Insulinooporność: choroba wiecznego głodu. Jesz, tyjesz – ale twoje ciało głoduje
IStock

Insulinooporność: choroba wiecznego głodu. Jesz, tyjesz – ale twoje ciało głoduje

Insulinooporność to choroba stara jak świat – ale dopiero od niedawna umiemy wychwycić jej objawy, wyjaśnić jej mechanizm i panować nad nią. Nieleczona, może prowadzić do cukrzycy typu 2.
Katarzyna Podhorecka
28.07.2020

Wystarczy, że coś zjemy, wypijemy łyk kawy z mlekiem, a trzustka wyrzuca do krwi porcję insuliny. Czasem jednak ta wytworzona porcja jest za mała (i wtedy mówimy o cukrzycy typu 1) albo inaczej: tkanki robią się coraz mniej wrażliwe na działanie tego hormonu. O kłopotach z insuliną z diabetolożką dr Anną Jeznach-Steinhagen rozmawia Katarzyna Podhorecka.

Katarzyna Podhorecka: Po co nam właściwie insulina?

dr Anna Jeznach-Steinhagen: Najkrócej rzecz ujmując, jest niezbędna do życia. Insulina jest hormonem wytwarzanym przez trzustkę, którego potrzebuje nasz organizm do metabolizowania węglowodanów, a one z kolei stanowią podstawowe paliwo dla mózgu i mięśni. Jednak chorzy na cukrzycę typu 1 wytwarzają zbyt mało insuliny, bo ich wyspy trzustkowe są zniszczone przez przeciwciała, które produkuje ich własny układ odpornościowy. Chory zjada posiłek, stężenie glukozy w jego krwi wzrasta, ale bez insuliny nie jest ona w stanie przedostać się do wnętrza komórek, w których zachodzą reakcje metaboliczne.

I co wtedy się dzieje?

Organizm głoduje, mimo że żołądek chorego regularnie się napełnia. Niewykorzystana glukoza krąży we krwi, powodując wiele szkód w organizmie: uszkadza naczynia krwionośne, zwiększając ryzyko zawału serca, udaru mózgu, niedokrwienia kończyn, utraty wzroku czy niewydolności nerek. Na szczęście gdy trzustka odmawia posłuszeństwa, możemy podać choremu insulinę, która ratuje życie.

Insulinooporność prowadzi do otyłości i cukrzycy

No tak, ale cukrzyca to nie jest jedyny problem związany z insuliną. Ostatnio mówi się, że plagą naszych czasów jest insulinooporność. Na czym ona polega?

Insulinooporność to utrata wrażliwości tkanek na działanie insuliny. Mówimy o niej w takiej sytuacji, gdy trzustka wydziela insulinę, ale mięśnie i wątroba na nią nie reagują. Człowiek je, pije, stężenie glukozy w jego krwi rośnie i utrzymuje się znacznie dłużej, niż powinno. W odpowiedzi na to trzustka produkuje jeszcze więcej insuliny – ta sytuacja fachowo nazywa się hiperinsulinemią – po to, żeby wtłoczyć większą ilość glukozy do komórki i obniżyć jej stężenie we krwi. 

Problem w tym, że aby utrzymać prawidłowe stężenie glukozy, potrzeba coraz więcej i więcej insuliny, a niestety jej obecność we krwi napędza apetyt. 

Więc pacjent je coraz więcej i tyje, a im więcej ma tkanki tłuszczowej, tym bardziej jego tkanka mięśniowa robi się oporna na insulinę. Nadwaga powoduje insulinooporność, ta pociąga za sobą hiperinsulinemię, której konsekwencją jest coraz większy apetyt. Powstaje błędne koło, które trudno przerwać. 

No właśnie, wiele kobiet skarży się, że tyją właśnie przez to, że zmagają się z insulinoopornością. 

W sytuacji, o jakiej mówimy, trudno o uczucie sytości, ewentualnie pojawia się ono na krótko, a następnie występuje duży głód. Wtedy sięgamy po słodycze, wskutek czego tyjemy coraz bardziej, insulinooporność narasta, trzustka produkuje coraz więcej insuliny i problem rośnie. To samonakręcający się mechanizm. Wysoka insulina z jednej strony stymuluje apetyt, z drugiej sprzyja szybkiemu przerabianiu nadmiaru glukozy na tkankę tłuszczową. Poza tym wysokie stężenie insuliny nie tylko sprzyja odkładaniu się tkanki tłuszczowej, lecz także blokuje jej rozpad, więc spadek wagi jest bardzo trudny.

