Chorowanie w czasie pandemii? To nie wypada
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Chorowanie w czasie pandemii? To nie wypada

Sylwia Arlak
11.05.2020

Nie wolno nam wyjechać w daleką podróż, ani nawet – jeszcze – iść do restauracji. Kino i teatr? Nie teraz. Impreza urodzinowa albo wesele ? W żadnym wypadku. Czego jeszcze lepiej nie robić w czasie pandemii? Chorować. O ile nie jest to oczywiście koronawirus.

Zaczynasz kaszleć, wszyscy ze współczuciem, ale jednocześnie z widocznym strachem, pytają cię: „Ale to chyba nie koronawirus, co?”. Przypominasz im delikatnie, że w trakcie pandemii Covid-19, inne choroby nie zniknęły w magiczny sposób. Przychodzi kurier, a ty dalej kaszlesz. „O, typowe objawy koronawirusa” — mówi niby żartem od progu, a ty się uśmiechasz, chociaż masz powoli dosyć tego tematu. Naprawdę nie chcesz używać określenia „narodowa histeria”, ale nic nie poradzisz, że właśnie to ciśnie ci się na usta.

Test wiedzy na Dzień Matki! Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Nie mamy pani wyników i co nam pani zrobi

Do kaszlu dochodzi jeszcze katar, ból gardła, lekka gorączka (i inne objawy, o których już nawet nie chcesz pamiętać). Doraźne środki nie pomagają. Już wiesz, że nie wyleczysz się sama, więc postanawiasz skorzystać z usług specjalisty. Spotkanie z lekarzem online? Ten pomysł wydaje ci się co najmniej dziwny, ale nie masz wyjścia, więc przestajesz marudzić.

Lekarz jest wyraźnie znudzony twoim przypadkiem („A może faktycznie niepotrzebnie zabieram mu czas? Przeszkadzam mu?” — zadajesz sobie pytania), ale z drugiej strony, aż tak dużo czasu nie zabierasz, bo konsultacja online jest jeszcze krótsza niż zwykła wizyta w gabinecie. Ale za to na koniec dowiadujesz się, że będą potrzebne badania. Chyba że po raz kolejny chcesz szprycować się lekarstwem „na każdą przypadłość” zwaną antybiotykiem. Zgłaszasz się na zlecone badania, w głębi ducha boisz się jednak, że skoro badania – to jednak dopadło cię coś gorszego niż grypa. Zastanawiasz się: „Może moja opowieść zabrzmiała zbyt dramatycznie”?

Czekasz na wyniki, wizualizując sobie wszystko to, co zrobisz, jak wyzdrowiejesz. Szybko przypominasz sobie jednak, że większość tych rzeczy i tak jest teraz niedostępna. Kiedy w końcu nadchodzi termin odebrania wyników, pytasz, czy przy okazji możesz odebrać badania, które robiłaś jeszcze przed wybuchem pandemii w Polsce. „Jeśli chce się pani zarazić, to proszę bardzo, niech pani przychodzi!” — grzmi pracowniczka przychodni w słuchawce. Najwidoczniej chcesz się zarazić, bo idziesz. Ale odbierasz tylko wyniki najnowszych badań, bo poprzednie w „tym całym bałaganie musiały się gdzieś zagubić”.

Trudno. Machasz ręką. Jedyne, czego chcesz, to pochorować w spokoju. Wracasz do domu, po drodze znosząc jeszcze wzrok swoich współtowarzyszy komunikacji publicznej (dla których najwidoczniej jest oczywiste, że lepiej się udusić, niż kaszleć publicznie). I tak nie masz czasu o tym myśleć — jeśli to nie koronawirus, nie ma powodu, abyś robił sobie wolne w pracy. Dzwonisz do przyjaciółki: „czuję się słabo, ale przynajmniej to nie koronawirus” — mówisz jej z pewną ulgą, po czym słyszysz w słuchawce: „no i po co to całe zamieszanie”?

Z choroby wychodzisz osłabiona, ale bogatsza o wiedzę, że w czasie pandemii chorować na coś innego najzwyczajniej nie wypada. Powodujesz w ludziach strach i złość, nie wiedzą, jak mają cię traktować i jeszcze (tutaj mowa o lekarzach) robisz im problem. Dlatego chorowanie, o ile oczywiście nie zaraziłaś się koronawirusem, odłóż lepiej na później.

Jak nie koronawirus, to nie narzekaj

Nie dziwi cię zatem po wyzdrowieniu mocny wpis Kasi Kowalskiej, której córka w ciężkim stanie trafiła pod koniec marca do szpitala. Wszyscy – łącznie z lekarzami – początkowo myśleli, że to koronawirus, ale testy na obecność COVID-19 okazały się negatywne. „Wszyscy jesteśmy tacy zawiedzeni, no jak można w czasie epidemii jednego wirusa, prawie umrzeć na innego” — napisała ironicznie piosenkarka, dodając: „Przecież to niesprawiedliwe. Najpierw podejrzewają lekarze, że to ten, a później mówią, że nie ten. Okropieństwo! Przecież teraz nasze łzy i modlitwy straciły na wartości. Jak śmiałaś córeczko zachorować jednak na coś innego?! Piszą do ciebie pełni troski rodacy”.

