Jak fajnie przeżyć Święta, żeby były magiczne, a nie męczące  – rozmowa z dr. filozofii Adamem Andrzejewskim
Fot. Getty Images

Jak fajnie przeżyć Święta, żeby były magiczne, a nie męczące  – rozmowa z dr. filozofii Adamem Andrzejewskim

Coraz częściej mówimy: Oby te Święta jak najszybciej minęły. Dlaczego psujemy sobie cudowny czas magii i wspólnoty, którego tak bardzo potrzebujemy?
Karolina Morelowska-Siluk
27.11.2020

Boże Narodzenie, w teorii piękne dni, ale... choinka nie pachnie już tak dawniej, śniegu nie ma od lat, a przecież święta bez śniegu to nie święta, brakuje pieniędzy a do tego jeszcze pandemia i obostrzenia, wszystko nie tak... Wciąż narzekając, odbieramy sobie całą magię tych jedynym w roku dni.

 

Karolina Morelowska-Siluk: Coraz częściej myślimy i mówimy: „Oby te święta jak najszybciej minęły”. Dlaczego? Co się stało, że psujemy sobie ten wyjątkowy czas, odbieramy sobie przyjemność?

Adam Andrzejewski: Powodów jest kilka. Pierwszy z nich: do świąt Bożego Narodzenia podświadomie przywiązujemy ogromną wagę. Większą, niż sądzimy. Stawiamy świętom i sobie bardzo wiele warunków. W naszym życiu dzieje się mnóstwo rzeczy: pracujemy, przygotowujemy posiłki, stoimy w korkach, nadrabiamy zaległości po godzinach i po nocach, robimy zakupy itd. To wszystko są czynności codzienne. Święta są wyłomem od tego, co zwyczajne. Więc muszą być wyjątkowe. W każdym razie jest w nas ogromna presja, aby takie były. Jest w nas jednocześnie presja, żeby ten czas stał się magiczny, presja, by ten czas – wolny od pracy – był zarówno odpoczynkiem, jak i spotkaniem z bliskimi, z przyjaciółmi.

I do tego wszystkiego mamy jeszcze wdrukowane, że warunkiem koniecznym, aby święta były odpowiednio świąteczne, jest intensywne przygotowywanie się do nich.

Za dużo tego wszystkiego...

Właśnie. Prawidłowość jest taka: im większe oczekiwania, tym silniejsze rozczarowanie. Specyfika świąt umyka nam także dlatego, że my te święta bardzo mocno rozciągamy w czasie. To znaczy tak bardzo chcemy, by wszystko było perfekcyjne, że przygotowania rozpoczynamy już na początku grudnia albo nawet wcześniej. Szukamy prezentów, zagniatamy ciasto, nastawiamy zakwas, dekorujemy pomału dom, włączamy świąteczne piosenki. To wszystko sprawia, że te bożonarodzeniowe elementy wplatamy w zwyczajną, powtarzalną, często ciężką i męczącą codzienność, a tym samym tracą one swoją moc.

Czyli, mówiąc obrazowo, do jednego garnka wrzucamy kutię i kanapkę z szynką?

Tak, i tę „zupę” gotujemy przez cały miesiąc, smaki się stapiają, a świąteczny nastrój, na własne życzenie, nam po prostu powszednieje albo wręcz umyka.

Boże Narodzenie: 12 potraw czy radość i odpoczynek

A ja myślałam – i często od wielu osób słyszałam – że to właśnie te przygotowania do świąt są najfajniejsze.

Ja też to wielokrotnie słyszałem, ale jak pani sama widzi, ten sposób nie działa, nie sprawdza się, nie dodaje nam uśmiechu. I to jest ten paradoks... Jednak cały otaczający nas świat krzyczy o zbliżających się świętach wiele tygodni przed nimi. Nie sposób uciec od sklepowych wystaw, od kolejnego mikołaja, który stoi na każdym rogu, od świątecznych promocji i ofert.