Skąd się bierze insulinooporność?

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, winny jest nadmiar energii dostarczanej do organizmu. Większość ludzi nie wykorzystuje całej energii, którą dostarczają z pożywieniem, a jej nadmiar odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej. Nasi przodkowie nie jedli słodyczy ani fast foodu, poza tym ruszali się znacznie więcej, dlatego nie tyli i nie mieli problemu z insulinoopornością. 

Po drugie, znaczenie mają także nie do końca jeszcze poznane czynniki genetyczne, czyli występowanie cukrzycy typu 2 lub insulinooporności u bliskich krewnych. 

Kolejna rzecz to zmiany zachodzące w środowisku. Myślę przede wszystkim o związkach endokrynnie czynnych, które są zawarte w tworzywach sztucznych i kosmetykach. Jest coraz więcej dowodów naukowych na to, że mogą nasilać, a nawet generować insulinooporność, szczególnie u osób predysponowanych do tego. No i wreszcie styl życia. Często czynnikiem wyzwalającym insulinooporność jest wysoki poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu. Długotrwały stres związany np. z pracą, rozwodem czy innymi problemami życiowymi odbija się na zdrowiu fizycznym. 

Czy to znaczy, że insulinooporność to choroba naszych czasów?

Myślę, że insulinooporność to problem tak stary, jak cukrzyca, tylko że kiedyś nie potrafiliśmy wytłumaczyć mechanizmu jej powstawania, nie mieliśmy też narzędzi do jej diagnozowania. Ale rzeczywiście, jeszcze 10 lat temu nie była tak częsta w polskiej populacji jak obecnie, co oczywiście jest związane z tym, że Polacy po prostu z roku na rok coraz bardziej tyją z przejedzenia. 

Dieta w insulinooporności

Czy poza słodyczami i fast foodem są też jeszcze inne produkty, które powodują insulinooporność?

Wysokoenergetyczne, zawierające dużo cukrów prostych, więc nie będą to tylko słodycze, lecz także produkty mączne, białe pieczywo, biały ryż. Te produkty mają wysoki indeks glikemiczny – to wartość, która określa, jak szybko przyswajane są zawarte w pożywieniu węglowodany. Wysoki indeks glikemiczny powoduje gwałtowny wzrost glukozy we krwi i stymuluje wydzielanie dużych ilości insuliny.

Jak ją diagnozować? Wystarczą badania laboratoryjne?

Tak, jednak nie wystarczy zmierzyć stężenia glukozy na czczo. Trzeba jeszcze oznaczyć stężenie insuliny na czczo i obliczyć wskaźnik HOMA: otrzymujemy go, dzieląc wynik pierwszego badania przez wynik drugiego. Wartość powyżej 2 świadczy o insulinooporności. Warto też zrobić test obciążenia glukozą, polegający na pomiarze stężenia glukozy na czczo, a następnie po godzinie i po dwóch godzinach od wypicia roztworu 75 g glukozy. 

A jeszcze bez badań – czy są objawy, które mogą wskazywać na to, że mamy problem? 

Przede wszystkim przyrost masy ciała, który pojawia się, chociaż wcale nie jemy więcej niż zwykle i nie ruszamy się mniej niż dotychczas. Jeśli próbujemy coś z tym zrobić, ale nasze starania nie przynoszą efektu, powinnyśmy powiedzieć o tym lekarzowi. Już kiedy pacjent wchodzi do mojego gabinetu, widzę, że prawdopodobnie ma insulinooporność, ponieważ u osób z tym problemem tkanka tłuszczowa odkłada się w charakterystycznych miejscach: w okolicy brzucha, na karku oraz wzdłuż linii żuchwy, czyli w postaci podwójnego podbródka. Twarz staje się wyraźnie zaokrąglona. 

Takim typowym objawem jest również wzmożony apetyt na słodycze, utrzymujący się właściwie przez cały dzień, ale szczególnie po obfitym posiłku. To efekt dużego wyrzutu insuliny, która silnie obniża glikemię, nawet do wartości niższych niż przed posiłkiem. Mówimy wówczas o hipoglikemii reaktywnej.

Takie nagłe spadki mogą być niebezpieczne?

Mogą powodować bóle głowy, uczucie zmęczenia, a nawet omdlenia, senność. Czasem pacjenci mówią, że w ciągu dnia czują tak ogromną senność, że po prostu muszą się zdrzemnąć. W zaawansowanej insulinooporności pojawiają się np. też zmiany na skórze w postaci pociemnienia fałdów skórnych np. w okolicy szyi, pod pachami i w pachwinach. Fachowo nazwane jest to rogowaceniem ciemnym.

