„Nie odżywiaj raka” Onkolog o diecie po diagnozie nowotworowej
Unsplash

„Nie odżywiaj raka” Onkolog o diecie po diagnozie nowotworowej

Głodówki, dieta wegańska albo popularne teraz wśród chorych na raka przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie nowotworowej, a nawet mogą zaszkodzić.
Katarzyna Pinkosz
04.01.2019

Odpowiednie żywienie jest ważną częścią leczenia i profilaktyki choroby nowotworowej – mówi prof. Stanisław Kłęk, chirurg onkolog. Kłopot w tym, że popularne opinie dotyczące diety antyrakowej nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Głodówki, dieta wegańska albo przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie, a nawet mogą zaszkodzić. Pytamy specjalistę, co jeść by nie zachorować, a także jak układać dietę w terapii nowotworowej, aby zwiększyć szansę jej powodzenia.

Katarzyna Pinkosz: Coraz bardziej jesteśmy pewni, że dieta może w dużym stopniu zapobiegać nowotworom. Jak ją układać, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania?
Prof. Stanisław Kłęk: Rzeczywiście, wiemy już, że za około 70  proc. nowotworów odpowiada nasz styl życia. Ważne jest niepalenie papierosów, aktywność fizyczna oraz właściwa dieta. Nie musimy jej jednak specjalnie układać, powinna być po prostu zgodna z piramidą zdrowego żywienia. U jej podstawy są warzywa, których powinniśmy jeść jak najwięcej. Następnie: owoce, produkty zbożowe, mleko i  jego przetwory, mięso, ryby, jajka. Warto zwrócić uwagę na to, czy jemy produkty bogate w błonnik, bo ten składnik zapobiega np. rakowi jelita grubego. Poza tym pamiętajmy, że czynnikiem ryzyka np. raka piersi, trzustki, wątroby jest otyłość. 

Często dopiero gdy pojawi się choroba, zaczynamy myśleć o zdrowym żywieniu i zmieniamy dietę. Na co wtedy powinnyśmy zwrócić uwagę?
Chory potrzebuje diety właściwie zbilansowanej, jeśli chodzi o ilość oraz jakość kalorii. Nie ma jednak jednej uniwersalnej diety dla każdego chorego. Jadłospis zależy od zaawansowania choroby oraz etapu leczenia: czy chory jest przed operacją, w trakcie chemioterapii, czy może już skończył leczenie. Zależy też od  płci, wieku, chorób współistniejących.
W chorobie nowotworowej trzeba m.in. zwiększyć ilość niektórych składników, by wspomóc działanie układu odpornościowego. Ważne jest np. spożywanie większej ilości białka, bo jednym ze sposobów aktywności nowotworu jest proteoliza, czyli rozpad włókien mięśniowych, prowadzący do utraty białka z  mięśni. Warto spożywać zarówno białko zwierzęce (mięso, ryby, jajka, mleko i  jego przetwory), jak roślinne (fasola, soczewica). Szczególnie ważne są niektóre aminokwasy, np. arginina i  glutamina. Ta druga łagodzi stany zapalne śluzówki przewodu pokarmowego, które mogą występować podczas chemio- czy radioterapii. Z kolei arginina, suplementowana podczas chemioterapii w  nowotworach głowy i szyi, poprawia statystyki pięcioletnich przeżyć u chorych. 

Mówi pan o białku, tymczasem niektórzy uważają, że w chorobie nowotworowej powinno się zrezygnować z jedzenia mięsa. 
Nie mają racji, bo tak jak w profilaktyce, tak samo już w chorobie najważniejsze jest zbilansowane żywienie. Mięso jest ważnym składnikiem piramidy żywienia. Wskazane jest zwłaszcza mięso ryb i drób. Można ograniczać czerwone mięso, ale nie trzeba całkowicie z niego rezygnować. Taki pogląd wziął się stąd, że w profilaktyce niektórych nowotworów, przede wszystkim jelita grubego, trzustki i prostaty mówi się o ograniczaniu w diecie czerwonego mięsa do pół kilograma na tydzień. Proszę jednak zwrócić uwagę, że rozmawiamy o profilaktyce, a nie o żywieniu w chorobie. Gdy zachorujemy, nie ma już czemu zapobiegać, trzeba wtedy dostarczać organizmowi składników odżywczych i  zbierać siły na walkę z chorobą.

