„To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!
iStock

„To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!

Schroniska są teraz zamknięte, ale serca osób wrażliwych na los zwierząt w ostatnim czasie otworzyły się szeroko. Adopcje zwierzaków są coraz częstsze!
Kamila Geodecka
17.12.2020

Okazuje się, że czas pandemii, tak dokuczliwy dla ludzi, dla psów i kotów okazał się rokiem szansy na lepsze. W ostatnich miesiącach wielu z nas zdecydowało się na adopcję adopciaka. O tym, jak teraz wygląda praca w schronisku i jak wygląda proces adopcyjny zwierzaków, opowiada  Anna Elgert z „OTOZ Animals” oraz zastępczyni kierownika w schronisku „Ciapkowo” w Gdyni.

Kamila Geodecka: Mówi się, że w czasie pandemii więcej osób decyduje się na adopcję psa. To prawda?

Anna Elgert: Tak, to chyba jedyny plus tej pandemii. Ale chcę zaznaczyć jedną rzecz. Czasami zarzuca się nam, że pozwalamy na adopcję, a po pandemii te psy będą wracały do schroniska. Ale my prowadzimy weryfikację osób, które chcą przygarnąć zwierzaki, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Zawsze pytamy się o to, ile godzin dziennie pies będzie zostawał sam. Ale w normalnym trybie pracy. Pytania dotyczą normalnego trybu życia, nie tylko tego w czasie pandemii.

I mogę powiedzieć, że póki co nie mieliśmy żadnych zwrotów z adopcji. Faktycznie na początku była obawa, bo nagle wszyscy zaczęli zgłaszać się po psy. Niektórzy podejrzewali, że to może dlatego, że na początku w czasie lockdownu tylko z psem można było wychodzić na spacery, a inni nie mogli tak spacerować. Ale my naprawdę bardzo mocno weryfikujemy te domy.

Starsze psy mają najmniejszą szansę na adopcje? 

Tak i kładziemy bardzo duży nacisk na wydanie tych psów. Szczególny problem jest ze starszymi i do tego dużymi psiakami. Wiadomo, że jak przychodzi mały szczeniak, to tych zgłoszeń jest dużo. Ale pieski, które są już po 2-3 lata w schronisku, to często są już starsze zwierzęta. Dla nas adopcja starszego psa to naprawdę cud. My w schronisku staramy się też dbać o te starsze zwierzęta i dajemy im najlepszą jakościowo karmę, witaminy, suplementy. Czasami ktoś przyniesie nam materace antyodleżynowe, więc też dajemy je naszym staruszkom.

Psy do adopcji czekają na odrobinę miłości

Już pojawiają się mrozy. Czy schronisko jest przygotowane do zimy?

Zima jest zawsze trudnym czasem w schroniskach. My akurat jesteśmy w dobrej sytuacji, bo mamy tylko dwa psy, które mieszkają na zewnątrz, wszystkie inne są w pawilonach. Te dwa psy to zwierzęta, które wcześniej mieszkały na zewnątrz i nie czują się dobre w pomieszczeniu. Mają ogrzewane budy, dostają mokrą karmę, żeby miały energię i utrzymywały ciepło.  Ale jeszcze do niedawna nie było tak dobrze, bo trzeba było te psy ubierać, wlewać wrzątek do misek, a i tak po chwili miska była zamarznięta. To był faktycznie bardzo trudny czas.

Teraz skupiamy się na tym, by dawać psiakom suplementy, witaminy. Dopiero co mieliśmy akcję charytatywną „Zwierzęta Też Chcą Mieć Święta” i dostaliśmy od darczyńców odżywki, suplementy, witaminy dla zwierząt. Już szósty rok organizowaliśmy tę akcję i faktycznie dzięki niej robimy zapasy na około pół roku.

Czytaj także: Marcin Dorociński: „Największym drapieżnikiem na świecie jest człowiek”

A czegoś jeszcze brakuje w schronisku?

