Co wyjdzie z połączenia malarstwa i miłości do czekolady? Praliny DOTS!
archiwum prywatne

Co wyjdzie z połączenia malarstwa i miłości do czekolady? Praliny DOTS!

Wymyśla je i tworzy absolwentka ASP Katarzyna Malczewska. Wzbudzają pożądanie i u wyrafinowanych estetów, i poszukiwaczy nowych smaków. Bo jak wiadomo, czekolada łączy ludzi (a kobiety na pewno!).
Wika Kwiatkowska
29.05.2020

Przypominają planety. Czasem perły. Albo oszlifowane kamienie. Mają różne kolory, nasycone lub subtelne, z fantazyjnymi smugami, delikatnymi plamkami. Połyskujące, matowe, idealnie gładkie albo z wyraźną fakturą – łączą się w wysmakowane kompozycje. Bo powierzchnia czekoladowych pralin stała się dla Kasi Malczewskiej płótnem do malowania swojego świata, nastroju, emocji. W miniaturowej skali. 

Pomysłu na siebie szukała dosyć długo. Miała wiele zainteresowań, tyle że wszystkie drogi wydawały jej się za wąskie. Najbardziej lubiła malować, ale najpierw studiowała etnologię i gender na uniwersytecie, potem architekturę wnętrz i modę na ASP, a na koniec psychologię. Każdy z tych kierunków dał jej różne narzędzia i perspektywy, z których czerpie: szersze spojrzenie na świat, umiejętność pracy nad przestrzenią i bryłą, świadomość wagi inspiracji, skupienie na człowieku i jego zmysłach. 

Katarzyna Malczewska, Praliny DOTS
fot. Aga Bilska

– Zawsze interesowała mnie praca ze wzrokiem, węchem, smakiem… Jestem bardzo wrażliwa na zapachy, nie lubię ich mieszać. Przez kilka lat szukałam perfum, które by mi odpowiadały.

Słodkie smaki nigdy jej nie pociągały, nawet w dzieciństwie nie dało się jej przekupić cukierkiem. Później zaczęła ją zastanawiać specyficzna estetyka wyrobów cukierniczych. Brakowało jej tej wyrafinowanej, dla bardziej wymagającego odbiorcy. I pomyślała, że mogłaby to zmienić. Jej czekoladki miały być minimalistycznie piękne, a do tego wytrawne. 

Praliny DOTS
archiwum prywatne

Chciałam robić słodycze nie tylko ładne, ale przede wszystkim takie, które mnie też by smakowały. I zaskakiwały innych.

Poszła na warsztaty z czekolady. Poczuła, że jest w tej materii miejsce na kreatywność, że może stworzyć coś nowego, oryginalnego: – Bo nie chcę i nie potrafię kopiować – tłumaczy. 

Zaczęła intensywnie eksperymentować. Prawie codziennie przynosiła do biura, w którym pracowała jako grafik, własnoręcznie zrobione czekoladki wypełnione nietypowym nadzieniem: miksowała różnego rodzaju sery, świeże owoce, zioła, pieprz, alkohole, bekon i piwny karmel. Przekonała się, że ludzie lubią odkrywać nowe smaki. Hitem wśród kolegów z pracy okazało się połączenie białej czekolady z serem roquefort. To zresztą do tej pory jej osobisty numer jeden.  

– Powtarzalność mnie nudzi, lubię, jak mi się włącza kreatywność. A w tej działalności paleta wizualnych i   smakowych wariacji jest nieskończona.

Katarzyna Malczewska, Praliny DOTS
Aga Bilska
Czasem komponuje na zasadzie kolorystycznej: wanilia pasuje jej do różowego pieprzu, matcha do zieleni rozmarynu, gorgonzola do ziaren tonki. Ostatnio, we współpracy z Bartoszem Liskiem, odkryła możliwości alg – szczególnie urzekły ją słodkawe, fioletowe algi dulce: „Są piękne i świetnie komponują się z białą czekoladą”.

Do każdej czekoladki najpierw powstaje projekt: Kasia rysuje na papierze, buduje nastrój, dobierając odpowiednie kolory, detale, faktury. Potem przystępuje do malowania formy – pędzelkiem, sprayem lub aerografem – wykorzystując normalne techniki malarskie. 