Ważna jest też rola ryb, orzechów i innych produktów bogatych w kwasy tłuszczowe omega-3.
To prawda, kwasy omega-3 poprzez swoje działanie przeciwzapalne oraz immunostymulujące wspomagają organizm podczas walki z chorobą nowotworową. Jak najbardziej wskazane jest jedzenie ryb dwa razy w tygodniu, np. dorsza, pstrąga, łososia. Czasem zaleca się też przyjmowanie omega-3 w suplementach diety. W raku trzustki kwasy omega-3 zwiększają skuteczność chemioterapii lekiem gemcytabina: pacjenci, którzy otrzymywali gemcytabinę i równocześnie przyjmowali kwasy omega-3, mieli lepsze wyniki leczenia. Ale to nie znaczy, że kwasy omega-3 mogą być suplementowane we wszystkich nowotworach. O  tym powinien decydować lekarz.

Jakie jeszcze składniki, poza białkiem i kwasami omega-3, są ważne, żeby wspomóc nasz układ odpornościowy w walce z nowotworem? 
Nie zalecałbym przyjmowania żadnych suplementów na własną rękę. Moglibyśmy w ten sposób dostarczyć organizmowi za dużo witamin i składników odżywczych, a to mogłoby zaszkodzić. Suplementacja jest potrzebna wtedy, gdy chory ma niedobory – np. anemię z  niedoboru żelaza. Wtedy konieczne jest przyjmowanie żelaza, witaminy B12.
W naszej diecie 60–65 proc. energii powinno pochodzić z węglowodanów, 30–35 proc. – z tłuszczów, a ok. 10 proc. z białka. Takie są zalecenia na dziś. Być może w przyszłości będziemy zalecać więcej tłuszczów, zwłaszcza roślinnych oraz kwasów omega-3. Komórka nowotworowa słabiej radzi sobie z  metabolizmem tłuszczów. Najłatwiej za to żywi się glukozą, czyli ostatecznym produktem rozpadu węglowodanów. M.in. dlatego w czasie choroby nowotworowej warto ograniczać słodycze.

Wiele osób rezygnuje nie tylko ze słodyczy, ale też np. z białej mąki i przestaje słodzić kawę, herbatę. Słusznie?
Zupełne wykluczenie cukru nie jest konieczne, ale na pewno warto go ograniczać. Tak samo nie trzeba całkowicie rezygnować z białej mąki, chociaż warto pamiętać o produktach pełnoziarnistych, bo zawierają więcej składników mineralnych i witamin. Nie zawsze jednak chory może jeść produkty pełnoziarniste. Każde skrajne myślenie jest błędne, konieczny jest zdrowy rozsądek. Najlepsza jest urozmaicona dieta.
Jeśli chory zauważy, że chudnie albo słabnie, mimo że stara się w miarę zdrowo odżywiać, to powinien iść do dietetyka. Jeśli to nie jest możliwe, może wzbogacić dietę różnego typu odżywkami, np. dietami przemysłowymi, spośród których w Polsce najpopularniejszy jest Nutridrink. Są to diety prawidłowo skomponowane, zbilansowane, mogą zastąpić posiłek lub być do niego dodawane. Można sięgnąć po taki rodzaj tych preparatów, który dostarczy organizmowi większej ilości białka czy kwasów omega-3.

dieta nowotworowa
Unsplash

A co pan sądzi o przyjmowaniu w chorobie dużych dawek witaminy C?
Witamina C jest wymiataczem wolnych rodników, które sprzyjają nowotworzeniu. Nie ma jednak żadnych dowodów naukowych na to, że wysoka dawka witaminy  C ma dobrze wpływa na leczenie raka. Może być wręcz odwrotnie! 
Innym mitem jest skuteczność przeciwnowotworowa amigdaliny, zwanej też witaminą B17, która znajduje się m.in. w pestkach czereśni czy brzoskwiń. Amigdalina zawiera rodnik cyjankowy i chociaż jedzenie pestek moreli czy czereśni nie spowoduje zatrucia cyjankami, to może wywołać wymioty czy biegunki. 

