Miłość na pokaz? Oto, co zdjęcia na Facebooku i Instagramie mówią o naszym związku
Adobe Stock

Miłość na pokaz? Oto, co zdjęcia na Facebooku i Instagramie mówią o naszym związku

Dlaczego niektóre pary czują potrzebę dzielenia się swoim związkiem w Internecie? Z najnowszych badań wynika, że w ten sposób chcą go chronić.
Sylwia Arlak
10.06.2020

Romantyczne zachody słońca, pocałunki albo roześmiane chwile. Internet jest pełen zdjęć zakochanych par. Dlaczego ludzie ulegają pokusie podzielenia się z całym światem (albo przynajmniej z wszystkimi znajomymi) swoimi romantycznymi fotografiami? Psycholodzy Kori Krueger i Amanda Forest  twierdzą, że najczęściej publikując tego typu idealne zdjęcia, próbujemy przekonać sami siebie, że nasz związek naprawdę jest taki, jaki chcielibyśmy, aby był. Albo inaczej – świadomie albo podświadomie nie wierzymy jego trwałość, więc poprzez piękne zdjęcia dajemy sygnał potencjalnym rywalkom: „Jesteśmy szczęśliwi razem, nawet nie próbuj tego rozbijać”.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Miłość i szczęście na pokaz – czy to działa?

Krueger i Forest doszli do swoich wniosków na podstawie dwóch badań, które przeprowadzili. W pierwszym wzięło udział 236 użytkowników Facebooka, którzy byli w tym czasie w związku romantycznym. Badacze sprawdzili, co i ile ankietowani publikowali w swoich mediach społecznościowych. Zapytali też uczestników, w jakim stopniu korzystali z nich po to, aby chronić swój związek. Odkryli, że ludzie, którzy chętnie dzielili się swoimi relacjami z życia w internecie, byli silniej związani ze swoim partnerem. Ankietowani potwierdzili, że wstawiając kolejne zdjęcia z ukochanym, chcieli „odstraszyć” rywali. Motywowało ich to znacznie bardziej niż chęć pochwalenia się swoim szczęściem.  Tylko, czy taka „ochrona związku” faktycznie działa na potencjalnych zalotników?

Naukowcy postanowili sprawdzić to w drugim badaniu. Zaprezentowali 224 uczestnikom utworzone na potrzeby eksperymentu profile na Facebooku. Uczestnicy badania, którzy szukają partnerów wśród mężczyzn, oglądali profil męski. Ci, którzy zakochują się w kobietach — profil kobiecy. Jednak połowa uczestników obserwowała profil osoby, która chętnie i często dzieli się swoim związkiem w sieci, a druga – profil, na którym nie znajdowały się żadne informacje o ewentualnym związku. 

Okazuje się, że ankietowani, którzy przyglądali się profilowi ze zmianami statusu o związku, częściej uważali, że mają do czynienia z udaną relacją. Przyznały też, że widząc tak szczęśliwy związek, raczej nie zdecydowałyby się na podjęcie flirtu. Wygląda więc na to, że dodawanie kolejnych zdjęć i relacji ze swoim partnerem, naprawdę może do pewnego stopnia ochronić związek. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
toksyczna miłość
iStock

„Zakochanie ma w sobie coś z choroby” mówi psychiatra dr Katarzyna Prot-Klinger

Uwielbiamy miłosny amok, w który wprowadza nas zakochanie. Ale czasem intensywność uczuć nas przerasta. O  tym, co sprawia, że miłość staje się obsesją, rozmawiamy z psychiatrą Katarzyną Prot-Klinger.
Anita Zuchora
10.06.2020

