzelewicz Wacławek i Justyna Przygońska . By sfotografować tę amerykańską modelkę, niemieckiego pochodzenie, która od dwudziestu lat pracuje dla najlepszych marek i magazynów na świecie, dziewczyny pojechały do Los Angeles. Modelka zabrała ekipę do swoich ulubionych miejsc i poznała ze swoimi przyjaciółmi. „Otworzyła dla nas swój świat, a my  wciąż nie możemy uwierzyć, że nas to spotkało”. mówią Brygida i Justyna. Do realizacji projektu wybrały fotografa, którego zdjęcie od jakiegoś już czasu znajdują się na moodboardach The Odder Side. Jason Lee Parry sfotografował Erin m.in. na tle przerysowanej, wielkiej małży pod Chez Jay, a także w galerii sztuki Karma International. Część zdjęć powstała wewnątrz klimatycznego domu basistki zespołu Pixies w Silver Lake , w którym zresztą Paz Lenchantin przygrywała ekipie spontanicznie na skrzypcach. Erin nie tylko wystąpiła w kampanii The Odder Side, ale także ją wystylizowała, dopełniając sylwetki kowbojkami, które zaprojektowała dla kultowej amerykańskiej marki, słynącej z butów typu western, Lucchese . Jeśli chodzi o samą kolekcję, to sezon wiosna-lato 2020 u The Odder Side ma kolor szmaragdu i stoi pod znakiem haftów i faktur. Coraz bliższa marce jest troska o środowisko. Tkaniny, z których uszyte zostały ubrania, posiadają certyfikaty OEKO - TEX oraz GOTS . Wełna wykorzystana w kolekcji, pochodzi z małych farm.  Podobnie jak w poprzednich sezonach marka wykorzystuje tencel (w 100% biodegradowalny materiał produkowany z celulozy drzewnej) oraz bawełnę z recyklingu.

Czytaj dalej