Jak kobiety przez wieki szukały sposobu na młodość i urodę?
Scena z filmu „Maria Antonina" z Kirsten Dunst, reż. Sofia Coppola. Fot. mat.prasowe

Jak kobiety przez wieki szukały sposobu na młodość i urodę?

W XVIII wieku ideałem była kobieca szyja tak biała, żeby można było „zobaczyć spływające gardłem wino”. Czy nasze ideały piękna też kiedyś będą dziwić?
Agnieszka Dajbor
18.01.2021

Na przestrzeni wieków królowe, księżniczki i złotouści domokrążcy poszukiwali sposobów na wieczną młodość i gładkie lico. Sekrety zachowania urody zapisywano w księgach czarów i pamiętnikach, dlatego zachowały się do dziś – piszą Caroline de Maigret i Sophie Mas w książce „Druga młodość, cóż z tego, że druga” (wyd. Muza, Warszawa, 2021). Jakie kanony piękna panowały przez ubiegłe stulecia? Jak pielęgnowano urodę w epoce sprzed operacji plastycznych i kremów z kolagenem?

***

Czytaj fragment książki:

Czy dzisiejsze rytuały piękna też zostaną kiedyś zakwestionowane? Jak przyszłe pokolenia osądzą maseczki ze złotem i szampony z proteinami jedwabiu? Czy będą przerażać innych tak, jak nas przerażają dawne receptury? Czy potomni uznają, że mieliśmy nierówno pod sufitem, skoro uwierzyliśmy, że maseczki kolagenowe wygładzają zmarszczki wokół oczu? Oto krótka antologia najbardziej odjechanych i szalonych zabiegów kosmetycznych naszych przodków.

Operacje plastyczne w średniowieczu

Depilacja czoła: W średniowieczu wysokie czoło było uznawane za wzór piękna – im wyższe, tym lepiej. Musiało być idealnie gładkie i możliwie najkrąglejsze, niczym kula ciasta. To, co nam się kojarzy z mało seksownym E.T., wówczas uważano za ostatni krzyk mody. Kobiety depilowały czoła „woskiem”; niektóre wręcz posuwały się do golenia całej przedniej części głowy, żeby podnieść linię włosów. Owłosienie usuwano przy użyciu woskowatej mikstury z niegaszonego wapna, arszeniku i... krwi nietoperza.

Rozjaśnianie włosów: W okresie renesansu we francuskiej modzie niepodzielnie królował „wenecki blond”,czyli odcień pomiędzy blondem a rudym. Wcierano we włosy mieszankę soku z cytryny i sproszkowanego szafranu, a potem jak najdłużej wystawiano głowę na działanie słońca, żeby nowy kolor „wsiąkł” aż po cebulki włosów.

Zatruta młodość

Złoty pył: W XVI wieku Diana de Poitiers została metresą francuskiego króla Henryka II Walezjusza, mimo że była dwadzieścia lat starsza od monarchy. W młodości okrzyknięta najpiękniejszą kobietą w całym królestwie, miała prawdziwą obsesję na punkcie zachowania wiecznej młodości. Każdego ranka piła specjalny wywar, którego sekretnym składnikiem był złoty pył. Eliksir młodości okazał się niezawodnie zabójczy: chcąc na zawsze pozostać piękną, kobieta zwyczajnie się zatruła. Raport toksykologiczny sporządzony na podstawie analizy pukla włosów królewskiej kochanki wskazuje na pięćsetkrotne przekroczenie poziomu stężenia złota w organizmie.

3 białe, 3 czerwone, 3 smukłe – części ciała

Reguła trójek: Diana de Poitiers stworzyła zasadę definiującą kobiece piękno na podstawie liczby trzy. Aby niewiasta była prawdziwie urodziwa, trzy części jej ciała muszą być białe (cera, zęby i dłonie), trzy czarne (oczy, brwi i powieki), trzy czerwone (usta, policzki i paznokcie). Trzy smukłe/długie (ciało, włosy i palce), trzy drobne (zęby, uszy i stopy), trzy małe (sutki, nos, głowa). Trzy wąskie (wargi, talia i stopy), a trzy szerokie (ramiona, uda i łydki).

Nieskazitelna cera: W XVIII wieku niewielkie starcze plamy pojawiające się na skórze nazywano „soczewicą”. Ówczesne kobiety potrafiły im zaradzić, lecz lepiej nie inspirować się ich metodami. Na noc nakładały na twarz i dłonie kompres nasączony alkoholem zmieszanym z rozgniecioną żmiją moczoną w mleku z dodatkiem kapki witriolu...! Tajemnicą pozostaje to, jak ich skóra przetrwała te zabiegi.

Bladość Marii Antoniny: W XVIII wieku, w czasie panowania Ludwika XVI, na francuskim dworze królewskim w Wersalu kobiety poddawały się prawdziwym torturom, żeby sprostać wymogom ówczesnych kanonów piękna. Najważniejszym kryterium była jasna cera, która oczywiście pozwalała wyróżnić się na tle biednych wieśniaczek harujących całymi dniami na polach w słońcu i spiekocie. Ideałem była kobieca szyja tak biała, żeby można było „zobaczyć spływające gardłem wino”. Niewiasty były gotowe na każde poświęcenie, byleby uzyskać pożądany efekt – nawet na wypalanie skóry kremem na bazie rtęci!