Funkcjonuje też taki mit, że nowotwór najlepiej zagłodzić.
I jest to tylko mit. Głodówka nie hamuje rozwoju nowotworu, za to pogarsza stan chorego – w rezultacie może on szybciej umrzeć z powodu niedożywienia niż z powodu samej choroby. Chory, który się głodzi, nie ma z czego produkować komórek krwi, brakuje mu enzymów, hormonów, związków niezbędnych do życia. Żeby pozyskać energię, organizm „zjada” własne zapasy. Co piąta chora osoba umiera nie z powodu postępu choroby nowotworowej, ale dlatego, że jest niedożywiona i nie wytrzymuje trudów leczenia.

Czyli to znaczy, że chory na nowotwór nie  powinien chudnąć?
Nie powinien, bo chudnie się przede wszystkim z masy mięśniowej, a nie z  tłuszczu. Więc nawet jeśli otyła osoba chudnie, to co najmniej 70 proc. utraconej masy ciała pochodzi z mięśni. A to powoduje, że cały organizm gorzej się czuje. Gorzej pracuje serce, organizm gorzej reaguje na bodźce zewnętrzne, gorzej znosi chemioterapię – i jest ona mniej skuteczna. To dlatego, że chemioterapia działa głównie przez tkankę biologicznie czynną. Kiedy zaczyna jej brakować, to efekt leczenia jest gorszy.
Leczenie raka to nie jest moment, żeby chudnąć. Dbanie o wagę to dobra profilaktyka przed chorobą, ale już nie w jej trakcie, kiedy organizm musi się zmobilizować, by walczyć z nowotworem. 

Tyle że w czasie chemioterapii wiele osób nie ma apetytu, wymiotuje. A pan tymczasem mówi, że powinno się jeść tyle samo…
Tyle samo, a może nawet nieco więcej niż wcześniej. I oczywiście może wystąpić u chorego spadek apetytu czy wymioty, dlatego konieczne jest zastosowanie prawidłowej interwencji żywieniowej. Pierwszym krokiem jest takie dostosowanie posiłków, by chory chciał je zjeść. Czasem warto stymulować apetyt, także lekami. Jeśli to nie pomaga albo jest niemożliwe, to trzeba sięgnąć po odżywki.

Każda osoba chora na nowotwór powinna pójść do dietetyka?
Z pewnością jest to konieczne, gdy mamy do czynienia z utratą masy ciała większą niż pięć proc. w porównaniu do wagi wyjściowej sprzed choroby. Innym sygnałem jest spadek BMI, czyli wskaźnika Body Mass Index, poniżej 20, a  w  przypadku osoby po 75. roku życia – spadek BMI poniżej 22. Wizyta u  dietetyka jest też konieczna, kiedy chory (albo jego rodzina) zauważa, że je połowę tego, co jadł wcześniej. Bo nie ma swojego zwykłego apetytu albo wręcz nie jest w stanie patrzeć na jedzenie.

