„Wywiad Meghan Markle i księcia Harry’ego uświadomił nam, że wszyscy mierzymy się z podobnymi problemami” – mówi Katarzyna Kucewicz
CBS/Ferrari Press/East News

„Wywiad Meghan Markle i księcia Harry’ego uświadomił nam, że wszyscy mierzymy się z podobnymi problemami” – mówi Katarzyna Kucewicz

„Deprecjonowanie depresji sprawia, że chory czuje się słabeuszem, nieudacznikiem. Przestaje szukać pomocy” – ostrzega psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.
Sylwia Arlak
09.03.2021

Meghan Markle i książę Harry w rozmowie z Oprah Winfrey opowiedzieli o odejściu z rodziny królewskiej. Była księżna zarzuciła Pałacowi Buckingham obojętność i rasizm – jeden z członków rodziny królewskiej miał spekulować, jak ciemna może być skóra jej syna. Meghan Markle wyznała również, że będąc w zaawansowanej ciąży, zachorowała na depresję i miała myśli samobójcze.

„Nie widziałam żadnego rozwiązania. Wręcz wstydziłam się, że muszę powiedzieć o tym Harry’emu. Ale nie chciałam żyć. Myślałam wtedy, że to rozwiąże wszystkie problemy” –  mówiła w wywiadzie, dodając, że nie mogła tak po prostu udać się do specjalisty. Wielokrotnie miała prosić rodzinę królewską o wsparcie, ale wtedy słyszała jedynie: „Współczujemy ci, ale nie możemy pomóc”.

Czytaj też: Poronienie nie jest „zbyt osobiste” – kobiety, które o tym mówią, robią ważną rzecz dla nas wszystkich

Rozmowa ta odbiła się szerokim echem zarówno w zagranicznych, jak i polskich mediach. Pojawiły się skandaliczne komentarze, że Meghan Markle nie powinna uskarżać się na swoją sytuację, bo „wchodząc do rodziny królewskiej, wiedziała, na co się pisze”. Argumenty, jakich używała, by powiedzieć o depresji, zostały nazwane „żenującymi”.

Meghan Markle i książę Harry nie usłyszą tych głosów, ale wielu osobom chorującym na depresję mogą wyrządzić wielką krzywdę. O tym jak niebezpieczne są takie komentarze, rozmawiamy z psycholożką i psychoterapeutką Katarzyną Kucewicz.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Na depresję może zachorować każdy, również Meghan Markle

Sylwia Arlak: Walczymy na ulicach o prawa kobiet, a jednocześnie słyszymy w telewizji, że nie każdy ma prawo do depresji. Skąd biorą się takie komentarze? Z braku wiedzy? Braku wrażliwości?

Katarzyna Kucewicz: To dla mnie zaskakujące, jak mało dociera do nas z kampanii społecznych, które objaśniają, czym jest depresja. Przecież można o niej przeczytać i usłyszeć niemal wszędzie. Jest tyle poradników, broszur, programów. Już nie trzeba umawiać się na rozmowę z psychiatrą, żeby dowiedzieć się, jak poważna jest to choroba. Chorych stale przybywa, a mimo to w przestrzeni publicznej wciąż pojawią się krzywdzące komentarze. Efekt jest taki, że chorzy ociągają się z umówieniem na wizytę. Nie potrafią sami przed sobą przyznać, że mają problem.

Często pojawia się narracja, że żeby chorować na depresję, trzeba mieć konkretny powód.

Ludzie często pytają: „A jakie ty masz problemy, że masz depresję?” albo: „Przecież masz wszystko, więc skąd ta depresja? Z dobrobytu?”. Z drugiej strony znamy i kochamy osoby, które cierpiały na depresję. Marilyn Monroe czy Robin Williams teoretycznie mieli wszystko. To już od dawna jest oczywiste, że posiadanie różnych rzeczy, urody, sławy czy pieniędzy, nas nie chroni. Ani przed tym, że zachorujemy na COVID-19, ani przed tym, że zachorujemy na nowotwór, ani przed tym, że zachorujemy na depresję. To taka sama choroba jak wszystkie inne. Ale przez to, że nie da się jej zabandażować czy zbadać na USG, przez to, że nie da się jej zobrazować, że jest chorobą duszy, czymś ulotnym, często podważamy jej istnienie.

Czytaj też: Depresja maskowana może trwać latami i skazywać nas na niewidoczne cierpienie

Czymś, na co nie mamy wpływu...