To prawda, ani pani, ani ja nie zmienimy tego, ale warto uświadomić sobie, że ta cała otoczka to zwyczajnie biznes. Warto się na to wszystko choć odrobinę zaimpregnować. Same święta to dwa i pół dnia, gdybyśmy wchodzili w ten magiczny nastrój w Wigilię rano, gwarantuję pani, że święta postrzegalibyśmy jako zdecydowanie bardziej odświętny czas. A przez rozciągnięcie ich w postaci przygotowań ten kulminacyjny moment przestaje być punktowy, rozlewa się na naszą codzienność.

Ale prawda jest taka, że pracując i żyjąc we współczesnym świecie, nie jesteśmy w stanie przygotować świąt w inny sposób, niż rozciągając ten proces w czasie. Mało kto ma możliwość, by trzy dni przed świętami wziąć urlop i mieć wolną głowę, którą może pochłaniać już wyłącznie Boże Narodzenie.

Wiem, takie są realia. Ale w takim razie trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie – oczywiście jest ono uproszczeniem, przenośnią – co jest dla pani istotniejsze: tradycyjne 12 potraw czy oddech, radość ze świąt itd. Bo tu znowu dotykamy kwestii współczesnego przymusu bycia na każdym polu idealnym.

Co jeszcze nas gubi i odziera święta z ich magii?

Przymus cieszenia się. Dużo łatwiej jest się cieszyć, kiedy nie czuje się presji, że cieszyć się powinno. Tak jesteśmy skonstruowani. Podobnie jest z sylwestrem. W tę jedną noc z 31 grudnia na 1 stycznia mamy się doskonale bawić. Niezależnie od nastroju ma nam być fajnie. A jak wszyscy wiemy, jest to bardzo trudne zadanie. Pewnie oglądała pani film „Lejdis”. Tam jest taka scena, kiedy bohaterki, dając wyraz niezgody na to, aby cieszyć się na zawołanie, organizują sobie sylwestra w sierpniu. Bo wkurza je, że coś odgórnie nakazuje im radować się i szampańsko bawić tylko dlatego, że to właśnie ta data, ten dzień.

Oddajmy Boże Narodzenie młodym

Często spotykam się też z takim podejściem, kiedy ludzie mówią: „Święta szykuję tylko dla dzieci, ja to już ze świąt wyrosłam”.

Tak mówimy, ale to nie jest prawda. Czasem mam wrażenie, że ze świąt właśnie nigdy nie wyrastamy, a konkretnie – nie wyrastamy z tego dziecięcego sposobu czekania na nie. Zwykle mamy wspaniałe wspomnienia tego czasu i ogromny do niego sentyment. Powiedziałbym tak – gdzieś głęboko w środku, my, dojrzali ludzie, czekamy na święta jak małe dzieci, a przeżywamy je – co oczywiste – jak dorośli. Stąd także to wielkie rozczarowanie nimi. I to też jest coś, nad czym warto się zastanowić, bo na tym konkretnym odcinku także można spróbować to rozczarowanie trochę zmniejszyć, patrząc na stan rzeczy realistycznie. To znaczy, już nie przeżyjemy tego dziecięcego zachwytu, już nie uwierzymy w mikołaja, już oczy nie zabłysną nam tak mocno na widok pierwszej gwiazdki, ale to nie znaczy, że ze świąt nie zdołamy się ucieszyć.

A może nam w te święta brakuje też trochę wolności?

Prawda jest taka, że świąt zwykle nie szykujemy dla siebie, ale robimy to dla bliskich. I zapominamy o pewnej oczywistości – oczekiwania każdego człowieka są inne. Nie sposób w te święta, mimo najszczerszych chęci, zadowolić wszystkich. Zwykle jest tak, że umęczeni gospodarze oczekują jakiegoś wyrazu wdzięczności albo choćby uśmiechu na twarzy każdego członka rodziny – to bardzo ludzkie, naturalne. A ponieważ każda osoba przy tym stole widzi te idealne święta trochę inaczej, więc nie każda uśmiechnie się do nas szczerze i z zadowoleniem. To wzbudzi w nas frustrację czy wręcz złość, często niezrozumiałą dla naszego gościa. Widzi pani, jak to koło się zamyka i jak w każdym rodzi się mało świąteczny duch?

To jakie jest lekarstwo?

