„Intuicja uratowała mi życie” – mówi dr Iliana Ramirez, meksykańska badaczka żyjąca w Polsce
Olga Majrowska

„Intuicja uratowała mi życie” – mówi dr Iliana Ramirez, meksykańska badaczka żyjąca w Polsce

„Mamy dzisiaj kilka teorii dotyczących intuicji. Jestem przekonana, że kiedyś intuicja będzie tak samo badana, jak pamięć czy inteligencja” – mówi Iliana Ramirez, doktor farmakobiologii, żona psychologa i pedagoga dr. Mateusza Grzesiaka.
Sylwia Niemczyk
16.12.2020

Intuicja to trudny temat – lubimy się na nią powoływać, ale gdyby nas spytać, czy naprawdę ona istnieje, to  wiele z nas odżegnuje się od wiary w nią. Bo właściwie co to takiego? Pytamy o to dr Ilianę Ramirez, Meksykankę, naukowczynię z doktoratem w dziedzinie farmakobiologii i jednocześnie autorkę warsztatów m.in. o intuicji. 

Sylwia Niemczyk: Kierujesz się w życiu intuicją?

Iliana Ramirez: Cały czas intuicja jest u mnie na pierwszym miejscu. Dopiero w drugiej kolejności włączam logiczne myślenie. Dzięki intuicji podejmuję decyzję, dzięki logice – wiem, jak tę decyzję wcielić w życie.

A co to takiego: intuicja?

To określenie czegoś nieuchwytnego, czego nie umiemy jeszcze opisać naukowo, ale co z całą pewnością istnieje w nas. Kiedy nie wiemy, dlaczego robimy jedną rzecz, a nie inną, dlaczego podejmujemy taką decyzję, a nie przeciwną, mówimy: kieruje nami intuicja.

Jakie życiowe decyzje intuicja pomogła podjąć ci samej?

Na przykład tę największą i najważniejszą: przyjechać do Polski i wyjść tutaj za mąż.

Wszystko mówiło nie, a intuicja mówiła: tak, zrób to!

Wszystko wyglądało mega skomplikowanie: on Polak, ja Meksykanka. On miał w Polsce rozpoczęty doktorat, ja w Meksyku prowadziłam już naukowe badania, dostałam grant na projekt naukowy na uniwersytecie w Los Angeles, to był mój plan. Kiedy poznałam Mateusza, byłam kilka miesięcy przed wyjazdem, wszystko już miałam zaplanowane – miałam wyjechać, ale nie do Polski, tylko do Stanów. Widziałam siebie jako naukowczynię. Kiedy próbuję na poziomie logicznym wytłumaczyć komuś, dlaczego zdecydowałam się w takim punkcie życia zaangażować emocjonalnie – to nie mogę, bo tu logiki nie ma żadnej.

A to nie jest tak, że po prostu kierowała tobą miłość?

Oczywiście, że się zakochałam, chcieliśmy być razem, ale sama miłość nie wystarcza, kiedy masz podjąć tak duże decyzje. Poza tym znaliśmy się dość krótko, a jednak zdecydowałam się przedstawić Mateusza moim rodzicom, choć mojego wcześniejszego chłopaka, z którym chodziłam o wiele dłużej, nie znali. Logika mówiła, że nie powinnam się angażować, ale coś we mnie – to, co właśnie nazywam intuicją – podpowiadało, że nie muszę się bać, że to jest dla mnie dobre i właściwe. I ta intuicja dała mi energię.

Czym w takim razie intuicja różni się od po prostu wielkiej, przemożnej chęci?

No właśnie niczym. Myślę, że to nasze: „bardzo, bardzo chcę” to jest właśnie nasza intuicja. Ona właśnie w taki sposób daje o sobie znać. Kiedy musimy podejmować jakąś decyzję, nieraz jest tak, że czujemy, że skaczemy na głęboką wodę, ale mówimy sobie: tak, wchodzę w to! Ja nieraz czuję, że całe moje ciało, moje dłonie, nogi, moja skóra, serce, żołądek mówią: „Rób!”. Nazywam to integracją serca, ciała i umysłu

Czuję coś, choć nie wiem skąd, ale czuję. I ufam swoim przeczuciom.

Iliana Ramirez
Kat Piwecka

Iliana, kiedyś zdarzyło ci się coś, co na logiczny rozum trudno jest wytłumaczyć: przeczucie, które uratowało ci życie. Jak to dokładnie było?

