Instrukcja obsługi nastolatka: wspieraj i nigdy nie mów „a nie mówiłam”
Pexels

Instrukcja obsługi nastolatka: wspieraj i nigdy nie mów „a nie mówiłam”

„Rodzice nie mają czasu, nauczyciel musi realizować program, a świat wymaga coraz więcej i coraz szybciej. Młodzi przekonani, że wynik jest ważniejszy od nich, bez zbudowanej adekwatnej samooceny najzwyczajniej nie radzą sobie ze sobą i pytaniami o życie” — mówi nam Michał Zawadka, ekspert relacji z młodzieżą.
Sylwia Arlak
16.09.2020

Dynamicznie zmieniający się świat, media społecznościowe, w którym podglądamy „idealne” życie innych, a do tego szalejące hormony. Nastolatki nie mają łatwego życia. O tym, jak mądrze je wspierać rozmawiamy z Michałem Zawadką,  ekspertem relacji z młodzieżą, autorem książek motywacyjnych dla dzieci i  młodzieży.

Sylwia Arlak: Czy nastolatki mają dzisiaj trudniej, niż ich rodzice?

Michał Zawadka: Każdy czas ma swoje wyzwania i trudności. Z pewnością jest inaczej, a wyzwania się zmieniają. Czy jest trudniej? Pewnie gdybyśmy młodych rodziców przenieśli w dzisiejsze czasy lub dzisiejszą młodzież w czasy rodziców, nikt z nich by sobie nie poradził. Z pewnością niezrozumienia i poróżnienia będą się nasilać, jak będziemy chcieli wkleić ich rzeczywistość w nasze „stare” przekonania. Wtedy oprócz codziennych wyzwań będziemy dokładać im swoje frustracje, często wywołane niezrozumieniem, niechęcią adaptacji czy akceptacji. Dzisiejsza rzeczywistość, parcie świata na wynik, obawa przed opinią i usiłowanie bycia „naj” jest ogromnym wyzwaniem dla młodych. Stałe porównywanie, przeładowana szkoła, niedostosowany program edukacyjny to kolejne punkty do udźwignięcia. Kiedy natomiast wykażemy się odpowiednim nastawieniem i budowaniem relacji opartej na uważności wszystkim będzie łatwiej.

Czego najbardziej się boją?

Rodziców, szkoły, błędu, porażki, kolegów, bycia niewystarczającym, przyszłości, braku wysłuchania… Tego wszystkiego, gdzie z codziennością styka się poczucie własnej wartości.

Dane są przerażające. Co 47 minut młody człowiek próbuje targnąć się na swoje życie, a 16 proc. dzieci, w wieku między 11. a 17. rokiem życia, samookalecza się... Co jest tego najczęstszą przyczyną?

Przez osiem lat spotkałem się z ponad stoma tysiącami młodych osób, jako autor otrzymałem kilka tysięcy wiadomości i pytań, poznając ogromną ilość historii młodych ludzi. Około siedemdziesiąt procent z nich to krzyk o uważność, nienawiść siebie, strach przed wszystkim, co wymieniłem przed chwilą. Do tego „samotność w tłumie”. Rodzice nie mają czasu, nauczyciel musi realizować program, a świat wymaga coraz więcej i coraz szybciej. Młodzi przekonani, że wynik jest ważniejszy od nich, bez zbudowanej adekwatnej samooceny najzwyczajniej nie radzą sobie ze sobą i pytaniami o życie.

Czytaj też: DDA – dorosłe dzieci alkoholików mogą wyzwolić się z przekleństw przeszłości

A co jeśli młody człowiek, niekoniecznie nasze dziecko, zwierza się nam z myśli samobójczych. Jak zareagować?

