„Dont’t worry, be happy” – ta rada ma większy sens, niż myślisz
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Dont’t worry, be happy” – ta rada ma większy sens, niż myślisz

Wolimy skupiać się na tym co złe, albo na tym, czego nie mamy, zamiast żyć chwilą obecną i odczuwać radość. Efekt? Stres, poczucie niespełnienia i zniechęcenie.
Sylwia Arlak
09.06.2020

Życia bez zmartwień i obaw nie istnieje, ale jeśli mamy ich za dużo – albo jeśli za bardzo nimi się przejmujemy, to trudno jest nam normalnie funkcjonować. I to dosłownie. Badacze Sarra Hayes, Colette Hirsch i Andrew Mathews odkryli, że ludzie, którzy wiecznie czymś się martwią, mają ogromne problemy z pamięcią. I to tylko wierzchołek góry lodowej. Nadmiar zmartwień sprawia, że pojawiają się bóle i zawroty głowy, popadamy w depresję, mamy obniżony układ odpornościowy i wciąż czujemy się zmęczone. Zaczynamy żyć z dnia na dzień, zapominamy o sobie. Cierpimy na tym my sami  i nasi bliscy.

Zła wiadomość jest taka, że nie ma magicznego wyłącznika, który pozwoli ci przestać się martwić. Dobra — każda z nas może wyrobić w sobie nawyk bycia szczęśliwą i uchronić się przed nadmiernym stresem i wiecznym analizowaniem rzeczywistości. Skupiając się na rzeczach, które sprawiają, że jesteśmy szczęśliwe, a nie na tym, co nas niepokoi, budujemy zdrowe relacje ze sobą i ze swoimi najbliższymi. Do tego nie potrzeba żadnych specjalnych zdolności – wystarczy trochę praktyki. 

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Naucz się szczęścia

Przede wszystkim zastanów się, co cię uszczęśliwia. Weź kawałek papieru i długopis. Znajdź kilka wolnych minut i wypisz jak najwięcej rzeczy, które sprawiają ci radość. Potrzebujesz minimum dziesięciu pozycji. Następnie przejrzyj swoją listę i zastanów się, ile z tych rzeczy byłabyś w stanie wykonać w ciągu następnego dnia. Postaraj się znaleźć czas, chociaż na kilka z nich. Rób podobną listę, tak często jak zdołasz. Bądź cierpliwa, a zobaczysz, że część twoich zmartwień przestanie cię przerażać. W razie problemu będziesz wiedziała, jak sobie z nimi poradzić. 

O tym samym problemie, pisał Dale Carnegie w swojej książce o wszystko mówiącym tytule „Jak przestać się martwić i zacząć żyć”. Choć amerykański pisarz wydał ją ponad 70 lat temu, zawarte w niej treści nie straciły na aktualności. 

Co radzi Amerykanin? Przede wszystkim, aby skupić się na teraźniejszości. Przeszłości żadna z nas nie może już zmienić, a większość rzeczy, którymi się martwimy, prawdopodobnie nigdy się nie wydarzy. Myśl pozytywnie, ale na wszelkie wypadek zaakceptuj najgorszy scenariusz. W razie najgorszego będziesz dobrze przygotowana. To przyniesie ci siłę i spokój. 

Przestań przejmować się krytyką. Nie każdy musi się z tobą zgadzać i akceptować twoje działania. Pogódź się z tym, że nie wszyscy będą nastawieni do ciebie pozytywnie. Pamiętaj też, krytyka to często ukryty komplement. Każdego dnia praktykuj wdzięczność (doskonale wiesz, że masz za co dziękować) i naucz się wybaczać (nie dla innych, ale dla własnego spokoju ducha). Bądź aktywna, a zamiast skupiać się wiecznie na sobie i swoich zmartwieniach, pomyśl, co możesz zrobić dla innych.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Zostałaś skrzywdzona? Odpuść dla swojego dobra – pielęgnowanie gniewu może zniszczyć ci życie