To było mniej więcej 10 lat temu, byłam już wtedy jedną nogą w Polsce, ale drugą jeszcze w Meksyku. Wyjeżdżałam tam na kilka miesięcy, robiłam badania, zajmowałam się biologią molekularną, potem wracałam do Polski i te badania sobie spokojnie tutaj opisywałam. Razem z Mateuszem wynajmowaliśmy mieszkanie, w którym jeszcze nie mieliśmy w ogóle mebli, tylko materac i kuchenkę z czajnikiem. Nie umiałam jeszcze mówić po polsku, właściwie nie miałam tutaj jeszcze żadnych znajomych, więc całe dnie spędzałam z Mateuszem. Wstawałam z nim rano, jechałam z nim do jego biura i tam pracowałam. Tak było codziennie. I któregoś dnia obudziłam się z silnym poczuciem, że nie chcę z nim jechać do biura . Całe moje ciało mówiło mi: „Zostań”. To nie było tak, że miałam jakąś migrenę, ból gardła, zupełnie nie – fizycznie czułam się dobrze – ale nie byłam w stanie zmusić się, by tak jak zwykle wyjść z domu. Mateusz bardzo się zdziwił, że zostaję na cały dzień w tym pustym mieszkaniu, nawet bez Wi-Fi. W końcu wyszedł, trochę zdziwiony, trochę zły. Pół godziny później ktoś z jego firmy zadzwonił do mnie, że Mateusz miał wypadek. Wysłali po mnie taksówkę, która miała mnie do niego zawieźć. Mateusz był na pogotowiu, ale w dobrym stanie, poprosił mnie tylko, żebym zajęła się autem. Pojechałam po nie i zobaczyłam coś, co zmroziło mi krew w żyłach! Miejsce kierowcy było nienaruszone, za to miejsce pasażera było całkowicie zmiażdżone. Moje miejsce. To, na którym ja bym siedziała, gdybym nie zaufała swojemu przeczuciu. To była odpowiedź.

Jesteś naukowczynią, specjalistką biologii molekularnej. W jaki sposób twój analityczny umysł łączy naukę z czymś tak niemierzalnym, jak intuicja?

To prawda, że nauka i dane są dla mnie ważne, ale wychowałam się w domu, w którym ważne były też kwestie metafizyczne. Moja mama pochodzi z rodziny curanderos, czyli meksykańskich uzdrowicieli, mój tata medytuje, od kiedy tylko pamiętam, kieruje się buddyjską filozofią. Zawsze lubiłam wiedzieć, dlaczego coś działa, na jakiej zasadzie. To dlatego zaczęłam karierę naukową. Ale jednocześnie wiem, że jeszcze wielu rzeczy nie wiemy – nie wiemy do końca, jak działa nasz umysł i jak działa nasze ciało. Dlatego jestem przekonana, że to, co dzisiaj nazywamy intuicją, kiedyś będzie dobrze zbadane, opisane, będziemy umieli ją uchwycić. Przecież już dzisiaj wiemy, że są ludzie obdarzeni większą intuicją, którzy umieją zawsze podejmować dobre decyzje w dobrym czasie – nawet jeśli logika podpowiadałaby im coś przeciwnego. Być może poza inteligencją, którą dziś umiemy już mierzyć, kiedyś będziemy mierzyć intuicję. I tak samo jak dziś dzielimy inteligencję na różne rodzaje: emocjonalną, matematyczną itd., tak będziemy kiedyś umieli dostrzec różne rodzaje intuicji.

Na przykład jakie?

Na przykład intuicja, która korzysta z informacji, które są przechowywane gdzieś w naszym umyśle. Mówi się, że czasem nieświadomie odnotowujemy jakieś informacje, integrujemy je i potem wykorzystujemy. Tak się dzieje, kiedy intuicyjnie wiemy, że ktoś na nas patrzy albo że ktoś nie jest uczciwym człowiekiem – każdy z nas zna takie sytuacje. Ale są też badania, które pokazują, że intuicja działa też inaczej. Uczestnicy jednego z eksperymentów mieli pokazywane zdjęcia: czasem miłe w stylu dziecko z króliczkiem, czasem drastyczne: wypadek, krew. I badania mózgu pokazywały, że mózg reagował o ułamek sekundy wcześniej, jeszcze zanim oczy zobaczyły drastyczne zdjęcie. Badania serca wykazały, że serce zareagowało ułamek sekundy wcześniej, jeszcze zanim oczy zobaczyły drastyczne zdjęcie. Ciało już wiedziało, że wydarzy się coś „złego”.

Dlaczego tak się działo? Nauka nie zna odpowiedzi. Tak samo nie wiadomo, dlaczego niektórzy mają większą intuicję niż inni, ale wiemy dokładnie, że są trzy emocje, które pomagają intuicji: miłość, wdzięczność i współczucie. Te emocje aktywują nasze przeczucia.

