Magdalena Lamparska codziennie dziękuje za życie, bo kiedyś otarła się o śmierć
Monika Szalek

Magdalena Lamparska codziennie dziękuje za życie, bo kiedyś otarła się o śmierć

„Większość rzeczy, jakich doświadczamy na co dzień, jest dla nas oczywista” – mówi aktorka i w akcji #DZIĘKUJĘ opowiada, że wdzięczności w życiu nauczyło ją traumatyczne doświadczenie.
Sylwia Niemczyk
03.04.2020

Magdalena Lamparska, aktorka znana m.in. z ubiegłorocznego hitu „1800 gramów” i niedawnej ekranizacji książki Blanki Lipińskiej „365 dni” we wczesnej młodości przeżyła wypadek samochodowy, który sprawił, że zaczęła inaczej patrzeć na życie.

– Do szpitala przywieźli mnie ze złamanym kręgosłupem, ale po leczeniu wychodziłam o własnych siłach i byłam absolutnie wdzięczna za dar życia. Dziękowałam Bogu, że przeżyłam i że będę jednak chodzić. Czułam czystą radość, że po prostu jestem – mówi.

Aktorka miała wtedy zaledwie 17 lat, jednak tamto wydarzenie pozwoliło jej dojrzeć wewnętrznie. Wypadek nauczył ją doceniać najprostsze rzeczy. Dzięki niemu zaczęła zauważać, za ile rzeczy może być wdzięczna w życiu:  

– Większość rzeczy, jakich doświadczamy na co dzień, jest dla nas oczywista. Co roku zdmuchujemy świeczki na torcie, ale nie dziękujemy rodzicom za to, że nas urodzili. Po maturze nie dziękujemy, że nas wspierali, nie zauważamy tego nawet, tak jakby nam się to wszystko należało. 

Jak wystylizować białą koronkową sukienkę?

Magdalena Lamparska dziękuje mamie za wsparcie

Rodzina zawsze była ogromnie ważna dla artystki i to właśnie mamie (tata zmarł, gdy Magdalena Lamparska była dzieckiem) dziękuje w pierwszej kolejności:

– Nie zapomnę, jak mama zrobiła mi pierwszy raz po wypadku mój ulubiony obiad: makaron z truskawkami, cukrem i twarogiem. Jakże on mi wtedy smakował! Nigdy wcześniej i nigdy później truskawki nie były tak pyszne i tak pachnące. Nieraz jej to przypominam i mówię, jaką wtedy sprawiła mi radość.

Chociaż na co dzień mama aktorki mieszka w Los Angeles, to niedawno przyleciała do Polski specjalnie na premierę spektaklu „Lily” w Och-Teatrze, w którym Magdalena Lamparska gra jedną z głównych ról, u boku Krystyny Jandy. Jej wsparcie towarzyszy aktorce od lat: 

– Kiedy miałam jakieś chwile zwątpienia, to siadała naprzeciwko i mówiła: „Magda, ale kto, jak nie ty?” – wspomina aktorka. 

Więcej przeczytasz w „Urodzie Życia” 5/2020. Kup wydanie na tablet lub telefon na Hitsalonik.pl

Okładka miesięcznika Uroda Życia

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Martyna Wojciechowska w akcji #DZIĘKUJĘ
Marta Wojtal

Martyna Wojciechowska dziękuje mamie, córce i kobietom, które ją dziś wspierają

„Gdyby nie wsparcie innych, nie byłoby mnie tu, gdzie dzisiaj jestem” – mówi. W akcji #DZIĘKUJĘ pytamy Martynę Wojciechowską o to, komu i za co jest wdzięczna w życiu. A ona długo wylicza.
Sylwia Niemczyk
03.04.2020

Chociaż Martyna Wojciechowska osiągnęła w życiu najwyższe szczyty – także popularności – to nigdy, nawet przez sekundę nie miała pokusy, aby przyznać z dumą, że wszystko osiągnęła sama. Przeciwnie, w rozmowie w ramach akcji #DZIĘKUJĘ wylicza kolejne i kolejne osoby, którym jest wdzięczna za wsparcie. Wśród nich – mama, córka, współpracowniczki w fundacji UNAWEZA, redaktorki programu „Kobieta na krańcu świata”. Sylwia Niemczyk: Umiesz wskazać jedną osobę, której zawdzięczasz najwięcej? Mama. Poświęciła mi mnóstwo czasu i  energii na etapie mojego dorastania, dojrzewania, potem też w dorosłym życiu, kiedy sama urodziłam córkę. Ale nawet nie za ten czas jestem jej najbardziej wdzięczna. Zarówno jej, jak i mojemu tacie zawdzięczam przede wszystkim to, że z bardzo nieśmiałej dziewczynki stałam się tą odważną kobietą, którą jestem dzisiaj. Patrząc dziś na ciebie, trudno uwierzyć w tę nieśmiałość. Byłam tak nieśmiałym dzieckiem, że nie chodziłam nawet do przedszkola! Po dwóch tygodniach zajęć mnie z niego wyrzucili, bo nie potrafiłam się zaadaptować. To była dla mnie trauma, do dziś pamiętam to bardzo dokładnie. Moja mama nigdy na mnie nie podnosiła głosu, więc kiedy w przedszkolu znalazłam się w zupełnie innym świecie: krzyku pań opiekunek, ale też wyrywania sobie zabawek przez dzieci, rozpychania się łokciami – od razu się wycofałam. I  moja mama mi na to pozwoliła.  Nigdy nie czułam się przez nią oceniana i  krytykowana. Nigdy nie usłyszałam od niej: „A nie mówiłam?!”. Mama po prostu nie potrzebuje podkreślać swojej wiedzy, doświadczenia i  mądrości, a  wręcz przeciwnie: zawsze pozwalała mi doświadczać, popełniać błędy. A przecież tylko poprzez...

