Instrukcja obsługi nastolatka: wspieraj i nigdy nie mów „a nie mówiłam”
Pexels

Instrukcja obsługi nastolatka: wspieraj i nigdy nie mów „a nie mówiłam”

„Rodzice nie mają czasu, nauczyciel musi realizować program, a świat wymaga coraz więcej i coraz szybciej. Młodzi przekonani, że wynik jest ważniejszy od nich, bez zbudowanej adekwatnej samooceny najzwyczajniej nie radzą sobie ze sobą i pytaniami o życie” — mówi nam Michał Zawadka, ekspert relacji z młodzieżą.
Sylwia Arlak
16.09.2020

Dynamicznie zmieniający się świat, media społecznościowe, w którym podglądamy „idealne” życie innych, a do tego szalejące hormony. Nastolatki nie mają łatwego życia. O tym, jak mądrze je wspierać rozmawiamy z Michałem Zawadką,  ekspertem relacji z młodzieżą, autorem książek motywacyjnych dla dzieci i  młodzieży.

Sylwia Arlak: Czy nastolatki mają dzisiaj trudniej, niż ich rodzice?

Michał Zawadka: Każdy czas ma swoje wyzwania i trudności. Z pewnością jest inaczej, a wyzwania się zmieniają. Czy jest trudniej? Pewnie gdybyśmy młodych rodziców przenieśli w dzisiejsze czasy lub dzisiejszą młodzież w czasy rodziców, nikt z nich by sobie nie poradził. Z pewnością niezrozumienia i poróżnienia będą się nasilać, jak będziemy chcieli wkleić ich rzeczywistość w nasze „stare” przekonania. Wtedy oprócz codziennych wyzwań będziemy dokładać im swoje frustracje, często wywołane niezrozumieniem, niechęcią adaptacji czy akceptacji. Dzisiejsza rzeczywistość, parcie świata na wynik, obawa przed opinią i usiłowanie bycia „naj” jest ogromnym wyzwaniem dla młodych. Stałe porównywanie, przeładowana szkoła, niedostosowany program edukacyjny to kolejne punkty do udźwignięcia. Kiedy natomiast wykażemy się odpowiednim nastawieniem i budowaniem relacji opartej na uważności wszystkim będzie łatwiej.

Czego najbardziej się boją?

Rodziców, szkoły, błędu, porażki, kolegów, bycia niewystarczającym, przyszłości, braku wysłuchania… Tego wszystkiego, gdzie z codziennością styka się poczucie własnej wartości.

Dane są przerażające. Co 47 minut młody człowiek próbuje targnąć się na swoje życie, a 16 proc. dzieci, w wieku między 11. a 17. rokiem życia, samookalecza się... Co jest tego najczęstszą przyczyną?

Przez osiem lat spotkałem się z ponad stoma tysiącami młodych osób, jako autor otrzymałem kilka tysięcy wiadomości i pytań, poznając ogromną ilość historii młodych ludzi. Około siedemdziesiąt procent z nich to krzyk o uważność, nienawiść siebie, strach przed wszystkim, co wymieniłem przed chwilą. Do tego „samotność w tłumie”. Rodzice nie mają czasu, nauczyciel musi realizować program, a świat wymaga coraz więcej i coraz szybciej. Młodzi przekonani, że wynik jest ważniejszy od nich, bez zbudowanej adekwatnej samooceny najzwyczajniej nie radzą sobie ze sobą i pytaniami o życie.

Czytaj też: DDA – dorosłe dzieci alkoholików mogą wyzwolić się z przekleństw przeszłości

A co jeśli młody człowiek, niekoniecznie nasze dziecko, zwierza się nam z myśli samobójczych. Jak zareagować?

Nie mam tygodnia, żebym nie czytał lub nie słyszał takich słów, czasami są wyrzuceniem emocji, chwilą bezradności, często jednak są bardzo poważne i wyciskające łzy. Potrafię to po wielu latach doświadczeń odróżnić, jednak każde takie słowa przynoszą stres o obawę. Jak reagować? Przede wszystkim należy traktować je poważnie, nie wypierać i nie bagatelizować. Często pracując warsztatowo z rodzicami, słyszę „tak wiem, ale to nie dotyczy mojego dziecka”, czy na pewno…? Miałem już telefony od rodziców o świcie, a w słuchawce błaganie o pomoc „panie Michale zrobię wszystko, tylko proszę nas ratować, jesteśmy w szpitalu, ratują ją, ona ma dziś dwunaste urodziny”. A potem słyszę „ja nie wiem, jak do tego doszło…” I to jest odpowiedź „nie wiem”, bo bardzo często rodzice żyją wyobrażeniem na temat swoich dzieci zamiast wiedzą wypływającą z uważnej relacji.