Gwiazda przytoczyła też rozmowę, która ostatnio słyszała, stojąc w kolejce do sklepu. „Słyszała pani, że ta córka Kowalskiej nie miała jednak tego korona wirusa?” – mówiła jedna, na co odpowiedziała druga: „Co też pani nie powie! A tak płakała ta jej matka. No ale jak nie miała, to może jeszcze zachorować”. Wniosek? Dopóki nie zaraziłaś się koronawirusem, lepiej nic nie mów. I przestań kaszleć. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Wojciech Chmielarz
mat. prasowe

Wojciech Chmielarz: „Każdy człowiek to tajemnica” 

Wojciech Chmielarz jest autorem kryminałów, m.in. zekranizowanego przez Canal+ „Żmijowska”, i laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru. Właśnie ukazała się jego nowa książka „Wyrwa”.
Sylwia Niemczyk
11.05.2020

Kiedy bohater „Wyrwy”, czterdziestoletni Maciej Tomski dostaje wiadomość, że jego żona Janina zginęła w wypadku, wali się jego cały świat. Kiedy jednak dowiaduje się, gdzie zdarzył się ten tragiczny wypadek, zaczyna podejrzewać, że o swojej żonie nie wiedział właściwie niczego. Każda nowa informacja utwierdza go w tym przekonaniu – okazuje się nawet, że Janina w swoim równoległym życiu nosiła nawet inne imię.  Wojciech Chmielarz, który zasłynął cyklem o komisarzu Komendy Stołecznej Policji, Jakubie Mortce, w swoich ostatnich książkach odchodzi od klasycznej kryminalnej formy. Jego najnowsza książka to raczej thriller psychologiczny i jednocześnie kolejna, po „Żmijowisku” i „Ranie” wciągająca opowieść o pokoleniu dzisiejszych czterdziestolatków: sfrustrowanych, przegranych, z których wielu sprzedało swoje marzenia sprzed 20 lat za cenę „małej stabilizacji”. To także przejmująco smutny obraz współczesnej rodziny, w której wszyscy żyją obok siebie, właściwie nie znając się nawzajem.  Sylwia Niemczyk: Kobieta ginie w wypadku, odpada nam więc klasyczne pytanie: „Kto zabił?”. To jeszcze jest kryminał?  Wojciech Chmielarz: Nie uciekam od łatki autora kryminałów, ale tak jak w moich ostatnich książkach, „Żmijowisku” czy „Ranie”,  chciałem, aby bohaterami byli zwykli ludzie i ich zwykłe życie. Pomysł na „Wyrwę” zaczął się od sceny, która kiedyś przyszła mi do głowy: na pogrzebie tragicznie zmarłej kobiety pojawia się ktoś obcy, jej kochanek. I zaczynamy się zastanawiać, kim tak naprawdę ta kobieta była. Prawdę o  niej musimy składać kawałek po kawałku, jak puzzle.  I może się zdarzyć, że nie złożymy tej układanki do końca. ...

Czytaj dalej
Olga Kozierowska
mat. prasowe

Olga Kozierowska: „Do zmiany nie jest potrzebna odwaga. Tylko ciekawość”

Założycielka Fundacji Sukces pisany Szminką, dziennikarka i mentorka – właśnie debiutuje w teatrze! Jej spektakl „Wysokie C” ma swoją premierę live 10 maja na Facebooku.
Magdalena Felis
09.05.2020

Olga Kozierowska założyła Fundację Sukces Pisany Szminką i od lat aktywuje kobiety zawodowo, a teraz na podstawie swoich doświadczeń napisała sztukę „Wysokie C”, w której zagra główną rolę. Wyznaje zasadę: nie rezygnujmy z wielkich rzeczy na rzecz przeciętności. Z zmianach w życiu, odwadze, i o tym „co ludzie powiedzą” rozmawia z nią Magdalena Felis. Magdalena Felis: Z czego w życiu zrezygnowałaś, bo bałaś się, co ludzie powiedzą? Ze sztuki. Chciałam śpiewać, tańczyć, zdawać na aktorstwo, ale skończyłam zarządzanie i marketing. Bo to miał być bezpieczniejszy fach.  Po drodze były jeszcze skrzypce. Tak, nawet chciałam zdawać na Akademię Muzyczną, ale okazało się, że mam zwyrodnienie ścięgien i musiałam zrezygnować. Marzyłam, żeby występować w  Gawędzie! Jednak rodzice nie chcieli o  tym słyszeć. Więc poszłam na skrzypce. Ja to nazywam realizacją marzenia pozornego. Niby muzyka, ale nie ta! Też marzyłam o Gawędzie, ale mi zabrakło wiary i odwagi.  Tobie zabrakło albo ktoś ci jej uszczknął. Jako rodzic trójki dzieci uważam, że moją rolą jest służyć dziecku tak, aby wzleciało jak najwyżej. Bo dziecko czuje, w czym mogłoby być najlepsze. Ma odwagę marzyć, że będzie prezydentem, aktorką, akrobatą, naukowcem. Idzie za tym marzeniem, staje na skraju skały, przed którą rozciąga się ocean możliwości, i wie, że ma skrzydła, wierzy, że może polecieć. Tylko się trochę boi. I  właśnie wtedy rodzic powinien dziecko z miłością i czułością „popchnąć”, a nie ściągać w dół z krzykiem: „Uważaj, bo spadniesz! Nie wiadomo, co tam jest! Podetnę ci skrzydła, wtedy będziesz bezpieczne!”.  Poprosiłam ostatnio moją 15-letnią córkę, żeby ścięła mi włosy. Choć nigdy wcześniej tego nie robiła. Powiedziała:...

Czytaj dalej