Czy brak wrażliwości na insulinę to jeszcze zaburzenie, czy już choroba?

Dotychczas traktowaliśmy insulinooporność jako zaburzenie metaboliczne, jednak według nowej amerykańskiej klasyfikacji chorób ICD 11, prowadzonej przez Światową Organizację Zdrowia, insulinooporność jest odrębną jednostką chorobową. 

I mam wrażenie, że to jednostka chorobowa dotycząca głównie kobiet. 

Myślę, że dotyczy obydwu płci, ale kobiety przywiązują większą wagę do wyglądu. Gdy przytyją i nie mogą schudnąć, szukają przyczyny, dlatego wykrywalność insulinooporności może być u nich wyższa. Mężczyźni mniej przejmują się tłuszczem odkładającym się na brzuchu. 

W jakim wieku są pacjenci, u których diagnozuje pani insulinooporność?

W każdym. Coraz częściej to nastolatki, nawet dzieci około 10. roku życia. 

Dlaczego insulinoopornością trzeba się przejmować? Czego może się spodziewać osoba, która po prostu zignoruje ten problem?

Taka osoba zmierza prostą drogą do cukrzycy typu 2. Kiedy insulinooporność będzie już bardzo nasilona, w pewnym momencie do obrazu choroby dołączy prawdopodobnie stłuszczenie wątroby. Etapem przejściowym jest stan przedcukrzycowy, kiedy stężenie glukozy we krwi na czczo jest dyskretnie podwyższone i osiąga 105–110 mg/dl lub w teście obciążenia glukozą po dwóch godzinach przekracza 140 mg/dl. 

Ważna i dobra informacja jest taka, że zarówno insulinooporność, jak i stan przedcukrzycowy są odwracalne. Ale to ostatni moment, kiedy możemy uciec przed cukrzycą. Zmniejszenie masy ciała, nawet jedynie o 7-10 proc., znacząco zmniejsza ryzyko cukrzycy.

Insulinooporność – leczenie

A jak leczyć insulinooporność?

Podstawą jest przejście na dietę o niskim indeksie glikemicznym i obniżonej kaloryczności, a także zwiększenie aktywności fizycznej. Poza tym bardzo pomocna jest metformina, czyli lek, który uwrażliwia tkanki na działanie insuliny. Jest bezpieczny i dobrze tolerowany, choć na początku stosowania może zaburzać pracę przewodu pokarmowego. Nie działa od razu, jednak zwykle już w drugim tygodniu stosowania pacjenci zauważają, że apetyt, szczególnie na słodycze, zmniejsza się, a uczucie sytości przychodzi szybciej, po zjedzeniu mniejszej porcji jedzenia. 

Leczenie insulinooporności trwa od ośmiu miesięcy do roku. Tyle czasu naprawdę wystarczy, by nauczyć się zdrowo jeść i wyrobić w sobie nawyk aktywności fizycznej. Niestety, nie zawsze po ustabilizowaniu parametrów metabolizmu węglowodanów możemy odstawić metforminę. U niektórych pacjentów przyjmowanie dawek podtrzymujących jest konieczne do końca życia.

Dość łatwo przychodzi nam zażywanie tabletek, ale już ze zmianą nawyków żywieniowych i ruchowych jest znacznie trudniej. Czy w takim razie sama metformina jest w stanie zlikwidować insulinooporność?

Niestety nie. Dzięki niej możemy obniżyć masę ciała maksymalnie o dwa, cztery kilogramy, a to nie wystarczy, żeby parametry metabolizmu glukozy się poprawiły. Co więcej, duże badanie ekspertów z Diabetes Prevention Study, pokazuje, że znacznie lepsze efekty niż sama metformina daje otoczenie pacjenta profesjonalną opieką dietetyczną. 

Jak powinna wyglądać dieta chorego na insulinooporność?

Jej podstawę powinny stanowić warzywa i produkty pełnoziarniste, które zawierają najwięcej błonnika pokarmowego, ponieważ ten obniża indeks glikemiczny i wydłuża uczucie sytości po posiłku. Wyjątkiem są ziemniaki, bób i czerwone buraki – na nie musimy uważać. Warto też jeść rośliny strączkowe, które mają sporo pełnowartościowego białka.