–   Żaden malarz nie brał się wcześniej za praliny – śmieje się. – Dlatego moje się tak wizualnie wyróżniają. Według cukierniczych zasad mają zawsze błyszczeć i być idealnie gładkie, a ja robię często matowe, strukturalne. 

Kiedy skończy już robotę malarską, zajmuje się czekoladą: temperuje ją klasyczną metodą na kamieniu, płynną czekoladą zalewa formę, wypełnia ganaszem, ponownie zamyka formę czekoladą. Bardzo lubi ostatni etap, czyli ułożenie pralin w pudełku, bo wtedy ma okazję stworzyć kolejną, niepowtarzalną malarską kompozycję. 

Praliny DOTS
archiwum prywatne
Lubi pracować na zamówienie, wymyślać smaki i wygląd pralin pod konkretne wydarzenie, potrzeby i aspiracje danej osoby czy firmy. Nie szuka reklamy, na razie najbardziej skuteczny okazuje się marketing szeptany.

Wszystkie nadzienia robi sama z naturalnych, świeżych składników. Uciera w moździerzu trawę cytrynową, ubija mus z szyszek syberyjskich, trze na proszek suszone borowiki. Szyszka i borowik to smaki, które powstały we współpracy z Tomkiem Czajkowskim, autorem kulinarnego bloga „Magiczny składnik”. Zaprojektowała też własną, zainspirowaną origami, formę tabliczki czekolady. Oczywiście wytrawnej – to połączenie deserowej czekolady z solą truflową. 

Chce, aby słodycze były czymś wyjątkowym, odświętnym. Byśmy się nimi delektowali, ale od czasu do czasu, nie na co dzień. A że nie lubi pozostawiać po sobie rzeczy, bardzo jej odpowiada, że to, co robi, tak szybko znika. Jedyny namacalny ślad po jej biżuteryjnych pralinach zostaje na Instagramie. 

 – Jestem 30-letnią kobietą, która rysuje kredkami na papierze, a potem bawi się czekoladą – śmieje s ię. I jest jej z tym bardzo dobrze.

Praliny DOTS
archiwum prywatne
Nie używa gotowych past cukierniczych, dlatego praliny mają krótki, dwutygodniowy termin ważności.

Kasia tworzy swoje czekoladki z myślą o tym, żeby się im przyjrzeć, powąchać, posmakować i zastanowić nad nieoczywistym smakiem. Bez pośpiechu, świadomie, z czystą przyjemnością.

Przyjemność to słowo, które często pojawia się w ustach Kasi. Bo przyjemny jest dla niej sam proces powstawania pralin, a potem efekt, jaki wywołują, dając drobną rozkosz naszym zmysłom.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 4/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Anna Sudoł: jak zorganizować wegańskie święta?
Studio Ułanicka

Wegańskie święta Anny Sudoł: „Najlepsze, co możemy zrobić dla naszej planety, to ograniczyć spożycie mięsa”

„Wróćmy do tradycji”, przekonuje Anna Sudoł. I pokazuje, że wegańskie potrawy w niczym nie ustępują tym, które zwykle goszczą na naszych świątecznych stołach.
Hanna Szczesiak
21.12.2020

Sprzedała wszystko, by z partnerem, córką pod pachą i kilkoma plecakami wyjechać w świat – tam, gdzie poprowadzi ją serce. Dziś Anna Sudoł mieszka w Portugalii, rozwija własny biznes, pisze książki kucharskie i uczy miłości: do siebie, ale też do wegańskiej kuchni. Nam zdradza swój przepis na etyczne, ekologiczne i (naprawdę) pyszne święta w wersji roślinnej. Jak przygotować wegańskie święta? Hanna Szczesiak: Śledź w śmietanie, ryba po grecku, kutia słodzona miodem. Wielu z nas nie wyobraża sobie świątecznego stołu bez tych potraw, choć chyba dość łatwo przygotować je w wersji roślinnej? Anna Sudoł: Tradycyjnie świąteczne potrawy są wegetariańskie, z mięs jada się tylko ryby. Akurat wyeliminowanie z menu ryb jest banalne, bo jesteśmy w stanie odtworzyć ich smak przy pomocy nori – to wodorosty wykorzystywane do robienia sushi. Sama ostatnio przygotowałam pastę imitującą tuńczyka, a mój partner – który nie jest weganinem i dobrze zna mięsne smaki – dziwił się, że w tej paście nie ma ryby. Świąteczne smaki kojarzą nam się jednak z dzieciństwem, z domem. Być może dlatego trudno nam zrezygnować z niektórych świątecznych potraw – boimy się, że ich nie zastąpimy. Albo że tofu zawsze będzie tofu i nigdy nie przygotujemy z niego smacznej „ryby”. Gdy byłam dzieckiem, w Wigilię zjadałam tylko ziemniaki ze śmietaną ze śledzi. W zeszłym roku odtworzyłam te śledzie w wersji wegańskiej – to smak mojego dzieciństwa. Więc rozumiem, co masz na myśli z tą tęsknotą za smakami. Co do przykładu z tofu, od razu nasuwa mi się odpowiedź: przecież tofu będzie nawet lepsze niż ryba! Przy smażeniu unikniemy charakterystycznego zapachu w całym domu, tofu nie będzie się rozpadać, a w dodatku dzięki nori osiągniemy ten rybny smak. Lubię też przygotowywać tofu-rybę po...

