Carl Honoré o starości w radości: „I sport, i seks, i kreatywność – wszystko jest dostępne w starszym wieku”
iStock

Carl Honoré o starości w radości: „I sport, i seks, i kreatywność – wszystko jest dostępne w starszym wieku”

„Wszyscy się zestarzejemy i żadne zaklinanie rzeczywistości nic nie zmieni. Ważne, by odnaleźć w procesie starzenia się też dobre strony”, wyjaśnia Carl Honoré, jeden z twórców ruchu „slow”, autor wielu książek – najnowsza to „Siła wieku” – w rozmowie z Aleksandrą Pezdą.
Aleksandra Pezda
03.09.2020

Starość to dla wielu osób gorsza perspektywa niż nawet śmierć. Niedołężność, brak samodzielności, samotność – w naszych wyobrażeniach starość wygląda jak pasmo udręki i cierpień. Ale przecież tak wcale nie musi być, przekonuje Carl Honoré, myśliciel i pisarz, w swojej nowej, mądrej i dającej nadzieję książce „Siła wieku”. 

Aleksandra Pezda: Jesteśmy w tym samym wieku, nawet urodziliśmy się w tym samym miesiącu…

Carl Honoré: W grudniu! Strzelec – świetny znak zodiaku.

...dlatego z niepokojem pytam: czy uważasz, że jesteś stary?

Nie, ale dawniej zamartwiałem się swoim wiekiem. Aż zdałem sobie sprawę, że w każdym momencie mojego życia jestem starszy niż w poprzednim roku, a młodszy od siebie za rok. Na razie nikt nie wynalazł metody, żeby to zmienić, dlatego przestałem się przejmować. Zresztą słowo „stary” brzmi dla mnie jakoś sztywno. Gdzie jest ta granica, od której miałbym tak o sobie myśleć? I co – po pięćdziesiątce dojechałem do końcowego peronu i już nic się nie zdarzy? To okropnie dołujący punkt widzenia i zwyczajnie nieprawda. 

A jednak – już o 50-latkach mówi się „seniorzy”. 

Kiedy po pięćdziesiątce zabierałem się do napisania „Siły wieku”, też o sobie myślałem, że jestem stary. Pamiętam nawet moment, kiedy to się zaczęło – podczas meczu hokeja. Gram od kilkudziesięciu lat, to dla mnie coś więcej niż ulubiony sport czy okazja towarzyska. To również element kanadyjskiej tożsamości, ważny, tym bardziej że żyję poza krajem. Inny argument – ilekroć odbijam piłkę na boisku, czuję się znowu jak nastolatek. Aż do zawodów w Gateshead, w północnej Anglii, jakieś trzy lata temu. W ćwierćfinałach strzeliłem gola, który uratował moją drużynę. Kiedy zadowolony wróciłem do szatni, organizator zawodów gratulował mi akcji: „a przecież jesteś najstarszym graczem tych mistrzostw”. Byłem w szoku. „Jakie ma znaczenie, ile mam lat, skoro dobrze gram?” – myślałem. Ale to zdanie zapadło we mnie na długo. Przestałem się tym martwić, dopiero kiedy zacząłem pisać tę książkę.

Znasz takie hasło: „młodnieć z wiekiem”? Oznacza walkę o godne, aktywne starzenie się.

Rozumiem oczywiście, że pod tym hasłem kryje się ta treść, którą i ja promuję – że w procesie starzenia można znaleźć również dobre strony. Ale wiem też, że ciągle mówimy o starzeniu się w stygmatyzujący sposób. Używamy sformułowań typu: „młodzi inaczej” czy „pięćdziesiątka to nowa czterdziestka”. To tak, jakbyśmy się wstydzili naszej biologii. 

Starość nie musi oznaczać gorszego życia

Ty nigdy nie wstydziłeś się przyznać do wieku?