W takich momentach należy też unikać pustego pocieszania typu „dobrze będzie, głowa do góry”, czy poklepywania po plecach. Tym bardziej, z czy też się spotykam unikać złości na dziecko. Często rodzice, słysząc szokujące słowa o okaleczeniach swoich dzieci szybko swoje niedopatrzenia czy błędy relacyjne zamieniają w nieodpowiedzialność dzieci i zaczynają je atakować swoją złością. Taka sytuacja może tylko pogorszyć sprawę. Kiedy usłyszymy takie słowa, to podziękujmy z zaufanie i zamieńmy się w słuch, koniecznie zapominając o swoich odpowiedziach. Jeżeli jednak depresją i stanem psychiki młodych ludzi będziemy się zajmować przez kilka dni co roku we wrześniu (kiedy przypada dzień zapobiegania depresji i samobójstwom), powzdychamy trochę, media złapią kilka dobrych nagłówków i… spotkamy się za rok, żeby podnieś statystyki i zdobyć pierwsze miejsce w rankingach, to w międzyczasie zniknie z mapy Polski mała szkoła…

Jak wspierać swoje dziecko, nawet jeśli nie zawsze je rozumiemy, a ono nie zawsze chce nas słuchać?

Komunikacją zajmuję się od ponad dwudziestu lat i doskonale wiem, że porozumienie z dzieckiem to proces długofalowy i często nie ma czarodziejskiej różdżki, którą możemy machnąć w chwili problemu. Niezależnie od sytuacji pamiętajmy o szacunku. Pamiętajmy, że nikt nie działa z premedytacją na swoją niekorzyść, potencjalne błędy naszych dzieci wynikają  praktycznie zawsze nie z intencji, a z braku wiedzy, umiejętności lub strachu przed czymś, zatem zanim ocenimy, wykażmy się wsparciem, wysłuchaniem, akceptacją. Młodzi w trudnych sytuacjach oczekują bardziej wsparcia niż słów „a nie mówiłem”.

Coraz częściej i w coraz młodszym wieku, dzieci chorują na  depresję… Czy możemy być w tym temacie optymistami  będzie lepiej czy wręcz przeciwnie, coraz gorzej?

Jeżeli optymizm będzie poparty działaniem, zmianą systemu edukacji i rozwojem kompetencji rodzicielskich, to tak, będzie lepiej. Obecna sytuacja młodego pokolenia to nie jest problem! Musimy sobie zdać sprawę, że to są konsekwencje. Różnica jest ogromna i przede wszystkim zupełnie inne działanie. Uznając to za problem, zajmujemy się objawami, młodymi ludźmi szukając rozwiązania w zmianie ich zachowań, lub w ich młodym świecie. Natomiast kiedy obecną sytuację potraktujemy jako konsekwencje, będziemy mieli szansę spojrzeć na całą sytuację z szerszej perspektywy. Przeanalizujemy, co do tego doprowadziło i doprowadza, czego zabrakło, czego było za dużo, co było nieodpowiednie, co zmieniać. To jedyna droga do pracy z młodzieżą - zmiana świata, często naszego dorosłego, który wpływa na młodych ludzi. Inaczej, usilnie pracując nad zmianą tylko młodych ludzi, nieustannie będziemy pracować z ich, cały czas już zainfekowanym myśleniem, a idąc za Albertem Einsteinem „nie rozwiąże się problemu świadomością, która go stworzyła”. Musimy zmienić „społeczne bodźce” zewnętrzne. 

A jak budować w dziecku poczucie własnej wartości?