W twoim domu mówiło się o intuicji?

Tak, ale nazywało się ją inaczej. Mój tata często mówił: „Zaufaj sobie, bo w środku masz wszystkie odpowiedzi, jakich potrzebujesz”. Jeśli musisz zdecydować, posłuchaj ciała. Nauczył mnie, aby zawsze przed podjęciem ważnej decyzji najpierw poprzez świadomy oddech oczyścić ciało ze stresu i strachu. Najpierw się uspokajamy, potem możemy się zastanawiać.

Z kolei moja mama, która pochodzi z rodziny meksykańskich uzdrowicieli i sama jest uzdrowicielką, nauczyła mnie, bym zawsze w chwilach wątpliwości, zwracała się do aniołów i swojej przewodniczki duchowej. Przewodnicy duchowi to ważna część kultury meksykańskiej, która przez stulecia była poddawana wpływom religii chrześcijańskiej z jednej strony, a z drugiej – wpływom plemiennych wierzeń, według których wszystko, co nas otacza, ma swoją energię. Pamiętam, że mama zawsze rozmawiała ze swoimi przewodnikami duchowymi, medytowała, umiała przewidzieć przyszłość. Uczyłam się od moich rodziców, żeby wsłuchiwać się w siebie, szukać odpowiedzi wewnątrz swojego serca. I nie wiem, czy istnieją przewodnicy duchowi, tak samo jak nikt nie wie z pewnością, czy istnieje Bóg. Ale jeśli ta świadomość mi pomaga, jeśli ta metafora przemawia do mnie – to świetnie!

Od dzieciństwa uczyłam się też medytacji. Kiedy miałam jakieś wątpliwości w życiu, wahania, nie wiedziałam, co robić, zadawałam sobie pytania podczas medytacji. I uzyskiwałam wtedy odpowiedź. Kiedy przypominam sobie swoje dzieciństwo, to widzę wiele chwil, w których wsłuchiwałam się w swoją intuicję. Ta umiejętność została mi do dzisiaj.

Ja bym powiedziała w trochę bardziej europejski sposób: rodzice nauczyli cię ufać samej sobie.

Tak, możemy też powiedzieć to w taki sposób. Ufam sobie, czyli ufam swojej intuicji. I wiele razy widzę, że Polki sobie w ogóle nie ufają, tak jakby nie wierzyły, że mogą samodzielnie podejmować decyzje dotyczące swojego życia. Nieraz na moich warsztatach kobiety mówią: „Wiedziałam, aby tak nie robić, ale jednak zrobiłam”. „Przeczuwałam, że to się skończy źle, ale wszyscy mówili mi coś innego”. Dopiero z perspektywy czasu widzą, że powinny słuchać siebie, a nie innych. Chciałabym uczyć kobiety, by trochę bardziej sobie zaufały, by uwierzyły w to, co mówił mi mój tata: „Odpowiedzi mamy w sobie”. Posłuchajmy ich.

Iliana Ramirez
Olga Majrowska

Iliana Ramírez Rangel — urodzona w Meksyku doktor farmakobiologii, która obrała za przedmiot badań tradycyjne systemy wierzeń szamańskich oraz charakterystyczne dla nich rytuały i metody działania. Autorka książki „Częstotliwość serca” wyd. Sensus.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
INTUICJA: NA CZYM POLEGA I CZY NAPRAWDĘ ISTNIEJE?
unsplash.com

Intuicja: na czym polega i czy naprawdę istnieje?

Jak często słyszysz głos służący radą w swojej głowie? Nazywamy go intuicją. Dla jednych to wyznacznik i kompas, którym warto się kierować, dla innych – tajemny wymysł pseudoekspertów i magiczny głos, który nie istnieje. A jak jest z intuicją w rzeczywistości?
Karolina Morelowska-Siluk
30.11.2020