Przyłapałem się na tym na przykład w sklepie – kupowałem żarówkę i nie mogłem odczytać napisu na opakowaniu drobnymi literami. Za nic nie chciałem poprosić o pomoc młodszych od siebie, straciłem mnóstwo czasu, aż znalazłem starszą panią w okularach, która mi w końcu przeczytała, jaka była moc tej żarówki. Nie jestem w tym odosobniony, niestety. Powszechnie wstydzimy się objawów starzenia się, boimy się nawet zostać o to posądzeni. Ukrywamy datę urodzin w CV, nie podajemy jej na Facebooku, farbujemy włosy. I nic dziwnego – od zarania ludzkość pielęgnuje niechęć do starości. 

Poeci i dramatopisarze starożytnej Grecji i Rzymu kpili ze staruszków, w dziełach średniowiecznych pisarzy znajdziemy obleśnych, podstarzałych rogaczy. W XVIII wieku twórca pierwszego słownika języka angielskiego, Samuel Johnson, napisał, że gdy ktoś młody zapomni kapelusza, towarzystwo mu tego nie wypomina, ale o starszym powiedzą od razu, że traci pamięć. Dzisiaj jest jeszcze gorzej, na przykład twórca Facebooka Mark Zuckerberg potrafił wygłosić przed studentami Uniwersytetu Stanforda zdanie: „Młodzi ludzie są po prostu bystrzejsi”. 

A nie są bystrzejsi?

Niezupełnie. Oczywiście ludzki mózg się starzeje. Zaczyna już po dwudziestym roku życia – co 10 lat ubywa mu około dwóch procent masy i objętości. Maleją też dostawy tlenu do mózgu, bo zmniejsza się przepustowość naczyń krwionośnych. Większość komórek mózgowych zachowujemy, ale są coraz mniejsze i mają coraz mniej połączeń. Mózg zaczyna pracować wolniej. Przy tym jednak te zmiany nie pozbawiają nas wcale kreatywności. Przeciwnie, z najnowszych badań wynika, że w średnim wieku do rozwiązywania problemów wykorzystujemy większą niż wcześniej liczbę obszarów mózgu, a taka integracja sprzyja kreatywnemu myśleniu. Tym bardziej że mamy za sobą doświadczenie. 

Poproszę o przykłady.

Pierwsze nazwiska, które mi przychodzą do głowy: aktorka Laura Dern dostała właśnie Oscara, a ma 53 lata. Reżyser i scenarzysta James Ivory dostał Oscara w 2018 roku jako 89-latek. Jeden z najlepszych inwestorów na świecie, Warren Buffett, ma prawie 90 lat, sir David Attenborough jest po dziewięćdziesiątce, a nadal kręci dokumenty przyrodnicze. Jest tych przykładów tak wiele, że nie da się tu wymienić wszystkich – na takich historiach oparłem przecież „Siłę wieku”. Spośród moich bohaterów najbardziej mnie zainspirowała – mógłbym powiedzieć, że uwiodła – 86-letnia autorka telewizyjnego skeczu o viagrze, Libanka o pseudonimie Jaco. Mieszkała w Bejrucie, kariera przytrafiła się jej po osiemdziesiątce i była zasługą prostego pomysłu na ukrytą kamerę z udziałem 70- i 80-latków. Seniorzy odgrywali komiczne krótkie scenki, oparte na stereotypach o starych ludziach – a to pielęgniarka niby trzęsącymi się rękami próbuje pobierać pacjentom krew, a to naprawdę wiekowe małżeństwo ogląda na ławce w parku erotyczną bieliznę. Jaco kupowała viagrę. „Dla kogo to?” – pyta aptekarz. „Dla mojego faceta, jest starszy ode mnie”. Program wywoływał uśmiech, obnażał nasze krzywdzące podejście do starości, ale z drugiej strony ocieplał jej wizerunek. A to wszystko w kraju galopującej mody na operacje plastyczne. Jaco zasiała we mnie nadzieję, że poczucie humoru może człowieka wyciągnąć z każdego dołka. 

Optymistyczne.