Całe życie. W każdej sytuacji. Poświęciłem temu dwie ostatnie moje książki z serii „Uśmiechologia”. Ogromna liczba rodziców powinna zacząć budowanie poczucia własnej wartości swoich dzieci od zaakceptowania siebie. Jeżeli natomiast chodzi o komunikację w kierunku młodego człowieka, to zapomnijmy o porównywaniu, dopytywaniu się o wyniki w szkole zamiast o osobę naszego dziecka, o wszelkich obawach typu „co powiedzą inni” i ponad wszystko zmieńmy ocenianie na docenianie… również siebie.

Rodzice często „przesadzają”, „marudzą”, a  nauczyciele też nie są dzisiaj dla dzieci i młodzieży żadnymi autorytetami…

Dwie kwestie. Po pierwsze, większość głośnio tak twierdzi, co dość naturalnie adaptuje się do zachowań, zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Dzieci nas nie słuchają, jednak idealnie naśladują. Wielokrotnie słyszałem rodziców wyrażających się przy dzieciach lub nawet do dzieci, że ten czy inny nauczyciel jest idiotą. Ciężką potem oczekiwać od dziecka szacunku do tego nauczyciela. Po drugie to postawa nauczycieli. Spotkałem się na swojej drodze z kilkunastoma tysiącami nauczycieli od warsztatów po konferencje. Autorytet nie jest rozdawany z urzędu, a się go zyskuje w konsekwencji swojego postępowania i zaangażowania. A niestety w wielu przypadkach jest to roszczeniowe i w układzie sto procent autorytetu za zerowe zaangażowanie. Niestety to nie „wypali”, zwłaszcza w czasach, kiedy nauczyciel stracił monopol na wiedzę. Przytaczając słowa Waldemara Łysiaka „Dzieci nie będą buntować się przeciwko autorytetowi rodziców, a przeciwko rodzicom bez autorytetu” i to samo można powiedzieć o nauczycielach.

Jak poznać, że nasze dziecko padło ofiarą przemocy?

Być uważnym, budować zaufanie i być zainteresowanym. Często bez szczerej rozmowy jest to niemożliwe, bo przemoc może mieć obraz hejtu, zastraszania, czy nękania i bez uważnej relacji nie będziemy mieli szansy się tego dowiedzieć. Kiedy dziecko będzie wiedziało, że może do nas przyjść z każdym tematem bez obawy, że zostanie obwinione lub skarcona za to, będziemy mieli większe szanse na możliwość takich zwierzeń i reagowania.

Politechnika Radomska przeprowadziła badania, z których wynika, że aż 90 proc. młodych Polaków przyznaje, że duży wpływ na ich życie i postępowanie ma telewizja.  Wiedzę czerpią też z mediów społecznościowych…

To, że młodzi ludzie mają konta w social mediach, jest znakiem ich czasu, nie widzę niczego złego, my też mamy. I dobrze. Nie zabierzemy młodych na nasze trzepaki. To my musimy sobie zdać sprawę, że będziemy jeszcze kilkadziesiąt lat żyli w ich cyfrowym świecie i warto się tego od nich nauczyć. Oczywiście mówię o „dobrej stronie mocy” internetu i cyfryzacji. Natomiast jeżeli chodzi o tę trudną stronę, to ja, zamiast obwiniać internet i portale społeczne zadałbym sobie pytanie „co sprawia, że młodzi tak chętnie tworzą swoje wymyślone alterego i dlaczego panicznie boją się zetknięcia z normalnym życiem?” To w dużej mierze nie social media wpływają na samoocenę, a  tylko trafiają na zachwiane jednostki lub dają im ułudę bycia przez chwilę kimś wartościowym. Często spotykam się z „instagramowymi kompleksami”, jak je nazywam. Kiedy młody człowiek przez chwilę, w świecie cyfrowym czuje się ważnym i docenionym, a wieczorem patrząc w lustro powoli, nienawidzi się coraz bardziej, ponieważ nie umie się zaakceptować lub zmierzyć z samym sobą, a w pobliżu nie ma z kim porozmawiać i nie ma komu „dać mu lajka”.