Czytaj dalej
Magda Gessler
mateusz stankiewicz

Magda Gessler wiele zawdzięcza dziadkowi: „Dziękuję mu, na pewno mnie słyszy”

Chociaż nieraz Magda Gessler opowiadała o tym, jak ważni dla niej byli i są: pierwszy mąż, obecny partner, syn – to jednak w ramach akcji #DZIĘKUJĘ zdecydowała się podziękować przede wszystkim innemu mężczyźnie: dziadziusiowi.
Sylwia Niemczyk
03.04.2020

Gotował zupy mleczne, ucierał kogiel-mogiel i przede wszystkim: uczył malutką Madzię radości życia! Magda Gessler wczesne lata dzieciństwa spędziła w domu dziadków, w podwarszawskim Komorowie i tamten okres wspomina jako jeden z najszczęśliwszych w swoim życiu.  – Byłam otoczona miłością, zanurzona wręcz w niej – wspomina. – Dziadek nauczył mnie, że z niczego zawsze można robić coś. Że nie trzeba mieć pieniędzy, by robić piękne rzeczy i by okazywać miłość. Rodzinny dom zaszczepił w Magdzie Gessler radość życia Do dzisiaj Magda Gessler pamięta poczucie bezpieczeństwa, jakie towarzyszyło jej w rodzinnym domu. Chociaż dorastała w trudnych latach 60. i jej rodzina żyła bardzo skromnie, to jednak nie brak pieniędzy, ale poczucie radości życia, jakie zaszczepili jej rodzice i dziadkowie, jest jej najwyraźniejszym wspomnieniem z dzieciństwa.  – Dziadek pisał dla mnie wiersze, robił dla mnie zabawki na choinkę z pudełek od zapałek, obklejał je kolorowym papierem, chował do środka jakieś drobiazgi, cukierki, dzięki czemu ta biedna PRL-owska choinka stawała się jedną wielką cudowną niespodzianką. Myślę, że mam wielkie szczęście, że zdążyłam mojemu dziadziowi i babci podziękować za to, jakie dzieciństwo mi stworzyli, że umiałam wyrazić im swoją wdzięczność i miłość. Magda Gessler była w dzieciństwie niejadkiem  Do zasług babci i dziadka Magdy Gessler należy także to, że… nauczyli ją, że jedzenie może być wyrazem troski, miłości i przyjemności!  – Byłam niejadkiem i dziadek potrafił ugotować dla mnie 10 różnych zup mlecznych, bo żadna mi nie smakowała. Godzinami stał przy kuchni tylko po to, żeby jego mała wnuczka – nieznośna zresztą! – zjadła coś zdrowego. I, mimo że odsuwałam talerz albo waliłam łyżką w zupę, to on...

Czytaj dalej
wdzięczność w życiu
Unsplash

Psycholożka Ewa Tyralik-Kulpa: „Doceniaj to, co dostajesz od innych”

Na początek wystarczy przed snem zrobić rachunek sumienia i pomyśleć, za co mogę być sobie wdzięczna. I za co dziękuję najbliższym. A potem – za co czuję wdzięczność tego dnia wobec obcych ludzi.
Anna Zych
02.04.2020

Może zamiast stale za czymś gonić i narzekać, wreszcie nauczyć się wdzięczności za to, co mamy. „Docenianie dobra, którym zostaliśmy obdarowani, podnosi poczucie szczęścia” – tłumaczy Ewa Tyralik-Kulpa, trenerka dobrych rozmów ze Szkoły Trenerów Komunikacji Opartej na Empatii. Anna Zych: Tyle jest rzeczy wokół, za które moglibyśmy czuć wdzięczność, choćby za piękną pogodę za oknem, uśmiech dziecka, dobrą pracę, a my tego nie dostrzegamy… Wolimy skupiać się na tym, co złe, albo na tym, czego nie mamy. Dlaczego? Ewa Tyralik-Kulpa: Z dwóch powodów: żeby przetrwać w świecie pełnym niebezpieczeństw, nasz mózg nastawiony jest na wyłapywanie z otoczenia tego, co nie działa. Dostrzeganie zagrożeń to uwarunkowanie biologiczne. Prędzej zauważymy, że ktoś na nas krzywo spojrzał, niż że się uśmiechnął, bo uśmiech nie był aż tak potrzebny do przetrwania. Mamy też przyzwyczajenia kulturowe: jeżeli coś działa, raczej się o tym nie mówi. Gdy dziecko jest grzeczne i nie sprawia problemów, przyjmujemy to za normę, nie chwalimy za to. Ale gdy rozrabia, natychmiast to wychwytujemy i reagujemy. Poza tym jesteśmy wychowywani w kulturze braku – to kolejne uwarunkowanie. Cała nasza edukacja jest na braku skupiona: naucz się tego, czego nie umiesz, zdobądź to, czego jeszcze nie masz. Czyli to jest biologia?! To teraz trochę psychologii: co nam daje umniejszanie szczęścia, które jest wokół nas? Dlaczego tak trudno nam się cieszyć? Kiedyś było modne w Polsce powiedzenie: cisze budiesz, dalsze jedziesz. W wolnym tłumaczeniu: nie chwal się, bo to niebezpieczne. Dlaczego? Bo spotkamy się z zazdrością i np. ktoś nam będzie źle życzył. Bo ryzykujemy utratę dobrej relacji z osobą, której się pochwaliliśmy – ja mam, ty nie. Ludzie pomogą pani chętniej, gdy jest...

Czytaj dalej