Nawet bardzo. Właściwie żałuję, że nie pisałem tej książki wiele lat wcześniej. Gdybym wiedział to, co teraz, oszczędziłbym sobie jakiś 20 lat życia w lęku. Ciągły strach przed tym, że się zestarzeję i stracę wszelkie życiowe szanse, był okropny. Czy mam już siwe włosy? Czy może tyję? Czy jeszcze jestem szybki na boisku? Miałem sny lękowe i katastroficzne wizje siebie samego jako 50-letniego... starca. Pamiętam swoją trzydziestkę – sądziłem, że to koniec moich możliwości. A potem przyszła czterdziestka, pięćdziesiątka. I co? Mam się świetnie. 

Może to dzięki medycynie i kosmetykom?

Kapitalizm jest bardzo sprytny w kreowaniu potrzeb – co roku wydajemy 250 miliardów dolarów na produkty i usługi odmładzające. Te oferty bazują przecież na niezadowoleniu z tego, jak wyglądamy, na chęci zamaskowania tego, że się starzejemy.

Podczas pracy nad książką myślałem, że może w Azji znajdę lepszy model życia. „Chcesz się dowiedzieć czegoś o godnej starości, jedź do Azji” – tak sobie powtarzałem. Wschodnia cywilizacja musi być inspiracją do godnego starzenia się. W końcu konfucjanizm stawia starość na piedestale, z zasady szanuje się starszych i oddaje im kluczowe miejsca oraz decydujący głos. Jakie było moje rozczarowanie! Azja też już się zmieniła. W Południowej Korei na przykład mają najwyższy procent operacji plastycznych na świecie i raczej nikt się w nich nie postarza – odmładzają się i to na potęgę. 

Pomyśl o starości bez strachu

To nie jest prawidłowość? Młodzi ludzie mają inne rzeczy na głowie niż projektowanie własnej starości. 

Dostrzegam nadchodzącą zmianę. Na przykład podczas spotkania autorskiego w Polsce podeszła do mnie młoda dziewczyna i podziękowała mi za to, że odjąłem jej nieco strachu przed starością. Miała niewiele ponad 20 lat. Uśmiechnąłem się, bo przecież gdzie myślenie o starości w jej wieku? Ale przypomniałem sobie własne lęki i w sumie ucieszyła mnie świadomość, że książka te struny w ludziach porusza. 

Demografia wymusi na nas zmianę podejścia do starzenia się. Żyjemy w erze starzejących się społeczeństw, jak dobrze pójdzie, będziemy najstarszą z dotychczasowych populacji w historii ludzkości. Musimy myśleć o tym, jak ułożyć sobie życie w społeczeństwie. Młodzi muszą myśleć o swoim życiu w znacznie dłuższej perspektywie. Liniowy model – rodzę się, idę do szkoły, pracuję, odpoczywam na emeryturze – nieuchronnie odchodzi do lamusa. Skoro dłużej żyjemy, musimy dłużej pracować. A żeby dłużej pracować, musimy zachować sprawność fizyczną i umysłową. 

I o to powinniśmy walczyć już od młodych lat. 

Cała ta historia, którą sobie opowiadamy o starzeniu się, zmienia się nawet w ciągu naszego życia i tego młodzi ludzie są coraz bardziej świadomi. 

Epidemia COVID-19 atakuje najbardziej ludzi w średnim wieku i seniorów. Nadal z optymizmem podchodzisz do problemu starzenia się? 

Epidemia koronawirusa uświadomiła nam tylko to, co już wiedzieliśmy – że z wiekiem stajemy się coraz bardziej podatni na choroby. I że niektóre choroby są tym groźniejsze, im bardziej zaawansowany jest wiek pacjenta. COVID-19 po prostu musimy dopisać do tej listy. Nic się przy tym nie zmieniło w podejściu do starzenia się. Przesłanie jest to samo: jedz zdrowo, pamiętaj o fizycznej aktywności i utrzymuj więzi z bliskimi. Bo zdrowie, dobra kondycja i bliscy spieszący z pomocą, gdy trzeba, zwiększają twoje szanse na przeżycie. 

