Kasia Sokołowska: „Kocham, jestem kochana, spełniona zawodowo”
fot. Marcin Kempski/I like photo

Kasia Sokołowska: „Kocham, jestem kochana, spełniona zawodowo”

Jest reżyserką pokazów mody, jurorką w programie „Top Model” i kobietą biznesu. Nam przyznaje, że dopiero po 40. zaczęła w pełni doceniać życie oraz dawać sobie prawo do odpoczynku (i do błędów).
Katarzyna Olkowicz
03.06.2020

W środowisko mody znana jest od lat jako najlepsza reżyserką pokazów mody w Polsce. Szerszej publiczności dała się poznać w roli jurorki programu „Top Model” (wszystkie sezony show możesz obejrzeć za darmo na platformie VOD Player). Niedawno założyła własną markę butów Emeralds and Crocodiles, którą jeszcze w fazie projektu odsprzedała gigantowi obuwniczemu. Jest ambasadorką marek polskich i zagranicznych i dyrektor kreatywną kompleksu hotelowego Lake Hill Resort & Spa, którego właścicielem jest jej partner, biznesman Artur Kozieja. Czy Kasia Sokołowska kiedyś zwolni?

„Codziennie mówię: stop, Kasia, co cię tak gna, zatrzymaj się. Staram się złapać życiowy balans, choć to najtrudniejsze zadanie w moim życiu”. Z Kasią Sokołowską, która ciągle poszukuje nowych pomysłów i wyzwań, rozmawiamy o tym, co oznacza dla niej tryb „slow”, co jej dała dojrzała miłość i dlaczego jest fajnym kompanem. 

Katarzyna Olkowicz: O której dziś wstałaś?

Kasia Sokołowska: O szóstej, ale obudziłam się o czwartej trzydzieści. Przez półtorej godziny leżałam, medytowałam, myślałam o tym, co dziś będę robić. O szóstej piętnaście usiadłam do komputera i na spokojnie, przy kawie, przejrzałam maile. Ten czas to moje „SLOW”. Daje wytchnienie i napędza do dalszego działania, pozwala potem przeżyć dzień spokojniej, bo nie atakują mnie nieprzeczytane wiadomości, niezałatwione sprawy. O dziewiątej byłam już na pierwszym spotkaniu. 

A o której skończysz dzień?

Nie wiem, pewnie późno, ale nie narzekam. 

Nie narzekasz? Zdarza ci się pracować po kilkanaście godzin dziennie. To brzmi jak harówka, nie „slow”!

Kiedy praca cię pociąga i inspiruje, nie liczysz czasu. Nie kalkulujesz. 

Jestem swoim coachem

Ale gdy pracuje się kilkanaście godzin dziennie, to gdzie jest życie? 

Praca jest integralną częścią mojego życia. Jest pasją, więc przenika się z życiem. Nie wychodzę z pracy o szesnastej, ale czy taki unormowany czas zajęć to jedyny właściwy model?

A co pomaga ci osiągnąć stan slow?

Lubię poukładać sobie wszystko w głowie. Bywam własnym coachem. Staję przed lustrem i próbuję sobie przypomnieć, jaki jest mój cel, gdzie się czuję dobrze. To na mnie zawsze działa. Pomaga mi też dyscyplina w rozumieniu systematycznego działania. Męczą mnie chaos i brak celu. Na tym polega moje „slow”.

I co dobrego zdążyłaś od rana dla siebie dziś zrobić?

Zjadłam pyszne śniadanie, sama je przygotowałam. Co? Nic specjalnego, cieciorkę z tuńczykiem, zielonym ogórkiem, oliwą i octem balsamicznym. Lubię jeść. (śmiech)

Co się wydarzyło, że postanowiłaś przestać tak pędzić, bardziej o siebie zadbać? 

