„Gdzie twój uśmiech? Wyglądasz na wredną”. Żadna z nas nie musi uśmiechać się na żądanie!
Źródło: ROBYN BECK/AFP/East News

„Gdzie twój uśmiech? Wyglądasz na wredną”. Żadna z nas nie musi uśmiechać się na żądanie!

Wiele mówimy o równouprawnieniu, ale z łatwością powielamy stereotypy dotyczące płci. Kobieta, która się nie uśmiecha, rzekomo nie wzbudza naszego zaufania.
Sylwia Arlak
18.01.2021

Gwiazda serialu „Euforia”, 24-letnia Zendaya, rzadko wdzięczy się do fotoreporterów, więc media okrzyknęły ją „zimną” i „wredną”. Sama aktorka przyznaje, że powód jest prozaiczny: od dzieciństwa walczy z nieśmiałością. „Musiałam nauczyć się prowadzić small talki, żeby ludzie z branży nie uznali mnie za zimną. Pamiętam, jak mój stylista powiedział mi: »Ludzie myślą, że jesteś wredna i podła, bo się nie odzywasz«, a ja zwyczajnie bywam zdenerwowana” – przyznała Zendaya podczas wywiadu dla magazynu „GQ”. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Uśmiech nie gwarantuje sukcesu 

Kilka lat temu, podczas londyńskiego tygodnia mody, sfotografowano ją z poważną miną. Siedzące obok niej Blake Lively i Emily Bunt chichotały w najlepsze. „Patrzyłam na wybieg” – skwitowała wówczas aktorka. Oczywiste, w końcu to pokaz mody. A jednak nie dla wszystkich.

To problem, z którym mierzą się kobiety na całym świecie. Niezależnie od tego, czy pozujemy fotografom, idziemy do sklepu czy odbywamy spotkanie online na Zoomie, wmawia się nam, że powinnyśmy się uśmiechać. A jeśli odmówimy? Jesteśmy źle wychowane, wredne i humorzaste. 

Czytaj też: Seriale dla kobiet i o kobietach. Poznaj bohaterki, które nas inspirują!

Nawet mistrzyni olimpijska nie jest tu wyjątkiem. Podczas jednego z odcinków „Tańca z gwiazdami” amerykańska gimnastyczka Simone Biles usłyszała od sędziów, że powinna częściej się uśmiechać. 23-latka, która jest najbardziej utytułowaną gimnastyczką w historii Ameryki, miała celną ripostę: „Uśmiech nie daje ci złotych medali”.

Problem jest poważniejszy,  niż może się wydawać. Jak czytamy na stronie brytyjskiego dziennika „The Independent”,  aż 98 proc. Brytyjek usłyszało w pewnym momencie swojego życia, że powinny częściej się uśmiechać (bo „ładniej wyglądają” albo jeśli się nie uśmiechną, „nikt ich nie zechce”). 15 proc. słyszy podobne uwagi raz w tygodniu. Zapomina się, że możemy mieć gorszy dzień, być zestresowane, zdenerwowane albo… mieć takie, a nie inne uwarunkowania fizjonomiczne. Wyraz twarzy, który sprawia, że wyglądamy na wiecznie niezadowolone ma nawet swoje (krzywdzące) określenie: „resting bitch face”, a przecież nie musi wynikać z naszych złych intencji.

Czytaj też: Co rysy twarzy mówią o twoim charakterze?

Mężczyzna jest ambitny, a kobieta wredna 

I dlaczego tłumaczyć mają się tylko kobiety? Na uczelniach New York University i Columbia Business School przeprowadzono eksperyment, który pozwoli odpowiedzieć nam na to pytanie. Dwóch profesorów wybrało CV ekstrawertycznej przedsiębiorczyni, która odniosła sukces.

Imię kobiety, Heidi, zostało niezmienione w jednym zestawie CV, podczas gdy w innym, identycznym arkuszu, zastąpiono je męskim imieniem Howard. Połowa grupy uczniów otrzymała CV Heidi, a połowa CV Howarda. Studenci ocenili Heidi i Howarda jako równie kompetentnych. Jednocześnie Howarda uznano za sympatycznego i dobrego kolegę, a Heidi była postrzegana jako agresywna, samolubna i niezdolna do pracy zespołowej. Tylko dlatego, że była kobietą sukcesu, a jednocześnie lubiła towarzystwo. 

„Dziewczynki uczy się, że powinny być uprzejme i grzeczne. Dlatego mężczyzna jest »asertywny«, a kobieta »apodyktyczna«. Mężczyzna jest »ambitny«, a kobieta »wredna«” – wyjaśnia terapeutka Sally Baker. 

