Matka nastolatka się wściekła i napisała list: „Kochana szkoło, ja rozumiem, że jest ciężko, że wszystko stoi na głowie, ale...”
Archiwum prywatne

Matka nastolatka się wściekła i napisała list: „Kochana szkoło, ja rozumiem, że jest ciężko, że wszystko stoi na głowie, ale...”

Dzieci i młodzież zmieniły zeszyty na laptopy, ławki szkolne na domowe biurka, a rówieśników na… rodziców. Jednak fakt, że nauka jest zdalna, wcale nie oznacza, że uczniowi mają więcej czasu dla siebie.
Kamila Geodecka
05.11.2020

Starsze dzieci i nastolatkowie już od dłuższego czasu są nauczani zdalnie. Ale to wcale nie oznacza, że mają więcej czasu na realizowanie swoich pasji, szukanie zainteresowań, uprawianie jakiegokolwiek sportu czy porozmawianie z rówieśnikami – nawet za pomocą wideokonferencji.  

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Nie stawiajcie mi na głowie syna

„Kochana szkoło, ja rozumiem, że jest ciężko, że wszystko stoi na głowie, ale uprzejmie proszę, nie stawiajcie mi na głowie syna” – zaczyna swój post Agnieszka, mama 15-latka. „Mój syn jeszcze nie musi udowadniać, że umie być wielbłądem, a właśnie go do tego zmuszacie. Kochamy zwierzęta, ale wolałabym, by miał czas najpierw obejrzeć wielbłąda w zoo, niż od razu się nim stawać...” – kontynuuje. Kobieta swoje słowa pisze po to, by pokazać, jak wygląda dzień jej nastoletniego syna. Dzień, w którym trudno doszukiwać się wszystkiego tego, co kojarzy nam się ze sformułowaniem „beztroskie lata młodości”.

„Zajęcia online od 8 do 16.40, a potem nauka do pytań, kartkówek, klasówek do 21 plus prace domowe (wysyłane po 17.00 jakby). Przecież takiego natężenia i zdrowy dorosły osobnik zaprawiony w bojach w korpo, najlepiej takiej konsultingowej, na dłuższą metę by nie wytrzymał na trzeźwo i bez koksu” – pisze. Ale jak sama zauważa, nawet pracownicy korporacji mają więcej swobody oraz więcej czasu wolnego. „Wyszło na to, że chwilę na siku i wciśnięcie obiadu nad klawiaturą, 15 minut z psem (cały ruch w ciągu dnia, bo nie nadąża), bo się inaczej nie da, bo tego jest tyle, bo nie wszystko idzie mu jak z płatka, bo dopiero się uczy. No co, kawy mu zrobić, mocnej herbaty? Coli nie może, redbuli i innych nie dam, bo, kurde, nie” – pisze rozzłoszczona.

Przeciążone programy i brak czasu

Już od wielu lat mówi się o tym, że programy szkolne, które muszą być zrealizowane przez nauczycieli, są przeciążone. Liczba godzin, które dzieci muszą spędzać na lekcjach, jest naprawdę duża, a przecież to dopiero początek. Popołudniowa nauka, dodatkowe lekcje, korepetycje, nadganianie materiału. „Strasznie mi w tobie szkoło brakuje empatii i myślenia, że do jasnej cholery, taki młody człowiek potrzebuje też czasu tylko dla siebie, żeby na chwilę wyjść (po 16.00), żeby poczytać książki albo nawet, żeby pogadać z kumplami, nie mówię o starych, ale nie ma czasu i na wymianę myśli z nami” – pisze dalej w poście Agnieszka.

O tym, jak trudno czasami dopatrzyć się logicznego i empatycznego myślenia w działaniach szkoły, wie bardzo dobrze i podaje konkretną sytuację. „Od 2 tygodni próbuję umówić syna ze szkolną psycholog  bo ewidentnie jest potrzeba wsparcia. Psycholog: Wyślę synowi link do Zooma na 11.00. Ja: Ale on ma wtedy lekcje online. Psycholog: Ale ja mam wtedy dyżur. Ja: Ale on nie chce zrezygnować z lekcji, to akurat matematyka, będzie mu potem trudno nadgonić. Psycholog: Takie mam godziny dyżurów. Ja: opadam rękoma nisko. Psycholog: cisza”.