Głównie to te suplementy, bo podajemy je przez cały rok. To są rzeczy na wagę złota. Ale też koce, kołdry, bo wymieniamy je każdego dnia. Tak samo żwirek dla kotów – przyjmiemy każdą ilość. Potrzebujemy też mokrej karmy wysokomięsnej. Zużywamy jej ogromne ilości każdego dnia i każdego dnia widzimy, jak zapasów w magazynie ubywa. Często prosimy szkoły czy firmy o pomoc.

Jeśli ktoś nie może zaadoptować naprawdę, może pomyśleć o wirtualnej adopcji, prawda?

Tak, jeśli ktoś chciałby adoptować wirtualnie psiaka, musi wypełnić formularz i ustawić stałą miesięczną kwotę, która będzie miesięcznie przekazywał na wybrane zwierzę – ta kwota to 30 zł. Taką informację zamieszczamy na naszej stronie, piszemy na przykład, że pani Katarzyna Kowalska zaadoptowała Pikusia. Taka osoba ma też prawo do odwiedzania wybranego psa i wyprowadzania go na spacery. Oczywiście teraz w pandemii nie jest to możliwe, ale w normalnym trybie – jak najbardziej.

Gdy wirtualny podopieczny znajdzie już swój dom, to informujemy „adoptowanego opiekuna”, że pies znalazł rodzinę i proponujemy wirtualną adopcję innego psa.

Jak wygląda teraz praca schroniska? Czy są jakieś obostrzenia?  

Schronisko jest teraz zamknięte dla odwiedzających, to znaczy dla osób, które chciałyby przejść się przez pawilony i zobaczyć zwierzęta. Adopcje wyglądają teraz tak, że na bieżąco robimy zdjęcia wszystkich podopiecznych i publikujemy je na naszej stronie internetowej i na Facebooku. Osoba, która chciałaby adoptować zwierzaka, może do nas napisać do nas maila z prośbą  o przesłanie ankiety adopcyjnej.

Czytaj także: Dorota Sumińska: hrabianka, która uczy nas szacunku do zwierząt

Na czym polega ta ankieta? Co ma weryfikować?

Są w niej pytania sformułowane w taki sposób, żebyśmy mogli zweryfikować, czy osoby, które zgłaszają się do nas, piszą prawdę. Pytamy na przykład o to, co stało się z poprzednim psem, którego ktoś miał. Prosimy o rozwinięcie tematu, czyli nie oczekujemy jedynie odpowiedzi „pies wpadł pod samochód”, ale o opisanie całej sytuacji. Chcemy po prostu dowiedzieć się, czy te osoby są odpowiedzialne, bo o odpowiedzialność głównie nam chodzi. 

I co dalej?

Odzywamy się do tych osób i zastrzegamy sobie prawo wyboru najlepszego właściciela. Czasami mamy jednego psiaka i 20 zgłoszeń. Wtedy staramy się wybrać najlepszy dom. Ale reszcie osób także proponujemy inne zwierzęta do adopcji. Wtedy jest też większa szansa na to, że na przykład starszy pies znajdzie dom.

Nigdy nie wydajemy też psów od razu do nowego domu. Zawsze umawiamy się na konkretną datę, kiedy rodzina może przyjść i wyjść na spacer przedadopcyjny z psem. Ważne, żeby pojawili się wszyscy domownicy, bo czasami pies może nie akceptować dzieci, mężczyzn czy nawet osób w okularach.

Czasami psy  nie będą mogły też odnaleźć się w komunikacji miejskiej lub w windzie, dlatego staramy się, by na początku rodzina zabrała psa do swojego domu tylko na chwilę – w godzinach pracy schroniska. To są często zwierzęta po przejściach. Czasami to psy, które całe życie były przypięte do łańcucha lub żyły w kojcach, dlatego mogą w ogóle nie wiedzieć, co to znaczy mieszkanie w domu, co to są kafelki czy klatki schodowe.

Mam nadzieję, że coraz więcej osób będzie chciało przygarnąć psy.

