Agnieszka Maciąg o kobiecych radościach: „Weszłam świadomie w mój złoty wiek”
Robert Wolański

Agnieszka Maciąg o kobiecych radościach: „Weszłam świadomie w mój złoty wiek”

„Odkąd świadomie wkroczyłam w swój »złoty wiek«, staram się szczególnie dbać, by otaczać się tym, co piękne, kojące, inspirujące – co sprawia mi przyjemność i syci moją duszę. Sprawiam sobie subtelne, kobiece przyjemności” – pisze Agnieszka Maciąg w książce„Menopauza. Podróż do esencji kobiecości”.
Sylwia Arlak
05.08.2020

Menopauza może być najlepszym okresem w życiu kobiety, przekonuje Agnieszka Maciąg, kiedyś światowej sławy modelka, dzisiaj joginka i autorka 12 bestsellerowych książek. W najnowszej z nich „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości”, radzi, jak czerpać radość z okresu przekwitania. Przekonuje, że to piękny czas dla kobiet, które nie muszą już niczego nikomu udowadniać. Po latach zajmowania się innymi mogą wreszcie skupić się na sobie.

„Odkąd świadomie wkroczyłam w swój »złoty wiek«, staram się szczególnie dbać, by otaczać się tym, co piękne, kojące, inspirujące – co sprawia mi przyjemność i syci moją duszę. Sprawiam sobie subtelne, kobiece przyjemności” – pisze. Nie musimy szukać wielkich radości, bo najwięcej przyjemności sprawiają proste rzeczy. Widok roślin, pobyt w lesie i przebywanie na otwartej przestrzeni. Widok nieba, wody, ptaków, zapach perfum, świec i olejków eterycznych. „Moje przyjemności wiążą się z czystym, subtelnym przeżywaniem” – dodaje joginka.

Zobacz także: Agnieszka Maciąg: „Ja nie przekwitam, ja się rozwijam”

Olejki eteryczne i moc kolorów

Agnieszka Maciąg zachęca do korzystania z mocy naturalnych olejków eterycznych. Nie tylko poprawiają nastrój, ale też działają prozdrowotnie. „Zapachy, poprzez stymulację receptorów węchowych, uaktywniają układ limbiczny, który odpowiada za nasz nastrój oraz pamięć” — tłumaczy. Możemy wybrać olejek na problemy ze snem, na uderzenia gorąca i nocne poty czy też na zmęczenie, osłabienie, wyczerpanie i stres.

Na lepszy nastrój pomoże też odpowiedni ubiór. I nie chodzi tu o to, by kupować ubrania u najlepszych projektantów (na taki luksus mało która z nas może sobie pozwolić). Kluczem są kolory. „Kolory mają na nas niezwykły wpływ, a te, które wybieramy, są odzwierciedleniem naszego świata wewnętrznego. Dziś wiem z całą pewnością, że ubieranie się na czarno jest szkodliwe. Czerń pochłania energię i osłabia. Najkorzystniej jest otaczać się barwami, które żywią nas, dodają nam wigoru, poprawiają samopoczucie i podnoszą wibracje. To szczególnie ważne w czasie menopauzy. Ilość estrogenów i progesteronu w naszym organizmie spada, dlatego zatroszczmy się o wysoki poziom endorfin” – pisze.

Agnieszka Maciąg, książka
mat. prasowe

Każdy kolor emanują daną energią. I tak dla przykładu złoty reprezentuje entuzjazm, równowagę, myśli, uczucia i mądrość. Niebieski: spokój, relaks, ukojenie, wyrażanie siebie, intuicję, szczerość, prawdę i kreatywność. Zielony – równowagę, rozwój osobisty, samoakceptację, empatię, regenerację i odnowę.

Celebruj kobiecość

Menopauza to bardzo często dla nas – jak przekonuje Agnieszka Maciąg – czas przebudzenia. Moment, w którym każda z nas wchodzi w głębszą relacją z samą sobą. Czas, w którym warto, żebyśmy spojrzały na siebie ze zrozumieniem, szacunkiem i czułością. Wreszcie możemy – i nawet powinnyśmy – przestać spełniać oczekiwania innych i pokochać siebie, szczerze i mimo wszystko.

„Czynię samą siebie ważną na mapie mojej codzienności. Poświęcam sobie przestrzeń, czas i uwagę. Rezygnuję z rzeczy, które kradną moją uwagę – z telewizji i innych pożeraczy energii. Wyłączam się dla świata, by pobyć sama ze sobą. W mojej łazience tworzę intymne sanktuarium, wypełnione tym, co karmi zmysły i duszę. Celebruję swoją kobiecość” – pisze w książce Agnieszka Maciąg. 