Nie mam tygodnia, żebym nie czytał lub nie słyszał takich słów, czasami są wyrzuceniem emocji, chwilą bezradności, często jednak są bardzo poważne i wyciskające łzy. Potrafię to po wielu latach doświadczeń odróżnić, jednak każde takie słowa przynoszą stres o obawę. Jak reagować? Przede wszystkim należy traktować je poważnie, nie wypierać i nie bagatelizować. Często pracując warsztatowo z rodzicami, słyszę „tak wiem, ale to nie dotyczy mojego dziecka”, czy na pewno…? Miałem już telefony od rodziców o świcie, a w słuchawce błaganie o pomoc „panie Michale zrobię wszystko, tylko proszę nas ratować, jesteśmy w szpitalu, ratują ją, ona ma dziś dwunaste urodziny”. A potem słyszę „ja nie wiem, jak do tego doszło…” I to jest odpowiedź „nie wiem”, bo bardzo często rodzice żyją wyobrażeniem na temat swoich dzieci zamiast wiedzą wypływającą z uważnej relacji.

W takich momentach należy też unikać pustego pocieszania typu „dobrze będzie, głowa do góry”, czy poklepywania po plecach. Tym bardziej, z czy też się spotykam unikać złości na dziecko. Często rodzice, słysząc szokujące słowa o okaleczeniach swoich dzieci szybko swoje niedopatrzenia czy błędy relacyjne zamieniają w nieodpowiedzialność dzieci i zaczynają je atakować swoją złością. Taka sytuacja może tylko pogorszyć sprawę. Kiedy usłyszymy takie słowa, to podziękujmy z zaufanie i zamieńmy się w słuch, koniecznie zapominając o swoich odpowiedziach. Jeżeli jednak depresją i stanem psychiki młodych ludzi będziemy się zajmować przez kilka dni co roku we wrześniu (kiedy przypada dzień zapobiegania depresji i samobójstwom), powzdychamy trochę, media złapią kilka dobrych nagłówków i… spotkamy się za rok, żeby podnieś statystyki i zdobyć pierwsze miejsce w rankingach, to w międzyczasie zniknie z mapy Polski mała szkoła…

Jak wspierać swoje dziecko, nawet jeśli nie zawsze je rozumiemy, a ono nie zawsze chce nas słuchać?

Komunikacją zajmuję się od ponad dwudziestu lat i doskonale wiem, że porozumienie z dzieckiem to proces długofalowy i często nie ma czarodziejskiej różdżki, którą możemy machnąć w chwili problemu. Niezależnie od sytuacji pamiętajmy o szacunku. Pamiętajmy, że nikt nie działa z premedytacją na swoją niekorzyść, potencjalne błędy naszych dzieci wynikają  praktycznie zawsze nie z intencji, a z braku wiedzy, umiejętności lub strachu przed czymś, zatem zanim ocenimy, wykażmy się wsparciem, wysłuchaniem, akceptacją. Młodzi w trudnych sytuacjach oczekują bardziej wsparcia niż słów „a nie mówiłem”.

Coraz częściej i w coraz młodszym wieku, dzieci chorują na  depresję… Czy możemy być w tym temacie optymistami  będzie lepiej czy wręcz przeciwnie, coraz gorzej?

Jeżeli optymizm będzie poparty działaniem, zmianą systemu edukacji i rozwojem kompetencji rodzicielskich, to tak, będzie lepiej. Obecna sytuacja młodego pokolenia to nie jest problem! Musimy sobie zdać sprawę, że to są konsekwencje. Różnica jest ogromna i przede wszystkim zupełnie inne działanie. Uznając to za problem, zajmujemy się objawami, młodymi ludźmi szukając rozwiązania w zmianie ich zachowań, lub w ich młodym świecie. Natomiast kiedy obecną sytuację potraktujemy jako konsekwencje, będziemy mieli szansę spojrzeć na całą sytuację z szerszej perspektywy. Przeanalizujemy, co do tego doprowadziło i doprowadza, czego zabrakło, czego było za dużo, co było nieodpowiednie, co zmieniać. To jedyna droga do pracy z młodzieżą - zmiana świata, często naszego dorosłego, który wpływa na młodych ludzi. Inaczej, usilnie pracując nad zmianą tylko młodych ludzi, nieustannie będziemy pracować z ich, cały czas już zainfekowanym myśleniem, a idąc za Albertem Einsteinem „nie rozwiąże się problemu świadomością, która go stworzyła”. Musimy zmienić „społeczne bodźce” zewnętrzne. 

