Islandia jest kobietą!
Sime/Free

Islandia jest kobietą!

A gdyby mogła mieć drugie imię, z pewnością nazwano by ją Naturlandią. To, co urzeka, to bezmiar przestrzeni oddany w twórcze ręce natury. Przyroda jest tu wszystkim.
Agnieszka Bieniek
10.04.2020

Kobiecy wypad na Islandię planowałyśmy od ponad roku. My, trzy przyjaciółki ze szkolnej ławy, odwiedzamy tę czwartą, która najpierw na Islandię lubiła wpadać, a potem przeniosła tam całe swoje życie. Jej profil Islandia-love na Instagramie tylko podsycał naszą ciekawość. Wreszcie się udało! Islandzkie linie zabierają pasażerów z Okęcia do Keflaviku – cztery godziny lotu i widać mgły znad gorących źródeł. Panuje przekonanie, że pierwsi na Islandii byli wikingowie, jednak najwcześniej, już w VIII wieku, dotarli tam irlandzcy mnisi. Wyspa była ich samotnią i miejscem modlitwy. Refleksyjna aura pozostała do dziś. Niewielka liczba ludzi, izolacja od świata, poczucie zespolenia z naturą sprzyjają uważnej podróży. Uważność jest czymś, co dostajemy na Islandii w prezencie. To fascynująca wędrówka do wnętrza własnej duszy.

Stolica Północy

Islandia jest prosta i praktyczna. Gotówka jest zbędna, za wszystko (z toaletą włącznie) płaci się kartą. Lotnisko zapewnia częsty i szybki transport autokarowy do oddalonej o 50 kilometrów stolicy. Trasa wiedzie przez zasnute mgłą pola lawy, pokryte seledynowym mchem. Czasem pojawiają się björki – islandzkie brzozy, od których pochodzi imię słynnej wokalistki. Robi się z nich niezłe likiery i choć nie należą do najtańszych, są warte grzechu.

Poza oceanem i wulkanami wszystko na Islandii wydaje się małe. Nawet stolica – Rejkiawik. W tym kameralnym mieście wśród łagodnych wzgórz mieszka 120 tysięcy osób. Na tutejsze warunki to metropolia: ponad jedna trzecia populacji całej wyspy, kolorowe domki i niska zabudowa, nad którą góruje odlany z betonu kościół – dobry punkt orientacyjny w zwiedzaniu tej najdalej na północ położonej stolicy świata. Na Islandii dominuje luteranizm, ale to elfy i trolle otoczone są szczególnym kultem. W każdej wulkanicznej formacji Islandczyk potrafi odnaleźć ukrytego trolla. W centrum Rejkiawiku znajdują się kamienne tablice z wykutą na nich listą imion – tylko z tego zbioru można wybrać imię dla dziecka. Bo imiona na Islandii mogą być tylko islandzkie. Dotyczy to też każdego, kto przyjmuje islandzkie obywatelstwo. Nazwiska są z kolei tworzone od imienia ojca lub matki, z końcówką son dla syna lub dottir dla córki.

W stronę Björk

Idąc wzdłuż malowniczej Zatoki Faxa, mijamy rzeźbę łodzi wikińskich osadników. Kilka kroków dalej, nad zatoką, wyrasta szklana fasada budynku filharmonii. Mieni się blaskiem świateł i zachwyca nowoczesną bryłą. Jest wyjątkowa, ponieważ elewację tworzą setki szklanych paneli. W zależności od pory dnia czy roku przeglądają się w niej jak w mozaikowym lustrze promienie słoneczne, krople deszczu, a jesienią i zimą – zorza polarna. To kwintesencja dzisiejszej Islandii: nowoczesny dizajn czerpiący inspiracje z natury oraz wszechobecna muzyka. Każdy tu na czymś gra lub śpiewa, odbywa się mnóstwo koncertów z udziałem światowych gwiazd. Nasza przyjaciółka Ola cały czas puszcza nam islandzkie kawałki, na przykład GusGus, Legend, i niby od niechcenia dodaje, że Björk (ta Björk!) popija kawę w pobliskim barze. W Rejkiawiku trzeba też koniecznie zobaczyć budynek Perlan z wystawą poświęconą lodowcom – wspaniałą wyprawą w świat lodowych jaskiń, głębi i szczelin. Perlan to kompleks dawnych zbiorników wodnych. Woda geotermalna jest na Islandii podstawowym źródłem zasilania w ciepło. Woda z wnętrza Ziemi, o zapachu siarki i leczniczych właściwościach, dosłownie wrze w kranach. Przekonujemy się o tym już podczas pierwszego prysznica.

