Ikigai: japońska koncepcja szczęścia pomaga odnaleźć radość w życiu
Adobe Stock

Ikigai: japońska koncepcja szczęścia pomaga odnaleźć radość w życiu

Ikigai to japońska filozofia szczęścia. Koncepcja ikigai zakłada czerpanie radości zarówno z najmniejszych detali naszego życia, jak i wielkich planów, które realizujemy.
Kamila Geodecka
03.03.2021

Słowo ikigai możemy przetłumaczyć jako „powód do życia”, ale ani język polski, ani angielski nie znalazł jeszcze trafnego odpowiednika dla tego japońskiego terminu. Sztuka ikigai polega na poszukiwaniu sensu życia w małych oraz dużych rzeczach, momentach, relacjach, obrazach, dźwiękach, dotyku. Odnalezienie ikigai to znalezienie powodu do tego, by codziennie rano wstawać z łóżka, wiedząc, że życie jest wartościowe. Według Japończyków wyznających tę filozofię każdy z nas ma swoje ikigai – niektórzy już je odnaleźli, inni muszą go jeszcze poszukać.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ikigai, czyli japońska sztuka szczęścia

Źródłem ikigai może być wiele rzeczy – widok zachodu słońca, wypicie porannej kawy, awans w pracy lub podróż do innego miasta. To wszystkie te czynności, które sprawiają, że całkowicie oddajesz się trwającej chwili i nie oczekujesz nic w zamian: nie czekasz na pochwały, nie myślisz o osiągnięciu sukcesu. Własne ikigai możesz odnaleźć w życiu codziennym, odkrywając jego różnorodność.

Filozofia ikigai skupia się także na tych aktywnościach, które wykonujemy, by lepiej poznać samych siebie. Możemy malować obrazy, ale ich nie sprzedawać, pisać wiersze i chować je do szuflady, podróżować, ale nie publikować zdjęć w sieci i nie szukać spektakularnych miejsc. Dzięki temu nie tylko zagłębiamy się w swoje wnętrze, ale także uczymy się nowych rzeczy, doskonalimy się i pracujemy nad sobą. Nie ma tutaj jednak jednego celu, który osiągniemy w danym momencie. Ikigai to sztuka szczęścia, droga, która sama w sobie jest celem.

Pomyśl o Japończykach i ich ceremonii picia herbaty. Nie chodzi jedynie o to, by po się nawodnić czy poczuć smak naparu. To rytuał, który wykonuje się, by spokojnie i uważnie zaparzyć herbatę, zrobić to w odpowiedni sposób, po raz kolejny poczuć jej zapach, odnaleźć jej smak, powtórzyć sekwencję ruchów. Teoretycznie nie ma w tym nic nowego, ale to właśnie ten moment, chwila uwagi i zapomnienia jednocześnie, jest najważniejsza w sztuce ikigai.  

Czytaj także: Agnieszka Maciąg o kobiecych radościach: „Weszłam świadomie w mój złoty wiek”

Obszary ikigai

Ikigai obejmuje 4 obszary życia:

  • to, co kochamy;
  • to, w czym jesteśmy dobrzy;
  • to, za co mogą nam zapłacić;
  • to, czego potrzebuje świat.

Nasze osobiste ikigai znajduje się na przecięciu tych czterech obszarów. Co to dokładnie oznacza? Możesz robić coś, co kochasz i w czym jesteś dobra, ale jeśli nie będziesz mogła czerpać z tego pieniędzy, nie odnajdziesz w życiu spokoju. Z drugiej strony możesz  robić coś, co jest potrzebne światu i za co ci płacą, ale jeśli nie będziesz tego kochała i nie będziesz w tym dobra, twoje życie nie będzie radosne i harmonijne.

Twoje ikigai leży pośrodku tych 4 obszarów. Jeśli połączysz je wszystkie ze sobą, odnajdziesz w swoim życiu motywację oraz prawdziwe szczęście i wszechobecny spokój.

Czytaj także: Prof. Bartłomiej Dobroczyński o sensie życia: „Musimy żyć własnym życiem, a nie cudzym”

Ikigai
Adobe Stock

10 zasad ikigai

Osoby wyznające japońską filozofię szczęścia żyją zgodnie z 10 zasadami ikigai.