A jak budować w dziecku poczucie własnej wartości?

Całe życie. W każdej sytuacji. Poświęciłem temu dwie ostatnie moje książki z serii „Uśmiechologia”. Ogromna liczba rodziców powinna zacząć budowanie poczucia własnej wartości swoich dzieci od zaakceptowania siebie. Jeżeli natomiast chodzi o komunikację w kierunku młodego człowieka, to zapomnijmy o porównywaniu, dopytywaniu się o wyniki w szkole zamiast o osobę naszego dziecka, o wszelkich obawach typu „co powiedzą inni” i ponad wszystko zmieńmy ocenianie na docenianie… również siebie.

Rodzice często „przesadzają”, „marudzą”, a  nauczyciele też nie są dzisiaj dla dzieci i młodzieży żadnymi autorytetami…

Dwie kwestie. Po pierwsze, większość głośnio tak twierdzi, co dość naturalnie adaptuje się do zachowań, zarówno dzieci, młodzieży, jak i dorosłych. Dzieci nas nie słuchają, jednak idealnie naśladują. Wielokrotnie słyszałem rodziców wyrażających się przy dzieciach lub nawet do dzieci, że ten czy inny nauczyciel jest idiotą. Ciężką potem oczekiwać od dziecka szacunku do tego nauczyciela. Po drugie to postawa nauczycieli. Spotkałem się na swojej drodze z kilkunastoma tysiącami nauczycieli od warsztatów po konferencje. Autorytet nie jest rozdawany z urzędu, a się go zyskuje w konsekwencji swojego postępowania i zaangażowania. A niestety w wielu przypadkach jest to roszczeniowe i w układzie sto procent autorytetu za zerowe zaangażowanie. Niestety to nie „wypali”, zwłaszcza w czasach, kiedy nauczyciel stracił monopol na wiedzę. Przytaczając słowa Waldemara Łysiaka „Dzieci nie będą buntować się przeciwko autorytetowi rodziców, a przeciwko rodzicom bez autorytetu” i to samo można powiedzieć o nauczycielach.

Jak poznać, że nasze dziecko padło ofiarą przemocy?

Być uważnym, budować zaufanie i być zainteresowanym. Często bez szczerej rozmowy jest to niemożliwe, bo przemoc może mieć obraz hejtu, zastraszania, czy nękania i bez uważnej relacji nie będziemy mieli szansy się tego dowiedzieć. Kiedy dziecko będzie wiedziało, że może do nas przyjść z każdym tematem bez obawy, że zostanie obwinione lub skarcona za to, będziemy mieli większe szanse na możliwość takich zwierzeń i reagowania.

Politechnika Radomska przeprowadziła badania, z których wynika, że aż 90 proc. młodych Polaków przyznaje, że duży wpływ na ich życie i postępowanie ma telewizja.  Wiedzę czerpią też z mediów społecznościowych…

To, że młodzi ludzie mają konta w social mediach, jest znakiem ich czasu, nie widzę niczego złego, my też mamy. I dobrze. Nie zabierzemy młodych na nasze trzepaki. To my musimy sobie zdać sprawę, że będziemy jeszcze kilkadziesiąt lat żyli w ich cyfrowym świecie i warto się tego od nich nauczyć. Oczywiście mówię o „dobrej stronie mocy” internetu i cyfryzacji. Natomiast jeżeli chodzi o tę trudną stronę, to ja, zamiast obwiniać internet i portale społeczne zadałbym sobie pytanie „co sprawia, że młodzi tak chętnie tworzą swoje wymyślone alterego i dlaczego panicznie boją się zetknięcia z normalnym życiem?” To w dużej mierze nie social media wpływają na samoocenę, a  tylko trafiają na zachwiane jednostki lub dają im ułudę bycia przez chwilę kimś wartościowym. Często spotykam się z „instagramowymi kompleksami”, jak je nazywam. Kiedy młody człowiek przez chwilę, w świecie cyfrowym czuje się ważnym i docenionym, a wieczorem patrząc w lustro powoli, nienawidzi się coraz bardziej, ponieważ nie umie się zaakceptować lub zmierzyć z samym sobą, a w pobliżu nie ma z kim porozmawiać i nie ma komu „dać mu lajka”.

