Meksykańskie Zaduszki – kolorowe, roztańczone i rozśpiewane. Skąd się wzięła ta tradycja?
Getty Images
#czytajdlaprzyjemności

Meksykańskie Zaduszki – kolorowe, roztańczone i rozśpiewane. Skąd się wzięła ta tradycja?

Dzień Zmarłych w Meksyku jest kolorowy, huczny i wesoły.
Ola Synowiec
01.11.2020

Día de los Muertos, odpowiednik naszych Zaduszek, w Meksyku obchodzi się wesoło, hucznie i kolorowo. Dla „Urody Życia” o meksykańskich zwyczajach w noc z 1 na 2 listopada pisze Ola Janowiec, autorka bloga: mexicomagicoblog.blogspot.com:

1 listopada w Meksyku na dworcach, w restauracjach, a nawet w supermarketach wyrastają ołtarzyki dla zmarłych. Najbardziej imponujące można oglądać na głównym placu miasta Zócalo, kolejne – przy deptaku Francisco Madero, a te najsłynniejsze na tutejszym uniwersytecie, UNAM-ie. Szkoły organizują też konkursy na najpiękniejsze ołtarzyki, każda klasa przygotowuje jeden. 

W piekarniach sprzedaje się pan de muerto, „chleb zmarłego”, czyli słodkie bułeczki drożdżowe. Cukiernie serwują zaś małe, kolorowe czaszki.

– Tradycyjne robione były z cukru, teraz coraz częściej odchodzi się w stronę tych czekoladowych – wyjaśnia Sirani, moja meksykańska koleżanka. Sama kupuje kilka, tych z czekolady właśnie.

– Na czole wypisuje się imię członka rodziny, kolegi lub koleżanki, a potem taką czaszeczkę daje się w prezencie w dowód sympatii – opowiada. 

Miasto Meksyk – Parada masek na Dia de Muertos

Już na tydzień przed właściwymi obchodami Święta Zmarłych w mieście Meksyk odbywa się z tej okazji parada. Jak na meksykańską historię jest to zwyczaj dość nowy, w 2019 roku parada odbędzie się dopiero po raz czwarty.  Zaczęto ją organizować po kolejnym filmie o Jamesie Bondzie, taka uroczystość pojawiła się bowiem w „Spectre” i pierwotnie nie miała nic wspólnego z meksykańskimi obchodami Día de los Muertos.

– Musieliśmy stworzyć dodatkowe obchody z okazji Dnia Zmarłych, bo po Bondzie turyści zaczęli przyjeżdżać specjalnie na karnawał, jaki widzieli w filmie – wyjaśnia meksykański sekretarz turystyki, Enrique de la Madrid Cordero. 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images
Taniec dla boga zmarłych – w Tláhuac, dzielnicy Mexico City, która ma charakter wiejski, Indianie uważający się za potomków Azteków przypominają swoje pradawne rytuały. 

Parada spodobała się nie tylko turystom, ale i samym Meksykanom.

– Jasne, na początku brzmiało to śmiesznie. Ale myślę, że my, Meksykanie, przyjęliśmy tę tradycję jak swoją. To chyba dlatego, że uwielbiamy się bawić. No i uwielbiamy obchodzić Święto Zmarłych. A parada jest kolejną okazją do zrobienia i jednego, i drugiego – mówi Lulu, mieszkanka miasta Meksyk. Przemarsz wygląda jak wielka fiesta meksykańskości. Są regionalne stroje z poszczególnych stanów Meksyku, ludowe tańce, tradycyjne maski. No i oczywiście czaszki i kościotrupy, które właściwie można uznać za meksykańskie symbole narodowe. Ich popularność zaczęła się na dobre na przełomie XIX i XX wieku. To wtedy meksykański rysownik i satyryk José Guadalupe Posada, zwany ojcem meksykańskich czaszek, tworzył w prasie żartobliwe obrazki, na których wszystkich przedstawiał jako kościotrupy. Obrywało się każdemu: politykom, rewolucjonistom, a także wydawcy samego rysownika. Oraz meksykańskim damulkom, które chciały być bardziej europejskie.

– Stąd właśnie wzięła się Catrina, koścista pani w kapeluszu – wyjaśnia Lulu. – W ten sposób Posada chciał pokazać, że wobec śmierci jesteśmy równi. Śmierć przyjdzie po wszystkich, niezależnie od profesji czy pozycji społecznej. 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images
Nowa świecka tradycja: paradę na Święto Zmarłych miasto Meksyk zawdzięcza... filmowi „Spectre” z 2015 roku w reżyserii Sama Mendesa , 24. z serii przygód Jamesa Bonda.