Wyobraźmy sobie: komuś zmarła rodzina, jest ciężko chory – wtedy społeczeństwo „pozwala” mu chorować. Ale jeśli „mamy wszystko”, a mówimy, że zmagamy się z depresją, zarzuca się nam, że „wymyślamy”. Ludzie nie rozumieją, że depresja, tak samo, jak np. zapalenie płuc, jest niezależna od naszej woli. To nie jest nasz wybór stylu życia. To choroba, która może nas dopaść w każdym momencie. W każdym wieku. Świeżo po ślubie albo po urodzeniu długo wyczekiwanego dziecka. Depresja wynika z biologicznych przyczyn, opiera się na zmianach w funkcjonowaniu naszego układu nerwowego. Wbrew temu, co mówi wiele osób, choremu na depresję nie pomoże „wyjście na słoneczko”, „obejrzenie komedii” czy „wzięcie się w garść”.

Deprecjonowanie depresji może skończyć się tragedią

Co czuje chory na depresję, który słyszy, że przesadza? Jak mogą wpłynąć na niego takie krzywdzące komentarze pojawiające się w mediach?

Takie komentarze są kroplą w morzu przy szeregu innych, które słyszy od znajomych, przyjaciół i rodziny. One sprawiają, że chory czuje się słabeuszem, nieudacznikiem, a nie osobą, która potrzebuje pomocy. Jeżeli mylimy depresję z lenistwem albo niechęcią, bardzo często sprawiamy, że chory sam zaczyna siebie tak postrzegać. Myśli: „Faktycznie musi być coś ze mną nie tak”. Uważa, że jest wybrakowany albo za mało się stara. Nie chce szukać pomocy, bo zaczyna mu się wydawać, że problem go nie dotyczy. Próbuje racjonalizować: „To dotyczy bardzo ciężkich przypadków. Takich, gdzie ktoś mierzy się z jakąś tragedią, traumą. A ja przecież się uśmiecham, ubieram kolorowo, codziennie wstaję z łóżka. To na pewno nie jest depresja”.

Kiedy chory zaniedba wizyty u specjalisty, depresja prawdopodobnie będzie eskalować. Z każdym dniem będzie czuł się gorzej. Będzie mniej wydajny w pracy i gorzej będzie radził sobie w relacjach z innymi ludźmi. Aż w końcu może uznać, że nic nie warto robić. Nie warto się starać, nie warto żyć.

Jak więc wspierać chorych na depresję? Jak do nich mówić, czego nie mówić?

Jeżeli choruje ktoś dla nas bliski, dobrze jest powstrzymać się od dawania rad, a raczej skupić się na byciu z tą osobą. Na słuchaniu, na pomocy. Czasem wystarczy wspólnie pomilczeć. Najważniejsza jest empatia i odpowiednie reagowanie na potrzeby chorego. Wtedy będziemy wiedzieć co i jak mówić, a co lepiej zachować dla siebie. Z kolei rolą mediów jest edukowanie społeczeństwa.

Czytaj też: Sprawdź, czy to smutek, czy już depresja

Wywiad Meghan Markle i księcia Harry’ego, a potem komentarze, jakie się pojawiły, to opowieść o uprzedzeniach. Nie tylko tych dotyczących depresji, ale też rasizmu...

Czasy się zmieniają, tak jak zmienia się język mówienia o zaburzeniach psychicznych. Już nie używamy określenia „schizofrenik” tylko „osoba ze schizofrenią”, bo żadna choroba nas nie definiuje i nie powinna być etykietą. Niestety mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia w temacie tego, jak się do siebie zwracamy. Myślę, że te pytania o kolor skóry dziecka były pytaniami przekraczającymi granice. Żyjemy w świecie, w którym powoli odchodzi się od definiowania ludzi na podstawie ich cech wyglądu, dlatego uwagi o takim charakterze nie powinny być dopuszczalne nawet w kuluarach.

Wiele osób może pomyśleć: „Co mnie obchodzą ich problemy, skoro mam własne? Przecież prowadzą zupełnie inne życie niż ja”.

Z jednej strony tak, a z drugiej mam wrażenie, że ten wywiad nam coś uświadomił. Z wieloma problemami zmagamy się wszyscy, niezależnie od pochodzenia, wykształcenia czy ilorazu inteligencji. Nie każdy ma babcię królową, ale taką, z którą trzeba się liczyć, a trudno jest się dogadać, już wiele osób. Albo teściową, z którą nie zawsze jest nam po drodze. Konflikt z bratem, rywalizacja z bratową, która jest zupełnie inna niż żona. Obrażanie się na ojca, nieodbieranie telefonów od członków rodziny. To bardzo ludzkie problemy.