Twój czas jest ograniczony, a więc nie marnuj go na życie cudzym życiem. Nie daj się złapać w pułapkę przeżywania życia, będąc sterowanym przez innych. Nie pozwól, by zgiełk opinii innych zagłuszył twój wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miej odwagę podążać za swoim sercem i intuicją. One jakimś cudem już wiedzą, kim tak naprawdę chcesz zostać. Wszystko inne ma wartość drugorzędną!”. To słowa Steve’a Jobsa, jednego z założycieli firmy Apple. Skoro człowiek sukcesu wielkiego kalibru tak dużą rolę przypisuje intuicji – coś w niej musi być! Czym jest intuicja? Intuicja to słowo, które wywodzi się od łacińskiego „intuitio” oznaczającego „wejrzenie”.  Mówimy o niej też „szósty zmysł”, „wewnętrzny  kompas” czy po prostu „przeczucie”. Najprościej intuicja to właśnie nasze przeczucia dotyczące np. wydarzeń czy osób. To myśli, które pojawiają się jakby „znikąd”. Nie zastanawiamy się, nie rozważamy, a nagle pojawia się przeczucie. Czujemy np., co za chwilę zrobi czy powie nasz partner, ktoś może powiedzieć – to jasne, znamy go. Ale bywa przecież, że owo przeczucie pojawia się w odniesieniu do zupełnie obcej osoby. Spotykamy kogoś po raz pierwszy i zaledwie kilka sekund wystarczy nam, by mieć o tym człowieku opinię. Mówimy wtedy np.: „On od razu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie”, czy przeciwnie: „Od pierwszej chwili wiedziałem, że to nie jest ciekawa postać”. Ale czy nasza ocena jest rzeczywiście trafna? Otóż jak dowodzą badania, bardzo często bywa, że tak. Czytaj też: Narcyz jest mistrzem uwodzenia, ale związek z nim to emocjonalna pułapka Jak działa intuicja? Ponoć nasza podświadomość, w której ulokowana jest intuicja, posiada...

Czytaj dalej
Agnieszka Smoczyńska
fot. Zuza Krajewska/ Warsaw Creatives

Agnieszka Smoczyńska: „Im jestem starsza, tym bardziej ufam swojej intuicji”

O swoim pierwszym anglojęzycznym filmie, pracy na planie serialu Netfliksa i o tym, że boi się horrorów, opowiada Agnieszka Smoczyńska, twórczyni m.in. „Córek dancingu” i „Fugi”.
Wika Kwiatkowska
19.05.2020

Agnieszka Smoczyńska nie utożsamia się z tzw. kobiecym kinem, ale podziwia filmy Agnieszki Holland, Jane Campion i Agnès Vardy. Walczy ze szklanym sufitem w branży filmowej, dlatego wzięła udział w milczącym marszu 82 aktorek i reżyserek w Cannes. Zresztą kobiety otaczały ją od dziecka – jej mama ma siedem sióstr. Wierzy w kobiecą intuicję i to, co jej się przyśni... Wika Kwiatkowska: W „Fudze”, twoim ostatnim filmie, dużą rolę odgrywają senne wspomnienia, wyobrażenia. Sny są dla ciebie ważne? Agnieszka Smoczyńska:  Bardzo, od dziecka. Zawsze je analizowałam. Spisuję je. W domu dużo rozmawiamy o tym, co nam się śni. A w pracy bardzo lubię ten moment, kiedy wchodzę na poziom snu – takiego śnienia filmu. Kiedy ogarniam i buduję film, już nie tylko na poziomie rozumowym, ale też podświadomym. Zwykle to się dzieje tuż przed zdjęciami. Chociaż sam proces uruchamia się we mnie już na etapie researchu do filmu, gdy czytam artykuły, oglądam zdjęcia, określone miejsca. A zamyka się dopiero jakiś rok, dwa po zakończeniu zdjęć. W ogóle różne nieoczywiste, wynikające z naszej podświadomości rzeczy są dla mnie bardzo ważne.  Myślisz, że łatwiej ci zaufać intuicji, bo jesteś kobietą? To, co czułam podświadomie, było dla mnie zawsze ważniejsze i bliższe niż to, co wykoncypowałam. Jeżeli nie wiedziałam, błądziłam, pytałam i byłam niepewna, to dlatego, że wiedziałam, że potrzebna jest ta intuicja. Im jestem starsza, tym bardziej jej ufam. I staram się nawiązać z nią głębszy kontakt. Ale jest mnóstwo twórców mężczyzn, którzy ufają intuicji. Mówią o tym, idą za tym, co podświadome. Więc na pewno nie dotyczy to tylko kobiet. Aczkolwiek w moim wypadku intuicja zawsze była bardzo ważna, podążałam za nią.  Jaki masz stosunek do...

