Kampania Medicine z Dorotą Masłowską, czyli lekcje empatii do odrobienia
Zdjęcie pochodzi z Instagrama marki Medicine @wearmedicine

Kampania Medicine z Dorotą Masłowską, czyli lekcje empatii do odrobienia

Polska marka poprosiła pisarkę Dorotę Masłowską i artystę Maćka Chorążego o zaprojektowanie T-shirtów. Powstały kontrowersyjne koszulki terapeutyczne i kampania, która zszokowała klientów.
Zuzanna Szustakiewicz
01.09.2020

Jest wrzesień 2020 roku. Od pięciu miesięcy żyjemy w zagrożeniu epidemicznym, w ciągłej niepewności i sporym stresie. W tej nowej rzeczywistości jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej. Rosną wskaźnik depresji, a także fala domowej przemocy, dzieci coraz więcej czasu spędzają w kwadratowym świecie Minecrafta czy jeszcze gorzej, bo w krwawych rozgrywkach Fortnite’a, tracąc resztki relacji społecznych w realu... Sama mam przynajmniej trzy bliskie mi osoby, które od dwóch miesięcy są na lekach psychotropowych. I w tym właśnie, bardzo specyficznym momencie marka Medicine wypuszcza kampanię Terapia i specjalną kolekcję koszulek terapeutycznych. No brawo, gratuluję wyczucia czasu i taktu!

Jak wystylizować białą koronkową sukienkę?

Terapia szokowa

W ostatnią niedzielę sierpnia na profilu instagramowym @wearmedicine pojawią się pierwsze zajawki nowej kolekcji i taki oto opis: „Pora zająć się prawdziwą Medycyną! Pora na alternatywną Terapię, jakiej jeszcze nie było! Pora na ubrania, które leczą!”. Już pierwsze komentarze świadczą o tym, że odbiorcy raczej nie są zadowoleni, by nie powiedzieć zniesmaczeni i zszokowani pomysłem na komunikację firmy. No bo jak można żartować z problemów psychicznych, jak można bagatelizować problem, z którym boryka się w dzisiejszych czasach tyle osób? Niestety kolejnego dnia marka brnie w to dalej – w końcu wydała na tę kolekcję sporą kasę i zamierza koszulki zgodnie z planem wypromować i sprzedać. Tym razem pojawia się zdjęcie z kampanii z autorami tej specjalnej linii T-shirtów Dorotą Masłowską i Maciejem Chorążym wraz z zachętą do przeczytania wywiadu, w którym artyści opowiadają o źródłach i inspiracjach dla swojego pomysłu serii koszulek terapeutycznych. Czy Medicine liczyło na to, że to załagodzi sytuację i że negatywne komentarze ucichną, a odbiorcy po przeczytaniu tej krótkiej wypowiedzi duetu artystyczno-literackiego zrozumieją, o co chodzi i przestaną się oburzać? Przeczytałam, zrozumiałam, przyjęłam do wiadomości, ale czy to sprawiło, że poczułam mniejszy niesmak? Nie! Podobnie zresztą jak inni odbiorcy i klienci marki. Mleko już się rozlało, a krytyka tylko przybrała na sile. Efekt terapii szokowej został osiągnięty...

„Ręce, tzn. ubrania, które leczą”

Przy tytule kampanii umieszczono wyjaśnienie, że „Wszystkie informacje na temat »Terapii« mają charakter wyłącznie fikcyjny, służący kreacji artystycznej”. I wszystko pięknie, tylko – chociaż sama dziwię się, że piszę te słowa – sztuka jest sztuką, a moda, tylko sztuką użytkową. Więc o ile zadaniem kreacji artystycznej jest czasem szokować, o tyle zadaniem ubrania jest po prostu ubrać człowieka. Zadaniem zaś komunikacji marketingowej jest produkt ubraniowy wypromować, nie robiąc nikomu krzywdy i nie wprowadzając nikogo w błąd. Sugerowanie, że ubrania leczą, jest ze wszech miar szkodliwe. Doceniam greps z nawiązaniem do Kaszpirowskiego i doceniam pomysł pisarki i artysty wizualnego na koszulki, które na zewnątrz są brzydkie i odrażające, a od środka, czyli tam, gdzie mają kontakt z ciałem, są ładne i przyjemne, tym samym poprawiają nam samopoczucie. Jednak mieszanie w to terapii i tematów zdrowia psychicznego jest co najmniej słabym pomysłem. Co ciekawe na podobny pomysł jakiś czas temu wpadła polska marka Laurella. Na wewnętrznych metkach, obok instrukcji prania i prasowania widniał napis „Pamiętaj — zakupy są tańsze od psychoterapii”. Gdy w mediach rozpętała się na ten temat dyskusja, marka przeprosiła (na swój sposób), ale przede wszystkim wycofała się z tego budzącego kontrowersje pomysłu i napis z metek zniknął. Najwyraźniej Medicine nie zapoznała się z tym case study. Nie odrobiła także lekcji z empatii ani z kryzysu klimatycznego.