Jak oceniasz solidarność pokoleń w epoce koronawirusa? 

Jeszcze za wcześnie, żeby ocenić, jak ta epidemia wpłynie na stosunki międzypokoleniowe w długiej perspektywie. Na razie widać wyraźnie, że ten epidemiczny kryzys wywołał wzrost solidarności pomiędzy młodymi a starszymi. Dominuje poczucie, że tkwimy w tym razem i że ta silniejsza część społeczeństw musi się poświęcić w imię przetrwania całości, czyli dla tych słabszych. Im dłużej to trwa jednak tym częściej słychać głosy, że należy zmienić podejście i odmrozić gospodarkę dla młodych i mniej zagrożonych wirusem, nie zważając na koszty zdrowotne i zagrożenie wobec osób starszych. Czy to się nie skończy konfliktem młodzi kontra starsi? Widzę tu groźbę. Ale na razie cały ten kryzys uzmysłowił nam wiele ważnych prawd – że niemal każdy z nas ma w swoim otoczeniu wrażliwych starszych ludzi, którzy wymagają opieki. 

I po drugie – że któregoś dnia każdy z nas będzie stary i potrzebujący. Stąd opieka nad seniorami dziś to ważna inwestycja w naszą własną przyszłość.

Czujesz się zagrożony wirusem?

Na początku nie dowierzałem, że ta epidemia mogłaby przybrać takie rozmiary. Teraz przecieram oczy ze zdumienia, w jak surrealistycznej rzeczywistości znaleźliśmy się w ciągu zaledwie kilku tygodni. Jak niewiele wiemy o tym wirusie i naszej sytuacji – brakuje testów nawet dla medyków, a powinny być dostępne dla każdego z nas i to za darmo. No ale to zbyt kosztowne i pewnie dużo czas zajmie, zanim coś się w tej sprawie poprawi. Pozostaje czekać i mieć nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy. 

W oryginale tytuł twojej książki brzmi „Bolder” – takie sprytne połączenie wyrazów: „śmielej” i „starzeć się”. Chciałeś nam dodać otuchy?

Sobie przede wszystkim chciałem dodać otuchy. Kiedy praca nad książką zbliżała się do końca i czułem już stres związany z tytułem, przychodziły mi do głowy drętwe pomysły. Dopiero przy koncepcji „Bolder” z inaczej zaznaczoną pierwszą literą poczułem ulgę – bo omija stereotypy i jest optymistyczne. Zamiast horroru z wizją bezradnej starości mamy wizję zuchwałego, długiego życia. Wchodzisz w nie z podniesioną głową i oczekiwaniem, że za każdym następnym zakrętem życia czeka cię coś ciekawego. 

Uczę się teraz podchodzić do życia jak do gry komputerowej, gdzie wchodzisz na kolejny level i nie żałujesz poprzedniego, nie oglądasz się: „Chciałbym być na poziomie 30.”, bo wiesz, że na poziomie 50. też dostaniesz nagrodę. Dziś amatorzy powyżej 40. roku życia przebiegają maraton w Londynie szybciej niż dwudziestoparolatkowie. A rekordzistą na najdłuższy czas w pozycji deski (plank) jest Amerykanin George Hood – 62-letni były agent specjalny US Marine – wytrzymał w tej pozycji osiem godzin, 15 minut i 15 sekund.

I nie żałujesz, że czegoś nie zrobiłeś na poprzednich poziomach, a – przeciwnie niż w grze – nie możesz się już cofnąć?

W każdym wieku można zacząć robić niemal wszystko, co się chce. Bo przecież i myślenie kreatywne, i działania artystyczne, również sport i seks – wszystko to jest dostępne w starszym wieku. 