Często zdarzają się niedożywienia wśród chorych?
Niestety tak. Według niektórych szacunków nawet 85 proc. chorych na nowotwory w zaawansowanym stadium choroby ma objawy niedożywienia. Najczęściej zdarza się ono na etapie uogólnienia choroby. Niejednokrotnie pacjenci są tak niedożywieni, że wręcz uniemożliwia to leczenie onkologiczne, bo pacjent nie kwalifikuje się do chemioterapii czy radioterapii. W takim przypadku trzeba odroczyć leczenie, odżywić pacjenta, i  dopiero wtedy operować czy podać chemioterapię. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Co jeść, by nie zachorować na raka:

Ryby, orzechy włoskie, siemię lniane: zawierają kwasy omega-3, które mają działanie przeciwzapalne.
○ Brokuły: zawierają sulforafan, który utrudnia podziały komórek nowotworowych.
○ Kapusta, rzepa, rzodkiew: zawierają glukozynolany, mające działanie przeciwrakowe.
○ Cebula, czosnek, por: zawierają związki organosiarkowe, niszczące komórki nowotworowe.
○ Dynia, marchew, morele: zawierają karotenoidy, czyli naturalne antyoksydanty niszczące wolne rodniki.
○ Pomidory, zwłaszcza gotowane, np. w postaci zupy: zawierają duże ilości likopenu, silnego antyoksydantu niszczącego wolne rodniki.
○Jagody, jeżyny, borówki amerykańskie, ciemne winogrona: zawierają polifenole działające antynowotworowo.
○ Kurkuma: zawiera kurkuminę, która blokuje namnażanie komórek nowotworowych.
○ Zielona herbata: zawiera katechiny zapobiegające tworzeniu się nowych naczyń włosowatych, które dostarczałyby komórkom nowotworowym tlen i glukozę.

Rozmowa z prof. Stanisławem Kłękiem ukazała się w  „Urodzie Życia” 3/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Choroba hashimoto
IStock

Chorujemy na chorobę Hashimoto i celiakię, bo… jesteśmy kobietami?

Hashimoto, celiakia, stwardnienie rozsiane. Choroby immunologiczne są kobiecą domeną. O tym, dlaczego chorujemy na nie znacznie częściej niż mężczyźni, i jak się przed nimi bronić, z doktorem Wojciechem Sydorem rozmawia Katarzyna Podhorecka.
Katarzyna Podhorecka
30.07.2020

Choroba Hashimoto to jeden z typów zapalenia tarczycy, a jej przyczyną jest to, że mówiąc najprościej, organizm zaczyna zwalczać jeden ze swoich organów: tarczycę, co prowadzi do stanu zapalnego. W poczatkowej fazie może nie dawać żadnych niepokojących objawów, bywa, że chora dowiaduje się o chorobie podczas badania kontrolnego tarczycy. Z czasem pojawia się senność, zaczyna łuszczyć się skóra, wypadaja włosy, problemy z koncentracją, ciągła senność i uczucie rozbicia, a nawet depresja. O tym, jak leczyć Hashimoto i inne choroby z autoagresji mówi dr n. med. Wojciech Sydor, specjalista w zakresie chorób wewnętrznych, immunologii klinicznej oraz angiologii ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Katarzyna Podhorecka: Dlaczego kobiety częściej niż mężczyźni chorują na choroby autoimmunologiczne? Wojciech Syd or: Nie na wszystkie. Na łuszczycę i na cukrzycę typu 1 choruje więcej panów. Na wrzodziejące zapalenie jelita grubego chorujemy mniej więcej po równo. Ale rzeczywiście, jeśli chodzi o takie choroby, jak reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń układowy, choroba Hashimoto czy Gravesa-Basedowa, to kobiety stanowią nawet 75 proc. chorych. Przyczyną tego prawdopodobnie są hormony płciowe. Wahania poziomu estrogenów i progesteronu u kobiet wpływają na pobudzenie ich układu odpornościowego i osłabienie tolerancji immunologicznej. Tak samo np. antykoncepcja hormonalna lub hormonalna terapia zastępcza nieco zwiększa ryzyko niektórych chorób autoimmunologicznych. Przykładem burzy hormonalnej jest też ciąża. Jak wpływa na przebieg chorób autoimmunologicznych? Ciąża to rodzaj transplantacji, bo płód rozwijający się w ciele matki tylko w połowie składa się z jej komórek. Druga połowa to obce białko – silnie immunogenne antygeny ojcowskie. Aby...