  1. Bądź aktywna. Japończycy nawet po przejściu na emeryturę są aktywni i poszukują zajęć, które mogą być rozwijające. Chcą pomagać innym i angażują się w życie społeczne. Jeśli przestaniesz być aktywna, twoje życie straci sens.
  2. Przyjmuj życie ze spokojem. Nie biegnij. Odpocznij. Zobacz, co cię otacza. Życie w ciągłym stresie i pośpiechu sprawia, że nie mamy czasu na odczuwanie przyjemności.
  3. Nie jedz do syta. Przejadanie się sprawia, że czujemy się ociężali i nie mamy siły do życia. Jedz, by zaspokajać głód, ale nie objadaj się.
  4. Otaczaj się dobrymi przyjaciółmi. Przebywanie wśród ludzi, którzy są nam bliscy, sprawia, że czujemy się lepiej, a nasze życie nabiera większego sensu. Ucinaj pogawędki z ludźmi, baw się z nimi, rozmawiaj i wyżalaj się najbliższym przyjaciołom.
  5. Utrzymuj formę. W zdrowym ciele zdrowy duch – banalne i prawdziwe. Gdy ćwiczymy, nasz organizm wydziela hormony szczęścia. Zdrowe ciało pozwala nam także na czerpanie więcej przyjemności z życia.
  6. Uśmiechaj się. Uśmiech budzi sympatię u innych ludzi i sprawia, że jesteśmy pozytywniej odbierani przez świat. Życie rzuca nam kłody po nogi, ale łatwiej je przezwyciężyć, gdy jesteśmy radośni, a nie ponurzy.
  7. Bądź blisko przyrody. Obcowanie z naturą poprawia nasze samopoczucie. Nawet jeśli na co dzień mieszkasz w mieście, postaraj się regularnie organizować sobie wycieczki do spokojnego lasu lub na rozległą łąkę.
  8. Bądź wdzięczny. Postaraj się każdego dnia myśleć o tym, za co jesteś wdzięczna, a zauważysz, że w życiu masz wiele powodów do radości.
  9. Żyj chwilą. Chłoń każdą chwilę. Nie żyj w strachu o przyszłość i nie rozpamiętuj przeszłości. Cała sztuka życia polega na tym, by czerpać z tego, co jest tu i teraz.
  10. Podążaj za swoim ikigai. Poszukuj swojego ikigai, zadawaj pytania sama sobie, rozwijaj się i odkrywaj w sobie talenty i pasje.

Czytaj także: „Po pierwsze przyjaciele…” Zobacz, co robić, żeby dać sobie szansę na szczęśliwsze życie

Jak odnaleźć swoje ikigai?

Jeżeli jeszcze nie odnalazłaś swojego ikigai, nie poddawaj się! Odnalezienie sensu życia jest procesem, czasami bardzo długim. Wymaga poznania siebie oraz ciągłego poszukiwania. Jeśli chcesz przybliżyć się do swojego ikigai, pozwól sobie na chwilę prawdziwej szczerości i odpowiedz sobie sama na te pytania:  

  1. Co kochasz robić w życiu?
  2. W czym jesteś naprawdę dobra?
  3. Za co ludzie i firmy mogą ci płacić?
  4. Czego potrzebuje świat?

Ikigai to prawdziwy nawigator, który pomoże ci dążyć do uzyskania harmonii życia. Czy warto uprawiać tę japońską filozofię szczęścia? Z naukowego punktu widzenia – jak najbardziej! Badacze z Uniwersytetu Tohoku w Sendai przebadali 50 tys. mieszkańców Osaki, którzy odnaleźli ikigai w swoim życiu. Okazało się, że te osoby są zdrowsze, mają więcej energii oraz są bardziej aktywne i zadowolone ze swojego życia. Wszystko wskazuje więc na to, że faktycznie warto zatrzymać się w pędzie życia i podążać za swoim ikigai. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Dont’t worry, be happy” – ta rada ma większy sens, niż myślisz

Wolimy skupiać się na tym co złe, albo na tym, czego nie mamy, zamiast żyć chwilą obecną i odczuwać radość. Efekt? Stres, poczucie niespełnienia i zniechęcenie.
Sylwia Arlak
09.06.2020