Banalne i trudne zarazem – odpuścić, obniżyć oczekiwania. Potrzeba nam też trochę więcej otwartości, wyrozumiałości i wzajemnej tolerancji w ten świąteczny czas.  Bo każdy ma do świąt takie samo prawo. To nie może być dyktatura jednego zaborczego, najgłośniej krzyczącego członka rodziny.

Ale jak w praktyce wprowadzić tę świąteczną demokrację?

Może zastąpić którąś z tradycyjnych potraw tym, co lubi współczesny nastolatek? Może zamiast kolejnej tradycyjnej kolędy, dać młodym włączyć muzykę „okołoświąteczną”, która gra w ich duszy itd. Może nie zmuszać młodych do zakładania krawatów, choć oczywiście to nie znaczy, że mają usiąść przy świątecznym stole w dresie! Jednak niech każdy dostanie możliwość, aby do tych świąt wnieść fragment siebie. Niech każdy ma okazję poczuć się ich współautorem. To bardzo zbliża.

Młode pokolenie czasem widzi święta zupełnie inaczej. Marzy by spędzać je poza domem…

Może czasem warto zaakceptować fakt, że oni chcą święta spędzić gdzieś daleko. I nie oceniać tego w kategoriach: mają nas w nosie, nie zależy im na rodzinie. Bo powód takich wyborów bywa zupełnie inny... Czasem ten młody człowiek „ucieka” w święta po ciszę, spokój, po przestrzeń, aby coś załatwić z samym sobą. Choć prawda jest taka, że młode pokolenia od pewnego czasu na nowo garną się do bycia we wspólnocie.

Bo to poczucie wspólnotowości w tym szalonym, niebezpiecznym świecie stało się bardzo ważne dla nas wszystkich. Tylko potrzeba nam więcej wzajemnego zrozumienia, mówiąc potocznie – spuszczenia z wysokiego tonu. Święta nie staną się wyjątkowe tylko dlatego, że są świętami. One same w sobie nie mają żadnej magicznej mocy. Nie jest tak, że w Wigilię rano, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stanie się jasność.

Niech żyją cuda i magia

Wiemy to, ale... trochę tych cudów się po nich spodziewamy...

No właśnie. Czekamy na powtórzenie cudu sprzed dwóch tysięcy lat, zamiast włożyć jakąś pracę, jakiś wysiłek w to, aby ten czas stał się wyjątkowy. Cudom można pomóc. Do świąt trzeba się przygotować, ale nie mówię o tym rodzaju przygotowań, którego słuszność już przed chwilą obaliliśmy w naszej rozmowie. Mówię o przygotowaniu w znaczeniu poukładania sobie kilku ważnych spraw w głowie i w sercu. Mówię o wyhamowaniu na chwilę. O ciszy. Jezus przyszedł na świat w ciszy. Trzeba spróbować wprowadzić siebie za pomocą jakiegoś wewnętrznego dialogu w nastrój otwartości na innych, łagodności wobec nich i samego siebie. To jest według mnie mądre przygotowanie do świąt. I to, potencjalnie, może nam przynieść radość z ich przeżywania.

Pan zajmuje się analizowaniem seriali. Jaki jest obraz świąt Bożego Narodzenia w polskich serialach i jak on przekłada się na nasze podejście do tego czasu?

To, co przede wszystkim rzuca mi się w oczy, to fakt, że w polskich serialach święta są idealistycznym czasem zgody, wybaczenia, zakopania wojennych toporów. To jest bardzo silne i to jest kolejna presja, którą z zewnątrz się na nas nakłada.

To znaczy wmawia się nam, że w święta powinniśmy zapomnieć o wszystkich ranach, których doznaliśmy od kogoś bliskiego?

Mamy podzielić się opłatkiem i wyzerować w tym momencie wszystkie liczniki. Tak robią często bohaterowie seriali. To piękne, ale bardzo „obok” prawdziwego życia. Jeśli tak będziemy podchodzić do świąt, na pewno nie nauczymy się na nowo nimi cieszyć. Oczywiście to może być czas pojednania, tak może się zdarzyć, jeśli obie strony sporu wykonają wcześniej jakąś pracę nad sobą i szczerze wyciągną rękę na zgodę, ale na pewno nie ma to być czas wypierania i zamiatania swojego bólu pod kolejne dywany. Święta mają dawać nam oddech, a nie dodatkowo nas przyduszać.