Czytaj też: Siła jest w nas, kobietach! – tego uczy nas Meryl Streep poprzez swoje najlepsze role

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Modna bluza marki Tommy Hilfiger bardziej eko
mat. prasowe

Modny T-shirt czy bluza bardziej eko? Tommy Hilfiger stawia na odpowiedzialną modę

Tommy Hilfiger deklaruje, że będzie robić modę, która nic nie marnuje i jest otwarta na wszystkich i ogłasza program „Make it Possible”, czyli strategię na najbliższe 10 lat.
Zuzanna Szustakiewicz
03.09.2020

Kilka lat temu rozmawiałam z pewną projektantką prowadzącą markę w duchu slow fashion. Jej historia była taka, że potrzebę robienia mody etycznej poczuła, pracując dla międzynarodowej korporacji odzieżowej, której daleko było do poszanowania środowiska naturalnego i pracowników — marka szyła część swoich kolekcji w „brudnych” fabrykach m.in. w Bangladeszu. Od słowa do słowa okazało się, że firmą tą był Tommy Hilfiger, a informacja ta wówczas była „off the record”. Od tego wywiadu minęło dobrych kilka lat, więc nie widzę powodu, by teraz tego nie napisać, zwłaszcza że amerykański kultowy brand właśnie stawia na lepszą modę. Skoro robi to modowy gigant, o rozbudowanej strukturze i skomplikowanym łańcuchu dostaw, to może to zrobić każdy, wystarczy chcieć! Tommy Hilfiger mówi „Działamy”! Make it Possible to ambitny program Tommy'ego Hilfigera, plan rozwoju zrównoważonego społecznie i ekologicznie na najbliższych 10 lat. Zawiera on  24 cele społeczne i ekologiczne, które jego marka zamierza osiągnąć przed 2030 r.  Wyzwania podzielone zostały na cztery filary: Circle Round: produkcja w pełni zamkniętym, ekologicznym modelu obiegu surowców. Made for Life: poszanowanie planety na każdym etapie działalności firmy, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów zmian klimatycznych, odpowiedzialnego wykorzystania gruntów, gospodarki wodnej oraz zanieczyszczenia chemicznego. Everyone Welcome: marka zawsze otwarta na ludzi i dostępna dla wszystkich. Opportunity for All: równe szanse w rozwoju kariery – bez barier na ścieżce do sukcesu.  „Mój pierwszy sklep – People’s Place – otworzyłem w 1969 r. w rodzinnej Elmirze, aby ludzie ze wszystkich środowisk mogli spotykać się i...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Emma Corrin to wykapana księżna Diana. Co wiemy o młodej aktorce z serialu „The Crown”? 

Życie Diany Spencer zmieniło się, gdy dołączyła do rodziny królewskiej. Podobnie jak Emmy Corrin po premierze czwartego sezonu serialu „The Crown”.
Sylwia Arlak
16.11.2020

Twórcy serialu Netfliksa „The Crown” nie chcieli, by aktorka, która zagra księżną Dianę, była kojarzona z innymi produkcjami. Postawili na 24-letnią Emmę Corrin. „The Crown” to trzecia produkcja w jej karierze, pierwsza, która przyniesie jej prawdziwą rozpoznawalność. Co o niej wiemy? Zawsze marzyła o aktorstwie Emma Corrin urodziła się w 1995 roku w mieście Royal Tunbridge Wells w południowo-wschodniej Anglii. Jej rodzice nie mają nic wspólnego z aktorstwem. Mama jest terapeutką zajmującą się mową ciała, a ojciec biznesmenem. Ma też dwóch młodszych braci: 20-letniego Richarda i 17-letniego Charlesa.  Podobnie jak Lady Di, Emma uczęszczała do szkoły z internatem dla dziewcząt. Następnie dostała się na prestiżowy Uniwersytet Cambridge, gdzie należała do Cambridge University Amateur Dramatic Club, najstarszej studenckiej trupy teatralnej w Wielkiej Brytanii. Wystąpiła m.in. w „Koriolanie” i „Straconych zachodach miłości” Szekspira. Początki kariery Jeszcze do niedawna Emma pracowała w jednym ze sklepów w Londynie, gdzie pakowała bieliznę. Jej pierwszą poważną rolą był występ w „Pennyworth”, serialu telewizyjnym o młodym Batmanie. Niedługo potem pojawiła się w filmie „Niepokorna miss” o grupie aktywistek, które w 1970 roku przerwały wybory miss. Teraz możemy oglądać ją w serialu „The Crown”. „Oglądam serial od pierwszego odcinka. To niesamowite, że dołączyłam do tej niezwykle utalentowanej rodziny aktorskiej. Wpływ księżnej Diany na świat jest ogromny” — cieszyła się, kiedy dostała rolę. W jednym z wywiadów wspominała, że czuła się tak „jakby ktoś mi się właśnie oświadczył”. Diana zawsze była obecna w jej życiu Podobieństwo między Emmą i Dianą jest niesamowite (Emma...