Jest jeszcze kwestia hejtu, który ma coraz większą skalę. Też jestem przeciwnikiem, że to jest kierunek od social mediów do działania młodych. Obserwując młodzież często widzę, że hejt jest reakcją na problemy ze sobą, obawą przed światem, złością na swoje słabości, braki w relacjach, reakcją na brak odwagi wyrażenia siebie. Często jest krzykiem rozpaczy i najłatwiejszym, pozornie anonimowym odreagowaniem. Z drugiej strony, kiedy spojrzymy na ofiarę hejtu i trafimy na kogoś z niestabilną samooceną, to mamy poważną, swoistego rodzaju „wojnę domową”. Z jednej strony ktoś z zachwianą samooceną atakuje, bo sobie nie radzi, z drugiej ktoś z brakiem poczucia własnej wartości zostaje pogrążony jeszcze bardziej. Niestety często ta „druga” osoba jest w trudniejszej i niebezpiecznej sytuacji. Oczywiście wiem też, że jest wielu bezrefleksyjnych „bandziorów”, którzy atakują dla „fanu” i tu przypomina o sobie zbyt mała profilaktyka internetowa w edukacji i brak uświadamiania konsekwencji takich działań. Zadbajmy o treść mediów i stabilną samoocenę młodych ludzi, a o wpływ telewizji czy Internetu nie będziemy musieli się martwić, bo zamiast być reaktywnym będą proaktywni.

Jeszcze inne badania. Według HBCS co 10. nastolatek codziennie uskarża się na ból głowy i problemy z zasypianiem. Wzrasta liczba urazów i kontuzji wśród młodzieży. Skąd to wynika?

Przeładowanie, brak możliwości regeneracji umysłu, przebodźcowanie i brak kultury snu. Ilość godzin spędzona w szkole zsumowana z  ilością godzin niezbędnych do odrobienia, moim zdaniem zbędnych prac domowych, przysporzyłaby o ból głowy i każdego dorosłego. Młodzi ludzie nie mają czasu i nie potrafią się regenerować. Do tego dochodzi ogromne bodźcowanie się elektroniką i światłem niebieskim... i mamy wybuchową mieszankę dla naszego mózgu i organizmu. Światło z telefonów mocno oddziaływuje na szyszynkę i blokuje wydzielanie melatoniny, nie śpią odpowiedniej ilości godzin, zbyt mało czasu spędzają na powietrzu. Wszystko się miesza jak w zabójczym koktajlu. Do tego presja, presja, presja. Tak daleko się nie zajedzie, a pamiętajmy, że choć to młodzi mają klucz do przyszłości, to my mamy klucz do ich potencjału. Lepiej być uważnym zanim rzeczywistość trzaśnie drzwiami…

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
problemy psychiczne nastolatków
iStock

„Codziennie odbieramy po 200–300 telefonów” – rozmowa z Anną Morawską, konsultantką Telefonu Zaufania

Do Telefonu Zaufania dzwonią najczęściej 15-17-latkowie, choć coraz częściej zdarza się w słuchawce nawet i dziesięciolatek. Dzieci mówią, że chcą się zabić, że nienawidzą swojego życia, że nic dobrego już ich nigdy nie spotka.
Magdalena Felis Igor Nazaruk
22.12.2020

Przejście z roli dziecka w rolę dorosłego to ciężkie wyzwanie. Czasem potwornie boli, szczególnie jeśli dziecko tę drogę w dorosłość pokonuje bez prawdziwego wsparcia kogoś z dorosłych. Rozmowa z Anną Morawską, konsultantką Telefonu Zaufania 116 111 w Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” Igor Nazaruk i Magdalena Felis: Mówi się, że „kiedyś było jakoś fajniej”. W tych czasach, kiedy byliśmy dziećmi. Nie chodziliśmy do psychologów, nie potrzebowaliśmy telefonów zaufania i jakoś żyliśmy. Anna Morawska: Ale czy faktycznie tak było? Czy to raczej nasza tendencja do idealizowania przeszłości, zwłaszcza dzieciństwa? Z drugiej strony coraz powszechniejsze staje się wśród nas, dorosłych, korzystanie z pomocy psychologa, terapeuty, również psychiatry. Ale może gdybyśmy w dzieciństwie nie musieli sobie ze wszystkim radzić i „brać się w garść”, gdybyśmy mieli możliwość skorzystania ze wsparcia psychologicznego w razie potrzeby, to dziś byśmy go nie potrzebowali aż tak bardzo? Być może mielibyśmy też większą zdolność do wspierania własnych dzieci?  Depresja u nastolatka może wyglądać jak bunt W naszym pokoleniu dzieci wysyłane były do psychologa zazwyczaj za karę. Prawie jak do poprawczaka.  I to przekonanie wciąż, niestety, pokutuje. Co gorsze, ponieważ sami dorastaliśmy z brakami, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy, dziś jako rodzice często nie umiemy rozmawiać z naszymi dziećmi, kiedy przechodzą kryzys. I kiedy nie mają w nas oparcia, dzwonią do waszego Telefon Zaufania? Codziennie odbieramy około 200, 300 połączeń.  Kto najczęściej dzwoni? Nastolatkowie od 13. do 19. roku życia, najczęściej w wieku 15–17 lat, ale coraz częściej zdarzają się młodsi rozmówcy, nawet 10-latkowie w kryzysie, z przedłużającym...