Naolinco – Miasto kości

Jest tu kościotrup kelner, kościotrup szewc, a nawet kościotrup striptizerka. Przed kawiarenką internetową siedzi kościotrup z laptopem, a przed ulicznym wózkiem inny kościotrup obżera się tacos. Jestem w Naolinco na najsłynniejszych obchodach Día de los Muertos w stanie Veracruz. Na tę okoliczność mieszkańcy miasteczka wystawiają przed domami kościotrupie wersje samych siebie. Szewc konstruuje martwego szewca, fryzjerka martwą fryzjerkę, a przed apteką wystawia się martwą aptekarkę. „Jak ty teraz wyglądasz, tak ja kiedyś wyglądałem. Jak ja wyglądam, tak ty kiedyś będziesz” – widzę napis na jednej z czaszek. 

– To trochę tak, jakby zobaczyć, ile zostanie z tego miasteczka za sto lat – szepce Sirani, z którą odwiedzam Veracruz.

– Czy to cię nie przeraża? – pytam.

– Trochę tak, w tym samym stopniu, w jakim przeraża mnie myślenie o śmierci – mówi. – Ale dla mnie myślenie o śmierci jest myśleniem o życiu, pomaga mi bardziej je doceniać. Jedno nie istnieje bez drugiego. Dlatego dla mnie Día de los Muertos jest przede wszystkim wielką fiestą życia, a nie śmierci. 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images
Wbrew obiegowym opiniom kościotrupy mają korzenie europejskie, a nie prekolumbijskie. 

Pátzcuaro – Siedem schodów duszy

– Usypiemy z nich ścieżkę do ołtarza. – Doña Guillermina wskazuje na pomarańczowe aksamitki, zwane tu cempasúchil. – Dzięki temu dusze odnajdą drogę do domu. Duchy uwielbiają zapach aksamitek – wyjaśnia. Jesteśmy w Pátzcuaro w stanie Michoacán, gdzie nad malowniczym jeziorem odbywają się jedne z najsłynniejszych obchodów Święta Zmarłych w kraju. Przyjeżdżają tu corocznie dziesiątki tysięcy ludzi, by w jednej z okolicznych wiosek obserwować czuwanie nad grobami bliskich, którzy tej nocy mają wracać z zaświatów na ziemię, kuszeni zapachem cempasúchil. Bramy cmentarzy i nagrobki ozdobione są właśnie kwiatami aksamitki. Nieopodal, w Tzintzuntzan organizowany jest nawet konkurs na najpiękniej przystrojony grób. Aksamitkami ozdabia się domowe ołtarzyki. 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Ola Janowiec
Przeciętny Meksykanin na ołtarzyku dla zmarłych umieszcza 30 różnych produktów i wydaje na to co roku 900 pesos (ok. 200 zł). Mówi się, że schodków powinno być siedem. Tyle właśnie poziomów powinna przejść dusza, by zostać zbawiona. Bardziej ortodoksyjni Meksykanie wiedzą dokładnie, co powinno znaleźć się na którym poziomie. Na pierwszym: obrazek świętego albo Matki Boskiej z Gwadelupy. Drugi jest dla dusz w czyśćcu. Na trzecim stawia się sól. Na czwartym – pan de muerto, „chleb zmarłego”. Na piątym – jedzenie i owoce. Na szóstym – zdjęcie zmarłego. Na siódmym – krzyż. 

Doña Guillermina nie jest aż tak skrupulatna. Stopnie muszą być, ale niekoniecznie siedem. Najważniejsza jest sól, zdjęcie zmarłego oraz to, co lubił, czego podczas tej jednej nocy na ziemi chciałby skosztować. Doña Guillermina stawia na ołtarzyku świeżo zrobione chilaquiles, kawałki chrupiącej tortilli oblanej sosem pomidorowym.

– Mój siostrzeniec je uwielbiał. Dam mu dużo śmietany i sera, tak jak lubił – mówi.

– Co robicie potem z potrawami z ołtarza? Jecie je? – pytam.