Nie było przełomowego momentu. On przychodzi, gdy człowiek się potwornie zapędzi, wypali albo robi coś nie w zgodzie ze sobą. Ale trudne momenty się zdarzają, to naturalne. Nie policzę przepłakanych dni, gdy byłam potwornie zmęczona, zestresowana, coś mi się nie udawało, choć zrobiłam wszystko tak, jak powinnam, z pełnym zaangażowaniem. Nieraz sama siebie pytałam, po co to wszystko, dlaczego to sobie robię? Ale potem, gdy przychodziły sukcesy, satysfakcja, czułam, że było warto. 

Patrząc z tej perspektywy: co ci w życiu wyszło, co się udało?

Przede wszystkim dobrze wybrałam drogę życiową. Nigdy nie miałam pokusy, by powiedzieć sobie: „Koniec!”. Byłam wytrwała i konsekwentna. Sama się często zastanawiałam, skąd we mnie ta siła. 

Kasia Sokołowska, Top Model
archiwum prywatne

Emeralds and Crocodiles

Zatrzymujesz się czasami?

Tak, choć to trudne, bo wyobraźnia mi na to nie pozwala. (śmiech) Niedawno wymyśliłam kolejny biznes (Emeralds and Crocodiles – przyp.red.) To na razie start-up, projekt, u którego podstawy leży pomysł duetu szpilki plus baletki. Pomysł bardzo prosty, ale niezagospodarowany. My, kobiety, pracujemy, prowadzimy samochód, robimy zakupy, ale i chodzimy na imprezy, pozujemy na czerwonym dywanie. Jesteśmy siłaczkami i damami zarazem. Chcemy mieć zarówno komfort, jak i być na pokaz, życie nie jest jednowymiarowe. 

To już masz pomysły na kolejny „plan dziesięcioletni”?

Lubię być aktywna, to mój żywioł. Ale naprawdę zwolniłam, szczególnie gdy porównuję się ze sobą sprzed lat. Kiedyś nie potrafiłam dać sobie prywatnego czasu. Byłam dla siebie surowa. Jeżeli nie poszłam na trening, wieczorem nie skoczyłam do teatru i na koniec dnia nie przeczytałam książki, to byłam chora. Po latach zaczęłam się lepiej traktować. Chyba dojrzałam. (śmiech) Dokonuję wyborów, stawiam granice, to chyba kluczowe. Wiem, że jeśli pójdę na siłownię, będę godzinę krócej spała. Jak odmówię sobie pysznego jedzenia, będę wkurzona itd. To są małe rzeczy, ale może kiedyś przyjdzie czas na większe? Na razie nie mogę sobie pozwolić na półroczny wyjazd na Bahamy…

Ktoś tak „nakręcony” jak ty będzie w stanie na pół roku zrezygnować z pracy? Poleżeć na leżaku? Trudno w to uwierzyć.

Na pewno sobie poradzę. (śmiech) Moim dobrym życiem, moim „slow” jest to, że nie pracuję w korporacji, sama organizuję swój czas i pracę. Nie pasuję do schematu: musisz wstać o ósmej, spać dziewięć godzin, a potem medytować godzinę i zrobić sobie trzy zimne prysznice… Idealnie dobrałam styl życia do charakteru. Jestem otwarta i ekspresyjna, ale nie ekstrawertyczna. Nie wylewam żalów na wszystkich wokół, żeby się oczyścić. Dla mnie ważna jest higiena obcowania z ludźmi, nie lubię napięć.

Ale trudno ich uniknąć?

Mój świat intymny to garstka znajomych, z którymi dobrze się czuję, którzy mnie doskonale znają, ufają mi. Nauczyłam się unikać ludzi, z którymi nie mam podobnej energii. Nie ze wszystkimi musimy być blisko. Nie potrzebuję poklepywania po ramieniu, ciągłej stymulacji. To ja wolę stymulować.

Ale takie stymulowanie innych też może być męczące. Jak dbasz o siebie, żeby nie przekroczyć swojej granicy i pod koniec dnia dobrze się czuć?

Nie karzę się za to, że coś mi nie wyszło. Oduczyłam się totalnej samodyscypliny i kontroli. Kiedyś, nawet jak byłam bardzo zła, zdenerwowana, zachowywałam kamienną twarz. Dawałam sobie prawo do radości, za to nigdy się nie dzieliłam smutkiem, problemami. Teraz umiem to robić. 