Zakupy lekiem na całe zło?

Daleka jestem od twierdzenia, że pójście na zakupy i kupienie sobie czegoś ładnego np. koszulki nie poprawia humoru. Owszem poprawia i sama czasem tego doświadczam. Tylko że ja od dwóch lat kupuję ubrania tylko i wyłącznie w second-handach i sklepach vintage. Zdziwieni? Pewnie część z was nie, bo robi podobnie, przynajmniej w to wierzę. Być może to niezbyt popularne oświadczenie biorąc pod uwagę wykonywaną przeze mnie pracę redaktorki mody. Jednak to brak poprawności politycznej i społecznej marki Medicine powinien nas chyba bardziej niepokoić. Jak można sugerować, że ubranie nas uleczy, jak można w sposób nakłaniać innych do kupowania koszulek za 49,90 zł, zwłaszcza w dobie kryzysu klimatycznego. Problemy naszej planety nie wzięły się znikąd i wbrew temu, co wmawia nam wielu, ta zmiana klimatu nie wynika z tego, że klimat cały czas się zmienia, tak było, jest i będzie. Otóż nie. Za tę sytuację odpowiadamy my – a konkretnie konsumpcjonizm. To skutek tego, że po Wielkim Kryzysie w latach 30. spece od marketingu w USA zaczęli lansować hasło, że to posiadanie czyni nas szczęśliwymi, a więc im więcej posiadamy, tym jesteśmy szczęśliwsi. Wmówili nam też, żeby chcieć nawet to, czego nie potrzebujemy. Polecam wszystkim książkę Naomi Klein „To zmienia wszystko” – zaskoczyło mnie w niej i zszokowało, dużo bardziej niż kampania Medicine, wiele faktów. Ja wiem, że nie muszę mieć więcej i więcej, a tylko tyle, ile potrzebuję i ufam, że coraz więcej z was też.

Wierzę, że czasy, kiedy w Public Relations stawiano na hasło: „nieważne jak mówią, ważne, że mówią” należą już do przeszłości. I nie sądzę, by pomysł na promowanie koszulek przy użyciu czarnego PR-u był zamiarem marki Medicine. Jako pozytywny przykład szokujących działań marketingowych polecam, by marka przestudiowała np. kampanię Patagonii „Don’t buy this jacket” i w ogóle, żeby wzięła przykład z działań tej kultowej marki założonej przez Yvona Chouinarda. Mam nadzieję, że Medicine przeprosi swoich odbiorców i wycofa się z tej kampanii – bo koszty, jakie poniesie, mogą być znacznie wyższe, niż to, ile do tej pory w ten projekt zainwestowała.

EDIT: Medicine właśnie opublikowała na Instagramie oświadczenie, w którym wytłumaczyła, że posługując się ironią oraz pastiszem i dotykając tak drażliwego tematu, wiedziała, że ich kampania wywoła kontrowersje. Nie sądziła jednak, że zostanie ona aż tak źle odebrana i przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się nią urażeni. Jednocześnie marka nie zrezygnuje ze sprzedaży artystycznych koszulek duetu Masłowska x Chorąży, ale zapowiedziała, że cały dochód z ich sprzedaży przekaże instytucji lub inicjatywie zajmującej się problemami psychicznymi.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Zamiast do szkoły nasze dzieci powinny chodzić do lasu? Nowe badania zaskakują!