– Tak, ale nie mają już wtedy smaku. To jest dowód, na to, że zmarli naprawdę przychodzą. Nie mają ust ani żołądków, nie mogą normalnie jeść i trawić. Mówimy, że jedynie całują potrawy. Przez ten pocałunek jedzą, wysysając smak i aromat. Dlatego do potraw na Święto Zmarłych dodaję jeszcze więcej przypraw, robię je bardziej aromatyczne. Dusze to lubią.

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images

San Antonio Tecómitl – Noc na ziemi

Jonathan nie wierzy, że dusze zmarłych naprawdę tego dnia wracają na ziemię.

– To taka metafora. Przez to, że dla nich gotujemy, z myślą o nich robimy zakupy, czujemy jakby fizyczną obecność naszych zmarłych bliskich. Wspominamy ich życie, związane z nim anegdoty, nasze wspólne przeżycia i tym samym niejako ich na tę noc ożywiamy – mówi, gdy spacerujemy po jego rodzinnej miejscowości, San Antonio Tecómitl, tuż na południe od miasta Meksyk, pięć kilometrów od słynnego Mixquic, gdzie na Święto Zmarłych zjeżdżają się tłumy.

Tutaj nie ma tłumów, jest za to piękny miejscowy zwyczaj – przed domami pali się ogniska, które mają wskazać zmarłym drogę do domu. W Ocotepec w stanie Morelos rodziny, którym ktoś umarł w mijającym roku, otwierają drzwi domu i zapraszają wszystkich przechodniów. Podobno ludzie przyjeżdżają tam nawet z okolicznych miejscowości, by jeść za darmo. Konstruuje się również manekiny przypominające zmarłych bliskich. Ubiera się je w ubrania nieboszczyka, a zamiast głowy przymocowuje cukrową czaszkę. Manekina sadza się w jadalni albo przed telewizorem, żeby mógł uczestniczyć w życiu rodziny przez tę jedną noc. 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images

W Tecómitl bliscy powracają dzięki historiom opowiadanym przez najbliższych. Czuwa się przy ogniu całą noc. Chodzimy od jednych kuzynów Jonathana do drugich, a oni częstują nas napojem z kukurydzy atole i domowymi kukurydzianymi tamales. A także opowieściami o zmarłych bliskich.

– Ludzie nie umierają od razu. Żyją tak długo, jak są w naszej pamięci. Myślimy o nich przecież dokładnie w ten sam sposób, jak wtedy, gdy żyli. Dla nas więc wciąż żyją – mówi Jonathan.

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
East News
W nocy z 1 na 2 listopada dusze zmarłych odwiedzają ziemię. Rodziny spotykają się na grobach bliskich – nie brakuje jedzenia, picia i muzyki.

 

Dia de Muertos - Święto Zmarłych w Meksyku, Uroda Życia
Getty Images
Pojawienie się na straganach chleba zmarłych, pan de muerto (powyżej), zwiastuje święta.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Gael Garcia Bernal
getty images

Gael Garcia Bernal: „Historii kina uczyłem się na wagarach, od kinowego biletera”

Aktora możemy oglądać w komedii „Tam gdzieś musi być niebo”
Anna Tatarska
25.02.2020

Jako dzieciak marzył, by być pediatrą. Dziś leczy ludzkie emocje. Gael García Bernal to jeden z najbardziej znanych latynoamerykańskich aktorów. Pochodzący z Guadalajary w Meksyku 40-latek przygodę z ekranem zaczynał jako dziecko. Od blisko 20 lat tworzy niezapomniane kreacje w międzynarodowych hitach: „I twoją matkę też”, „Amores perros”, „Babel”, „Mozarcie w dżungli” czy niedawno „Przedszkolance”. Ale Bernal realizuje się także jako reżyser. Jego drugi pełnometrażowy film „Chicuarotes” miał światową premierę na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes. W styczniu na polskich ekranach pojawił się w słodko-gorzkiej, politycznie zaangażowanej palestyńskiej komedii Elii Suleimana „Tam gdzieś musi być niebo”. Anna Tatarska: Meksykańscy reżyserzy Alfonso Cuarón i Guillermo del Toro często podkreślają, że kiedy zaczynali karierę, popularne kino było mocno osadzone w estetyce kiczu. Jakie były pana pierwsze filmowe miłości? Gael García Bernal:  Jako młody chłopak rzadko oglądałem filmy meksykańskie, wybierałem raczej produkcje zagraniczne. Na wagary chodziłem do Kinoteki w Mexico City, bo była bardzo blisko szkoły. Oglądałem wszystko, co akurat było w repertuarze. Wtedy odkryłem takich reżyserów jak Wim Wenders czy Theo Angelopoulos. Później godzinami rozmawiałem o nich z kolegami. Wiedzieliśmy, że muszą być uznani, skoro ich filmy trafiły do Meksyku, ale wtedy, w latach 90., nie było jeszcze internetu. Nie tak łatwo dawało się znaleźć informacje o współczesnych reżyserach. Najwięcej wiedzy przekazywał nam bileter. Tłumaczył, kto jest kim. Dla chłopaka, którym wtedy byłem, rola w „Amores perros” była jak surrealistyczny sen.  „Babel” reż. Alejandro González...

