Borelioza może podszywać się pod inne choroby: jak ją rozpoznać? Objawy i leczenie boreliozy
iStock

Borelioza może podszywać się pod inne choroby: jak ją rozpoznać? Objawy i leczenie boreliozy

Już co trzeci kleszcz w Polsce jest nosicielem krętka Borrelia, a borelioza to podstępna choroba. Przybiera różne postaci, dlatego jest niezwykle trudna do leczenia i jeszcze trudniejsza do diagnozowania.
Maria Zawała
18.07.2020

Stwardnienie rozsiane, depresja, bóle stawów i mięśni, zaburzenia rytmu serca i wiele innych chorób. Borelioza może udawać każdą z nich. Tylko nieliczni pacjenci usłyszą od razu właściwą diagnozę. Większość będzie latami chodzić od lekarza do lekarza i leczyć skutki, a nie przyczyny. Tymczasem borelioza wymaga leczenia antybiotykami i odpowiedniego wspomagania układu immunologicznego. 

Komary, ptaki, meszki, co jeszcze?

Sprawcą ludzkich nieszczęść związanych z boreliozą jest głównie kleszcz. Żyje przede wszystkim w lasach: na paprociach, w trawie, ale zarażone kleszcze można też spotkać w naszych ogródkach, na łąkach czy miejskim parku. Najaktywniejsze są o poranku i późną nocą. 

– Wbrew obiegowym opiniom nie skaczą na nas z góry, raczej wchodzą po naszych butach – mówi prof. dr hab. n. biol. Krzysztof Solarz, kierownik Zakładu Parazytologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. – Ocenia się, że odsetek kleszczy zarażonych krętkiem Borrelia cały czas rośnie. W różnych rejonach Polski może już wynosić nawet ponad 30 procent – mówi profesor. Jego zdaniem najwięcej zakażonych kleszczy jest na Podlasiu, także na Mazowszu, w Zachodniopomorskiem, na Dolnym Śląsku, w Beskidzie Żywieckim i Makowskim. Wydaje się, że najmniej jest na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. 

Poza boreliozą, za którą odpowiada bakteria Borrelia burgdorferi, kleszcze wywołują też kleszczowe zapalenie mózgu, anaplazmozę, babeszjozę, poza tym przenoszą pierwotniaka Toxoplasma gondii. I każda z tych chorób jest dla nas groźna. Anaplazmoza przypomina nieco boreliozę, ale po pierwszych objawach podobnych do grypy szybko występują komplikacje ze strony układu krążenia, stawów i serca. Babeszjoza daje objawy podobne do malarii. Z kolei toksoplazmoza jest szczególnie niebezpieczna dla kobiet w ciąży, bo grozi zarażeniem płodu i poważnymi powikłaniami. 

– Niebezpieczne są obrzeżki gołębie, to rodzaj malutkich kleszczy żerujących na ptakach. Mogą jednak też atakować ssaki, w tym człowieka, dlatego trzeba uważać na skupiska gołębi w miastach, na strychach, gołębniki czy kurniki. Nimfy obrzeżków są prawie niewidoczne, ale mogą odpowiadać za neuroboreliozę – przestrzega profesor Solarz. 

Niedawno po przebadaniu 12 gatunków komarów ze wszystkich niemieckich landów, stwierdzono, że także one przenoszą bakterię Borrelia. Wyniki badań wywołały panikę, lekarze jednak uspokajają: 

– Naukowcy oczywiście badają tę hipotezę, że komary mogą przenosić zakażenie, ale dzisiaj sądzimy raczej, że owady krwiopijne: meszki, moskity czy komary, choć mogą być zarażone krętkiem, kłują zbyt krótko, by nam wyrządzić krzywdę – mówi prof. Solarz. 

Bywa również tak, że to my sami przenosimy bakterię: 

– Istnieją wiarygodne doniesienia na temat możliwości zakażenia się krętkiem Borrelia podczas uprawiania seksu. To w końcu taki sam krętek jak kiła. Jeśli ktoś nie ma objawów choroby, może nie wiedzieć, że zakaża w świeżej boreliozie – dodaje dr n. med. Katarzyna Toruńska-Stawińska, neurolożka specjalizująca się w leczeniu neuroboreliozy. Jej zdaniem boreliozą może się zakazić także płód w łonie matki, jeżeli została ona ugryziona przez kleszcza albo ma czynną boreliozę w pierwszym trymestrze ciąży, kiedy łożysko nie jest jeszcze wykształcone. 