Rozmowa ukazała się w miesięczniku „Uroda Życia" 12/2017
 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
dobre rady Miller
fot. iStock

Od nudnej pracy po zdradę. Ludzie piszą: Pani Kasiu, co robić gdy…. Katarzyna Miller odpowiada.

Co robić, gdy mąż ogląda porno, dzieci nawzajem sobie dokuczają, a w pracy jest toksycznie - Katarzyna Miller wnikliwie odpowiada na pytania ludzi, którzy szukają pomocy w mniej lub bardziej codziennych sprawach.
Agnieszka Dajbor
26.11.2020

W swojej nowej książce „Droga Kasiu,jak żyć lepiej?” Katarzyny Miller zaczyna się od wspomnienia jej najważniejszego listu w życiu. „Był to mój list do siebie samej, w którym zgodziłam się na siebie. Napisałam go w momencie, gdy odkryłam, jak potrzebne jest to, by stawać się coraz bardziej dorosłą i odpowiedzialną za siebie samą” – tłumaczy Katarzyna Miller. Do niej samej ludzie piszą zwykle o tym, co ich boli, z czym nie potrafią sobie poradzić. Historie są różne, ale nasze lęki, smutki i potrzeby podobne. Można się więc tymi listowną terapią inspirować. Zdrada w związku Mnóstwo tu tematów i wątków. Pierwszy z brzegu, zdrada. „Tydzień temu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradza. Zawalił mi się świat –  pisze jedna z kobiet. I jak wiele z nas, które tego doświadczyłyśmy dodaje: Nie jem, nie śpię, nie mogę zajmować się córką. Poprosiłam o pomoc mamę, bo nie daję rady. W przypływie furii spakowałam jego rzeczy i poczułam, że wcale nie chcę , by się wyprowadzał. On najpierw próbował się wszystkiego wyprzeć, potem to umniejszał, twierdząc, że to nic nie znaczy (ale jak to może nic nie znaczyć?!), a potem wykrzyczał w nerwach, że to wszystko przeze mnie, i wyszedł z domu. Mama mi tego nie ułatwia. Jest załamana. Nie lubiła go nigdy, twierdzi, że powinien się wynieść z domu, abym mogła tę sytuację przemyśleć. Jestem jej mimo wszystko wdzięczna, że zajmuje się Julką. Wczoraj nie spałam całą noc. Pomyślałam, że go już nie chcę, że nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek miała z nim pójść do łóżka, brzydzi mnie wszystko, co się z nim wiąże. Boję się o córkę. Ma tylko siedem lat, widzi, że dzieje się coś złego, martwi się. Wczoraj popłakała się bez powodu. Nie mogłam jej...

Czytaj dalej
Mat.prasowe kolaż

Najlepsze książki na zimę. Sprawdzą się jako prezenty pod choinkę

Sezon czytelniczy w pełni. Sprawdzamy, co warto przeczytać w najbliższych tygodniach albo zostawić bliskim pod choinką.
Sylwia Arlak
26.11.2020