Czytaj dalej
Donald Trump
Getty Images

Donald Trump: psychopata, manipulator i potwór – tak o nim mówi jego bratanica Mary L. Trump

„W tym domu nie było miłości. Fred Trump uczył synów bezwzględności i pogardy dla słabszych. To on stworzył potwora: mojego wuja, prezydenta Donalda Trumpa” – pisze w swojej książce Mary L. Trump. A przy okazji tworzy portret najbardziej wpływowej i dysfunkcyjnej rodziny w Ameryce.
Magdalena Żakowska
04.11.2020

Chociaż jeszcze nie ma oficjalnych wyników wyborów w Ameryce, Donald Trump ogłosił się już zwyciężcą. Czy naprawdę mimo miażdżącej krytyki ze strony większej (53 proc.) części społeczeństwa Donald Trump został wybrany na drugą kadencję? Niezależnie od tego, jaką decyzję podjęli wyborcy, rodzina Trumpów jest dla Ameryki tak ważna, jak kiedyś rodzina Fordów czy Rockefellerów. Od lat działają na granicy wielkiego biznesu i polityki, mają wielkie ambicje i równie wielkie tajemnice do ukrycia. Z całą pewnością Donald Trump był (jest?) jednym z najbardziej kontrowersyjnych prezydentów w historii USA. Skąd się wziął? Jak stał się tym znanym nam Donaldem Trumpem? Czy zawsze taki był? Donald Trump kontra Mary – wielka wojna w rodzinie Trumpów Tak przenikliwego portretu Donalda Trumpa jeszcze nie było. Autorką książki „Zbyt wiele i nigdy dość. Jak mojarodzina stworzyła najniebezpieczniejszego człowieka na świecie” jest 55-letnia psycholożka Mary L. Trump, bratanica Donalda, córka jego starszego brata Freddy’ego. Do końca nie było pewne, czy uda jej się przed wyborami wydać tę książkę. Kiedy rodzina Trumpów dowiedziała się o publikacji, próbowała na wszelkie sposoby ją zablokować. „Nie wolno jej pisać tej książki” – powiedział Donald Trump. „Kiedy 20 lat temu podpisaliśmy z nią i jej bratem – z którym mam swoją drogą fantastyczne relacje – ugodę, zobowiązała się do całkowitej dyskrecji w sprawach rodzinnych”. Ostatecznie sąd uchylił wniosek prawników Trumpów o zablokowanie książki, autorce wciąż jednak grozi proces o złamanie warunków umowy sprzed lat.  Po śmierci dziadka, Freda Trumpa, procesowała się z rodzeństwem ojca o prawo do spadku. Dlaczego...

Czytaj dalej
kobieca rywalizacja
Getty Images

Jak rywalizują kobiety i dlaczego wstydzą się rywalizacji? Rozmowa z psychoanalityczką

Rywalizacja wywołuje u kobiety poczucie winy. Czy słusznie?
Karolina Stępniewska
07.10.2018

Kobiety przez setki lat nie zajmowały się konkurowaniem, bo miały odgórnie nałożone inne »anielskie obowiązki«. A duch rywalizacji potrzebuje rogów. Jednak dziś, kiedy sprawy mają się już inaczej, nadal nie dajemy sobie przyzwolenia na otwartą rywalizacyjną grę, a jeśli nawet je sobie damy, naznaczone jest ono poczuciem winy. Może czas wreszcie zdjąć z siebie te ograniczenia”, mówi psychoanalityczka Wiola Rębecka. Przekonuje, że nie i że zdrowa rywalizacja może przynieść wiele korzyści. O tym, jak rywalizują ze sobą (i z mężczyznami!) kobiety, jak się z tym czują, skąd wzięły się nasze ograniczenia i wyrzuty sumienia, psychoanalityczka opowiada w wywiadzie dla „Urody Życia”. Czy kobiety rywalizują ze sobą w jakiś specyficzny sposób? Czy coś tę rywalizację charakteryzuje, odróżnia od tej męskiej? Kiedy umówiłyśmy się na rozmowę, w ramach przygotowania zrobiłam taki mały eksperyment – zamieściłam na swoim Facebooku pytanie: „Z jakich powodów kobiety ze sobą rywalizują?”. Rozpętała się wielka, trwająca cały dzień dyskusja. Zaangażowały się w nią obie płcie i rozmowa bardzo szybko podryfowała w stronę… feminizmu ! To zapewne coś oznacza, czyżby nam, kobietom, z rywalizacją było nie do twarzy? No właśnie. Więc chcę powiedzieć na wstępie jasno, że rywalizacja jest bardzo naturalnym uczuciem i jest bliska każdemu z nas! Rywalizujemy, bo to pomaga nam przetrwać, popycha nas do działania. Czasem słyszymy, jak ktoś mówi: „Ja to z nikim nie rywalizuję”. To nie może być prawda. Ten ktoś może tego nie dostrzegać, nie rozumieć, nie nazywać, może się tego wstydzić czy bać. Ale każdy z nas ma w sobie ten rys, bo to czysta biologia. Owszem, mechanizm rywalizacji może być zniekształcony. To znaczy, jeśli mamy głęboką...

Czytaj dalej