– Rzadko, ale może się tak zdarzyć. Miałam taki przypadek w swojej praktyce – przyznaje lekarka.

Objawy boreliozy są niecharakterystyczne

Podstawową trudnością w diagnozowaniu choroby jest to, że testy, które do tego służą, są niewiarygodne. 

– Popularny test ELISA daje wyniki fałszywie ujemne i fałszywie dodatnie. Podobnie Western blot, choć jest zdecydowanie lepszy. Niejeden lekarz, gdy stwierdza brak krętka, dalej już boreliozy nie szuka, a to błąd – wyjaśnia dr Toruńska-Stawińska. – Dziś najbardziej wiarygodnym testem, za pomocą którego można rozpoznać boreliozę, jest EliSpot Borrelia 2, który pozwala na bardziej precyzyjną ocenę etapu zakażenia lub jego aktywności, i jako jedyny nie może być fałszywie dodatni. I to jest dobra wiadomość. Ale niestety, często nie jest na naszą kieszeń – mówi lekarka. Wiele osób, gdy tylko znajdzie na swojej skórze kleszcza, stara się go szybko wyciągnąć i oddać do zbadania, czy był zakażony. Ujemny wynik uspokaja. 

– Nie zawsze jednak powinien, bo kontakt z każdym kleszczem może grozić paraliżem kleszczowym. Niektóre zawierają w ślinie bardzo silną neurotoksynę, która powoduje porażenie nerwowo-mięśniowe klatki piersiowej. To bardzo niebezpieczne, zwłaszcza u dzieci i osób w podeszłym wieku lub gdy kleszcz ulokował się na szyi, w okolicy głowy – zwraca uwagę profesor Solarz. Ale jeśli chodzi o boreliozę, to zdaniem naukowca, by krętki zaczęły się namnażać, konieczne jest żerowanie kleszcza w naszym ciele. Do tego potrzebny jest czas, minimum 24 godziny, a przypadku nimf (młodych kleszczy) – 36 godzin. 

– Im dłużej taki kleszcz znajduje się w naszej skórze, tym korzystniej dla krętków, a mniej korzystnie dla człowieka – tłumaczy profesor. 

Jeśli więc od razu wyjmiemy kleszcza, to jest mało prawdopodobne, żeby nam zaszkodził. Ale pewności nie ma, bo chociaż kleszcz generalnie żeruje raz, czasem z jakichś powodów może opuścić żywiciela, żeby „dojeść” potem. Tak czynią głównie samice, by pobrać wystarczającą dawkę krwi do złożenia kilku tysięcy jaj. 

– Dojadający na nowym żywicielu kleszcz od razu, od pierwszej sekundy, jest niebezpieczny, jeśli jest zakażony krętkami Borrelia – mówi profesor. 

Tak czy owak, kleszcz „gryzie”, zaczynają się więc badania i… diagnostyczne schody, bo coraz rzadziej borelioza daje typowe objawy, takie, o jakich uczy się studentów medycyny. 

Podstawowym objawem boreliozy jest rumień wędrujący. To zmiana skórna, która rozwija się w miejscu wbicia się kleszcza. To początkowy, bardzo charakterystyczny objaw boreliozy. Pojawia się zwykle do trzech tygodni po „ukąszeniu” kleszcza, ale dr n. med. Katarzyna Toruńska-Stawińska zaznacza, że to nie jest reguła: 

– Rumień to tylko 25 proc. przypadków. W dodatku może swędzieć, choć na studiach uczyli mnie, że nie daje takich objawów. Może też boleć: miałam pacjentów z bólem neuropatycznym w jego obrębie. Zresztą borelioza często jest mylona z reumatoidalnym zapaleniem stawów (RZS) oraz chorobami tkanki łącznej, których objawem jest ból stawów. Bywa tak, że pacjent idzie do lekarza, ten zleca test na boreliozę, który, jak już mówiłam, może dać fałszywy wynik. A skoro nie ma boreliozy, to się jej nie leczy. Tymczasem krętek jest w organizmie – mówi. 

Oprócz objawów ze strony stawów jest jeszcze wspomniana już neuroborelioza. Często mylona ze stwardnieniem rozsianym (SM). Różnicowanie tych chorób jest niekiedy bardzo trudne, szczególnie w przypadkach, kiedy pacjent nie pamięta ugryzienia kleszcza i nigdy nie miał rumienia. 