Zapraszam do zweryfikowania przykładów w mojej książce. Ja może nie nauczę się już jeździć na nartach, chociaż marzę o tym od wielu lat. Ale ostatnio mój sąsiad wrócił z nart połamany i pomyślałem, że już nie zaryzykuję. Gdybym złamał rękę, nie byłbym w stanie pracować, a przecież muszę się jakoś utrzymać. A więc nie można mieć wszystkiego. 

Mimo to jestem spokojny, bo wiem, że nie tylko wiek biologiczny się liczy. 

Ważniejsze jest to, kim jesteśmy, jakie mamy umiejętności, jakie pasje. Nie to się liczy, ile masz lat, ale wybory, jakich dokonujesz – to one nas definiują. Co jemy? Jak wypoczywamy? Czy uprawiamy sport? To wyzwalające uczucie. W sferze kultury nie liczy się, czy masz lat 40, czy 60, ale czy widziałeś serial „Breaking Bad”? Czy czytałeś książki Olgi Tokarczuk? Amazon i Netflix nie śledzą już użytkowników, nie kategoryzują według wieku, ale według upodobań. Coraz rzadziej słyszysz z tyłu głowy głos: „Jesteś na to za stary”.

Carl Honoré – dziennikarz, publicysta,, jeden z twórców ruchu „slow”, po studiach (historia, italianistyka) pracował z dziećmi ulicy w Brazylii. Autor książek: „Pochwała powolności”, „Pod presją”, „Bez pośpiechu”. Jego najnowsza książka „Siła wieku. Szczęśliwe życie w epoce długowieczności” została właśnie przetłumaczona na język polski.

***

Rozmowa z Carlem Honorém ukazała się w „Urodzie Życia” 6/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jak się przygotować na starość?
Adobe Stock

Starość dopadnie każdego z nas. Co zrobić już dziś, by była łatwiejsza?

Liczba ludzi dożywających sędziwej starości wciąż wzrasta, ale na przekór tym faktom wciąż gloryfikuje się młodość i żyje ideą, w której starość nas nie dotyczy. Takie podejście wzmaga w nas strach przed starością, a w starszych ludziach poczucie bycia niepotrzebnymi. Jak się przygotować na ten etap swojego życia?
Karolina Morelowska-Siluk
29.10.2020

Kto chce się ogrzać w starości, musi za młodu postawić sobie piec”, to zdanie, które wydaje się być bardzo słuszne. Liczba ludzi dożywających sędziwej starości wciąż wzrasta. Demograficzne starzenie się społeczeństw jest wręcz symbolem naszych czasów. Jednak na przekór faktom świat, kultura gloryfikują młodość. A to tylko wzmaga w ludziach starszych poczucie beznadziejności, bycia niepotrzebnymi, bezwartościowymi. Ponieważ świat ani nie ceni starości, ani do niej nie przygotowuje, warto zrobić to na własną rękę! Kiedy należy zacząć? Według psychologów i lekarzy bardzo wcześnie – w młodości!  Czy wesołe jest życie staruszka?  W każdy kolejny etap życia człowiek powinien wchodzić po pierwsze z wiedzą o zmianach, jakie on za sobą niesie, po drugie z dobrym nastawieniem. Kiedy jesteśmy młodzi, wciąż snujemy plany, marzymy. W starości odbieramy sobie to prawo. A to błąd. „Na starość powinno się mieć jakiś plan” przekonuje Elżbieta Pomaska, pełnomocniczka prezydenta Radomia ds. polityki senioralnej, i dodaje, że podobnie jak młodzi ludzie planują życie i karierę, tak samo należy pomyśleć o 20-30 latach swojej starości. Radzi, aby zastanowić się, jaką chcemy mieć starość i co możemy zrobić, aby ta starość tak właśnie wyglądała. Według niej jednym z takich sposobów jest nierezygnowanie ze swoich pasji oraz kontaktów towarzyskich. Daje jeszcze jedną cenną wskazówkę, mianowicie, że nie należy żyć wyłącznie dla swoich dzieci czy partnera. Konieczne jest, by „kultywować cząstkę siebie w sobie”, bo wtedy mamy pewność, że na starość, gdy dzieci zajęte będą swoim życiem, nie będziemy mieć poczucia, że zostaliśmy z niczym.  Z badań wynika, że – poza oczywistością, czyli problemami zdrowotnymi i materialnymi – to, co najbardziej...