Tak, ja zawsze staram się o tym mówić, bo każda taka informacja zwiększa szansę na to, że kolejny pies znajdzie swój dom. Ale jeśli nie mamy warunków do tego, by mieć w domu zwierzę, to możliwości pomocy jest też naprawdę dużo: od wspierania finansowego po organizowanie specjalnych zbiórek w szkołach czy firmach.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Na czym polega dogoterapia?
iStock

Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności

O tym, że zwierzęta mają terapeutyczną moc, wie dziś już większość z nas. Kontakt z psem czy koniem potrafi zdziałać cuda. Na czym polega dogoterapia i jakie przynosi skutki?
Karolina Morelowska-Siluk
24.11.2020

Hipoterapia (praca z koniem) czy dogoterapia (praca z psem) wykorzystywane są m.in. do leczenia porażenia mózgowego czy wspierająco w terapii dzieci z autyzmem. W Stanach Zjednoczonych terapię z udziałem zwierząt domowych (ang. pet therapy) zaczęto stosować już w latach siedemdziesiątych. Autorem samej nazwy i jednocześnie  zagorzałym propagatorem tej metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson. Zauważył on bowiem, że autystyczne dzieci, które nie potrafiły nawiązać kontaktu z dorosłymi, ożywiały się podczas kontaktu z psami. Odkrycie psychologa zapoczątkowało kolejne badania. Dość szybko okazało się, że zastosowanie dogoterapii powinno być zdecydowanie szersze. Czytaj także: „Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka Dogoterapia. Najpierw pies, potem mąż Dr Erika Friedmann obserwowała pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału lub choroby wieńcowej. Okazało się, że fakt, iż w domu czeka na chorego pies, zdecydowanie bardziej mobilizował go do walki o zdrowie niż obecność żony/męża czy wsparcie rodziny. Dlatego w amerykańskich domach opieki wolno mieszkać ze zwierzętami, można je także przyprowadzać do szpitali. Według profesora medycyny klinicznej Kennetha R. Pelletiera powinno być to możliwe we wszystkich krajach, bo po kontakcie z psem w domu opieki pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno, a po wizycie rodziny nie ma takich efektów… Dogoterapia w Polsce i na świecie Niestety w Polsce dogoterapia wciąż  traktowana jest przede wszystkim jako sposób na codzienną pomoc osobom z niepełnosprawnością. Szkolone psy znają kilkadziesiąt  komend i są w stanie wykonać ze swoim właścicielem albo wręcz za niego mnóstwo rozmaitych czynności. W wielu miejscach na świecie, w tym w Stanach...

Czytaj dalej
psi behawiorysta
Unsplash

Pies na kozetce u psychologa: w czym może mu (i nam!) pomóc psi behawiorysta?

„Przychodzą pacjenci i chcą, żeby zwierzak przestał gryźć lub szczekać. Dlaczego nie pytają, co on czuje? Jak funkcjonuje?” – mówi Aneta Awtoniuk, zoopsycholożka.
Paweł Sulik
04.08.2020