Także mleko i przetwory mleczne nie są najlepszą opcją, bo chociaż rzeczywiście mają niski indeks glikemiczny, to jednocześnie mają wysoki indeks insulinowy, czyli stymulują silny wyrzut insuliny do krwi.

A czy przy wyjątkowej okazji dopuszczalne jest zjedzenie czegoś słodkiego?

Tak, ale lepiej, żeby to były słodycze bez cukru, słodzone np. ksylitolem. To substancja słodząca pochodzenia naturalnego, która nie pobudza wydzielania insuliny. Zamiast kawałka tortu czy bezy lepiej zjeść batonik zbożowy albo kawałek sernika, gorzkiej czekolady.

W takim razie słodycze może zastąpimy owocami? 

Tutaj też zalecam ostrożność. Musimy się zadowolić jedną porcją (czyli mniej więcej szklanką) owoców, dziennie. Najniższy indeks glikemiczny mają jabłka i owoce jagodowe. Unikamy za to winogron, dojrzałych bananów, arbuzów, cytrusów, papai. 

Dlaczego trudno osiągnąć sukces bez zwiększenia aktywności fizycznej?

Wysiłek fizyczny uwrażliwia mięśnie na działanie insuliny. Ponadto dzięki endorfinom, które wydzielają się w mózgu na skutek aktywności fizycznej, pacjent ma lepszy nastrój, łatwiej mu zmobilizować się do działania. 

Jaki rodzaj aktywności ruchowej jest najwłaściwszy dla pacjentów z insulinoopornością?

Każdy jest dobry. Ważne, aby chory znalazł taki, który polubi, bo w przeciwnym razie szybko się zniechęci. Pacjentom polecam pływanie, rower, truchtanie, marszobiegi, nordic walking, aerobic, a także lubiany przez kobiety pilates, który angażuje mięśnie głębokie. Najmniej wskazane są sporty walki i intensywny trening siłowy, bo te rodzaje aktywności fizycznej wiążą się z podwyższeniem poziomu kortyzolu.

Jaka jest zalecana dawka ruchu dla osoby, która chce pozbyć się insulinooporności?

Badania mówią, że to powinno być co najmniej 150 minut tygodniowo. Najlepiej ćwiczyć przynajmniej pół godziny dziennie, ale jeśli to niemożliwe, to przynajmniej trzy, cztery razy w tygodniu. Jednak mając do czynienia z pacjentem bardzo otyłym, którego aktywność często nie przekracza 200 kroków na dobę – przy zalecanej normie 10 tysięcy – na początku trzeba zadowolić się codziennym spacerem. Radzę pacjentem, aby np. odstawili samochód i jadąc do pracy komunikacją miejską, wysiedli jeden przystanek wcześniej lub korzystali z rowerów miejskich. Pacjenci otyli, którzy dotychczas byli bardzo mało aktywni fizycznie, powinni przed rozpoczęciem treningów skonsultować się z kardiologiem.

Podobno w walce z insulinoopornością mogą nam pomóc probiotyki. Na czym ma tutaj polegać ich działanie?

Osoby z nadwagą czy z otyłością mają zaburzoną florę bakteryjną. Często w nadmiarze występują u nich szczepy patogenne np. Firmicutes, pozyskujące energię z resztek pokarmowych, które w normalnych warunkach nie są trawione. W ten sposób te baterie „nabijają” nam nawet 300–400 dodatkowych kcal. Suplementując probiotyki o stwierdzonej skuteczności, możemy przywrócić równowagę bakteryjną. Ponadto okazuje się, że probiotyki poprawiają działanie i tolerancję metforminy. Warto stosować je również, gdy używamy słodzików, ponieważ wiemy, że one zaburzają florę jelitową. Pamiętajmy jednak, że probiotyki są jedynie wsparciem. Podstawą leczenia insulinooporności jest dieta i zwiększona aktywność fizyczna, które obowiązują do końca życia. Jeśli pacjent po wyleczeniu insulinooporności wróci do wcześniejszego stylu życia, insulinooporność także szybko wróci.