Dojrzała miłość

Nauczyć się samej siebie chyba jest najtrudniej?

Pewnie to kwestia dojrzałości. Nie oczekujmy takiej postawy od 20-latki. Gdy skończyłam 18 lat, wydawało mi się, że jestem dorosła i wiem wszystko. Jak kończyłam trzydziestkę, byłam pewna, że dopiero teraz rozumiem życie, jestem przecież taka doświadczona! A kiedy skończyłam 40 lat, dotarło do mnie… że nic nie wiem. (śmiech) Zmieniło się moje myślenie. Mimo że mam ten sam kręgosłup, wyobraźnię, marzenia, jestem tą samą Kasią Sokołowską, to wydaje mi się, że bardzo się przez te lata zmieniłam. I nie chciałabym, żeby było inaczej. 

Jakiś przykład tej zmiany?

Mówiłyśmy o odpoczynku. Kiedyś ciężko było mi go zaplanować, więc wymyśliłam, że raz do roku znikam na półtora miesiąca. Wyłączam telefon i nie ma mnie. Wyjeżdżam. Zwykle przez pierwsze dwa tygodnie leniuchowałam, pozwalałam sobie na luksus leżenia na słońcu, a potem była niezła przygoda: zwiedzanie, jeżdżenie, dotykanie, smakowanie. To mnie relaksowało i napędzało na dalszą część roku, pozwalało przeżyć go w dobrej kondycji. Teraz jest inaczej: znajduję wolne weekendy, spędzam czas z rodziną, wyjeżdżam na krótsze urlopy, ale częściej, bo tego potrzebuję. Nauczyłam się odpoczywać, po powrocie z pracy „wyjść” z zawodowych tematów, wyłączyć się. Nie umiałam tego przez lata, wydawało mi się, że wciąż muszę coś udowadniać, być w pełnej gotowości, nie odpuszczać, więc… pracowałam bez przerwy, bez przyzwolenia na wypoczynek. Teraz, po 25 latach pracy zawodowej, potrafię powiedzieć: stop, nie ma mnie, nie mam terminu. Dojrzałość to umiejętność selekcji, najtrudniejsze zadanie, które sobie w życiu postawiłam. 

Jak powiedzieć „nie”, gdy przychodzi sukces i dostajesz mnóstwo najlepszych projektów, na które czekałaś i pracowałaś całe życie? Czy ktoś cię tego uczy? 

Oczywiście, że nie. A to przecież najtrudniejsza rzecz na świecie! Odmówić i nie rozpaczać z tego powodu to prawdziwy stan slow! 

Zawsze jest obawa, że straci się jakąś cudowną szansę?

Dlatego na początku to było straszne. Zbierałam się w sobie, mówiłam: „Nie zrobię tego projektu, nie mogę”. Odkładałam słuchawkę i myślałam: oj nie, przecież mogłam, byłoby wspaniale... Ale wiedziałam, że muszę odmówić, nie starczy mi doby, zamęczę się. Co więcej, nie zrobię tego na takim poziomie, na jakim bym chciała. Mam cechę tyleż wartościową, co trudną – odpowiedzialność. I to jest coś, co potrafi mnie przytłoczyć. Ale też każe mi bardzo rzetelnie uprawiać zawód, być lojalnym, nie pozwala wycofywać się z decyzji. 

Czasem trzeba uciec od ludzi?

Czasem tak. Zdarza mi się ulec naciskom, bo ktoś chce spędzić wieczór ze mną. Ale potrafię też odmówić, by nie trwonić energii, gdy w tym momencie potrzebuję czegoś innego. Dużo czasu spędzam sama. Lubię to, potrzebuję tego, bo praca twórcza wymaga przestrzeni. 

Kasia Sokołowska, Top Model
fot. Marcin Kempski/I like photo

Partnerzy w biznesie 

Twój partner namawia cię na częstszy odpoczynek? 