Islandia jest jak kobieta

Już w samym słowie podróż jest obietnica, a Islandia zapewnia wspaniałe trasy wypraw. W niektóre miejsca można dojechać tylko samochodem terenowym. Krajobraz jest jednocześnie surowy i łagodny: pełen zielonych łąk i ciętych jak nożem pagórkowatych wzniesień. W oddali dostrzegamy ośnieżone szczyty wulkanów, wśród skał kryją się wodospady, z oceanu wyrastają czarne skały niczym baśniowe stwory. Na wzgórzach widać samotne kościółki, domki obrosłe trawą, czasem rolnicze farmy. Przy drodze pojawiają się koniki islandzkie. Na Islandii z końmi jest jak z samochodami, można je wypożyczać.

W południowo-zachodniej części wyspy rozciąga się region Golden Circle, jedną z jego atrakcji jest wodospad Gullfoss. W pogodne dni nad opadającą z wysokości 32 metrów wodą pojawia się bajkowa tęcza. Z wodospadem wiąże się historia kobiety. Surowe warunki życia ukształtowały na Islandii ludzi twardych, ale też pełnych miłości do natury. Te właśnie cechy pozwoliły Sigríður Tómasdóttir podjąć walkę o przetrwanie wodospadu. Gdy powstały plany budowy elektrowni ta młoda dziewczyna poszła piechotą do Rejkiawiku, aby zaprotestować przeciwko zniszczeniu Gullfoss. Na szali położyła własne życie, grożąc, że rzuci się w otchłań wodospadu. Wygrała. Czy wszystkie Islandki są tak bezkompromisowe?

Może dlatego to właśnie tutaj w 1975 roku odbył się pierwszy na świecie strajk kobiet, w którym wzięło udział 90 procent mieszkanek? I może dlatego Islandia została pierwszym na świecie krajem, w którym kobietę wybrano prezydentem?

Arktyczni braciszkowie w krainie lodu

Słowo gejzer pochodzi z Islandii – ojczyzny tych naturalnych fontann. Jedną z nich jest Strokkur – najbardziej imponujący gejzer w Golden Circle. W powietrzu unosi się zapach siarki, pod stopami płyną stróżki parującej cieczy. I nagle słup wrzącej wody strzela w górę na 35 metrów i po chwili znika. I tak co 10 minut Strokkur powtarza swój hipnotyzujący cykl.

Stąd już niedaleko do Sekretnej Laguny, można tam odpocząć po wędrówce, pławiąc się w gorących źródłach. Ten mały raj prowadzi Polka, pani Agnieszka, żona Islandczyka.

Maskonury po łacinie nazywane są „braciszkami arktycznymi” (fratercula arctica). Te pozornie niezdarne ptaszki, mające w sobie coś z pingwina i kaczki, są ważnym symbolem Islandii. Według wierzeń noszą w sobie dusze ludzi, których zabrało morze. Niestety, gęsta mgła nie pozwala nam ich zobaczyć. Jedziemy więc pogłaskać błękitne jęzory lodowców. Mijamy pola fioletowe od łubinu i wzgórza o baśniowych kształtach. Ogromne lodowcowe kry dryfują na powierzchni wody. Są majestatyczne i ciche, tak bardzo zjawiskowe, jak tylko zjawiskowym może być dzieło natury. I każdy jest tutaj sam ze sobą, przed każdym jest zatrzymana w kadrze metafora świata. Tego świata próbujemy dotknąć, chcemy go oswoić, ten świat przed nami wydaje się dziś mrożąco piękny. Bez słowa siadamy na kamieniach. Każdy ma swój kamień, na którym siedzi, i swoją górę lodową, na którą patrzy. I wiemy, że ta chwila nie powtórzy się nigdy. I chcemy tu wrócić, by przeżyć raz jeszcze tę wyjątkową podróż do wnętrza siebie.

1\8
Rejkiawik
Rejkiawik
Be&W

Najbardziej wysunięta na północ stolica świata jest niesamowicie malowniczo położona. Rejkiawik widziany z tarasu kościoła Hallgrímskirkja to kameralna architektura, a w tle Zatoka Faxa, ocean i oddalona o 10 kilometrów góra Esja.