Jednocześnie menopauza to kolejny przełom w naszym życiu, dzięki któremu możemy zacząć żyć zdrowiej i świadomiej. Warto m.in. zwrócić uwagę na skład kosmetyków, których używamy na co dzień. „Produkty do włosów, środki do mycia ciała, kremy, peelingi, oleje mogą zawierać szkodliwe substancje chemiczne. Parabeny czy siarczany, w nadmiarze mogą zaburzyć gospodarkę hormonalną”. Na suchość skóry i przesuszające się włosy, z którymi większość kobiet musi sobie poradzić w czasie przekwitania, radzi wybierać tłustsze, bogatsze i bardziej odżywcze kosmetyki, które uzupełnią poziom lipidów.

Pomocny będzie takie kojący masaż. Nie musimy umawiać się na wizytę u kosmetyczki, same możemy ugniatać, głaskać, oklepywać i masować swoją twarz delikatnymi ruchami wznoszącymi. Taki zabieg nie tylko dodaje nam urody, ale też pobudza i stymuluje ośrodki w mózgu, które odpowiadają za dobre samopoczucie, witalność, energię i młodość. Wspaniale odpręża i przynosi dobry, spokojny sen. Same możemy wykonać też masaż dłoni i masaż stóp, rób go, szczególnie jeśli często chodzisz na wysokich obcasach. 

Słońce i zdrowy styl życia

Autorka książki „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości” radzi też, by korzystać ze słońca: oczywiście z umiarem. „Słońce przedłuża życie. Jedną z głównych zalet światła słonecznego jest jego zdolność do stymulowania produkcji witaminy D. Jej niedobór jest głównym czynnikiem występowania co najmniej 17 odmian raka, a także chorób serca, udarów, nadciśnienia, choroby autoimmunologicznej, cukrzycy typu 2, stanów zapalnych, depresji. Naukowcy zaobserwowali związek między niewystarczającą ekspozycją na światło słoneczne a zapadalnością na choroby układu sercowo-naczyniowego” – pisze Agnieszka Maciąg. Słońce podnosi odporność organizmu, dobrze wpływa na nasz nastrój i reguluje poziom hormonów.

Ogromny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie ma także zdrowy styl życia. Agnieszka Maciąg wybrała zróżnicowaną, roślinną dietę, wolną od dodatków chemicznych, za to bogatą w przeciwutleniacze, witaminy, mikroelementy i dobre tłuszcze. Przypomina też, aby codziennie się ruszać. „Ćwiczenia poprawiają krążenie krwi, a więc dystrybucję tlenu w całym ciele. Półgodzinny spacer na świeżym powietrzu, podczas przerwy w pracy, zdziała istne cuda. Ruch pod gołym niebem dodaje nam nie tylko energii i zdrowia, ale także urody” – przekonuje. Jak pisze, w dbaniu o siebie najważniejsza jest systematyczność. Możemy wybrać jogę, masaże, domowe spa, kosmetyczkę, siłownie czy rower – wszystko to, co sprawi nam przyjemność.

Zobacz także: „Nie idź na kulinarny kompromis” – przekonuje Agnieszka Maciąg

Znaleźć cel

Żeby wieść szczęśliwe życie, musimy znaleźć powód, aby codziennie rano wstawać z łóżka. „Znajdź swoje Ikigai” — radzi joginka. Koncepcja wywodząca się z japońskiej wyspy Okinawa oznacza motywację do życia. Każdy musi znaleźć swoją.

„Ikigai może być pisanie książek, zajmowanie się ogródkiem, dbanie odom. Gotowanie lub troska o rodzinę. Zaangażowanie w projekty społeczne. Ikigai to szczęście wynikające zbycia zawsze zajętym – zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. To prawdziwa pasja, która nadaje sens naszym dniom i skłania nas do dzielenia się ze światem tym, co w nas najlepsze. Każda osoba, która podąża za swoją pasją, czerpie radość z życia i nie starzeje się... bo nie ma na to czasu” – pisze Agnieszka Maciąg. Jak przekonuje, dobrym pomysłem jest stworzenie kobiecej mapy marzeń. To świetne narzędzie, które pozwoli nam zwizualizować sobie, czego tak naprawdę pragniemy. Potem pozostaje nam już tylko skupić na tym swoją energię.