Wzajemnie się do tego namawiamy. (śmiech) Oboje bardzo dużo pracujemy, może dlatego tak cenimy wspólną prywatność. Mamy takie swoje miejsce w Karkonoszach – hotel Lake Hill Resort & Spa, w który włożyliśmy dużo wspólnej pracy i serca. Jego ogromnym atutem jest położenie – nad brzegiem malowniczego Zalewu Sosnówka, z widokiem na Śnieżkę. Spędzamy tam większość weekendów, to nasz drugi dom. Angażowałam się w ten projekt jako dyrektor artystyczna. Miałam pieczę nad wystrojem wnętrz. Hotel jest mi estetycznie bardzo bliski. Minimalistyczny wystrój z szacunkiem dla przyrody, naturalne materiały: drewno, miejscowy kamień i beton.

Gdybyś zarobiła pieniądze ekstra, wydałabyś je na siebie i własne przyjemności?

Nie, chyba nie. Uwielbiam robić prezenty, więc pewnie kilka osób miałoby radość. (śmiech)

Jesteś hedonistką?

Owszem, jedzenie to coś, na co nie szczędzę. Również na podróże. Zachwycają mnie, inspirują. Jestem chyba dość fajnym kompanem w drodze, umiem się dogadać, nie narzekam, nie wymagam, wszystko mnie cieszy. Nie jestem problematyczna. Mogę spać w pięciogwiazdkowym hotelu i w chatce na końcu świata. 

Co jeszcze przed tobą? Czego byś chciała? Na co dziś stawiasz? 

Zawsze byłam i jestem ciekawa, co jeszcze przede mną. Staram się być otwarta i uważna na znaki. Z wiekiem nauczyłam się słuchać też swojej intuicji.

Jesteś szczęśliwa?

Kiedyś odpowiadałam: bywam. Teraz bez zastanowienia mówię, że jestem szczęśliwa. Kocham, jestem kochana, spełniona zawodowo. Moje życie zaczęło mieć pełny wymiar. 

Rozmowa z Kasią Sokołowską ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Modne buty i torebki w kolekcji Kazar i Kasi Sokołowskiej
mat. prasowe

Kasia Sokołowska zaprojektowała sneakersy, sandały i torebki dla marki Kazar. Sprawdź jakie!

Kazar otwiera sezon jesień-zima 2020 z przytupem! Marka prezentuje wyjątkową kolekcję Kazar x Kasia, którą zaprojektowała najbardziej znana reżyserka i choreografka pokazów mody w Polsce
Zuzanna Szustakiewicz
29.09.2020

Kazar otwiera sezon jesień-zima 2020 kapsułą stworzoną wspólnie ze znaną reżyserką pokazów mody, osobowością telewizyjną, Kasią Sokołowską. Po połączeniu sił osobistej marki Kasi - Emeralds and Crocodiles, z marką Kazar i wielomiesięcznej współpracy możemy już podziwiać unikatową kolekcję Kazar x Kasia. Kasia i buty W 2019 roku reżyserka i choreografka pokazów mody zadebiutowała z projektem Emeralds and Crocodiles. W ramach tej osobistej marka Kasia robiła modne, luksusowe buty w opraciu o pomysłowy koncept — do każdej pary szpilek dołączone były baletki z tej samej skóry. Pomysł ten wynikał z miłości Kasi do wysokich butów i do wygody. Zaprezentowany dodatkowo w sposób lekki, łatwy i przyjemny, z przymrużeniem oka, bardzo spodobał się redaktorom, stylistom i modnym dziewczynom. Spodobał sie także firmie Kazar, która postanowiła zaprosić projektantkę do współpracy. W branży wiedzieliśmy o projekcie Kasi od kilku miesięcy i czekaliśmy na jego premierę z niecierpliwością. Kazar i Kasia „Ogromnie się cieszymy, że mogliśmy stworzyć tak niezwykły projekt z tak niezwykłą osobą, jaką jest Kasia Sokołowska. Zaangażowanie Kasi, jej entuzjazm i pomysłowość były inspirujące. Postawiliśmy na wysoką jakość i nowoczesny, ponadczasowy design. W kapsule większość produktów jest wykonana ze skóry baraniej, o niezwykle przyjemnym, miękkim chwycie. Skóra robi wrażenie delikatnej, ale cechuje ją duża wytrzymałość i wiele walorów użytkowych. Apaszki i szale powstały z najwyższej jakości polskiego jedwabiu. Wszystkie produkty zostały wykonane ręcznie, w małych seriach, na terenie Polski” – czytamy w informacji prasowej słowa Karola Kazienko odpowiedzialnego w Kazar Group za dział kolekcji damskiej oraz komunikację. Kasia Sokołowska ze swoją wrażliwością...