Czytaj dalej
insulinooporność
IStock

Insulinooporność: choroba wiecznego głodu. Jesz, tyjesz – ale twoje ciało głoduje

Insulinooporność to choroba stara jak świat – ale dopiero od niedawna umiemy wychwycić jej objawy, wyjaśnić jej mechanizm i panować nad nią. Nieleczona, może prowadzić do cukrzycy typu 2.
Katarzyna Podhorecka
28.07.2020

Wystarczy, że coś zjemy, wypijemy łyk kawy z mlekiem, a trzustka wyrzuca do krwi porcję insuliny. Czasem jednak ta wytworzona porcja jest za mała (i wtedy mówimy o cukrzycy typu 1) albo inaczej: tkanki robią się coraz mniej wrażliwe na działanie tego hormonu. O kłopotach z insuliną z diabetolożką dr Anną Jeznach-Steinhagen rozmawia Katarzyna Podhorecka. Katarzyna Podhorecka: Po co nam właściwie insulina? dr Anna Jeznach-Steinhagen: Najkrócej rzecz ujmując, jest niezbędna do życia. Insulina jest hormonem wytwarzanym przez trzustkę, którego potrzebuje nasz organizm do metabolizowania węglowodanów, a one z kolei stanowią podstawowe paliwo dla mózgu i mięśni. Jednak chorzy na cukrzycę typu 1 wytwarzają zbyt mało insuliny, bo ich wyspy trzustkowe są zniszczone przez przeciwciała, które produkuje ich własny układ odpornościowy. Chory zjada posiłek, stężenie glukozy w jego krwi wzrasta, ale bez insuliny nie jest ona w stanie przedostać się do wnętrza komórek, w których zachodzą reakcje metaboliczne. I co wtedy się dzieje? Organizm głoduje, mimo że żołądek chorego regularnie się napełnia. Niewykorzystana glukoza krąży we krwi, powodując wiele szkód w organizmie: uszkadza naczynia krwionośne, zwiększając ryzyko zawału serca, udaru mózgu, niedokrwienia kończyn, utraty wzroku czy niewydolności nerek. Na szczęście gdy trzustka odmawia posłuszeństwa, możemy podać choremu insulinę, która ratuje życie. Insulinooporność prowadzi do otyłości i cukrzycy No tak, ale cukrzyca to nie jest jedyny problem związany z insuliną. Ostatnio mówi się, że plagą naszych czasów jest insulinooporność. Na czym ona polega? Insulinooporność to utrata wrażliwości tkanek na działanie insuliny. Mówimy o niej w takiej sytuacji, gdy trzustka wydziela insulinę, ale mięśnie i wątroba...

Czytaj dalej
Aleksandra Pezda
Piotr Porebsky

Rodzice przemycają medyczną marihuanę dla swoich dzieci, bo w Polsce nie mogą jej kupić

Medyczna marihuana pomaga chorym z lekooporną padaczką, glejakiem, stwardnieniem rozsianym. Nie można jednak jej dostać w aptekach, a lekarze boją się ją przepisywać swoim pacjentom.
Bartosz Janiszewski
02.10.2020