Czytaj też: Meghan Markle też doświadczała rasizmu: „Dla mnie to osobista kwestia”

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Księżna Sussex
East News

Meghan Markle też doświadczała rasizmu: „Dla mnie to osobista kwestia”

„Kilka lat temu byłam świadkiem tego, jak ktoś nazwał moją mamę słowem na N” – opowiada Meghan Markle w bardzo osobistym nagraniu. „Wiele obelg uderzyło we mnie naprawdę mocno”.
Anna Zaleska
03.06.2020

Gdy na całym świecie trwają protesty pod hasłem Black Lives Matter, w sieci ponownie pojawiło się wideo księżnej Sussex odnoszące się do kwestii rasizmu. Mimo że nagranie pochodzi z 2012 roku, nadal ma tę samą siłę. A nawet większą, teraz gdy świat tak mocno zareagował na zamordowanie przez policję George'a Floyda. W czasie nagrywania tego wideo Meghan Markle była jeszcze gwiazdą serialu „W garniturach”. Aktorka, której matka jest Afroamerykanką, a ojciec ma pochodzenie holendersko-irlandzkie, p rzed kamerą stanęła w koszulce z napisem „Nie będę tolerować rasizmu”. Mówi o tym, że ma nadzieję, że świat zmieni się do czasu, gdy ona sama zostanie matką. W zeszłym roku księżna i książę Harry powitali na świecie Archiego, swoje pierwsze dziecko. Świat jednak nie zmienił się na tyle, by mogła powiedzieć: tak, moje marzenie się spełniło. Meghan Markle o rasizmie: „Nazywam się Meghan Markle i jestem tutaj, ponieważ uważam, że bycie częścią kampanii przeciwko rasizmowi jest naprawdę ważne. Dla mnie to osobista kwestia. Jestem dwurasowa, większość ludzi patrząc na mnie, nie jest w stanie powiedzieć, jakie rasy się we mnie wymieszały. Przez większość mojego życia mogłam to obserwować. Wiele obelg, które słyszałam, obraźliwych żartów lub wyzwisk, uderzyło we mnie naprawdę mocno. Kilka lat temu byłam świadkiem tego, jak ktoś nazwał moją mamę słowem na N („nigger”, czyli „czarnuch”, przyp. red.). Myślę więc, że poza tym, że sprawa rasizmu mnie osobiście dotyczy, widzę też w pełni, jaki jest teraz nasz kraj, a z pewnością również świat. I chcę, aby był lepszy. Szczerze mówiąc, rasa jest częścią tego, co cię definiuje. Ale nie jest w porządku, gdy świat różnie cię traktuje w zależności od tego, jak wyglądasz. (...) Wyjazd z Los...

Czytaj dalej
Meghan Markle
East News

Poronienie nie jest „zbyt osobiste” – kobiety, które o tym mówią, robią ważną rzecz dla nas wszystkich

Martyna Wojciechowska, Meghan Markle, Michelle Obama, Aleksandra Żebrowska, Joanna Koroniewska. Kobiety opisują jeden z najbardziej powszechnych kobiecych dramatów – poronienie. Komentuje psycholożka.
Sylwia Niemczyk
27.11.2020

Po zmianie pieluchy poczułam ostry skurcz. Osunęłam się na podłogę z synkiem w ramionach, nucąc kołysankę, aby uspokoić nas oboje. Radosna melodia zderzyła się z moim poczuciem, że coś jest nie tak. Tuląc moje pierworodne dziecko, wiedziałam, że właśnie tracę drugie”. Tak Meghan Markle w środę na łamach „The New York Timesa” opisała to, co przeżyła w lipcu 2020. Po „poranku, jak każdy inny” poroniła swoją drugą ciążę. Przez kolejne miesiące znosiła spekulacje mediów, czy księżna Sussex w końcu była w ciąży, czy nie – w końcu postanowiła ukrócić plotki i sama opisała swoje poronienie. To jednak nie zamknęło tematu. Przeciwnie, od środy plotkarskie serwisy zastanawiają się, na ile wyznanie Meghan Markle było „zbyt osobiste”. Zestawiają wyznanie Markle z jej decyzją o wycofaniu się z życia publicznego i tropią hipokryzję i ekshibicjonizm.  Środowe wyznanie Meghan Markle zbiegło się w czasie z poruszającym wywiadem o poronieniach, jakiego w „Wysokich Obcasów” udzieliła Aleksandra Żebrowska, żona Michała Żebrowskiego i matka trójki dzieci. Już kilka miesięcy temu napisała na Instagramie: „Są takie sprawy, o których nie da się mówić od razu, o innych nie chce się mówić wcale. »Nieudane« ciąże to temat, o którym rozmawia się ciężko – nawet z najbliższymi. Sama mam kilka takich za sobą – poronienia i na dokładkę ciążę pozamaciczną pod koniec zeszłych wakacji. Oprócz wsparcia kochającej rodziny (i pizzy przemycanej do szpitala przez moje siostry), jedna z rzeczy, które najbardziej podnosiły mnie wtedy na duchu, to świadomość, że tak wiele kobiet ma za sobą podobne historie. Dzieląc się swoimi przeżyciami – dodają innym otuchy i siły. Dlatego ja też się dzielę – będąc w...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jak NIE rozmawiać z osobą chorą na depresję? Zamiast „weź się w garść” lepiej „słyszę, co mówisz”.