Jest jeszcze kwestia hejtu, który ma coraz większą skalę. Też jestem przeciwnikiem, że to jest kierunek od social mediów do działania młodych. Obserwując młodzież często widzę, że hejt jest reakcją na problemy ze sobą, obawą przed światem, złością na swoje słabości, braki w relacjach, reakcją na brak odwagi wyrażenia siebie. Często jest krzykiem rozpaczy i najłatwiejszym, pozornie anonimowym odreagowaniem. Z drugiej strony, kiedy spojrzymy na ofiarę hejtu i trafimy na kogoś z niestabilną samooceną, to mamy poważną, swoistego rodzaju „wojnę domową”. Z jednej strony ktoś z zachwianą samooceną atakuje, bo sobie nie radzi, z drugiej ktoś z brakiem poczucia własnej wartości zostaje pogrążony jeszcze bardziej. Niestety często ta „druga” osoba jest w trudniejszej i niebezpiecznej sytuacji. Oczywiście wiem też, że jest wielu bezrefleksyjnych „bandziorów”, którzy atakują dla „fanu” i tu przypomina o sobie zbyt mała profilaktyka internetowa w edukacji i brak uświadamiania konsekwencji takich działań. Zadbajmy o treść mediów i stabilną samoocenę młodych ludzi, a o wpływ telewizji czy Internetu nie będziemy musieli się martwić, bo zamiast być reaktywnym będą proaktywni.

Jeszcze inne badania. Według HBCS co 10. nastolatek codziennie uskarża się na ból głowy i problemy z zasypianiem. Wzrasta liczba urazów i kontuzji wśród młodzieży. Skąd to wynika?

Przeładowanie, brak możliwości regeneracji umysłu, przebodźcowanie i brak kultury snu. Ilość godzin spędzona w szkole zsumowana z  ilością godzin niezbędnych do odrobienia, moim zdaniem zbędnych prac domowych, przysporzyłaby o ból głowy i każdego dorosłego. Młodzi ludzie nie mają czasu i nie potrafią się regenerować. Do tego dochodzi ogromne bodźcowanie się elektroniką i światłem niebieskim... i mamy wybuchową mieszankę dla naszego mózgu i organizmu. Światło z telefonów mocno oddziaływuje na szyszynkę i blokuje wydzielanie melatoniny, nie śpią odpowiedniej ilości godzin, zbyt mało czasu spędzają na powietrzu. Wszystko się miesza jak w zabójczym koktajlu. Do tego presja, presja, presja. Tak daleko się nie zajedzie, a pamiętajmy, że choć to młodzi mają klucz do przyszłości, to my mamy klucz do ich potencjału. Lepiej być uważnym zanim rzeczywistość trzaśnie drzwiami…

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
homoseksualne dziecko
iStock

„Moje dziecko nie jest hetero” – rodzice na coming out swojego dziecka LGBT reagują żałobą

Dyskusja o osobach LGBT (lesbijkach, gejach, osobach biseksualnych i transpłciowych) wciąż nie prowadzi do większej tolerancji i akceptacji. Nieheteronormatywne osoby często boją się powiedzieć o swojej orientacji seksualnej własnym rodzicom – a rodzice na taką wiadomość często nie wiedzą, jak zareagować.
Anna Zych
17.06.2020