Czytaj dalej
rozwój osobisty
Getty images

Pędzisz, gnasz i lecisz na złamanie  karku? Zwolnij! Powolność to nasz nowy trend

"Problem w tym, że większość z nas traktuje odpoczynek jako próżniactwo".
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Ciągle pędzimy. A przecież jest coraz więcej dowodów, że wygrywają ci, którym się nie spieszy. To oni dostają lepszą pracę, są zdrowsi, bardziej twórczy i zadowoleni z życia. Dlatego nie ma dzisiaj nic pilniejszego do zrobienia niż zastanowienie się nad pytaniem: „Jak wypisać się z obsesji pośpiechu i szczęśliwie żyć w swoim rytmie?”. Przeczytaj nasz tekst i zobacz, jak wejść na drogę zadowolonej z siebie i pewnej swojej wartości kobiety.   Na jednym z facebookowych memów dwie małe dziewczynki stoją na przystanku szkolnego autobusu z nosami w kalendarzykach. Jedna mówi do drugiej: „Okay, przesunę balet godzinę wcześniej, przełożę gimnastykę i odwołam fortepian. Ty przeniesiesz skrzypce na czwartek i urwiesz się z piłki. W ten sposób w środę będziemy mieć czas od 15.15 do 15.45, żeby się pobawić”. Zabawne? Owszem. – Ale gdy przestaniemy się śmiać, zadajmy sobie pytanie: „Czy ja nie jestem taką dziewczynką?” – mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i autorka właśnie wydanej książki „Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania”. – Czy życie w biegu, z kalendarzem poupychanym co do godziny nie jest dla mnie normą? Czy nie mam w środku takiej małej dziewczynki, która boi się, że jak pozwoli sobie na „bawienie się”, to usłyszy od mamy, że jest leniwa, a od taty, że nic w życiu nie osiągnie? Wiele z nas, spieszących się i zapracowanych kobiet, stara się zasłużyć na aprobatę i podziw innych, myśląc, że drogą do tego jest nieustanny wysiłek, mówienie wszem wobec: „Jestem potwornie zajęta”.   Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że wytężona praca, brak wakacji i wolnych weekendów wcale nie łączy się z efektywnością i sukcesem.   – Według...

Czytaj dalej
dymna
Fot. Beata Zawrzel/Reporter

Anna Dymna: „Nigdy z nikim się tyle nie śmiałam, co z ludźmi, którzy cierpią”

„Nigdy z nikim się tak nie śmiałam, jak z ludźmi, którzy cierpią. My, zdrowi, zapominamy, co jest naszym źródłem radości. Dziś warto sobie o tym przypomnieć”, mówi Anna Dymna.
Magdalena Żakowska
25.06.2020