– Wprawny neurolog sobie poradzi, ale trzeba pamiętać, że neuroborelioza i SM to dwie różne jednostki chorobowe, gdzie postawienie właściwego rozpoznania ma znaczący wpływ nie tylko na leczenie, ale na życie pacjenta. Zarówno jedna, jak i druga choroba zajmuje układ immunologiczny, jednak z tą różnicą, że SM go patologicznie aktywuje, a borelioza patologicznie osłabia – mówi dr Toruńska-Stawińska. – Generalnie zawsze powinno się zwracać uwagę na nietypowe objawy. Takie, które w innych chorobach nie występują. Ktoś rano wstaje i bolą go stopy, gdy dotyka podłogi. Albo nagle przestaje tolerować nawet małe dawki alkoholu. Wypije kieliszek wina, a na drugi dzień budzi się z ogromnym kacem. Pojawiają się nagłe objawy ze strony oczu, których okuliści nie potrafią wyjaśnić, choroba lokomocyjna, której wcześniej nie było, dziwne napady zimna. Ten ostatni objaw występuje w neuroboreliozie u osób z porażonym ośrodkiem termoregulacji. Depresja czy choroba afektywna dwubiegunowa także mogą mieć związek z boreliozą. Generalnie niełatwo jednak stwierdzić stan zajęcia układu nerwowego przez krętka bakterii, kiedy wyniki badań podstawowych: morfologicznych i biochemicznych nie odbiegają od normy. Pacjenci są wówczas postrzegani jako hipochondrycy albo symulanci – mówi lekarka.

Krętek w sercu

Kiedy krętek zaatakuje serce, borelioza może bezpośrednio zagrażać życiu, bo może dawać objawy bloku przedsionkowo-komorowego i zatrzymania akcji serca. 

– Zapalenie mięśnia sercowego u kogoś młodego zawsze powinno rodzić podejrzenia boreliozy. Zaburzenia krążeniowe mogą wystąpić zarówno we wczesnej rozsianej postaci boreliozy, jak i po kilku miesiącach od zainfekowania. Istnieje ryzyko bezpośredniego uszkodzenia tkanki mięśniowej przez patogen, co stanowi istotny czynnik ryzyka zgonu w tej chorobie. Ocenia się, że 6–10 proc. pacjentów zainfekowanych krętkiem Borrelia rozwinie dysfunkcje pracy mięśnia sercowego – przestrzega lekarka. 

Wskutek zakażenia krętkiem zdarzają się też zaburzenia rytmu serca, a nawet przypadki wymagające wszczepienia stymulatora serca. 

– Rosnąca liczba ablacji, czyli zabiegów kardiologicznych, które są wykonywane w celu trwałego wyleczenia zaburzenia rytmu serca, nazywanego częstoskurczem, być może także nie jest przypadkowa. Bardzo ciekawe będą wyniki badań i związki sercowych problemów z boreliozą – mówi dr Toruńska-Stawińska.

Leczenie boreliozy – opinie dzielą lekarzy

Większość epidemiologów i lekarzy chorób zakaźnych uważa, że borelioza jest prostym problemem klinicznym, wymagającym tylko badań serologicznych i krótkiej antybiotykoterapii. To zwolennicy oficjalnie obowiązującej w Polsce i Europie metody leczenia boreliozy, czyli IDSA [Amerykańskie Towarzystwo Chorób Zakaźnych – red.]. Liczne objawy występujące po leczeniu przypisują zespołowi poboreliozowemu, którego istnienia jednak nie potwierdzono w pracach naukowych. 

– Krętek Borrelia jest bardzo duży, ruchliwy, przybiera różne formy, potrafi się uśpić na jakiś czas, przetrwać, a jak jego otoczenie się poprawi, przechodzi w postać spiralną, bardzo szybko się porusza i bardzo wolno dzieli. Do tego, inaczej niż wszystkie inne bakterie, potrafi schować własne antygeny tak, że nasz układ odpornościowy ich nie widzi! Ma wiele mechanizmów przetrwania, których do końca nie znamy. Nie zawsze też można trafić z antybiotykiem, bo on działa tylko wtedy, gdy bakteria się dzieli – tłumaczy dr Toruńska-Stawińska. Dlatego jej zdaniem borelioza absolutnie nie jest prostą chorobą – ani do diagnozowania, ani do leczenia. 