Grudzień to czas prezentów. Przyjaciółkę może ucieszyć książka o rozwoju osobistym, a mamę — pozycja, która pozwoli jej się oderwać od otaczającego świata. Obdarowując bliskich, nie zapominajmy także o sobie samych. Sprawdźcie, jakie książki warto przeczytać w najbliższych tygodniach. „Nic się nie dzieje”, Kathryn Nicolai, Wydawnictwo Insignis Pandemia, niepewność jutra, a do tego strajki na ulicach polskich miast. 2020 rok nie był dla nas łaskawy. Nic dziwnego, że tak często cierpimy na zaburzenia snu. Przy zarwanych nocach nie ma mowy o dobrym samopoczuciu. Warto więc poznać nawyki wspomagające zdrowy i spokojny sen. Na pomoc przychodzi książka „Nic się nie dzieje” autorki Kathryn Nicolai. Znajdziemy w niej pokrzepiające opowiadania z pięknymi ilustracjami Léi Le Pivert, pomysły na relaksujące rytuały i medytacje, a także przepyszne przepisy. „Odrobina czarów”, Michelle Harrison, Wydawnictwo Literackie Grudzień to czas magii. Książka „Odrobina czarów” Michelle Harrison, kolejna część opowieści o rodzinie z wyspy Wronoskał, idealnie wpasuje się w ten świąteczny, wyjątkowy klimat. Charlie przez pomyłkę zostaje porwana. Jej siostry wyruszają na poszukiwania pełne przygód i niebezpieczeństw. Wbrew pozorom — opowieść wciąga nie tylko nastolatki. „Twoja wewnętrzna moc”, Agnieszka Maciąg, Wydawnictwo Otwarte Agnieszka Maciąg od lat uczy nas, jak żyć pełniej, głębiej, bardziej świadomie. W swojej najnowszej książce „Twoja wewnętrzna moc” pokazuje, jak radzić sobie w czasach kryzysu. Uświadamia nam, że największe ograniczenia tkwią w naszej głowie i że przy odrobinie wysiłku każda z nas może wieść takie życie, na jakie zasługuje. Jak przekonuje autorka, słowo wyzwanie zamieńmy na wezwanie do...

Czytaj dalej
Rodzina patchworkowa. Jak stworzyć udaną relację?
Pexels.com

Patchworkowa rodzina – jak ułożyć relacje z jego dziećmi i byłą żoną?

Rodzina patchworkowa już nie jest ewenementem. Jeśli sami nie jesteśmy jej członkiem, już każdy z nas ma wśród swoich bliskich znajomych takie rodziny. Coś, co jeszcze dwadzieścia lat temu było wyjątkiem, dziś staje się rzeczywistością coraz większej grupy ludzi.
Karolina Morelowska-Siluk
25.11.2020

Ze statystyk wynika, że co trzecie małżeństwo w Polsce kończy się rozwodem. Dzieje się tak coraz częściej i coraz wcześniej – to znaczy całkiem młode stażem związki, czyli coraz młodsi ludzie, decydują się na rozstanie. Nie porzucają przy tym myśli o ułożeniu sobie życia na nowo. Czym jest rodzina patchworkowa? Nawet jeśli przez jakiś czas bardzo zranieni i okaleczeni myślimy, że chcemy zostać w pojedynkę do końca naszych dni, zwykle u większości z nas przychodzi jednak moment, kiedy zaczynamy tęsknić za bliskością i jesteśmy gotowi, by dać sobie przynajmniej jeszcze jedną szansę na szczęście. Na nowo zaczynamy wierzyć w magię miłości oraz w to, że trudne doświadczenia uczyniły nas mądrzejszymi, że z czystą kartą możemy startować w nowe życie. Dość często okazuje się, że nie jest to takie proste, a trudność tkwi w tej „czystej karcie”, a konkretnie w tym, że ona wcale nie jest czysta… Na zawsze zapisani są w niej przecież nasi byli partnerzy, byłe rodziny naszych partnerów, byłe i nadal obecne kredyty, finansowe zobowiązania i przede wszystkim dzieci. Moje, jego, jej i te potencjalnie wspólne. Ta sieć powiązań i zobowiązań bywa bardzo trudna do poukładania nawet wtedy, kiedy dwoje ludzi darzy siebie prawdziwym i głębokim uczuciem. Jeśli jednak udaje nam się stworzyć takie relacje, mówimy wtedy o rodzinie patchworkowej. Czytaj także: Najpiękniejsze cytaty o rodzinie – od Dalajlamy po Lwa Tołstoja Jak stworzyć szczęśliwą rodzinę patchworkową? Czy da się ocalić miłość pod naporem awantur z byłymi partnerami, rozżalenia, smutku? Czy da się przetrwać czas buntu i agresji dzieci, którym często nie odpowiada nowy porządek rzeczy? Jak stworzyć rodzinę, gdy w związku pojawia się podejrzliwość i pytania, dlaczego już trzeci raz rozmawiamy dziś z byłym mężem? To wszystko...

Czytaj dalej