****

Rozmowa z dr Anną Jeznach-Steinhagen ukazała się w „Urodzie Życia” 10/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dieta nowotworowa
Unsplash

„Nie odżywiaj raka” Onkolog o diecie po diagnozie nowotworowej

Głodówki, dieta wegańska albo popularne teraz wśród chorych na raka przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie nowotworowej, a nawet mogą zaszkodzić.
Katarzyna Pinkosz
04.01.2019

Odpowiednie żywienie jest ważną częścią leczenia i profilaktyki choroby nowotworowej –  mówi prof. Stanisław Kłęk, chirurg onkolog. Kłopot w tym, że popularne opinie dotyczące diety antyrakowej nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Głodówki, dieta wegańska albo przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie, a nawet mogą zaszkodzić. Pytamy specjalistę, co jeść by nie zachorować, a także jak układać dietę w terapii nowotworowej, aby zwiększyć szansę jej powodzenia. Katarzyna Pinkosz: Coraz bardziej jesteśmy pewni, że dieta może w dużym stopniu zapobiegać nowotworom. Jak ją układać, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania? Prof. Stanisław Kłęk: Rzeczywiście, wiemy już, że za około 70  proc. nowotworów odpowiada nasz styl życia. Ważne jest niepalenie papierosów, aktywność fizyczna oraz właściwa dieta. Nie musimy jej jednak specjalnie układać, powinna być po prostu zgodna z piramidą zdrowego żywienia. U jej podstawy są warzywa, których powinniśmy jeść jak najwięcej. Następnie: owoce, produkty zbożowe, mleko i  jego przetwory, mięso, ryby, jajka. Warto zwrócić uwagę na to, czy jemy produkty bogate w błonnik, bo ten składnik zapobiega np. rakowi jelita grubego. Poza tym pamiętajmy, że czynnikiem ryzyka np. raka piersi, trzustki, wątroby jest otyłość.  Często dopiero gdy pojawi się choroba, zaczynamy myśleć o zdrowym żywieniu i zmieniamy dietę. Na co wtedy powinnyśmy zwrócić uwagę? Chory potrzebuje diety właściwie zbilansowanej, jeśli chodzi o ilość oraz jakość kalorii. Nie ma jednak jednej uniwersalnej diety dla każdego chorego. Jadłospis zależy od zaawansowania choroby oraz etapu leczenia: czy chory jest przed operacją, w trakcie chemioterapii, czy może już skończył leczenie. Zależy też od  płci, wieku, chorób...

Czytaj dalej
choroby psychosomatyczne
Getty Images

Choroby psychosomatyczne świadczą o tym, że ciało wariuje ze stresu

Klasyczna „chicagowska siódemka” chorób psychosomatycznych to: astma, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa i reumatoidalne zapalenie stawów. Obecnie lista jest poszerzona m.in. o migrenę, AZS i inne. Każda z tych chorób może mieć podłoże psychiczne.
Karolina Morelowska-Siluk
18.07.2020

Są ludzie, którzy zamiast przeżywać, chorują. Emocje to komunikaty. Muszą znaleźć jakąś formę wyrazu. Jeśli nie uda się na scenie psychicznej, będzie to teatr ciała. O chorobach psychosomatycznych rozmawiamy z psychoterapeutką Danutą Golec. Karolina Morelowska-Siluk: Pojęcie „psychosomatyka” większość z nas już gdzieś kiedyś zapewne słyszała. Ale niewielu z nas wie dokładnie, co to właściwie jest. Danuta Golec: Jest to sposób myślenia o tym, co łączy psychikę z somą, czyli, mówiąc bardziej poetycko: co łączy ciało z duszą. To pytanie zaprząta ludzkość od wieków. Zastanawiali się nad tym wybitni filozofowie, począwszy od Sokratesa.  Myślałam, że to stosunkowo nowy „nurt”. Dla medycyny – owszem. Przez setki lat medycyna nie brała tego wątku pod uwagę, a dziś można w zasadzie powiedzieć, że cała medycyna jest psychosomatyczna. To znaczy? To znaczy, że czynniki psychiczne są coraz częściej uwzględniane przez lekarzy. Lekarze już wiedzą, że choćby uwarunkowania osobowościowe pacjenta mają ogromny wpływ na to, jak choruje i jak wraca bądź nie wraca do zdrowia.  Chicagowska siódemka: astma, nadciśnienie i inne Jest pewna pula chorób psychosomatycznych. Tak. Po raz pierwszy opisali je psychoanalitycy w latach 50. ubiegłego wieku. Członkowie chicagowskiej szkoły psychoanalitycznej opracowali tak zwaną „chicagowską siódemkę”, czyli listę klasycznych chorób psychosomatycznych. Zaliczyli do nich: astmę oskrzelową, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna (przewlekła choroba zapalna jelit), wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa (forma nadczynności tarczycy) i reumatoidalne zapalenie stawów. Ta lista była potem, w toku badań, modyfikowana. Dodano migrenę,...

Czytaj dalej