– Szczerze? Ja bym leczenia pacjenta zaledwie przez trzy tygodnie antybiotykiem, jak radzą lekarze chorób zakaźnych, nie zaryzykowała. Zresztą nawet nowe zalecenia IDSA, czyli te oficjalnie obowiązujące, zostały w 2018 roku znowelizowane i obecnie mówią, że chorego na boreliozę powinno się leczyć co najmniej pięć tygodni. To oznacza, że lekarze chorób zakaźnych, którzy zajmują się leczeniem boreliozy, zrozumieli w końcu, że ta choroba wymaga jednak dłuższej terapii. Co więcej, już uznali, że dwoma antybiotykami! I to jeszcze w jakich dawkach! – punktuje. 

Jest grupa lekarzy, którzy już od dawna proponują pacjentom długotrwałą antybiotykoterapię. 

– Nie należy jednak przesadzać w żadną stronę, zwłaszcza że niektórzy nieuczciwi „eksperci” próbują na boreliozie robić biznes. Uważam, że dawkę antybiotyków zawsze trzeba ustalić indywidualnie. Podawanie ich latami, co czasem czynili niektórzy, jest naganne. Cieszy natomiast, że lekarze skupieni wokół wytycznych IDSA zaczynają w końcu przychylniej patrzeć na to, co mówią amerykańscy lekarze klinicyści ILADS [Międzynarodowe Towarzystwo ds. Boreliozy i Chorób z Nią Powiązanych – red.], którzy już od 30 lat prowadzą swoje badania nad boreliozą – twierdzi lekarka i zaznacza, że z jej doświadczenia wynika, że bezpieczniej jest leczyć przez trzy miesiące antybiotykami, niż leczyć za krótko albo w ogóle.

***

Artykuł ukazał się w „Urodzie Życia” 8/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
choroby psychosomatyczne
Getty Images

Choroby psychosomatyczne świadczą o tym, że ciało wariuje ze stresu

Klasyczna „chicagowska siódemka” chorób psychosomatycznych to: astma, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa i reumatoidalne zapalenie stawów. Obecnie lista jest poszerzona m.in. o migrenę, AZS i inne. Każda z tych chorób może mieć podłoże psychiczne.
Karolina Morelowska-Siluk
18.07.2020

Są ludzie, którzy zamiast przeżywać, chorują. Emocje to komunikaty. Muszą znaleźć jakąś formę wyrazu. Jeśli nie uda się na scenie psychicznej, będzie to teatr ciała. O chorobach psychosomatycznych rozmawiamy z psychoterapeutką Danutą Golec. Karolina Morelowska-Siluk: Pojęcie „psychosomatyka” większość z nas już gdzieś kiedyś zapewne słyszała. Ale niewielu z nas wie dokładnie, co to właściwie jest. Danuta Golec: Jest to sposób myślenia o tym, co łączy psychikę z somą, czyli, mówiąc bardziej poetycko: co łączy ciało z duszą. To pytanie zaprząta ludzkość od wieków. Zastanawiali się nad tym wybitni filozofowie, począwszy od Sokratesa.  Myślałam, że to stosunkowo nowy „nurt”. Dla medycyny – owszem. Przez setki lat medycyna nie brała tego wątku pod uwagę, a dziś można w zasadzie powiedzieć, że cała medycyna jest psychosomatyczna. To znaczy? To znaczy, że czynniki psychiczne są coraz częściej uwzględniane przez lekarzy. Lekarze już wiedzą, że choćby uwarunkowania osobowościowe pacjenta mają ogromny wpływ na to, jak choruje i jak wraca bądź nie wraca do zdrowia.  Chicagowska siódemka: astma, nadciśnienie i inne Jest pewna pula chorób psychosomatycznych. Tak. Po raz pierwszy opisali je psychoanalitycy w latach 50. ubiegłego wieku. Członkowie chicagowskiej szkoły psychoanalitycznej opracowali tak zwaną „chicagowską siódemkę”, czyli listę klasycznych chorób psychosomatycznych. Zaliczyli do nich: astmę oskrzelową, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna (przewlekła choroba zapalna jelit), wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa (forma nadczynności tarczycy) i reumatoidalne zapalenie stawów. Ta lista była potem, w toku badań, modyfikowana. Dodano migrenę,...

Czytaj dalej
migrene
getty images

Migrena i klasterowy ból głowy – zobacz, jak sobie z nimi radzić. Objawy migreny mogą niszczyć życie!