Gniew może być konstruktywny, kiedy zmusza nas do pozytywnych zmian. Problem zaczyna się wtedy, gdy czujesz, że ma nad tobą władzę. Na szczęście są na niego sposoby.
Sylwia Arlak
08.06.2020

Zastanawiałyście się kiedyś, skąd bierze się gniew? Czasami odpychamy go na bok, myśląc, że w ten sposób pozbędziemy się problemu. Mamy nadzieję, że trudne emocje zostaną tam, gdzie ich miejsce — w przeszłości. A potem wydarza się coś, co nam o nim przypomina. Nie uciekniemy od przeszłości Możemy denerwować się czymś tu i teraz tylko dlatego, że aktywowałyśmy emocje z przeszłości. Reagujemy nieadekwatnie, bo sytuacja przypomniała nam o czymś, co już przeżyłyśmy. Budzą się w nas uśpione demony. I tak dla przykładu, możemy pokłócić się z partnerem tylko dlatego, że jego reakcja przypomniała nam zachowanie naszego eks. Choć twój partner nie miał złych intencji, ty czujesz, że „ci się przelało”. Zareagowałaś zbyt emocjonalnie, nieadekwatnie w stosunku do przewinienia, bo nie raz  słyszałaś już wcześniej podobne wymówki. Podobną reakcję mogą wywołać w nas doświadczenia innych ludzi. Jak pisze Psychology Today, nazywa się to „urazem zastępczym”. Czujesz czyjąś traumę, ponieważ wyobrażasz sobie, że przeżywasz ją także ty sama. Przeżycia innych ludzi mogą przywołać wspomnienia i silne emocje sprzed lat. Możesz zacząć mieć problemy z koncentracją i snem. Możesz doświadczać natrętnych myśli, żalu, frustracji i bezradności. Gniew może być konstruktywny i prowadzić do pozytywnych zmian w naszym życiu. Może być energetyzujący i motywujący. Dawać nam siłę. Ale łatwo może stać się destrukcyjny, jeśli zostanie skierowany w niewłaściwy sposób albo wymknie się nam spod kontroli. Aby zachować zdrowy ogląd sytuacji, musimy nauczyć się z nim obchodzić. Świadomy oddech i aktywność fizyczna Jak więc możemy sobie pomóc? Po pierwsze — ucząc się świadomego oddechu. Zrób wdech, a następnie głęboki wydech z westchnieniem. Powtórz to...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

5 kroków do wewnętrznej wolności i lepszego życia – do wdrożenia od zaraz!

Chcesz czuć się wolna, ale nie zawsze wiesz, jakie nawyki i styl życia mogą cię do tego zaprowadzić. Żyjąc w stresie i martwiąc się każdym niepowodzeniem, powtarzasz wciąż te same błędy. Dobra wiadomość jest taka, że możesz skończyć z tą niezdrową rutyną.
Sylwia Arlak
08.06.2020