Czytaj dalej
Karolina Piechota / Fot. Joanna Florek i Michal Mazurkiewicz

„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”

„To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”, mówi Maryla Rodowicz i zapowiada, że będzie serial oglądać. Dla Karoliny Piechoty zagranie legendy polskiej sceny to rola marzeń – i jednocześnie duża odpowiedzialność.
Anna Zaleska
17.12.2020

Już 25 grudnia Telewizja Polska pokaże pierwszy odcinek długo oczekiwanego serialu „Osiecka”. Na ekranie mnóstwo znajomych postaci. Oprócz Agnieszki Osieckiej, którą zagrają Magdalena Popławska i Eliza Rycembel (we wczesnej młodości), zobaczymy też Marka Hłaskę, Jeremiego Przyborę, Elżbietę Czyżewską I oczywiście Marylę Rodowicz, którą z Agnieszką Osiecką połączyła przyjaźń i wiele niezapomnianych piosenek. W jej postać wcieliła się Karolina Piechota. Anna Zaleska: Pierwsza myśl, gdy dostała pani rolę Maryli Rodowicz? Karolina Piechota: Wow, jakie to super! Wie pani, z kim walczyła o tę rolę? Casting został tak zorganizowany, że nie miałam pojęcia, z kim rywalizuję. Nie było więc presji, że widzę inne kandydatki i muszę stanąć do rywalizacji. Bardzo sympatycznie to wszystko przebiegało. Na pewno ważne było to, że pani jest nie tylko aktorką, ale też wokalistka? Tak, myślę, że to był istotny składnik sukcesu. Mam w dorobku dużo piosenek, w których grałam ekscentryczne wokalistki i diwy. Śpiewałam między innymi piosenki Violetty Villas, Marylin Monroe, Cyndi Lauper i właśnie Maryli Rodowicz. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonałam „Arię hrabiny” Stanisława Moniuszki. Na scenie zawsze bliżej mi było do barwnego ptaka niż melancholijnej, drobnej pieśniarki. Teraz myślę, że każdy krok, który podejmowałam w swojej twórczości, prowadził mnie w stronę takiej choćby roli jak Maryla Rodowicz. Czy to była piosenka aktorska, czy mój One Woman Show Lady ViVi. Jaka będzie Maryla Rodowicz w pani wykonaniu? Gram młodą Marylę, to są lata 70. i 80. Wchodząc na plan serialu, myślałam o tym, czy jesteśmy do siebie podobne, czy byśmy się polubiły, gdybyśmy miały możliwość poznania, jakie mamy punkty wspólne? Co nas...

Czytaj dalej
agnieszka maciag
Zuza Krajewska/LAF

Agnieszka Maciąg: „Uczę się od szczęśliwych ludzi”

Niedługo ukaże się jej nowa książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości". Nam Agnieszka Maciąg opowiedziała o najważniejszej podróży w życiu – podróży do samej siebie.
Anna Maruszeczko
01.06.2020