Jej atak, to nie tylko ból, to czasowe wykluczenie z życia.
Beata Turska
24.02.2020

Młot pneumatyczny w głowie”, „ból, który ścina z nóg, a do tego nudności”, „piekło” – między innymi tak migrenę opisują osoby, które doświadczają jej niemal każdego dnia. Atak to dla nich nie tylko ból – to czasowe wykluczenie z życia. Jak skutecznie leczyć migrenę i co robić, by sobie dodatkowo nie zaszkodzić, wyjaśnia dr hab. Jacek Rożniecki. Beata Turska „Uroda Życia”: Czym się różni migrena od zwykłego bólu głowy? dr hab. Jacek Rożniecki:  Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak „zwykły ból głowy”. W oficjalnej klasyfikacji – a jest to gruba książka – mamy ponad 280 typów takich bólów. Można je podzielić na pierwotne i wtórne. Pierwotne pojawiają się same z siebie, a potem mijają bez śladu, nie powodując żadnych trwałych szkód. Zdecydowanie rzadsze, stanowiące tylko 1–3 proc. wszystkich bólów, są bóle wtórne, czyli takie, które są objawem jakiejś choroby, niekoniecznie neurologicznej, bo może je także powodować na przykład jaskra albo zapalenie zatok. „Zwykłym bólem głowy” nazywamy pierwotny ból typu napięciowego, który może dokuczać od czasu do czasu albo bardzo często, nawet codziennie. Chorzy mówią, że czują się tak, jakby mieli na głowie obręcz, hełm albo za ciasną czapkę, ale ten ból ma niewielkie natężenie, a oni – mimo dyskomfortu – mogą normalnie funkcjonować: pracować, prowadzić samochód i tak dalej. Podczas napadu migreny to w zasadzie niemożliwe. Człowiek z migreną próbuje po prostu przetrwać, a każdy ruch sprawia, że czuje się jeszcze gorzej. Według statystyk na migrenę cierpi około 3,5 do 4 mln Polaków. Skoro jest tak powszechna, ludzie...

Czytaj dalej
dieta nowotworowa
Unsplash

„Nie odżywiaj raka” Onkolog o diecie po diagnozie nowotworowej

Głodówki, dieta wegańska albo popularne teraz wśród chorych na raka przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie nowotworowej, a nawet mogą zaszkodzić.
Katarzyna Pinkosz
04.01.2019

Odpowiednie żywienie jest ważną częścią leczenia i profilaktyki choroby nowotworowej –  mówi prof. Stanisław Kłęk, chirurg onkolog. Kłopot w tym, że popularne opinie dotyczące diety antyrakowej nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdą. Głodówki, dieta wegańska albo przyjmowanie uderzeniowych dawek wit. C nie pomogą w chorobie, a nawet mogą zaszkodzić. Pytamy specjalistę, co jeść by nie zachorować, a także jak układać dietę w terapii nowotworowej, aby zwiększyć szansę jej powodzenia. Katarzyna Pinkosz: Coraz bardziej jesteśmy pewni, że dieta może w dużym stopniu zapobiegać nowotworom. Jak ją układać, żeby zmniejszyć ryzyko zachorowania? Prof. Stanisław Kłęk: Rzeczywiście, wiemy już, że za około 70  proc. nowotworów odpowiada nasz styl życia. Ważne jest niepalenie papierosów, aktywność fizyczna oraz właściwa dieta. Nie musimy jej jednak specjalnie układać, powinna być po prostu zgodna z piramidą zdrowego żywienia. U jej podstawy są warzywa, których powinniśmy jeść jak najwięcej. Następnie: owoce, produkty zbożowe, mleko i  jego przetwory, mięso, ryby, jajka. Warto zwrócić uwagę na to, czy jemy produkty bogate w błonnik, bo ten składnik zapobiega np. rakowi jelita grubego. Poza tym pamiętajmy, że czynnikiem ryzyka np. raka piersi, trzustki, wątroby jest otyłość.  Często dopiero gdy pojawi się choroba, zaczynamy myśleć o zdrowym żywieniu i zmieniamy dietę. Na co wtedy powinnyśmy zwrócić uwagę? Chory potrzebuje diety właściwie zbilansowanej, jeśli chodzi o ilość oraz jakość kalorii. Nie ma jednak jednej uniwersalnej diety dla każdego chorego. Jadłospis zależy od zaawansowania choroby oraz etapu leczenia: czy chory jest przed operacją, w trakcie chemioterapii, czy może już skończył leczenie. Zależy też od  płci, wieku, chorób...

Czytaj dalej