Anna Dymna jest jedną z najbardziej znanych polskich aktorek, I to nie tylko dlatego, że zagrała popularną Anię Pawlakównę w „Kochaj albo rzuć”, komedii która bawi niezmiennie kolejne pokolenia. Można by jeszcze do tego dorzucić „Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny” czy film „Znachor” - które w latach 80 przyniosły jej nieprzemijającą populaność. Anna Dymna zagrała też w wielu fantastycznych serialach m.in. „Bożej podszewce”, czy „Siedlisku”. Ale jest  kimś więcej niż aktorką. Od wielu lat prowadzi fundację „Mimo wszystko”, opiekuje się ludźmi z niepełnosprawnościami, oddaje swój czas i siły na pracę dla innych. Magdalena Żakowska: W jakich okolicznościach zastała panią pandemia? Anna Dymna: Jak zwykle w pędzie, w drodze. Tuż przed ogłoszeniem kwarantanny zaczęłam zdjęcia do serialu TVN w reżyserii Bartosza Konopki. Po pierwszym dniu wróciłam już pustawym pociągiem z Warszawy do Krakowa. Potem zdążyłam jeszcze dojechać autem do Gdyni na dokrętki do filmu „Amatorzy” w reżyserii Iwony Siekierzyńskiej, o grupie teatralnej złożonej z aktorów z zespołem Downa. Ostatnim rzutem na taśmę nagraliśmy, co trzeba. Zdążyłam wrócić bezpiecznie do domu i wtedy świat się zatrzymał. Jak się pani odnalazła w tym zatrzymanym świecie? Wstrzymałam oddech i nie dopuszczam do siebie żadnych złych emocji. Siedzę w domu i… pracuję od świtu do nocy, choć niby wszystko stanęło. Ale dziwnie się czuję. Jestem aktorką, 50 lat na scenie, 45 lat w Narodowym Starym Teatrze. Nasz zawód polega na bliskim kontakcie z setkami ludzi w teatrze, telewizji, na planie filmowym. A teraz nie gram, nie mam prób, wszystkie spektakle, nagrania, spotkania, konferencje, koncerty odwołano. Ostatni raz taka sytuacja zdarzyła się w stanie...

Czytaj dalej
Isabella Rossellini
Isabella Rossellini z ukochanym psem Panem. Fot. @isabellarossellini

Isabella Rossellini: Starość daje dużo szczęścia. Jesteśmy grubsze, ale wolne! 

W wieku 42 lat straciłam wszystko – karierę filmową, kontrakt reklamowy, uwagę świata. Dziś mam 66 lat i wszystko to odzyskałam. Ale nie poradziłabym sobie, gdyby nie zwierzęta – mówi Isabella Rossellini.
Magdalena Żakowska
14.10.2020

Isabella Rossellini jest bardzo zajętą kobietą. Nie dość, że jest czynną aktorką, modelką, pisarką,  behawiorystką zwierzęcą i farmerką, to znajduje jeszcze czas na to, żeby opowiadać o seksie. W ciągu ostatnich kilku lat nakręciła serię filmów „Zielone porno " (serial dostępny na YouTube'ie), w których przebrana za różne gatunki opowiada o życiu seksualnym zwierząt: modliszkach, które zjadają samców w trakcie penetracji, wężach o dwóch penisach, dżdżownicach hermafrodytach, które są w seksie całkowicie samowystarczalne. Teraz poprowadzi serię wykładów na ten temat, które będą na żywo transmitowane z jej farmy na Long Island. Martin Scorsese, David Lynch i inni Była u szczytu sławy, kiedy w 1986 roku wystąpiła w roli tajemniczej gwiazdy nocnego klubu w kontrowersyjnym filmie Davida Lyncha „Blue Velvet”. Od kilku lat jej twarz nie schodziła z billboardów reklamowych na całym świecie, grała – z wyboru – w ambitnych awangardowych filmach i teatrze, a widzowie niemalże zapomnieli już, że jest córką swoich rodziców, wybitnej aktorki Ingrid Bergman i włoskiego mistrza neorealizmu, Roberto Rosselliniego. Sukcesy zawodowe nie szły jednak w parze ze szczęśliwym życiem osobistym. Miała już za sobą dwa nieudane małżeństwa z Martinem Scorsese i modelem Jonathanem Wiedemannem oraz kilka równie burzliwych, co krótkotrwałych romansów. Po sukcesie „Blue Velvet” związana była z Davidem Lynchem, później z aktorem Gary Oldmanem, ale wszystkie te relacje kończyły się identycznie. „To mężczyźni zawsze mnie porzucali. Łatwo sobie wyobrazić, jak się z tym czułam. Martin Scorsese rozstając się przyznał, że był ze mną tylko ze względu na mojego sławnego ojca. David Lynch po 5-latach związku zerwał ze...

Czytaj dalej