2\8
Maskonury
Maskonury
Getty Images

Sympatyczna podobizna tych ptaków widnieje na większości islandzkich suwenirów. Turyści potrafią godzinami czołgać się w deszczu, żeby tylko zobaczyć „arktycznych braciszków” na żywo.

3\8
Erupcja wulkanu Bárðarbunga
Erupcja wulkanu Bárðarbunga
Getty Images

Ostatnia duża erupcja wulkanu Bárðarbunga, położonego w samym środku wyspy, miała miejsce w 2014 roku.

4\8
Kościół HallgrÍmskirkja
Kościół HallgrÍmskirkja
Getty Images

Budowę tego kościoła ukończono w 1950 roku, ale to wciąż najwyższy budynek stolicy, jej symbol i punkt orientacyjny.

5\8
Lodowiec Svínafellsjökull
Lodowiec Svínafellsjökull
Sime/Free

Lodowce to aż 11 procent powierzchni Islandii. Charakterystyczny błękit lodu przecinają smugi wulkanicznego popiołu.

6\8
Filharmonia w Rejkiawiku
Filharmonia w Rejkiawiku
Be&W

Ten nowoczesny budynek należy do najpiękniejszych w Europie.

7\8
Gejzer Strokkur
Gejzer Strokkur
East News

Naturalna fontanna największego na Islandii czynnego gejzeru Strokkur. Woda wystrzeliwuje z wnętrza Ziemi co 15 minut na wysokość 35 metrów. Co za widowisko!

8\8
Kobiety na szlaku
Kobiety na szlaku
Mariola Chlebicka - Zienkiewicz

W środku autorka tekstu, Agnieszka Bieniek.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Meksyk miasto, Día de los Muertos, parada
Getty Images

Miasto Meksyk słynie ze Święta Zmarłych i... z Jamesa Bonda!

Maksykański Día de los Muertos – odpowiednik naszych Zaduszek – obchodzony jest wesoło, hucznie i kolorowo. Chociaż to nie Gwiazdka, świąteczny klimat zachwyca.
Kamila Morgisz 
09.04.2020

Na dworcach, w restauracjach, a nawet w supermarketach wyrastają ołtarzyki dla zmarłych. Najbardziej imponujące można oglądać na głównym placu miasta Zócalo, kolejne – przy deptaku Francisco Madero, a te najsłynniejsze na tutejszym uniwersytecie – UNAM-ie. Szkoły organizują też konkursy na najpiękniejsze ołtarzyki, każda klasa przygotowuje jeden. W piekarniach sprzedaje się pan de muerto, „chleb zmarłego”, czyli słodkie bułeczki drożdżowe. Cukiernie serwują zaś małe, kolorowe czaszki. – Tradycyjne robione były z cukru, teraz coraz częściej odchodzi się w stronę tych czekoladowych – wyjaśnia Sirani, moja meksykańska koleżanka. Sama kupuje kilka, tych z czekolady właśnie.  – Na czole wypisuje się imię członka rodziny, kolegi lub koleżanki, a potem taką czaszeczkę daje się w prezencie w dowód sympatii – opowiada. Miasto Meksyk – parada masek Już na tydzień przed właściwymi obchodami Święta Zmarłych w mieście Meksyk odbywa się z tej okazji parada. Jak na meksykańską historię jest to zwyczaj dość nowy, w tym roku parada odbędzie się dopiero po raz trzeci. Zaczęto ją organizować po kolejnym filmie o Jamesie Bondzie. Taka uroczystość pojawiła się bowiem w „Spectre” i pierwotnie nie miała nic wspólnego z meksykańskimi obchodami Día de los Muertos. – Musieliśmy stworzyć dodatkowe obchody z okazji Dnia Zmarłych, bo po Bondzie turyści zaczęli przyjeżdżać specjalnie na karnawał, jaki widzieli w filmie – powiedział meksykański sekretarz turystyki Enrique de la Madrid Cordero. Parada spodobała się nie tylko turystom, ale i samym Meksykanom. – Jasne, na początku brzmiało to śmiesznie. Ale myślę, że my, Meksykanie, przyjęliśmy tę tradycję jak swoją. To chyba dlatego, że uwielbiamy się bawić. No i uwielbiamy obchodzić Święto Zmarłych. A parada jest...

Czytaj dalej