Jeśli jest coś, co pomaga chorym, to nie powinniśmy się wahać ani sekundy. Nieważne są wtedy nasze uprzedzenia, polityka, kultura ani religia. Chory powinien dostać to, co go leczy. Natychmiast”. Z Aleksandrą Pezdą, autorką książki „Zdrowaś Mario. Reportaże o medycznej marihuanie”, rozmawia Bartosz Janiszewski. Bartosz Janiszewski: Publicznie przyznam ci się do przestępstwa. Załatwiałem olej z konopi bliskiej osobie chorej na glejaka. Aleksandra Pezda: Wcale mnie to nie dziwi. Odkąd zaczęłam pracę nad książką o medycznej marihuanie, nie było dnia, żebym nie usłyszała historii o kimś, kto łamie prawo, żeby zdobyć ten lek. Ponad milion osób w Polsce choruje na raka i gwarantuję ci, że większość z nich słyszała, że marihuana pomaga w walce z nowotworem oraz niweluje skutki uboczne chemioterapii. Padaczka lekooporna u dzieci – to samo: każdy rodzic wie o marihuanie. Chorzy na stwardnienie rozsiane albo już się leczą marihuaną, albo szukają sposobu, żeby to zrobić. I nikt o tym głośno nie mówi? Tabu? Strach? Chorzy wiedzą, że to jest coś, co może im pomóc, mimo że to nielegalne. Wiedzą też lekarze, ale większość udaje, że to nieprawda. Pacjenci boją się więc ryzykować. Poznałam wiele historii, które udowadniają, że strach jest uzasadniony. Jeden z moich bohaterów, Karol, spróbował marihuany, kiedy miał 30 lat, a od 10 cierpiał na chorobę Leśniowskiego-Crohna. To całkowicie upośledza pracę jelit. Przez lata przyjmował tonę leków, bez rezultatów. Lekarze wycięli mu część jelita, założyli stomię, żywił się kleikiem, tracił siły. Wreszcie kupił trawkę od dilera, zapalił i brzuch przestał go boleć, a trawienie wróciło do normy. Ale marihuana od dilera z ulicy jest droga, a jej jakość niepewna – nie wiesz, czy dla zarobku diler czegoś do niej nie dodał....

Czytaj dalej
Rak piersi
Adobe Stock

Lekarka o raku piersi: „Pytam, czemu przyszła tak późno. I słyszę: czekałam, aż samo zniknie”

Nawet profilaktyczna mastektomia nie chroni do końca przed rakiem piersi. Profilaktyczne badania: USG piersi i mammografia nigdy nie zastąpią samobadania – mówi specjalistka, dr Karolina Donocik.
Sylwia Niemczyk
20.02.2020

Ryzyko raka piersi dotyczy wszystkich kobiet. Nawet profilaktyczna mastektomia nie wyklucza go w stu procentach. Tak samo mammografia ani USG piersi nie wystarczą, bo guzek w piersi może rozwijać się bardzo szybko. Jedynie regularne samobadanie skutecznie zmniejsza ryzyko. „Co druga pacjentka nowotowór piersi wykryła sobie sama”, mówi dr n. med. Karolina Donocik, chirurg onkolog. Sylwia Niemczyk: Co mówią kobiety po diagnozie?  Dr Karolina Donocik:  Tutaj nie ma jednej reguły, diagnoza nowotworowa to ogromny stres, który u każdego objawia się inaczej. Najczęściej pacjentki pytają, jak w szybki sposób mogą pozbyć się choroby. Denerwują się, gdy słyszą, że w ich przypadku nie można zastosować leczenia, które np. sprawdziło się u kogoś innego. Czasem to my, lekarze, pytamy je, dlaczego przyszły tak późno i ciągle się zdarza, że słyszymy: „Czekałam, aż guzek sam zniknie”. Czuły pod palcami jakąś zmianę, ale oszukiwały się, że to nic takiego.  Umiem sobie wyobrazić, że gdy kogoś ćmi ząb, to zwleka z dentystą, ale guzek w piersi to jednak coś innego. Pacjentki tłumaczą, że po prostu wstydziły się przyjść i rozebrać przed ginekologiem. I to dotyczy kobiet z każdej grupy społecznej i wiekowej. Wyjaśniają nieraz, że czuły się bezpiecznie, bo w rodzinie nikt nie chorował, tymczasem nowotwory dziedziczne, np. związane z mutacją genów BRCA1 i BRCA2 to tylko jeden z rodzajów raka piersi.  Ale też, kiedy rozmawiam z kobietami, to słyszę jedną bardzo ważną i właściwie bardzo dobrą rzecz. Już co druga moja pacjentka mówi, że zgłosiła się do lekarza, bo któregoś dnia sama wyczuła zgrubienie. To znaczy, że świadomość raka piersi jest wśród kobiet coraz większa, chociaż wciąż nie tak duża, jak byśmy...

Czytaj dalej