Życia bez zmartwień i obaw nie istnieje, ale jeśli mamy ich za dużo – albo jeśli za bardzo nimi się przejmujemy, to trudno jest nam normalnie funkcjonować. I to dosłownie. Badacze Sarra Hayes, Colette Hirsch i Andrew Mathews odkryli, że ludzie, którzy wiecznie czymś się martwią, mają ogromne problemy z pamięcią. I to tylko wierzchołek góry lodowej. Nadmiar zmartwień sprawia, że pojawiają się bóle i zawroty głowy, popadamy w depresję, mamy obniżony układ odpornościowy i wciąż czujemy się zmęczone. Zaczynamy żyć z dnia na dzień, zapominamy o sobie. Cierpimy na tym my sami  i nasi bliscy. Zła wiadomość jest taka, że nie ma magicznego wyłącznika, który pozwoli ci przestać się martwić. Dobra — każda z nas może wyrobić w sobie nawyk bycia szczęśliwą i uchronić się przed nadmiernym stresem i wiecznym analizowaniem rzeczywistości. Skupiając się na rzeczach, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwe, a nie na tym, co nas niepokoi, budujemy zdrowe relacje ze sobą i ze swoimi najbliższymi. Do tego nie potrzeba żadnych specjalnych zdolności – wystarczy trochę praktyki.  Naucz się szczęścia Przede wszystkim zastanów się, co cię uszczęśliwia. Weź kawałek papieru i długopis. Znajdź kilka wolnych minut i wypisz jak najwięcej rzeczy, które sprawiają ci radość. Potrzebujesz minimum dziesięciu pozycji. Następnie przejrzyj swoją listę i zastanów się, ile z tych rzeczy byłabyś w stanie wykonać w ciągu następnego dnia. Postaraj się znaleźć czas, chociaż na kilka z nich. Rób podobną listę, tak często jak zdołasz. Bądź cierpliwa, a zobaczysz, że część twoich zmartwień przestanie cię przerażać. W razie problemu będziesz wiedziała, jak sobie z nimi poradzić.  O tym samym problemie, pisał Dale Carnegie w swojej książce o wszystko mówiącym...

Czytaj dalej
do slow
iStock

Joga i medytacja pomogą nam żyć slow. Nie dajmy się miejskiemu pośpiechowi!

Jak być slow w wielkim mieście, gdy pośpiech to nasza codzienność? Natalia Kraus znawczyni i trenerka jogi oraz slow life napisała o tym książkę i opracowała Złotą Receptę na codzienny slow. Dla każdej z nas!
redakcja „Uroda Życia”
11.08.2020

Wielkie miasta kojarzą nam się raczej z zaganianiem i stresem  niż byciem slow. Niby spowolnił nas trochę covid - przez prace zdalną odpadły przynajmniej męczące dojazdy do pracy i stanie w korkach. Ale biura mamy teraz w domu, na głowie rodzinę, dom, kredyty, itp.  Jak pisze Natalia Kraus w swojej nowej książce „Slow w wielkim mieście” ( wyd. „Sensus” i „Onepress”, 2020) dla nas „żyjących w dużych miastach, termin „slow life” kojarzy się zwykle z czymś, na co po prostu nie możemy sobie pozwolić. Niektórym wydaje się nawet, że życie slow jest wtedy, kiedy rzuca się wszystko, wyjeżdża na wieś, łowi ryby w pobliskim jeziorze i kupuje jedzenie od lokalnych gospodarzy. Aby żyć slow, wcale nie trzeba dokonywać spektakularnych rewolucji. Nie trzeba zmieniać ani pracy, ani miejsca zamieszkania, ani wielu innych czynności, które na co dzień wykonujemy”. Ponieważ – jak tłumaczy Natalia Kraus – slow life można całkowicie wkomponować w twój dotychczasowy tryb życia. Ona sama po wnikliwej obserwacji codziennego życia rodziny i wielu rozmowach na ten temat z przyjaciółmi opracowała kilka podstawowych zasad życia slow na co dzień w dużym mieście. „Jeśli pominiesz choć jedną z nich, wypadniesz z rytmu", opowiada autorka.  „Są ze sobą ściśle powiązane i prowadzą Cię przez kolejne godziny dnia tak, aby przeżyć go we własnym, dobrym tempie. Nazwałam te zasady Złotą Receptą na codzienny slow. Oto one”: 1. Wstań wcześniej. 2. Wykonuj wszystkie poranne czynności w stanie uważności. 3. Zjedz ciepłe śniadanie. 4. Pomedytuj lub pojoguj przed wyjściem.
 5. Jedź do pracy zgodnie z zaleceniami zendrivingu.
 6. W pracy zastosuj zasady Zen to done.
 7. Zjedz zdrowy lunch i pamiętaj o regularnych przerwach na odpoczynek.
 8....