Czytaj dalej
Psychiatria dziecięca w Polsce
Pexels.com

Najmłodsza osoba, która popełniła samobójstwo w Polsce, miała sześć lat. A psychiatria dziecięca upada

„Nie winię lekarzy, a źle funkcjonujący system. To on tworzy bezdusznych pracowników”, mówi nam Janusz Schwertner, autor książki „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci”.
Sylwia Arlak
30.11.2020

Jak wynika z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem samobójstw nieletnich. W latach 2014-2016 dzieciom w naszym kraju „nie zapewniono wystarczającej opieki psychologiczno-pedagogicznej”. Problem dotyczy szczególnie mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do psychologów i psychiatrów jest utrudniony. Dodatkowo wciąż bardzo często postrzega się korzystanie z ich pomocy jako objaw słabości lub porażki. Kto jest za to odpowiedzialny? O tym, jak wygląda psychiatria dziecięca w Polsce, rozmawiamy z Januszem Schwertnerem, dziennikarzem, autorem książki „Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci”. Psychiatria dziecięca w Polsce Sylwia Arlak: Stare budynki z odrapaną farbą na ścianach, jedzenie gorsze niż w więzieniach, dzieci, które śpią na materacach na korytarzu, bo nie ma łóżek – opisy polskich szpitali i oddziałów psychiatrycznych dla dzieci i młodzieży są przerażające. To naprawdę Polska rzeczywistość? Janusz Schwertner: Trzeba podkreślać, że takie ośrodki są potrzebne. Że uzyskuje się tam pomoc i że są lekarze, którzy pracują, jak należy. Ale jednocześnie wiele z nich jest przeludnionych. Raport NIK-u, który ukazał się tuż przed moją książką, pokazuje wstrząsający obraz psychiatrii dziecięcej w Polsce. Jest źle, a może być jeszcze gorzej. Brakuje kadry lekarskiej. Lekarzy nie będzie przybywać, a raczej będzie ich ubywać. Co trzeci lekarz skończył 55 lat. Nie ustawiają się kolejki do pracy, a nikt ich do niej nie zachęca. Mogę przytoczyć przykład z Gdańska opisany w mojej książce. Nie ma miejsca na oddziale młodzieżowym, więc dziewczyna trafia na oddział do dorosłych. To była ich praktyka od lat. Kiedy doszło do gwałtu na tej dziewczynie, wszyscy lekarze złożyli wymówienia. I dopiero...

Czytaj dalej
Krystyna Starczewska
East News

Prof. Krystyna Starczewska o polskiej młodzieży: „Oni wciąż dają nam, dorosłym, szansę”

„Nasze szkoły uczą młodzież, że masz zapamiętać to i tamto, nawet jeśli tego nie rozumiesz. Masz siedzieć cicho na lekcji, nawet jeśli cię nudzi. Masz umieć powtórzyć to, co jest napisane w podręczniku, zamiast mieć własne zdanie”.
Magdalena Felis Igor Nazaruk
22.12.2020