Czytaj dalej
Nowy pokaz mody MMC odbywa się online!
mat. prasowe MMC

Przepiękny pokaz online nowej kolekcji MMC: minimalizm, oversize i unisex

Dziś o 20:30 polska marka MMC pokazała na żywo kolekcję online. To odpowiedź na nowe czasy. To także demokratyzacja mody, bo wyjątkowe show może zobaczyć każdy.
Zuzanna Szustakiewicz
01.07.2020

Już dziś 1 lipca o 20:30 kilkadziesiąt osób, w tym gwiazdy, influencerzy i ludzie związani z modą zasiądzie na swoich miejscach w Studiu Las. Czekamy na spóźnialskich, w końcu rozbrzmiewa muzyka i modelki wchodzą na wybieg, by zaprezentować kolekcję Ilony Majer i Rafała Michalaka z MMC na sezon jesień-zima 2020/21. Potem są brawa i afterparty. Rano publikujemy w swoich serwisach recenzje kolekcji i wrażenia z poprzedniego wieczoru… Tak jeszcze do niedawna wyglądał każdy pokaz mody, ale dzisiaj zamiast fizycznie, spotkamy się online, a duet MMC robi to jako pierwszy w Polsce. Polska marka MMC w awangardzie Pierwszy lipcowy wieczór 2020 roku zapisze się w historii polskich pokazów mody jako pierwszy pokaz online . Projektanci MMC Ilona Majer i Rafał Michalak są w awangardzie nie, tylko jeśli chodzi o swoje projekty, ale także w kwestii komunikacji. Dzisiaj pokazali swoją kolekcję Jesień-zima 2020/21 w formie video-pokazu , a wszyscy miłośnicy mody mogli obejrzeć go u siebie na kanapie. Reżyserka pokazów mody Kasia Sokołowska od wielu lat współpracuje z MMC i także tym razem odpowiada za ten projekt medialny, któremu bliżej do artystycznego video niż klasycznej prezentacji ubrań. Paradoksalnie pojawiające się ograniczenia wyzwoliły jeszcze większą kreatywność, a dzięki technologii można było zrealizować pomysły, które inaczej pozostałyby tylko w artystycznych głowach duetu MMC i Kasi Sokołowskiej. Jeszcze moda czy już sztuka? Alexandre de Betak — najsłynniejszy reżyser i producent pokazów mody na świecie przewiduje, że tradycyjne prezentacje kolekcji w formie pokazów, a także tygodnie mody odbywające się tak jak do tej pory to przeszłość. Jako jedną z potencjalnych alternatyw wskazuje właśnie na video performance, który podobnie jak pokaz mody na żywo potrafi przekazać...

Czytaj dalej
Kasia Bem: medytacja, joga
Mat. prasowe

Czy naprawdę potrzebujesz tylu rzeczy? 