Pies albo kot to nie zabawka, którą można włączyć, wyłączyć albo oddać komuś innemu, kiedy już sie nam znudzi. Banał? A jednak wciąż trzeba o nim przypominać. Wychowanie domowego zwierzaka nie zawsze jest łatwe: zdarza się, że kot sika, pies wyje, szczeka, jest agresywny… – w takich sytuacjach pomoże psi behawiorysta. Dużo możemy też od niego dowiedzieć się o sobie samych. Paweł Sulik: Kim jest behawiorysta? Czy to osoba zajmująca się tresurą zwierząt? Aneta Awtoniuk: Behawiorysta to specjalista od zachowań. Wie, jakie zachowania są typowe, a jakie odbiegają od normy, potrafi je zmodyfikować. Szkolenie to domena treserów. Nie znoszę jednak tego słowa – treserzy są w cyrkach, wolę nazywać siebie trenerką. Szkolę bowiem nie tylko zwierzę, ale i człowieka. Podobnie w  przypadku terapii behawioralnej moimi pacjentami są zarówno zwierzęta, jak i ich opiekunowie. W 90 procentach kłopoty, których przysparzają zwierzęta, są wynikiem tego, co niewłaściwego w  relacji z  nimi robi człowiek. Z jakimi problemami styka się pani w pracy najczęściej? Jesteśmy otoczeni zdjęciami ślicznych piesków i kotków umieszczonymi na portalach społecznościowych, ale moi pacjenci przychodzą naprawdę sfrustrowani. Najczęściej słyszę, że pies gryzie kanapę, kot sika na pościel itd. Zdarza się, że koty są agresywne wobec gości w domu, polują na stopy, kiedy tylko ktoś zdejmie buty. Właściciele wierzą, że istnieje szybka i skuteczna metoda, żeby skorygować uciążliwe zachowania zwierząt. Myślą, że wystarczy sięgnąć po odpowiednią pastylkę, którą ja, behawiorystka zwierzęca, zalecę, a zwierzę momentalnie przestanie sprawiać problemy. Nikt nigdy nie przyszedł do mnie dowiedzieć się, co czuje i jak funkcjonuje jego pies czy kot, zawsze przychodzą pacjenci, którzy...

Czytaj dalej
Dorota Sumińska
GRZEGORZ KAWECKI/Puls Biznesu/FORUM

Dorota Sumińska: hrabianka, która uczy nas szacunku do zwierząt

I nieraz przy tym mocno nam się od niej obrywa! W swoich audycjach, wywiadach i książkach Dorota Sumińska punktuje naszą nieodpowiedzialność, brak szacunku i co tu kryć, bezmyślność w stosunku do zwierząt. I jesteśmy jej za to wdzięczni.
Marzena Rogalska
22.05.2020

To, kim jestem, zawdzięczam kobietom z mojej rodziny: tatarskiej prababce, ukochanej babci Bebie i mamie. To dzięki nim tyle dostałam od losu. Choć na weterynarię poszłam, żeby być bliżej ojca”, mówi Dorota Sumińska, pisarka, podróżniczka, lekarka i miłośniczka zwierząt. Marzena Rogalska:  Wychowałaś się w małym mieszkanku w Śródmieściu, które przypominało zoo. Dorota Sumińska: Nie jestem w stanie policzyć ani spamiętać wszystkich zwierząt. Zawsze było ich bardzo dużo. I bardzo różnych. Były zwierzęta typowe, domowe, jak psy i koty, ale oprócz tego ptaki drapieżne, oswojone węże, koza, kury, kogutek… Kury też mieliście w bloku? Jedną, Panią Warszawską. Była przemiłą kurą, codziennie znosiła jajko, które ja dostawałam. Bardzo chorowałam jako dziecko i chodziło o to, żebym dochodząc do zdrowia, jadła jak najlepsze jedzenie, więc ojciec ją przyniósł i kura zamieszkała z nami. Jeździła też z nami na wakacje i mieszkańcy wsi Grabie nad Rawką, do której jeździliśmy, nazwali ją Pani Warszawska, ponieważ nie kumała się z wiejskimi kurami, tylko chodziła z psami. Mieszkał też u nas koziołeczek Rududu. Ojciec wtedy pracował w ogrodzie zoologicznym i urodził się tam koziołeczek z wadą serca. Ojciec go przyniósł, bo tam nie miał szans przeżyć. Mama strasznie koziołeczka pokochała, karmiła butelką, ale, niestety, umarł, bo im był starszy, tym to serduszko gorzej pracowało. Mama nie mogła żyć bez zwierzaków? Myślę, że mogłaby żyć, i sama z własnej woli na pewno by się tak „niezazwierzęciła”. Tylko że jak była ze mną, to nie miała wyjścia. (śmiech) Była uczuciową osobą i zżywała się ze zwierzętami. Jak leżała w szpitalu, to bardzo za nimi tęskniła. Przemycałaś jej tam jakieś...

Czytaj dalej