Czytaj też: Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra – czym się różnią?

Chodzi o empatię

Po przeczytaniu tego wpisu zadzwoniłam do Agnieszki. Jak mówi, bardzo brakuje jej w szkole empatycznego podejścia do uczniów. Jeżeli nauczyciele i szkoła wymagają tego, żeby ich rozumieć i być wyrozumiałym, to oni muszą też być wyrozumiali względem uczniów. Chodzi o to, żeby ta empatia się pojawiła – wyjaśnia mi.

Na empatii można zbudować dużo, ale do przemyślenia są także konkretne metody dydaktyczne czy programy lekcji. W szkole nie chodzi przecież tylko o to, by włożyć do głów uczniów jak najwięcej wiedzy. Powinna to być także nauka wykorzystywania odpowiednich narzędzi i metod. Może trzeba poświęcić tydzień na to, by nauczyć dzieci, jak się uczyć, jak sobie poradzić z odrabianiem lekcji, jak nauczyć się pisać wypracowania, gdy rodziców nie ma do pomocy. Naprawdę tydzień nie spowodowałby katastrofy w realizacji programu, bo potem byłoby łatwiej – mówi Agnieszka.

Niestety nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie szkoła zmieniła swoje metody nauczania.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
powrót do szkół
Unsplack Stock

Dzień przed początkiem roku szkolnego wiemy, że nic nie wiemy! Szkoła w epoce koronawirusa

Co ze świetlicami? Kiedy możliwe jest przejście na naukę zdalną? Jak teraz będą wyglądać lekcje i przerwy? Sprawdzamy wytyczne ministerstwa i wyliczamy obawy rodziców.
Sylwia Arlak
31.08.2020

Oczywiste jest to, że dzieci potrzebują szkoły: towarzystwa rówieśników, bezpośredniego kontaktu z nauczycielami, ram, w których mogą działać. Jednak dziś rano epidemiolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prof. Jarosław Drobnik bez ogródek w radio Tok FM powiedział, że rozpoczynanie roku szkolnego w obecnej sytuacji to „jeden wielki eksperyment społeczny”. Lekarze są przekonani, że powrót do szkół spowoduje większą liczbę zarażeń koronawirusem. Choroby obawiają się nie tylko rodzice, ale też nauczyciele, którzy każdego dnia będą stykali się nie tylko z innymi nauczycielami, lecz przede wszystkim z uczniami. Jeśli założymy, że nauczyciel polskiego w liceum prowadzi 5 lekcji dziennie, to średnio styka się nawet z 150 uczniami.  Mimo że Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, rodzice, uczniowie i nauczyciele się niepokoją. Wszyscy zadają sobie pytanie – czy powrót do szkoły w momencie, gdy notujemy codziennie ponad pół tysiąca (a czasem i 700 czy 800) przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce, jest bezpieczny? Jak będzie wyglądała nauka od 1 września 2020? Oto co wiemy do tej pory: Nauka w pandemii koronawirusa Do szkoły mogą uczęszczać wyłącznie uczniowie bez objawów koronawirusa, gdy ich domownicy nie przebywają na kwarantannie lub w izolacji. Zdrowi muszą być też opiekunowie przyprowadzający i odprowadzający uczniów. Po wejściu do budynku konieczna będzie dezynfekcja rąk. Szkoła ma za zadanie zapewnić odpowiednie środki – jednak już dziś dyrektorzy alarmują, że nie mają wystarczającej ilości płynów do dezynfekcji, co nie dziwi, zważywszy na to, że przed pandemią w wielu szkołach publicznych brakowało nawet zwykłego mydła i ręczników jednorazowych.  Każda osoba z zewnątrz, która...

Czytaj dalej
agresja w szkole
getty images,

Polska szkoła bardziej przypomina „13 powodów” a nie „Sex Education”