Za kilkanaście  dni do księgarń trafi jej książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości” ( Wydawnictwo „Otwarte", Kraków, 2020). Agnieszka Maciąg pisze w niej, że menopauza jest początkiem złotego okresu w życiu kobiety i tylko od nas – naszych nawyków żywieniowych i stylu życia zależy, jak ten czas spędzimy.  Ale droga do takiej harmonii była kiedyś dla niej samej bardzo trudna. Agnieszka Maciąg - choć jako modelka pracowała dla największych projektantów m.in. Karla Lagerfelda, Laury Biagiotti, Pierra Cardine, nie czuła, że w pełni siebie realizuje, i żyje tak, jakby naprawdę chciała. „Wiedziałam, że dopóki sama ze sobą nie zrobię porządku, będę miała dzień Świstaka” – mówiła kilka lat temu w rozmowie z „Urodą życia” opowiadając nam o swojej trudnej drodze do prywatnego „oświecenia”. Od kilkunastu lat jest blogerką, pisze książki, prowadzi warsztaty, na których inspiruje kobiety, jak w codziennym życiu szukać spokoju, harmonii i szczęścia. Anna Maruszeczko: W moim sercu jest spokój. Bogu za to dziękuję!”, powiedziałaś kiedyś. Agnieszka Maciąg : Skoro od tego zaczynasz, to jest to pewnie coś, czego ty pragniesz. (śmiech) O tak! Jak wiele kobiet. Jak do tego dojść? To była długa droga, cała przeprawa. Jestem wrażliwą, wręcz nadwrażliwą osobą. Jakbym się urodziła bez skóry. Kiedyś wszystko, co działo się wokół, do żywego mnie dotykało. Czasem było mi fantastycznie, ale kiedy spotykało mnie coś przykrego, to prawie umierałam. W wieku trzydziestu paru lat przechodziłam poważny kryzys i wiedziałam, że by z tego wyjść, muszę nauczyć się panować nad emocjami, nad swoimi myślami. Czy są w twoim życiorysie jakieś zdarzenia, które wymazałabyś, gdybyś mogła? Żyłam...

Czytaj dalej
Magda Popławska
Piotr Porebsky/Metaluna

Magda Popławska: „W moim rodzinnym Zabrzu byłabym już pewnie starą panną”

„Samotna, po trzydziestce, kocha zwierzęta… Straszne.”
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

  Trochę mnie zmylił trailer „Hiszpanki”. Wyobrażałam sobie, że grasz tam jedną z głównych ról… Po obejrzeniu trailera też tak myślałam! Nie ma znaczenia, gram drugi plan, niemniej to była niezwykła przygoda. Szyte kostiumy, przepiękna scenografia. Wszystko po to, żeby na chwilę przenieść się w czasie. „Hiszpanka” to przewrotna, alternatywna wersja powstania wielkopolskiego. Opowiedziana ze smakiem i odrobiną okultyzmu.   Pomyślałam: Łukasz Barczyk – wrażliwiec, artysta osobny, kto, jeśli nie on, dostrzeże wyjątkowość Magdy Popławskiej. Bo mam wrażenie, że doceniają cię wszyscy z wyjątkiem reżyserów filmowych… Gdyby mnie nie doceniał, chyba by mnie nie brał do swojego filmu. Wiem, do czego zmierzasz. Nie narzekam. Mam mnóstwo pracy. Rzeczywiście, nie gram głównych ról, ale też umówmy się – dobrych głównych ról dla kobiet nie ma. No dobra, zdarzają się, ale na razie dla ciut starszych ode mnie i gra je Agata Kulesza. Może jest w tym trochę zazdrości, ale więcej uwielbienia.   Za młoda jeszcze jesteś. Może tak, ale w kinie i tak gram z reguły kobiety starsze ode mnie.   To prawda. Sprawiłaś mi osobistą przykrość swoją rolą w „Obietnicy” Ani Kazejak. Jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku, a zagrałaś tam matkę… nastolatki. Gram matki regularnie, od kiedy skończyłam studia. Ciekawe, czemu mnie tak obsadzają, do niedawna nie wykazywałam jakichkolwiek instynktów macierzyńskich.   Do niedawna… Powolutku coś się zmienia. Na razie przechodzę pierwszy, jeszcze niegroźny etap – wzruszają mnie cudze dzieci. Uwielbiam moją siostrzenicę… gdy ma dobry humor. I uwielbiam spędzać z dziećmi czas, jak wiem, że potem mogę oddać je rodzicom i zająć się...

Czytaj dalej