Czytaj dalej
Iliana Ramirez
Olga Majrowska

„Intuicja uratowała mi życie” – mówi dr Iliana Ramirez, meksykańska badaczka żyjąca w Polsce

„Mamy dzisiaj kilka teorii dotyczących intuicji. Jestem przekonana, że kiedyś intuicja będzie tak samo badana, jak pamięć czy inteligencja” – mówi Iliana Ramirez, doktor farmakobiologii, żona psychologa i pedagoga dr. Mateusza Grzesiaka.
Sylwia Niemczyk
16.12.2020

Intuicja to trudny temat – lubimy się na nią powoływać, ale gdyby nas spytać, czy naprawdę ona istnieje, to  wiele z nas odżegnuje się od wiary w nią. Bo właściwie co to takiego? Pytamy o to dr Ilianę Ramirez, Meksykankę, naukowczynię z doktoratem w dziedzinie farmakobiologii i jednocześnie autorkę warsztatów m.in. o intuicji.  Sylwia Niemczyk: Kierujesz się w życiu intuicją? Iliana Ramirez: Cały czas intuicja jest u mnie na pierwszym miejscu. Dopiero w drugiej kolejności włączam logiczne myślenie. Dzięki intuicji podejmuję decyzję, dzięki logice – wiem, jak tę decyzję wcielić w życie. A co to takiego: intuicja? To określenie czegoś nieuchwytnego, czego nie umiemy jeszcze opisać naukowo, ale co z całą pewnością istnieje w nas. Kiedy nie wiemy, dlaczego robimy jedną rzecz, a nie inną, dlaczego podejmujemy taką decyzję, a nie przeciwną, mówimy: kieruje nami intuicja. Jakie życiowe decyzje intuicja pomogła podjąć ci samej? Na przykład tę największą i najważniejszą: przyjechać do Polski i wyjść tutaj za mąż. Wszystko mówiło nie, a intuicja mówiła: tak, zrób to! Wszystko wyglądało mega skomplikowanie: on Polak, ja Meksykanka. On miał w Polsce rozpoczęty doktorat, ja w Meksyku prowadziłam już naukowe badania, dostałam grant na projekt naukowy na uniwersytecie w Los Angeles, to był mój plan. Kiedy poznałam Mateusza, byłam kilka miesięcy przed wyjazdem, wszystko już miałam zaplanowane – miałam wyjechać, ale nie do Polski, tylko do Stanów. Widziałam siebie jako naukowczynię. Kiedy próbuję na poziomie logicznym wytłumaczyć komuś, dlaczego zdecydowałam się w takim punkcie życia zaangażować emocjonalnie – to nie mogę, bo tu logiki nie ma żadnej. A to nie jest tak, że po prostu kierowała tobą miłość? Oczywiście, że się...

Czytaj dalej
jak rozmawiać o śmierci
iStock

Temat śmierci stał się dla nas tabu – nie umiemy o tym rozmawiać, nie chcemy myśleć

Przy świecach, przy suto zastawionym stole, przy winie i espresso. Porozmawiajmy o śmierci zwyczajnie. Na przekór temu, że to temat, który wielu wprawia w zły nastrój.
Krystyna Romanowska
02.10.2020