Zazdrościmy dzieciom, które szybko zapominają o każdym zmartwieniu. Są pełne wdzięczności i zachwytu nad światem. Żyją i cieszą się chwilą. Czują się wolne. Może trudno ci w to teraz uwierzyć, ale... ty też tak możesz. Oto pięć kroków do prostego, dobrego życia. 1. Nie planuj i nie oczekuj zbyt wiele Wciąż na coś czekamy. A to na weekend, a to na wakacje. Wierzymy, że wszystko będzie dobrze, kiedy „ktoś nas zechce”, weźmiemy ślub, dostaniemy awans w pracy, podwyżkę albo kiedy schudniemy 10 kg. Często okazuje się, że nic z tego nie dało nam satysfakcji. Czujemy się więc rozczarowane, a w rezultacie tracimy nadzieję. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że oczekując, narażamy się na rozczarowanie. Chcemy, żeby spełniały się nasze plany, albo, żeby ludzie działali w określony sposób. Ale życie nie działa pod nasze dyktando. Jest nieprzewidywalne – co wyraźnie pokazała nam pandemia koronawirusa. Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Powinniśmy więc nauczyć się akceptować to, co przynosi nam los i umieć dostosować do każdym warunków. Oszczędzisz sobie stresu i wielu zmartwień. 2. To, co możesz, upraszczaj Nie możemy czuć się wolne, prowadząc jednocześnie skomplikowane życie. Jesteśmy przeciążone rzeczami, których nawet nie używamy. Oddaj albo wyrzuć wszystkie przedmioty, których nie używałaś w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Spędzaj mniej czasu z ludźmi, którzy odbierają ci dobrą energię. Wykonuj mniej zadań w ciągu dnia. Przestań się zamartwiać, lękać o przyszłość i wciąż analizować swoje działania. To będzie wymagało czasu i wysiłku, ale jest tego warte. Dopiero gdy pozbędziesz się tego, co nieistotne, dasz sobie w życiu przestrzeń na nowe przyjemne doświadczenia. 3. Pamiętaj, że żyjesz tu i teraz Przeszłość minęła, a przyszłość jest...

Czytaj dalej
Toksyczny związek
Getty Imagse

Związek z narcyzem jest jak tango: namiętny, ale wyczerpuje siły

Narcyz jest skupiony na sobie, nie umie inaczej. Jego miłość do siebie samego, troska o siebie samego w sposób trwały przysłania, wypiera miłość do drugiej osoby, możliwość troszczenia się o nią. Dlatego związek z nim zawsze będzie toksyczny. 
Karolina Morelowska-Siluk
07.06.2020

Narcyza jako partnera nie wygrywamy na loterii, ale z jakichś powodów same go wybieramy. A potem nagle budzimy się, że zamiast oparcia w mężczyźnie mamy roszczenia królewicza. Aby próbować uratować taki związek, trzeba przede wszystkim dostrzec swój wkład w niego, współudział – mówi Danuta Golec, psychoterapeutka. Karolina Morelowska-Siluk: Czy związek z narcyzem zawsze musi być toksyczny? Danuta Golec: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę najpierw wyjaśnić kilka pojęć. Związek, aby był prawdziwą relacją, musi prowadzić do rozwoju. To, co mówię, może wydawać się oczywiste, ale wcale takie nie jest. Bo bywa, i to nierzadko, że dla ludzi największą zaletą związku jest to, że on po prostu trwa!  Zachwycamy się, przypisujemy temu wartość: jakie to piękne, że oni są ze sobą już 20 lat, zazdroszczę! A czasem nie ma czego. Mam taką roboczą definicję, i nie dotyczy ona wcale jedynie relacji damsko-męskiej, ale „dorosłych” relacji między ludźmi w ogóle, mianowicie realny związek jest wtedy, gdy ludzie siebie wzajemnie motywują do rozwoju. Czyli, związek będzie toksyczny wtedy, gdy ludzie ciągną siebie w dół albo wstrzymują przed zrobieniem kroku naprzód. I to z boku może wyglądać jak bardzo przyzwoita relacja – nie piją, nie biją, nie zdradzają – tylko „siedzą w kapciach przed telewizorem”, stoją w miejscu. I tak właśnie lubi narcyz? Narcyz nie do końca wie, co lubi, bo nie za bardzo zna siebie. Przecież jest skupiony wyłącznie na sobie. Jest skupiony na sobie, ale nie na sobie realnym, tylko zwykle na wyobrażeniu o sobie. Więc o tym, kim jest naprawdę, niewiele wie. Jego główna cecha to rzeczywiście zwrócenie miłości i zaangażowania we własnym kierunku. Ważne jest, aby wiedzieć, że taki rys mamy w sobie wszyscy....

Czytaj dalej