Namiętne zakochanie, amok, upojna gorączka, natrętne myśli o ukochanym to pierwsza faza miłości. I całe szczęście, że nie trwa ona dłużej niż kilka miesięcy, bo inaczej nie moglibyśmy normalnie funkcjonować. W kolejnych etapach miłość spokojnieje albo się wypala.  Anita Zuchora: Po co nam ten stan upojnej gorączki, oderwania się od rzeczywistości, który nazywamy zakochaniem? Katarzyna Prot-Klinger: Po to, żebyśmy przetrwali z drugim człowiekiem przez tyle czasu, ile jest konieczne do wychowania dziecka. Tak w każdym razie uważa antropolożka Helen Fisher, autorka książki „Anatomia miłości”. Brzmi dosyć brutalnie, ale są na to twarde dowody. Fisher, badając wskaźnik rozwodów, stwierdziła, że większość z nich przypada na okres trzech–czterech lat od urodzenia pierwszego dziecka pary. Mniej więcej w tym momencie, z punktu widzenia ewolucji, miłość staje się niepotrzebna. Spełniła już swoje zadanie. Czyli stan zakochania otumania nas po to, żebyśmy potrafili przez kilka lat żyć z kimś na wyłączność. Ale co konkretnie się z nami wtedy dzieje? W pierwszej fazie zmienia się nasza fizjologia. Uczucie uruchamia w mózgu reakcje podobne do tych, jakie występują po spożyciu amfetaminy. Wzrasta m.in. poziom dopaminy i endorfin – hormonów szczęścia. Jesteśmy pobudzeni, pełni energii i optymistycznie patrzymy w przyszłość. Towarzyszy temu poczucie wyjątkowości relacji – idealnego dopasowania i porozumienia z partnerem. Charakterystyczne jest też nieustanne myślenie o obiekcie miłości. Psycholog nazwałby takie myśli „natrętnymi”. Gdyby nie fakt, że jest to powszechne w początkowym etapie miłości, uznalibyśmy, że ten stan ma w sobie coś chorobowego. Ale to cudowna choroba: maślane oczy, nieobecny wzrok, brak kontaktu...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Zostałaś skrzywdzona? Odpuść dla swojego dobra – pielęgnowanie gniewu może zniszczyć ci życie

Gniew może być konstruktywny, kiedy zmusza nas do pozytywnych zmian. Problem zaczyna się wtedy, gdy czujesz, że ma nad tobą władzę. Na szczęście są na niego sposoby.
Sylwia Arlak
08.06.2020

Zastanawiałyście się kiedyś, skąd bierze się gniew? Czasami odpychamy go na bok, myśląc, że w ten sposób pozbędziemy się problemu. Mamy nadzieję, że trudne emocje zostaną tam, gdzie ich miejsce — w przeszłości. A potem wydarza się coś, co nam o nim przypomina. Nie uciekniemy od przeszłości Możemy denerwować się czymś tu i teraz tylko dlatego, że aktywowałyśmy emocje z przeszłości. Reagujemy nieadekwatnie, bo sytuacja przypomniała nam o czymś, co już przeżyłyśmy. Budzą się w nas uśpione demony. I tak dla przykładu, możemy pokłócić się z partnerem tylko dlatego, że jego reakcja przypomniała nam zachowanie naszego eks. Choć twój partner nie miał złych intencji, ty czujesz, że „ci się przelało”. Zareagowałaś zbyt emocjonalnie, nieadekwatnie w stosunku do przewinienia, bo nie raz  słyszałaś już wcześniej podobne wymówki. Podobną reakcję mogą wywołać w nas doświadczenia innych ludzi. Jak pisze Psychology Today, nazywa się to „urazem zastępczym”. Czujesz czyjąś traumę, ponieważ wyobrażasz sobie, że przeżywasz ją także ty sama. Przeżycia innych ludzi mogą przywołać wspomnienia i silne emocje sprzed lat. Możesz zacząć mieć problemy z koncentracją i snem. Możesz doświadczać natrętnych myśli, żalu, frustracji i bezradności. Gniew może być konstruktywny i prowadzić do pozytywnych zmian w naszym życiu. Może być energetyzujący i motywujący. Dawać nam siłę. Ale łatwo może stać się destrukcyjny, jeśli zostanie skierowany w niewłaściwy sposób albo wymknie się nam spod kontroli. Aby zachować zdrowy ogląd sytuacji, musimy nauczyć się z nim obchodzić. Świadomy oddech i aktywność fizyczna Jak więc możemy sobie pomóc? Po pierwsze — ucząc się świadomego oddechu. Zrób wdech, a następnie głęboki wydech z westchnieniem. Powtórz to...

Czytaj dalej