Wszystkie bywamy czasem smutne, ale to nie to samo co depresja. Chora osoba wymaga zrozumienia.
Sylwia Arlak
19.08.2020

Osoby chore na depresję potrzebują wsparcia, ale mądrego. Motywacyjne hasła w stylu „Weź się w garść!”. „Wyjdź do ludzi”. „Inni mają gorzej” nie pomogą – osoby chore na depresję wiedzą doskonale, że powinny wziąć się w garść, że powinny wyjść do ludzi i że są jacyś inni, którzy mają gorzej – to jednak nie zmienia faktu, że przygniata je smutek, lęk, zniechęcenie do jakiegokolwiek działania. Takie pocieszajki na pewno nie pomogą, mogą nawet przynieść odwrotny skutek od zakładanego – chora na depresję osoba może czuć jeszcze większe niezrozumienie przez innych i może jeszcze bardziej zamykać się w swojej chorobie. Depresja to choroba, a nie moda No właśnie – bo depresja to nie smutek, nie zmęczenie, nie niewyspanie. Depresja to choroba. „U chorych na depresję wszystkie bodźce z otoczenia przepuszczane są przez swoisty »depresyjny filtr«, co powoduje, że postrzegają oni świat w sposób diametralnie odmienny od ludzi zdrowych. Słowa pocieszenia mogą odbierać jako próbę wytknięcia ich słabości. Właśnie dlatego, zamiast udzielać rad i podnosić na duchu, w rozmowie z chorym warto podkreślać, że depresja jest stanem przejściowym, że to przykre samopoczucie w końcu minie. Stosujmy zwroty „jestem z tobą”, „tak, wyzdrowiejesz”, „tak, depresja minie” – mówi dr n. med. Monika Dominiak, lekarz, specjalista psychiatra, adiunkt w Zakładzie Farmakologii, Instytut Psychiatrii i Neurologii Wyniki ostatnich badań zrealizowanych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia nie są optymistyczne. Aż 62 procent Polaków podejrzewało, że ktoś z ich otoczenia cierpi na depresję. 49 procent spośród nich przyznało, że był to członek najbliższej rodziny. Jak podkreśla Dominiak, świadomość społeczna depresji powoli wzrasta, ale wciąż...

Czytaj dalej
Pexels.com

Objawy depresji. Oto dziewięć mniej znanych objawów, które łatwo przeoczyć

Od utraty libido do zmiany apetytu. Skąd mam wiedzieć, czy to, co czuję to objawy depresji? Jak sobie pomóc?
Sylwia Arlak
10.11.2020

Chociaż o depresji mówi się coraz więcej, wciąż nie zawsze potrafimy ją rozpoznać. To bardzo trudne, bo każdy z nas może chorować inaczej. Jedni będą więcej jeść i dłużej spać, a inni doświadczą całkowitej utraty apetytu i mają zaburzenia snu. „Każdy człowiek jest inny. Odmienny skład biologiczny, psychologiczny i społeczny wpływają na objawy, których doświadczamy” — wyjaśnia dr Syed Omair Ahmed, psychiatra i konsultant z Priory Group w rozmowie z „The Stylist”. Jedynie rozumiejąc i rozpoznając mniej znane objawy depresji, jesteśmy w stanie skutecznie walczyć z chorobą. Nieleczona może skończyć się tragedią. Tylko w zeszłym roku życie odebrało sobie 5100 osób, z czego 100 to nastolatkowie. Oto objawy depresji, o których rzadko się mówi. Nie lekceważmy żadnej z nich: Objawy depresji. Trudności z podejmowaniem decyzji „U osoby chorej na depresję zmniejsza się zdolność skupienia i koncentracji, co utrudnia jej podejmowanie decyzji. Depresja prowadzi również do zaburzeń snu i letargu. Brak energii to kolejny czynnik, który wpływa na zdolność myślenia” — wyjaśnia dr Ahmed. Objawy depresji. Zwiększone bądź zmniejszone łaknienie Jak podkreśla ekspert, depresja może wiązać się też ze zwiększonym bądź zmniejszonym apetytem. „Kiedy mamy niższy poziom energii, możemy być mniej zmotywowani do przygotowywania posiłków. I odwrotnie, niektórzy ludzie mogą »pocieszać«” się jedzeniem” — tłumaczy. Objawy depresji. Trudności w domu, pracy lub życiu rodzinnym „Brak snu może sprawić, że będziemy rozdrażnieni, a to z kolei może mieć wpływ na relację z bliskimi” — ostrzega ekspert. Podobnie jest z używkami. Sięganie po alkohol czy narkotyki to szybka droga do utraty partnera i...

Czytaj dalej