Okrucieństwo i wyrafinowane dodatki

Maria Antonina, przy pomocy nadwornego perfumiarza Jeana-Louisa Fargeona, sporządzała eau fraîche na bazie dwóch posiekanych gołębi wymieszanych z tuzinem kurzych białek i zmielonymi pestkami brzoskwiń. Miksturę zalewano kozim mlekiem i odstawiano na dwanaście godzin. Potem na trzy dni wystawiano ją na działanie promieni słonecznych, a na końcu przez dwa tygodnie trzymano w piwnicy.

Szalony specyfik Nostradamusa: Michel de Nostredame był szesnastowiecznym francuskim aptekarzem, który zasłynął dzięki przepowiedniom. Opracował także wiele zabiegów upiększających dla kobiet; wymyślił krem, który sprawiał, że pięćdziesięciopięciolatka wyglądała na... dwanaście lat! Aby go sporządzić, należało wymieszać sublimat rtęci (zwyczajna trucizna) ze śliną człowieka, który przez trzy dni żywił się tylko i wyłącznie czosnkiem (o święty cuchnący oddechu!) przy użyciu moździerza i tłuczka. Następnie do mikstury dodawano ocet i sproszkowane srebro. Przepis na katastrofę.

Dzienny likier Gabrielle d’Estrées: W XVI wieku metresa Henryka IV odkryła sekret zachowania pięknej i promienistej cery. Faszerowała żołądek jaskółki (niewypatroszonej i nieoskubanej z pierza) kwiatami irysów, dwoma świeżymi jajkami, miodem, wenecką terpentyną, sproszkowaną masą perłową i kamforą. Po ugotowaniu ptaka w kotle należało rozgnieść go z dodatkiem piżma i ambry na rodzaj mazidła. Na koniec, w wyniku destylacji otrzymywano płyn, którzy rzekomo zapewniał skórze gładkość i jędrność!

Powyższy tekst pochodzi z  książki Caroline de Maigret i Sophie Mas „Druga młodość, cóż z tego, że druga”, tłumaczenie Adriana Celińska, wyd. Muza, Warszawa, 2021 (śródtytuły pochodzą od redakcji).

druga młodość okładka
Mat. prasowe

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
bliskość nowe
Fot. iStock

Myśliwy, księżniczka, murarz - czy jesteś jedną z tych postaci w związku

Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że nasze złe relacje w związku wynikają z lęku przed bliskością. Taki lęk jest głęboko ukryty, lubi się kamuflować i przywdziewa różne maski. Jak go rozpoznać?
redakcja „Uroda Życia”
26.11.2020

Lęk przed związkiem (inaczej przed bliskością) bierze się zazwyczaj z naszego dzieciństwa i relacji z matką. Długo może pozostać w ukryciu i daje o sobie znać dopiero wtedy, gdy wchodzimy w relacje oparte na miłości, przyjaźni. Utrudnia je, a czasem prowadzi do ich rozpadu. Znana psycholożka i terapeutka Stephanie Stahl w swojej nowej książce „Jak nie bać się bliskości” (wyd. „Otwarte”, Kraków, 2021) nazywa ów lęk demonem, który tkwi w naszej psychice i sprawia, że nie może powstać prawdziwa bliskość. Opisuje też 3 rodzaje relacji, które mają taki lęk u podstaw i nadaje im etykiety myśliwego, księżniczki i murarza (oczywiście odnoszą się do obu płci).   Myśliwy: muszę cię mieć, dopóki jeszcze cię nie mam! Peter właściwie nie był w typie Sonji. Poznali się na przyjęciu. Dobrze im się rozmawiało.Dwa dni później zadzwonił i zapytał, czy nie miałaby ochoty pójść z nim na otwarcie pubu. Sonja uznała, że zaproszenie brzmi zachęcająco. Peter znów z nią flirtował, ona natomiast delikatnie dawała mu do zrozumienia, że na jego zainteresowanie może odpowiedzieć tylko znajomością na stopie przyjacielskiej. Peter wcale nie wydawał się tym zirytowany, był niezmiennie w świetnym humorze i nadal ją podrywał. W kolejnych dniach kontaktował się z Sonją częściej, by się z nią umawiać, proponując przy tym zawsze ciekawe aktywności. Koniec końców pewnego wieczora Sonja przestała się opierać. W jej mieszkaniu Sonja i Peter wypili po kieliszku wina i spędzili razem noc. Po jakimś czasie spędzili wspólnie weekend, to był cudowny wyjazd, po którym Sonja pozbyła się reszty wątpliwości. Stało się dla niej jasne, że naprawdę zakochała się w Peterze i potrafi wyobrazić sobie dłuższy związek z nim. Teraz również Sonja zaczęła inicjować...

Czytaj dalej