Rozwój osobisty i kontakt z naturą

„Nie odkładaj życia na później” — pisze do każdej z nas Agnieszka Maciąg. Autorka, która na co dzień mieszka poza Warszawą i spędza wiele czasu na łonie przyrody, zachęca nas do odwiedzania miejsc, o których zawsze marzyłyśmy. Namawia, żeby zawsze znaleźć czas na kontakt z naturą. Mogą to być spacery po lesie, po okolicznych parku. Uspokajająco działa na nas też przytulanie się do drzew czy wpatrywanie się w ogień. Menopauza to także dobry czas na to, by zwolnić w życiu zawodowym i postawić na rozwój osobisty. Była modelka zachęca nas, abyśmy zadały sobie pytanie: czego jeszcze możemy się nauczyć? Jakich emocji i stanów chcemy doświadczać? I robiły wszystko, by żyć w pełni dla siebie. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Współpraca, Miłosz Brzeziński
Adobe Stock

„W naszym społeczeństwie panuje kult jednostki, ale to w grupie mamy siłę!” mówi Miłosz Brzeziński

Praca w zespole nie musi oznaczać wyścigu szczurów. „Badania nie pozostawiają żadnych wątpliwości: jesteśmy gatunkiem, który zdecydowanie lepiej funkcjonuje w grupie niż w pojedynkę” – mówi coach Miłosz Brzeziński.
Karolina Morelowska-Siluk
03.08.2020

Zgubnym mitem kultury Zachodu jest przekonanie, że za przełomowymi sukcesami stoi jeden człowiek. A tak nigdy nie było. Bieg świata zawsze zmieniały zespoły. O sile, jaką daje współpraca, rozmawiamy Miłoszem Brzezińskim, psychologiem, trenerem osobistym, specjalistą w zakresie motywacji, autorem książek m.in. „Biznes, czyli sztuka budowania relacji”. Karolina Siluk-Morelowska:   Przygotowując się do naszej rozmowy, przeprowadziłam na swoich najbliższych eksperyment. Zadałam dwa pytania: „Kto wymyślił żarówkę?” oraz „Kto pomalował Kaplicę Sykstyńską?”. Odpowiedzi brzmiały: kaplicę ozdobił Michał Anioł, żarówkę wymyślił Thomas Edison. Tymczasem Edison miał 20-osobowy zespół, Michał Anioł sztab kreatywnych artystów. Skąd więc takie odpowiedzi? Nie wiemy, jaka jest prawda? Miłosz Brzeziński:  Raczej uprawiamy kult jednostki. I jest to ewidentnie skrzywienie obrazu charakterystycznego dla naszego kręgu kulturowego. Uważamy, że jedna osoba bardzo dużo może. Jedna osoba bardzo wiele znaczy. Mam rozumieć, że taki sposób myślenia cechuje Europejczyków?  Powiedziałbym, że ludzi kultury Zachodu. Klasyczna kultura Wschodu traktuje pojedynczą osobę jako część całości. Supełek w ogromnej sieci. Dla Zachodu całością jest jednostka. We wschodnim poczuciu bycia elementem wielkiej układanki widzę w zasadzie tylko jedną niedoskonałość. W kulturach, nazwijmy je na potrzeby tej rozmowy zespołowymi, ludzie nigdy się nie wychylają. Nawet jeśli wiedzą lepiej, więcej. Wychodzą z założenia, że wystający gwóźdź dostaje pierwszy. Ponadto czują się skrępowani, kiedy oni coś wiedzą, a inni nie.  To nie jest dobre. Choć, na marginesie, u nas bywa odwrotnie. Nierzadko zabieramy głos w dyskusji, nie mając pojęcia, o czym mowa. Ale zasadniczą wadą...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Samotna, czyli smutna?” Bzdura – nie potrzebujemy być w związku, żeby być szczęśliwe