Belgijscy naukowcy dowiedli, że dorastanie w bardziej zielonym, ekologicznym środowisku zwiększa inteligencję dzieci i obniża poziom trudnych zachowań.
Sylwia Arlak
31.08.2020

Szczęśliwi ci, którzy wychowują się wśród zieleni. I jak się okazuje – nie tylko szczęśliwi, ale też inteligentniejsi niż wynosi przeciętna. Nowe badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Hasselt wykazało, że dzieci dorastające w bardziej zielonych obszarach miejskich mają wyższe IQ od pozostałych. Mają też mniej problemów behawioralnych. Belgijscy naukowcy przeanalizowali iloraz inteligencji ponad 600 dzieci w wieku od 10 do 15 lat i wykorzystali zdjęcia satelitarne do zbadania zasięgu zieleni w ich sąsiedztwie. Okazało się, że już 3-procentowy wzrost w zieleni w przestrzeni miejskiej podniósł IQ dzieci średnio o około 2,6 punktu. Z badania opublikowanego w czasopiśmie „Plos Medicine” wynika też, że ci, którzy w dzieciństwie znajdowali się bliżej natury, wykazują później mniej problemów behawioralnych, takich jak problemy z koncentracją i agresją. I to niezależnie od zamożności oraz poziomu wykształcenia rodziców. Inteligencja a środowisko Najprawdopodobniej zależność między zielenią a poziomem inteligencji i liczbą zaburzeń psychicznych ma to wynik niższego poziomu stresu, większej ilości zabawy i kontaktów społecznych, a także spokojniejszego otoczenia, bez hałasu. „Jest coraz więcej dowodów na to, że zielone otoczenie jest związane z naszymi funkcjami poznawczymi, takimi jak umiejętności pamięciowe i uwaga” – podkreśla Tim Nawrot, profesor epidemiologii środowiskowej na Uniwersytecie Hasselt w Belgii, cytowany przez „The Guardian” i dodaje: – „Uważam, że urbaniści powinni traktować priorytetowo inwestycje w tereny zielone, ponieważ naprawdę wartościowe jest stworzenie optymalnego środowiska dla dzieci, aby mogły w pełni rozwinąć swój potencjał ”. Czytaj też :  Chcesz być...

Czytaj dalej
Arteterapia
Adobe Stock

Arteterapia, czyli np. muzykoterapia i terapia tańcem łagodzi stres i pomaga w depresji

Zajęcia twórcze obniżają poziom stresu, pozwalaj zauważyć swoje emocje, lepiej je zrozumieć. Polecane są osobom z depresją, nerwicą, doświadczającym stanów lęków, zmagającym się z chorobami, nie tylko psychosomatycznymi. Na czym dokładnie polega arteterapia?
Karolina Morelowska-Siluk
31.08.2020

Arteterapia to po prostu terapia za pomocą sztuki. Wbrew temu, co może się wydawać nie trzeba mieć żadnych zdolności i artystycznych talentów, aby poddać się temu rodzajowi psychoterapii. Także wiek nie ma tu znaczenia. Ta forma terapeutycznej pracy sprawdza się tak samo dobrze w przypadku dzieci, dorosłych, jak i seniorów .  Dla osób poddających się arteterapii taniec, rzeźba, rysunek czy malarstwo są po prostu „tylko” kluczem, który pozwala dostać się do swojego wnętrza. Do uczuć i emocji, które często są „zablokowane”, a inne formy terapii nie są w przypadku danej osoby skuteczne. Tp, że sztuka w genialny sposób działa na psychikę człowieka, nie jest żadnym współczesnym odkryciem. Arteterapię stosowali już pod koniec XIX w. francuscy psychiatrzy A. A. Tardieu i M. Simon, ale sam termin „art therapy” po raz pierwszy użyty został przez angielskiego nauczyciela, Adriana Hilla, w 1942 roku. O istotnej roli twórczości pisał także Sigmund Freud, w swoich pracach dotyczących nieświadomości. Natomiast w Polsce tę metodę wdrożył w życie pedagog i etyk, prof. Stefan Szuman, a po nim onkolog, prof. Julian Aleksandrowicz. Profesor wprowadził tę formę terapii jako dodatkową broń do walki z nowotworami . Bo arteterapia nie sprawdza się wyłącznie w przypadku dolegliwości czysto psychicznych.  Artetarapia – dla kogo? Arteterapię szczególnie poleca się pacjentom z zaburzeniami lękowymi, nerwicą, depresją, uzależnieniami , tym, którzy doświadczyli traumatycznych sytuacji lub osobom mającym problemy w komunikacji z otoczeniem. Stosuje się ją również w przypadku osób z niepełnosprawnościami intelektualnymi .  Chodzi o to, by po pierwsze za pomocą sztuki dostać się do wnętrza, a po drugie – w przypadku pacjentów...

Czytaj dalej