Kiedy umiera ktoś bliski, zostajemy z lękiem, że czegoś nie dopilnowaliśmy, nie dopytaliśmy. Potem nie wiemy, jak zrobić żurek na Wielkanoc, jak nazywał się wuj babci, a najbardziej nas męczy, że nie zdążyliśmy powiedzieć osobie, której nie ma, jak bardzo ją kochamy. Czy można to nadrobić? I jak odbyć takie rozmowy „zaocznie”? Oswoić śmierć – Stałam nad łóżkiem mojego taty, który umierał. Powiedział: „Gdybym mógł, chciałbym cofnąć czas”. A ja bardzo chciałam powiedzieć, że go kocham, ale wtedy, w tamtym momencie, nie byłam w stanie. Jakby coś mnie blokowało. Umarł, nie usłyszawszy tego ode mnie. – Żałuję, że wtedy nie pogodziłem się z mamą, która miała operację. Że nie byłem tak blisko niej, jak tylko mogłem. – Miałem z ojcem bardzo złe relacje, ale chwile, które spędziłem z nim w szpitalu, uważam za najpiękniejsze momenty w moim życiu. Jednak żałuję bardzo tych wszystkim rozmów, które się między nami nie odbyły. „Nienasycalność dobra” – tak określa ludzką naturę francuski filozof Emmanuel Levinas. Kiedy opuszcza nas ktoś bliski, okazuje się, że zawsze pozostajemy z myślami o niedokończeniu. O tym, że mogliśmy zrobić więcej, lepiej. Levinas uczy nas, że istnieje związek dobra z nieskończonością, że w przypadku osoby, z którą łączy nas bliska więź, nigdy nie można powiedzieć „dość”. Zawsze będzie nam za mało. Warto się z tym pogodzić na tyle, na ile umiemy.  – Ludzie w obliczu śmierci żałują zaniedbanych relacji, tego, że nie pogodzili się z dziećmi, z rodzicami, że nie mieli czasu na rozmowę, na poznanie drugiego człowieka – mówi Małgorzata Ciszewska-Korona, psychoonkolog, mediator i trener z Fundacji Rak’n’Roll. – Nikt nie mówi:...

Czytaj dalej
Frida Kahlo i Diego Rivera
Getty Images

Frida Kahlo i Diego Rivera. Jej matka mówiła o nich, że to „związek słonia z gołębicą”

Frida nazywała Diego ropuchem, czasem wieprzem, ale nie mogła bez niego żyć. Choć lubiła też powtarzać o nim jeszcze jedno: „Najlepszy przyjaciel, najgorszy mąż”.
Agata Tuszyńska
22.09.2020

Dziś twarz Fridy kahlo spogląda na nas z okładek czasopism, nadruków na koszulkach, kubków i bibelotów. Domy mody stylizują swoje kolekcje na podobieństwo jej strojów i fryzur. Jej obrazy na aukcjach kosztują miliony. Największe muzea zabiegają, żeby mieć je w swoich zbiorach. Film z Salmą Hayek w roli Fridy przyciągał tłumy. Ale trzeba było pół wieku, żeby świat zainteresował się nią na serio. Nie jako ciekawostką i żoną „wielkiego Diego”.  Zachowało się blisko 150 obrazów Fridy Kahlo. Pewnie niewiele więcej namalowała. Nad każdym pracowała miesiącami, poprawiała, przemalowywała. Każdy z nich rozpoznawalny jest na pierwszy rzut oka. Taki rys niepowtarzalności w sztuce nie ma ceny.  A o wszystkim zdecydował tragiczny przypadek. Autobus, w którym jechała 18-letnia Frida w swoim rodzinnym Mexico City, zderzył się z tramwajem. Miała złamany kręgosłup, miednicę, żebra, obojczyki prawą nogę – jedenastokrotnie! Stalowa poręcz przebiła jej podbrzusze i macicę, naznaczając okrutnym piętnem jej ledwie rozbudzoną kobiecość. Świadkowie opowiadali, że pokaleczona, zakrwawiona Frida leżała na ulicy pokryta złotym pyłem (jeden z pasażerów wiózł proszek złotniczy). To scena symboliczna dla całego jej życia: złoty pył przykrywał największe w nim dramaty. Frida Kahlo i Diego Rivera – dzieliło ich prawie wszystko Wielokrotnie składana i kaleczona skalpelami lekarzy trzy miesiące przeleżała w gipsowej skorupie. Widziała przed sobą głównie swoje stopy. I to był temat jej pierwszego obrazu. Jednocześnie uczyła się i chodzić, i malować. Miała szczęście, że spotkała malarza, który nie wybił jej tych niewprawnych prób z głowy. I miała nieszczęście, że był nim Diego Rivera. Dzieliło ich właściwie wszystko – wiek (miał 21 lat, kiedy się...

Czytaj dalej