Od dzieciństwa mówiono nam, że nie będziemy szczęśliwe bez kogoś u naszego boku, z badań wynika jednak coś zupełnie innego! Okazuje się jednak, że bez miłości może być nam w życiu równie dobrze – albo nawet lepiej.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Kiedy ty w końcu sobie kogoś znajdziesz?”, „Obyś tylko dobrze wyszła za mąż”, „Jak ty sobie teraz poradzisz bez wsparcia?” — takie pytania i rady, często nawet zadawane z życzliwością i autentyczną troską słyszy prawie każda singielka. Nasi bliscy, chcąc dla nas jak najlepiej, karmią nas fałszywymi przekonaniami. Nic dziwnego, że wielu z nas wydaje się, że potrzebuje w życiu „drugiej połówki”, żeby w końcu osiągnąć pełnię szczęścia i życiowego spełnienia. Druga połówka nie dla każdego? Presja zamążpójścia albo przynajmniej bycia w związku jest wszechobecna. Skarżyła się na to autorka bestsellerowych książek o Bridget Jones, Helen Fielding. W jednym z wywiadów podkreślała, jak wiele samotnych kobiet po trzydziestce musi znosić kolejne wścibskie pytania na temat ich życia miłosnego. Z kolei znana brytyjska prezenterka telewizyjna, Maya Jama, mówiła tuż po zerwaniu z partnerem: „Ludzie muszą zobaczyć, jak płaczę na Instagramie przy lampce wina, żeby poczuli się usatysfakcjonowani”. O tym samym problemie pisała niedawno aktorka Emily Atack: „Bycie singlem nie powinno być postrzegane jako coś negatywnego. Zostałam sama z wyboru. Przestańmy zachowywać się tak, że kobiety czują się jak przegrane, jeśli nie są w związku!” Nie ma nic złego w byciu singielką, ba – samotne życie może wyjść nam na dobre. Pozwala nam skupić się na sobie i swoich potrzebach. A w przyszłości (jeśli będziemy mieć na to ochotę) dojrzalszej patrzeć na relacje, a tym samym budować je na solidnych fundamentach. Potwierdzają to najnowsze badania. Psycholodzy udowodnili, że znalezienie miłości nie wpływa na ogólny poziom szczęścia. Badacze z Michigan State University przeprowadzili badanie, w którym zmierzyli poziom szczęścia osób...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Najlepszy sposób na rozwój osobisty? Nie traktuj życia – i siebie! – aż tak serio

Wiesz, co najbardziej utrudnia ci rozwój osobisty? Strach przed porażką albo ośmieszeniem. Boisz się, jak wypadniesz przed innymi, dlatego nie próbujesz nowych rzeczy. Sprawia, że nasze życie staje się nudne i powtarzalne.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Wiesz, co się stanie, gdy poprosisz dziecko o narysowanie czegoś pięknego? Pobiegnie po kredki i zacznie rysować. A jeśli poprosisz je do tańca? Zacznie tańczyć. Jeśli jednak na miejscu dziecka będzie dorosły, zazwyczaj odpowie: „Nie umiem” albo „Nie wiem jak”. Zamiast wkroczyć do akcji, zacznie się zastanawiać, czy się nadaje, czy się nie ośmieszy, czy ktoś nie pomyśli o nim w krytyczny sposób. I nie zrobi nic, przez co nie dowie się nawet, że w rysowaniu, tańcu czy innych naszych życiowych działaniach chodzi po prostu o samo działanie – o to, żeby próbować, starać się i rozwijać. A nie o to – jak wyglądamy z boku.  Strach kradnie całą naszą zabawę  Dorośli desperacko szukają aprobaty. Strach przed zawstydzeniem czy ośmieszeniem uniemożliwia nam robienie tego, na co mamy ochotę. Dzieci rysują i tańczą (zostańmy przy tych przykładach) nie dlatego, że są w tym dobre. Bawią się, przyjmują nowe wyzwania i robią to, na co mają ochotę, a przez to uczą się nowych rzeczy.  Kiedy boimy się, że ktoś na wyśmieje, przestajemy: Robić to, co chcemy Bawić się Uczyć  Na tym polega problem z traktowaniem siebie zbyt poważnie. Wolimy nie wychylać się, nie próbować, zamiast uczyć się nowych rzeczy. Strach sprawia, że nasze życie jest nudne i powtarzalne.  Skąd bierze się strach przed ośmieszeniem? Strach jest emocjonalną odpowiedzią na zagrożenie. To naturalna reakcja na atak (faktyczny lub domniemany). Bojąc się ośmieszenia, martwimy się czymś, co może się wydarzyć.  Wszystko zaczyna się, gdy pozwalamy, by cudze oczekiwania określały to, jak żyjemy. Zaczynamy traktować siebie zbyt poważnie, a potem szukamy aprobaty. W ten sposób inni ludzie stają się naszymi sędziami. Musimy jednak pamiętać, że próbując zadowolić...

Czytaj dalej