Czytaj dalej
maciag aga
Robert Wolański

Agnieszka Maciąg: „Ja nie przekwitam, ja się rozwijam”

To od nas zależy, jaki będzie czas naszej dojrzałości, czy będziemy nosić koronę złotą, czy cierniową – pisze Agnieszka Maciąg. Właśnie ukazuje się jej książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości".
Agnieszka Maciąg
03.06.2020

Menopauza to trudny czas w życiu każdej kobiety. Może dlatego obrosła mnóstwem negatywnych stereotypów i kojarzy się nam się zwykle z definitywnym końcem młodości, utratą kobiecości i seksapealu,  spadkiem sił witalnych. Menopauza na pewno przynosi zmianę, ale czy na gorsze?  Agnieszka Maciąg podchodzi do niej w sposób spokojny  i naturalny, traktuje ją jako kolejny rozdział w życiu, rozdział który służy naszemu rozwojowi, pozwala bowiem jeszcze lepiej i głębiej poznać siebie samą. Nasze życie jest naprawdę w naszych rękach, a to, jak będziemy się czuły i jak spędzimy następne lata w ogromnym stopniu zależy od nas – naszych nawyków jedzeniowych, aktywności fizycznej, dbałości o dobry sen, relacje z bliskimi. Ale też od nastawienia. „Nie wiedziałam dlaczego tak dobrze się czuje, skoro ta menopauza jest taka okropna" – pisze Agnieszka Maciąg.   24 czerwca ukaże się jej nowa książka „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości"( Wydawnictwo „Otwarte”, Kraków, 2020). Bowiem, jak tłumaczy  postanowiła zjawisko menopauzy „przytulić do serca" i naprawdę zgłębić. Agnieszka Maciąg i jej „Zaskakujące odkrycie"                   W pewien jesienny dzień – pisze Agnieszka Maciąg , pachnący liśćmi i wiatrem, mój mąż rozpalał ogień w kominku, a ja zaparzyłam herbatę z pomarańczą i cynamonem. Ukroiłam świeżo upieczone ciasto z dyni o barwie intensywnej jak zachodzące słońce. Usiedliśmy przy stole, a obok nas nasi dawno niewidziani przyjaciele. Zaczęliśmy opowiadać, co u każdego z nas się wydarzyło. Nasze ścieżki rozeszły się na kilka lat, aby tego dnia spleść się ponownie w serdecznym uścisku przyjaźni.          ...

Czytaj dalej
Red Lipstick Monster
instagram.com/redlipstickmonster

Ewa Grzelakowska-Kostoglu szczerze o zaburzeniach odżywiania: „Myślałam o sobie, że jestem głupia, słaba”

Ewa Grzelakowska-Kostoglu, znana jako Red Lipstick Monster, w wywiadzie opowiada, dlaczego i w jaki sposób zmieniła swoje nawyki żywieniowe.
Sylwia Niemczyk
25.09.2020

Byłam przed trzydziestką i nie mogłam wejść po schodach na pierwsze piętro. Nie mogłam mówić bez zadyszki. Moje ciało nie funkcjonowało i to był skutek tego, że wcześniej przez lata jadłam zbyt dużo i zaniedbywałam swoje zdrowie fizyczne i psychiczne”, mówi Ewa Grzelakowska-Kostoglu, najsłynniejsza polska youtuberka, twórczyni marki Red Lipstick Monster. Sylwia Niemczyk: Podobno zaburzenia odżywiania wynosi się z rodzinnego domu. Kiedy myślisz o swojej historii, widzisz tę zależność? Ewa Grzelakowska-Kostoglu: Na pewno w moim domu było tak, jak jest w wielu innych rodzinach, że gdy działo się coś wyjątkowego, to towarzyszył temu wyjątkowy posiłek. Ale ja nie chcę tego oceniać. Coś, co dla jednej osoby będzie podłożem do zaburzeń odżywiania, dla innej nie będzie niczym nadzwyczajnym. W moim przypadku na pewno to, jak jadło się u mnie w domu, nie było kluczowe, było jednym z wielu czynników. Każdy z nas, dorastając, uczy się zarządzania emocjami, każdy w inny sposób sobie z nimi radzi. Ja zaczęłam sobie z nimi radzić, zajadając je. I to był wieloletni proces, który pewnie rzeczywiście zaczął się już w dzieciństwie, ale rozkwitł na studiach, kiedy wyjechałam z domu. Byłam niezależna, więc mogłam decydować co, jak i kiedy jem. I co to były za decyzje? Przede wszystkim zdecydowałam, że jedzenie jest dla mnie najlepszą nagrodą i rozrywką. Jak wielu ludzi na studiach jadłam głównie rzeczy mocno przetworzone, szybkie i bardzo tanie. Nie chcę tutaj wskazywać jakichś konkretnych potraw, bo to moim zdaniem jest bez sensu. To nie jedzenie jest złe – złe może być nadmierne pakowanie w nie emocji.  Jakimi emocjami zarządzałaś poprzez jedzenie?  Wiele osób myśli, że zajadać możemy tylko jakiś wielki stres. Ja odczuwałam raczej mnóstwo małych stresów:...

Czytaj dalej