Podobno interesują ich tylko komórka i laptop. Podobno są egoistami i tylko by imprezowali. A przecież to nieprawda. Czują się odpowiedzialni za świat, organizują strajki klimatyczne, popierają mniejszości, pomagają słabszym. Patrzymy na naszych nastolatków i myślimy: „Jacy będą?”. Rozmowa z Krystyną Starczewską, filozofką, pedagożką, założycielką „Bednarskiej”, pierwszego społecznego liceum w Polsce po 1989 roku. Magdalena Felis i Igor Nazaruk: Czy pani była grzecznym dzieckiem? Krystyna Starczewska : Różnie bywało. Czasem byłam niegrzeczna. Wychowywałam się z pięcioma braćmi i często sama zachowywałam się jak chłopak. Nawet mówiłam „poszedłem”, „zrobiłem”.  Uwagi w szkole były? Miałam taką przygodę: w 1947 roku przeprowadziliśmy się z rodzicami z Torunia do Warszawy, poszłam wtedy do szkoły przy ulicy Raszyńskiej do piątej klasy. W Toruniu nie było koedukacji. Bardzo chciałam należeć do organizowanego przez chłopaków klubu kibica i chodzić z nimi na mecze. Powiedzieli mi jednak, że to nie jest możliwe, bo dziewczyn nie ma w ich klubie. Poczułam się dyskryminowana z powodu płci. Odpuściła pani? Skądże! Postanowiłam chłopców do siebie przekonać – okazja zdarzyła się niebawem. Nasza pani od polskiego wprowadziła specyficzną metodę uczenia ortografii. W klasie była tablica, na której każdego dnia wypisywało się słowa o określonej pisowni. Był dzień wyrazów z rz, ż, ó, a kiedy miały pojawić się na tej tablicy słowa zaczynające się na ch, chłopcy powiedzieli, że jeżeli napiszę wielkimi literami „ch..”, to mnie przyjmą do klubu. Spełniłam ich życzenie i wtedy weszła do klasy pani od polskiego, spojrzała na tablicę i zapytała z gniewem: „Kto to napisał?”. Podniosłam rękę,...

Czytaj dalej
magia świąt
Fot. Getty Images

Jak fajnie przeżyć Święta, żeby były magiczne, a nie męczące  – rozmowa z dr. filozofii Adamem Andrzejewskim

Coraz częściej mówimy: Oby te Święta jak najszybciej minęły. Dlaczego psujemy sobie cudowny czas magii i wspólnoty, którego tak bardzo potrzebujemy?
Karolina Morelowska-Siluk
27.11.2020

Boże Narodzenie, w teorii piękne dni, ale... choinka nie pachnie już tak dawniej, śniegu nie ma od lat, a przecież święta bez śniegu to nie święta, brakuje pieniędzy a do tego jeszcze pandemia i obostrzenia, wszystko nie tak... Wciąż narzekając, odbieramy sobie całą magię tych jedynym w roku dni.   Karolina Morelowska-Siluk: Coraz częściej myślimy i mówimy: „Oby te święta jak najszybciej minęły”. Dlaczego? Co się stało, że psujemy sobie ten wyjątkowy czas, odbieramy sobie przyjemność? Adam Andrzejewski: Powodów jest kilka. Pierwszy z nich: do świąt Bożego Narodzenia podświadomie przywiązujemy ogromną wagę. Większą, niż sądzimy. Stawiamy świętom i sobie bardzo wiele warunków. W naszym życiu dzieje się mnóstwo rzeczy: pracujemy, przygotowujemy posiłki, stoimy w korkach, nadrabiamy zaległości po godzinach i po nocach, robimy zakupy itd. To wszystko są czynności codzienne. Święta są wyłomem od tego, co zwyczajne. Więc muszą być wyjątkowe. W każdym razie jest w nas ogromna presja, aby takie były. Jest w nas jednocześnie presja, żeby ten czas stał się magiczny , presja, by ten czas – wolny od pracy – był zarówno odpoczynkiem, jak i spotkaniem z bliskimi, z przyjaciółmi. I do tego wszystkiego mamy jeszcze wdrukowane, że warunkiem koniecznym, aby święta były odpowiednio świąteczne, jest intensywne przygotowywanie się do nich. Za dużo tego wszystkiego... Właśnie. Prawidłowość jest taka: im większe oczekiwania, tym silniejsze rozczarowanie. Specyfika świąt umyka nam także dlatego, że my te święta bardzo mocno rozciągamy w czasie. To znaczy tak bardzo chcemy, by wszystko było perfekcyjne, że przygotowania rozpoczynamy już na początku grudnia albo nawet wcześniej. Szukamy prezentów, zagniatamy ciasto, nastawiamy zakwas, dekorujemy pomału dom, włączamy świąteczne...

Czytaj dalej