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jak poradzić sobie z rozstaniem? Poznaj 7 etapów żałoby po utracie związku

Koniec związku jest porównywalny z doświadczeniem śmierci bliskiej osoby. Zanim poczujemy się lepiej i rozpoczniemy nowy etap życia, czeka nas wiele pracy nad sobą.
Sylwia Arlak
28.07.2020

Czułaś, że rozstanie jest nieuniknione, a jednak wcale nie byłaś na nie przygotowana. Jesteś przytłoczona, czujesz strach. Nie możesz wyobrazić sobie życia bez „tej” osoby. Za wszelką cenę próbujesz ją zatrzymać. Wszystkie uczucia, które się wówczas pojawiają, są niewygodne, ale normalne. Potrzebne, abyś w końcu mogła zamknąć ten rozdział życia i zaczęła wszystko od nowa. Oto siedem etapów, przez które prawdopodobnie przejdziesz w czasie żałoby po rozstaniu (często występują one wszystkie naraz lub w zmienionej kolejności). Etap 1. Desperacko szukasz odpowiedzi Koniecznie chcesz zrozumieć, co się wydarzyło. „Dlaczego on mnie porzucił? Jak mógł mi to zrobić” — pytasz samą siebie. Skupiasz się na rzeczach, które twój były mówił na różnych etapach związku. Przypominasz sobie miłe chwile i nie możesz uwierzyć, że już nigdy się nie powtórzą. Są krótkie chwile, kiedy dochodzi do ciebie, że to naprawdę koniec. I że już nic nie da się zrobić. Ale potem znów sięgasz po telefon do przyjaciół i rodziny, pytając ich: „dlaczego?”. Nawet ze współpracownikami i z nieznajomymi rozmawiasz  tylko o swoim eks. Etap 2. Zaprzeczenie „To nie może być prawda. To się nie dzieje” — powtarzasz. Wydaje ci się, że nie możesz żyć bez swojego byłego. Wydaje ci się, że włożyłaś w ten związek całą siebie i nic ci już nie zostało. To był twój cały świat, twoje życie. Nie akceptujesz tego, że to koniec. Znów pojawia się w tobie nadzieja, że uratujesz związek, nawet jeśli miałoby cię to wiele kosztować. Nie chcesz już czuć bólu. Oszukujesz samą siebie Etap 3. Targujesz się Zrobisz wszystko, byle tylko nie zaakceptować tego, że to koniec. Będziesz lepszą, bardziej uważną...

Czytaj dalej
Orina Krajewska
Weronika Ławniczak

Orina Krajewska: „Czuję się wdzięczna za to, jak potoczyło się moje życie”

„Bardzo chciałabym, żeby moja mama poznała mnie dzisiejszą, bo na pewno mocno się zmieniłam. Staram się być obecna tu i teraz. Nie przeszłabym tej przemiany, gdyby nie jej choroba i odejście”, mówi aktorka Orina Krajewska, córka Małgorzaty Braunek.
Karolina Morelowska-Siluk
10.10.2018

Po śmierci mamy, Małgorzaty Braunek, założyła fundację. Teraz Orina Krajewska, która zawodowo poszła w ślady mamy i także została aktorką, wydała książkę o holistycznym podejściu do zdrowia pt. „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź” (wyd. Sensus).  Karolina Morelowska-Siluk: Wydałaś książkę „Holistyczne ścieżki zdrowia". Dlaczego zajęłaś się tym tematem? Orina Krajewska: To naturalna konsekwencja tego, co stało się ważną częścią mojego życia - razem z rodziną prowadzę Fundację Małgosi Braunek „Bądź". Założyliśmy ją po śmierci mamy, to było w pewnym sensie jej życzenie. Mama chorowała na raka, korzystała oczywiście z medycyny konwencjonalnej, ale starała się robić coś więcej - stosowała rozmaite terapie naturalne, praktyki duchowe. Ważna była dla niej aktywna walka o zdrowie. Chciała mieć poczucie, że robi wszystko, co możliwe. W pewnym momencie dowiedzieliśmy się, że w wielu miejscach na świecie, także tych bliskich Polsce, na przykład w Niemczech, od lat stosuje się terapie zintegrowane, łączące nowoczesne osiągnięcia medycyny naukowej z medycyną komplementarną. Co to znaczy? Mówiąc obrazowo, medycyna komplementarna leczy nie tylko chory narząd, ale cały organizm. Wspierając mamę przez rok, na własnej skórze odczuliśmy skutki jednowymiarowego leczenia. Leczenia, które skupia się wyłącznie na zaatakowanym przez chorobę organie. W podejściu komplementarnym wychodzi się z założenia, że wszystko – umysł, ciało i stan ducha – ma na siebie wpływ. Zaniedbanie jednego z tych obszarów może zaburzać cały system. Moja mama, niestety, nie zdążyła pojechać do kliniki, która oferowała taki rodzaj integralnego leczenia, ale jej wolą było utworzenie czegoś na kształt centrum informacji i studiów nad holistycznym podejściem w...

Czytaj dalej