Przemoc, agresja, molestowanie. Dzieci nikomu o tym nie mówią.
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Ile razy można nazwać dziewczynkę dziwką, żeby w końcu coś w niej pękło i by powiedziała: „stop”? „Niestety z moich obserwacji wynika, że współczesne nastolatki w ogóle nie powiedzą »stop«, bo agresja i wulgaryzmy to norma wśród dzisiejszej młodzieży” – mówi socjolog i pedagog dr Iwona Chmura-Rutkowska. Czytaj wywiad.    Krystyna Romanowska: Rozmawiała pani z 400 uczniami gimnazjów w dużych miastach i na prowincji. Dr Iwona Chmura-Rutkowska: To było bardzo trudne doświadczenie – wylałam wiadro łez. Sama jestem matką dwóch synów. Za moment ten starszy będzie w wieku dzieciaków, z którymi rozmawiałam. Wyobrażam sobie, co go czeka...   Aż boję się zapytać... 60 proc. dziewczyn i 50 proc. chłopaków każdego dnia słyszy bardzo wulgarne określenia albo używa ich wobec innych. Rodzice i nauczyciele powinni przejrzeć te tabelki z setkami straszliwych wyrazów: dziwka, cipa, towar, fiut, lesba, pedał, dupa, świnia. Codzienne doświadczenie gimnazjalistów to określenia: "biegasz jak ciota", "rzucasz jak pizda", "zachowujesz się jak głupia blondynka". To nie wszystko: 40 proc. dziewczyn i 30 proc. chłopaków doświadcza przemocy seksualnej! Najczęściej są to niepożądane dotknięcia, uściski, łaskotanie, klepanie, szczypanie, napieranie, ocieranie, blokowanie możliwości poruszania się.   Molestowanie? Molestowaniem seksualnym określamy tylko to, co się dzieje w pracy, wśród dorosłych. De facto nie mamy określenia na to, co robią sobie nawzajem młodzi ludzie w sferze naruszającej granice intymności. Ale dla mnie ważne i przerażające jest także to, co myślą o takich zachowaniach młodzi.   Co myślą? Dziewczyny uważają, że to nie jest przemoc....

Czytaj dalej
Agnieszka Stein o wychowaniu dzieci
getty images

Agnieszka Stein: Nastolatek zaufa nam wtedy, kiedy na to sobie zasłużymy

Zakazy i nakazy szkodzą wychowaniu, bo burzą zaufanie między dzieckiem a rodzicem. A bez zaufania nie można mówić o prawdziwej relacji.
Karolina Morelowska-Siluk
04.11.2020

Pragniemy, aby dzieci nam ufały, a my chcemy ufać im. To trudna sztuka, ale możliwa do opanowania. Obie strony uczą się jej od pierwszego wspólnego dnia. A nie, jak często myślimy, od momentu, kiedy dziecko wychodzi na pierwszą imprezę. Co robić, czego nie robić i jak naprawiać błędy popełniane po drodze –mówi psycholog Agnieszka Stein, psycholog, autorka m.in. książki „Dziecko z bliska idzie w świat”. Pracuje z dziećmi i rodzicami w warszawskim Ośrodku Polana.   Karolina Morelowska-Siluk: Kiedy dziecko się rodzi, ufa nam w sposób naturalny. A w wieku 16 lat nie chce powiedzieć już nam nic. Czy to jest tak, że przychodzi czas, kiedy na to zaufanie musimy zacząć pracować od nowa? Agnieszka Stein: Na zaufanie dziecka pracujemy cały czas, każdego dnia. Ale kiedy ono ma 16 lat, to powodem, dla którego nie mówi o czymś rodzicom, nie musi być to, że im już nie ufa, tylko może po prostu zaczyna traktować pewne obszary jako swoją prywatną sferę. I tyle.   Oczywiście, ale są sytuacje, w których pomoc, rada rówieśników nie wystarczą, aby rozwiązać problem. Potrzebna jest pomoc dorosłego, ale wcześniej ten dorosły musi dowiedzieć się, co się dzieje. Człowiek w pewnym wieku, kiedy czuje się już dorosły, a to właśnie ten etap, potrzebuje – i to bardzo dobrze – doświadczyć i zwyczajnie sprawdzić, z którymi sytuacjami da sobie radę sam, a z którymi nie. Rodzic musi wiedzieć, że w pewnym momencie pójście do mamy czy taty nie jest już naturalnym kierunkiem, bo kojarzy się dorastającemu człowiekowi z byciem dzieckiem. A tego nie chce. I dodam, aby otrzeć łzy zdesperowanym rodzicom, że jest to dobry znak.   Ale nadal jesteśmy w punkcie wyjścia, bo wciąż nic nie wiemy. Powiedziała pani, że na zaufanie dziecka pracujemy cały...

Czytaj dalej