Szok, niedowierzanie. Rodzice osób LGBT często mówią, że podczas coming outu swojego dziecka czuli się tak, jakby nastąpił koniec świata, jakby spotkała ich jakaś kara. Złoszczą się, zamykają w sobie, zaprzeczają. Nie zdają sobie sprawy, że syn czy córka nie obudzili się pewnego dnia z takimi słowami na ustach: „Jestem gejem”, „Jestem lesbijką”. Oni przeszli wiele trudnych chwil, załamań, czuli się inni. Z terapeutką Paulą Chmielewską rozmawia Anna Zych. Anna Zych: „Mamo, tato, muszę wam coś powiedzieć…” I rodzic słyszy, że jego dziecko jest homoseksualne. Co teraz?  Paula Chmielewska: Gdy dziecko ujawnia nieheteronormatywną tożsamość, w rodzicu przelewają się różne emocje. Pierwszymi reakcjami najczęściej są złość, niedowierzanie, szok, potem smutek, żal, nawet żałoba.  Żałoba? Brzmi strasznie. Tak. Rodzic nagle dowiaduje się, że w ogóle nie zna swojego dziecka. Zdarza się oczywiście, że coś podejrzewał, widział, że syn czy córka odróżniają się od rówieśników, ale mimo wszystko ta informacja zaskakuje, bo najczęściej sygnały były bagatelizowane. Mogą pojawić się wyrzuty sumienia, poszukiwanie winy w sobie. Rodzic zaczyna analizować sposób wychowania dziecka, postępowania z nim. I zastanawia się, gdzie popełnił błąd? Tak. W przestrzeni publicznej funkcjonuje dużo stereotypów na temat tego, skąd bierze się orientacja inna niż heteroseksualna. Jest dużo teorii zupełnie nieprawdziwych, np. że przyczyną mógł być nieobecny ojciec czy nadopiekuńcza mama. A to nie ma wpływu na tożsamość dziecka, ona warunkowana jest biologicznie. Czyli nie da się dziecku zaszczepić homoseksualności czy transpłciowości. Albo w drugą stronę: nie da się zaszczepić heteroseksualności.  Bycie LGBT to nie...

Czytaj dalej
wewnętrzny krytyk
Adobe Stock

Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka – kto kieruje twoimi myślami? 

„Zrób robocze założenie, że istnieją też inne części twojej osobowości niż te, które na co dzień dopuszczasz do głosu. I że jeśli im również pozwolisz się ujawnić, to twoje życie będzie pełniejsze” – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.
Sylwia Niemczyk
13.06.2020

Wewnętrzny krytyk, czyli ta część twojej osobowości, która napomina i stawia do pionu, jest nam niezbędny do rozwoju. Warto dopuszczać go do głosu – byle nie za często i nie na długo. Tak samo warto słuchać swoich innych wewnętrznych głosów: egoisty, sędziego, dziecka – dzięki tworzonej przez nich orkiestrze, nasze życie będzie pełniejsze. Sylwia Niemczyk: Ile wiemy o sobie? Wydawałoby się, że w pewnym wieku powinnyśmy już znać się na wylot, a np. idziemy na warsztaty z rozwoju samoświadomości i okazuje się, że co krok to niespodzianka.  Joanna Heidtman: Jedną z przyczyn naszego braku samoświadomości jest to, że często przez całe dzieciństwo, dorastanie, a bywa, że i potem w dorosłym życiu, myśląc o sobie, kierujemy się tylko opiniami innych. Słyszymy: „Jesteś nieśmiała” i zaczynamy w to wierzyć, a co więcej, właśnie tak się zachowywać.  Ale nasz podstawowy błąd w myśleniu polega na czymś innym. Błędne jest przede wszystkim przekonanie, że w ogóle jesteśmy „jakieś” – stałe i niezmienne. Lubimy myśleć o sobie jak o monolicie: „Ja to jestem taka…”. Myślenie „monolityczne” dominuje w całej naszej kulturze, więc w taki sam sposób budujemy też narrację o sobie. Szukamy sztywnych określeń: „Jestem za poważna na takie zabawy…” albo: „Ja to lubię pomagać innym…”, albo: „Z natury jestem cicha, nie lubię się rzucać w oczy…”. Brzmi to bardzo stanowczo, tyle że te narracje najczęściej są pozbawione głębszej refleksji. Ludzie, którzy tak mówią o sobie, zazwyczaj wcale nie znają się aż tak dobrze, jak myślą. Jeśli trochę pogrzebiemy w ich przeszłości, to okaże się, że w wielu sytuacjach wcale nie byli aż tak cisi i ustępliwi, albo to pomaganie innym,...

Czytaj dalej