Dlaczego mieć mniej znaczy czuć więcej? Czy ograniczenie ilości rzeczy może wpłynąć na poczucie szczęścia?
Kasia Bem
06.02.2020

Kupujemy, gromadzimy i posiadamy – i nie zastanawiamy się nawet, czy potrzebujemy tych wszystkich rzeczy! Tymczasem nadmiar może zabierać nam energię i paradoksalnie prowadzić po uczucia pustki. Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem  przekonuje, że do szczęścia nie potrzebujemy aż tyle, ile mamy.  Chcesz żyć spokojniej, pełniej i bardziej świadomie? Możesz zacząć od dzisiaj! Posłuchaj podcastu: Podcasty „Urody Życia” – słuchaj dla przyjemności, tam, gdzie lubisz:  Spotify ,  Anchor ,  Apple Podcast  ,  Breaker  ,  Google Podcast ,  Youtube . Inspiracja: „Bogactwo człowieka proporcjonalne jest do liczby rzeczy, z których potrafi zrezygnować” –David Thoreau Znajomi gościli mnicha buddyjskiego, który przyjechał na uniwersytet z serią wykładów. Zapytali go, czy napiłby się herbaty, i zaproponowali wybór spośród wielu gatunków, które mieli w domu. Mnich złapał się za głowę i wykrzyknął: „Po co wam tyle tego?!”. Dzięki szczeremu zdziwieniu skromnego mnicha możemy zobaczyć, jak typowy zachodni model życia, w którym więcej znaczy lepiej, w zabawny sposób zderzył się z duchowym umiłowaniem minimalizmu i prostoty. Praktykuj minimalizm w cywilizacji nadmiaru  Żyjemy w cywilizacji nadmiaru. Przytłoczeni milionem niepotrzebnych rzeczy, tysiącem kuszących możliwości i setkami wyzwań w głębi duszy przeczuwamy, że umyka nam coś ważnego, gubi się jakiś większy sens. Zaspokajamy kolejne zachcianki, ale z czasem orientujemy się, że nie przynosi nam to trwałej satysfakcji. Kupujemy kolejne rzeczy, chcemy więcej, szybciej, lepiej, ale prawda jest taka, że sensu życia nikt jeszcze nie znalazł w galerii handlowej czy pięciogwiazdkowym hotelu. Pięknych widoków też...

Czytaj dalej
mat. prasowe

Early Bird Kids – kolejna polska marka podbija serca mam

Early Bird czyli Ranny Ptaszek. To określenie zna każda mama. Poznajcie markę dziecięcych ubrań, która w czasie pandemii zaczęła swoją biznesową przygodę
Materiał partnera
06.10.2020

Early Bird to projekt Kasi Dziubłowskiej i Oli Sołtysiak, mam małych dzieci, dla których nie mogły znaleźć, tego co szukały. – Ciężko było stworzyć kapsułową garderobę, mimo pełnej szafy, cały czas miałam wrażenie, że nic do siebie nie pasuje – przyznaje Kasia. – Obydwie lubimy modę, ale nie byłyśmy do końca zadowolone z tego, co dla naszych dzieci kupujemy, zawsze było jakieś „ale”. Jeśli coś miało fajny krój, to było kiepskiej jakości i odwrotnie – dodaje Ola. – Dlatego postanowiłyśmy pomóc sobie i innym rodzicom mającym podobne rozterki. Kasia jest prezesem Fundacji Do Dzieła! Lata temu pożegnała się bez sentymentów z branżą farmaceutyczną i wpadła w wir działań aktywizujących Warszawę – jej ulice (przez festiwal Street Art. Doping, który produkowała) i nadwiślańskie rewiry (działania nad rzeką i na rzece – spotkania, warsztaty, teatry, koncerty, rejsy). – Działo się dużo, mogłam spinać projekty, które tworzyłam z chłopakiem a później mężem, ale jednak wyczuwałam potrzebę niezależnego działania, a że kocham modę i dzieci, wybór stał się prosty – zdradza. – A już jak zaczęło się poszukiwanie materiałów, bardzo czasochłonny, ale i wciągający proces, poczułam, że to jest to. Kasia zaczęła myśleć o firmie produkującej ubranka dla dzieci zaraz po urodzeniu pierwszej córki. Poszła na kurs szycia, kupiła maszynę i zaczęła mierzyć się z tematem. – Nie było łatwo, godziny, noce nieprzespane nie tylko z powodu dzieci, ale efekty motywowały do dalszej pracy – wspomina. Ola porzuciła czołową korporację z branży beauty, w której zajmowała się marketingiem. – Wiem, że mimo że moment był trudny, to był ten czas – mówi. – Byłam na urlopie...

Czytaj dalej